UFO i ET

John Edmonds jest psychoterapeutą. Pomaga ludziom zwalczać nałogi a także kryzysy rodzinne. Pomaga weteranom pokonać post traumatic symptom. Razem ze swoją żoną spełnili swoje marzenia i w połowie lat 90-tych kupili 6 hektarowe ranczo w górach Estrella, na południe od Phoenix w Arizonie. Ranczo otaczała zamieszkana tylko przez dzikie zwierzęta pustynia. Wszystko wydawało się układać na swoim miejscu. Rancho nazywało się Stardust – Gwiezdny pył, leżało w Dolinie Tęczy i było na tyle duże, że Edmondsowie mogli hodować tam konie – przede wszystkim te, których jedyną przyszłością była rzeźnia. Na ranczu znalazły swój dom konie stare i niedołężne ale także mustangi, które gdy ich stada się rozrosną, traktuje się jak szkodniki, łapie i zawozi do rzeźni. Kiedy jednak kupuje się stary dom, który wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli nigdy nie wiadomo jaka siła zagnieździła się w takim miejscu. W wielu przypadkach są to sytuacje paranormalne, których efektem jest czasami zjawisko poltergeista. Jednak w domu Edmondsów zamieszkała inna siła, którą nie można było nazwać inaczej niż pozaplanetarną. Edmondsowie do dziś mieszkają w tym Ascension Codemiejscu i spędzili w nim już 19 lat. John Edmonds opisał swoje przeżycia w książce “Ascension Code” (“Kod wniebowstąpienia”). Są one tak niezwykłe, że każdy sam musi zdecydować na ile akceptuje tą relację.

Żona Edmondsa – Joyce – od samego początku miała niejasne i złe przeczucia wobec tego miejsca, ale jak sama mówi – z miłości do męża i jego pasji zgodziła się na jego zakup. John zawsze chciał mieć ranczo na którym mógłby hodować konie. Powziął taką decyzję kiedy miał 8 lat i od tego czasu zbierał na ten cel gotówkę. Jego marzenie wydawało się wreszcie spełniać. Kiedy dopełniono wszystkich formalności i dom stał się ich własnością, już na drugi dzień postanowili oszacować skalę remontu jaki ich czekał po wprowadzeniu się na nowe miejsce. To, co zobaczyli wprawiło ich w zdumienie. Jeszcze dzień wcześniej wszystkie meble jakie pozostawił po sobie poprzedni właściciel były na swoim miejscu. Na drugi dzień okazało się, że dom został z nich kompletnie oczyszczony i to nie za sprawą złodzieja!. Szybko odkryli że wszystkie meble pływają w basenie. Zadzwonili do biura nieruchomości, które pośredniczyło w transakcji, ale nikt nie był im w stanie powiedzieć co się stało. Poradzono im żeby wyłowili meble i ustawili je przed bramą wjazdową, skąd miała je zabrać śmieciarka. Wyławianie mebli zajęło Edmondsom cały weekend.

W następny poniedziałek John nadal porządkował swój nowy dom, kiedy na drodze dojazdowej ujrzał samotnego mężczyznę. Mężczyzna wyglądał – sądząc po niechlujnym ubraniu – na bezdomnego. Edmonds, będąc terapeutą i całe życie pomagając ludziom w trudnych sytuacjach wyszedł mu na przeciw żeby z nim porozmawiać. Kiedy się spotkali, okazało się, że mężczyzna trzyma w swoich dłoniach groźnie wyglądającą maczetę.
Kim jesteś? – zapytał ostrożnie – Czy mogę ci w czymś pomóc?
Mężczyzna zatrzymał się i odpowiedział pytaniem na pytanie:
Kim ty jesteś?
Jestem właścicielem tego miejsca, właśnie kupiłem ten dom i tu mieszkam – odparł Edmonds.
Nie, nie, nie… – odparł nie zrażony odpowiedzią mężczyzna – Ktoś inny jest tutaj właścicielem.
Co tutaj robisz? – zapytał zdziwiony odpowiedzią Edmonds a mężczyzna znów odpowiedział pytaniem:
Widzisz ten budynek za twoimi plecami?
Tak. Tam będzie moja spiżarnia…
O nie… – pokręcił przecząco głową mężczyzna – Tam właśnie mieszkam…
Czy masz tam jakieś swoje rzeczy? – znów zapytał Edmonds
Mężczyzna pokiwał twierdząco głową
istotaCzy możesz tam pójść i je zabrać? – Edmonds zaczął się powoli niecierpliwić całą tą dziwaczną sytuacją
Ja tu mieszkam – odparł obcy patrząc prosto w oczy Johna
Dlaczego ty sam nie zabierzesz stamtąd swoich rzeczy?
Tego było już dla Edmondsa za dużo
Panie… Hmmm proszę pana! – odparł twardo – Kupiłem to miejsce i nie chcę pana tutaj
Mężczyzna wcale nie wyglądał na zbitego z pantałyku
Ja chronię to miejsce – powiedział. Edmondsowi zaczęły powoli puszczać nerwy.
Nie potrzebuję nikogo, kto by chronił to miejsce. Sam je będę chronił – powiedział już lekko podniesionym głosem. Na twarzy mężczyzny odmalowało się zdziwienie
Ale kto będzie trzymał ich pod kontrolą? – zabrzmiało to jak wyrzut.
Co takiego? – cała rozmowa zaczynała Edmondsa już drażnić.
Chronię to miejsce przed potworami…
Tego było już za wiele. John znacząco sięgnął pod marynarkę i wycedził wolno:
Jestem dobrze uzbrojony… i sam sobie poradzę z potworami. Zabieraj pan swoje rzeczy i znikaj z mojego terenu
Mężczyzna przyjrzał się mu uważnie, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę bramy. John stał na drodze i zdawało mu się, że słyszy z oddali szyderczy śmiech.
W pewnym momencie mężczyzna odwrócił się, uniósł maczetę nad głowę i krzyknął:
Będziesz pan tego jeszcze żałował! Tylko ja jestem w stanie dać sobie radę z potworami!
Znów odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku pustyni.

Edmonds stał na drodze i patrzył jak intruz powoli niknie z pola widzenia. Człowiek z maczetą na jego ziemi zaskoczył go, ale nie przestraszył. Jako terapeuta miał do czynienia z wieloma niebezpiecznymi ludźmi. Miał także pewien zdrowotny defekt z czasów młodości. kiedyś uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Z trudem poskładano go w jedną całość, ale jego mózg od tego czasu zaczął pracować nieco inaczej niż u innych ludzi i w obliczu potencjalnego zagrożenia nie czuł strachu. Jak każdy szanujący się obywatel amerykańskiego południa posiadał także w domu kilka sztuk broni, która dodawała pewności siebie – zwłaszcza kiedy mieszkało się na pustkowiu. Miejsce było tak odległe od cywilizacji, że Edmonds miał problem znaleźć kogoś, kto zainstalowałby mu telefon i antenę satelitarną. Okazało się, że żaden technik nie chce przyjechać na ranczo Stardust. Po kilku dniach wreszcie ktoś się pojawił z wielkim ociąganiem wysiadł z samochodu rozglądając się niepewnie dookoła.
Edmonds wyszedł mu na przeciw
Co się dzieje? – zapytał z wyrzutem – Dlaczego nikt z twojej firmy nie chce przyjechać mi pomóc?
A czy ty wiesz co kupiłeś? – odpowiedział pytaniem na pytanie lekko przestraszony technik. Wyglądało na to, że w tej okolicy odpowiadanie pytaniem na pytanie to normalny sposób konwersacji.
Musieliśmy ciągnąć zapałki, żeby wybrać kogoś kto będzie musiał tu przyjechać – dodał wyjaśniająco.
Chcesz mi przez to powiedzieć, że coś się tu dzieje o czym nie wiem? – Edmonds znów zaczął sie irytować.
Wielu ludzi kupowało i sprzedawało to miejsce. – Zaczął wyjaśniać technik. – Pewien mieszkający tu chłopiec popełnił samobójstwo… na dzień przed ukończeniem liceum i od tego czasu zaczęły się dziać tutaj dziwne rzeczy.

Estrella1

Z opowieści wynikało, że w swojej przeszłości ranczo było miejscem spotkań miejscowej milicji, która organizowała polowania na pustyni. Ubrani w kamo faceci uzbrojeni na dodatek po zęby szybko wzbudzili zainteresowanie policji i po częstych wizytach szeryfa i kilku strzelaninach opuścili to miejsce. Następni właściciele nie byli wcale lepsi otwierając na ranczu dom publiczny. Oni także zostali wykurzeni przez policję. Potem właściciele zmieniali się często – czasami nawet kilka razy w roku. Ludzie od których Edmonds kupił Stardust mieli ranczo w posiadaniu przez zaledwie trzy miesiące. Oczywiście handlarz nieruchomościami nawet słowa nie pisnął o niepokojącej historii tego miejsca. Za to technik szybko wykonał swoją prace, założył telefon i antenę satelitarną i zostawiając za sobą sporą chmurę pyłu zniknął na pustynnej drodze. Przez następne trzy tygodnie nie zdarzyło się nic co by potwierdziło mroczną reputację miejsca.

Któregoś wieczoru Edmonds wyszedł na tyły swojego domu by popatrzeć na przepiękny zachód słońca zapadającego się powoli za wierzchołki majaczących w oddali gór Estrella. Nagle dostrzegł na niebie kilka poruszających się w szyku świateł. Miały złocisty odcień i przypominały orby, ale były znacznie większe i wyraźnie odcinały się od ciemniejącego raptownie nieba. Patrząc na to z perspektywy czasu Edmonds doszedł do wniosku, że wyglądały one identycznie jak słynne “Światła z Phoenix”, które widziały tysiące ludzi na tym miastem w 1997 r. Udało mu się je sfilmować i po zbadaniu przez laboratorium zajmującym się analizą filmów nie ma wątpliwości, że Edmonds widział ze swojego rancza to samo zjawisko – tyle, że półtora roku wcześniej! Światła te pojawiały się na niebie regularnie i Edmondsowie obserwują je od 19 lat aż do dziś. Ponieważ na ranczu hodowane są konie i trzeba napoić je późnym wieczorem, John często przebywa o tej porze poza budynkiem w którym mieszka. Im więcej czasu spędza wieczorem na zewnątrz, tym widzi więcej dziwnych fenomenów. “Światła z Phoenix” np. pojawiały się co najmniej 2-3 razy w tygodniu i Edmonds sfilmował je już dziesiątki razy. Oprócz świateł zaczęły pojawiać się także inne niezidentyfikowane obiekty takie jak czarne trójkąty, obręcze, świetliste węże i olbrzymich rozmiarów latające spodki. Niektóre z nich miały wielkość stadionu do piłki nożnej. W okolicy znajduje się kilka baz wojskowych. Jest strzelnica artyleryjska i poligon bombowy. Jest Luke AFB, gdzie stacjonują tzw. “stealth fighters” i jeszcze jedna baza tak tajna, że nie ma nawet swojej nazwy. Edmonds początkowo sądził, że obserwuje jakieś tajne militarne testy, ale gdy któregoś dnia znalazł się w odległości 20 m od ogromnego trójkąta nabrał pewności, że nie ma to nic wspólnego z wojskiem.

Estrella2

Pewnego poranka John wyszedł przed próg swojego domu i próbował przywołać swojego psa. Ten jednak jakby zapadł się pod ziemię. Zaniepokojony tym postanowił go poszukać. Pies a właściwie suka była potężnym pitbullem. Została złapana przez hycla na ulicy i Edmonds przygarnął ją na swoje ranczo. Często wymykała się za ogrodzenie przyzwyczajona do swobody, ale zazwyczaj nietrudno było ją znaleźć. Szybko wskoczył w swojego Jeepa i ruszył w kierunku gór. Kiedy dotarł do niewielkiej dolinki postanowił wdrapać się na jeden ze szczytów i z góry spróbować odnaleźć swojego psa. Dotarłszy na szczyt spojrzał przed siebie i zamarł z wrażenia. W niewielkiej odległości dostrzegł ogromny, czarny trójkąt startujący właśnie z pustyni. Odległość oszacował na jakieś 18-20 m i był w stanie dostrzec wyraźnie każdy szczegół niezwykłego pojazdu lotniczego. Włosy na całym jego ciele stanęły dęba – ale nie ze strachu – a ze statycznej elektryczności, która wypełniała powietrze. W ustach czuł metaliczny posmak jakby trzymał tam miedzianą jednocentówkę. Natychmiast sięgnął po kamerę, z którą nigdy się nie rozstawał. Wycelował w obiekt i włączył. W tym momencie stracił kompletnie poczucie czasu i przestrzeni. Kiedy się ocknął wciąż stał na wzgórzu z włączoną kamerą w dłoni. Spojrzał na zegarek. Od momentu spotkania z trójkątem minęły co najmniej 2 godziny. Na kamerze sprawdził nagranie. Okazało się, że przez te dwie godziny nagrywała ona tylko śnieżące na ekranie, statyczne szumy. Edmonds był całkowicie pewien, że to co widział nie było pustynnym mirażem. Pozbierał szybko myśli. Olbrzymi trójkąt emanował ciemnym, grafitowo-srebrnym odblaskiem na czarnym kadłubie. Nie miał na sobie żadnych świateł ani nie wydawał żadnego dźwięku. Podekscytowany tym wydarzeniem wrócił do domu gdie czekala na niego zagubiona wcześniej suka.

Spotkanie z czarnym trójkątem było dla Edmondsa punktem zwrotnym w jego życiu na ranczu Stardust. Wydawałoby się, że trudno jest już oczekiwać na jakieś większe wrażenia a te już czekały za rogiem. Kilka dni później Edmonds przeżył swoje pierwsze bliskie spotkanie trzeciego stopnia i napotkał istoty nie z tej ziemi. Zanim jednak do tego doszło na swoim ranczu znalazł martwe konie. Były okaleczone w taki sam sposób jak klasyczne okaleczenia bydła na innych farmach od Nowego Meksyku po Missouri. Edmonds wezwał szeryfa, ale ten jak w innych tego typu przypadkach sporządził jedynie raport i sfotografował martwe zwierzęta. Koniom usunięto w precyzyjny, chirurgiczny sposób narządy wewnętrzne, rodne a także oczy. Weterynarz policyjny stwierdził, że umierały one w mękach i cierpieniu. Nie był to koniec okaleczeń. Kilka dni później znalazł on ciało swojego pitbulla. Pies również był okaleczony a jego organy wycięte. Wszystko to działo się w bezpośrednim sąsiedztwie domu w którym mieszkali Edmondsowie. Noce w Arizonie są zazwyczaj niezwykle ciche, mimo to nie usłyszeli żadnego dźwięku sygnalizującego, że w stajni obok rozgrywa się tragedia.

Phoenix Lights

Po tym wydarzeniu John doszedł do wniosku, że czas zrobić to, co zrobiło wielu innych właścicieli tego miejsca – uciekać. Okazało się jednak, że niełatwo jest sprzedać ranczo, które jest na dodatek domem dla wielu koni. Nie po to je ratował aby teraz odesłać je wszystkie do rzeźni. W szczytowym momencie w stajni na ranczo mieszkało ponad sto koni. Obecnie jest ich już tylko 19-cie. Powoli też zmienia się sytuacja – zwłaszcza od czasu gdy na ranczo zaproszono indiańskiego uzdrowiciela. Człowiek ten wykorzystuje – jak sam mówi – energię gwiazd do tego, aby znormalizować sytuację w tym miejscu i co jest w tym wszystkim niezwykle – sytuacja znacznie się poprawiła do tego stopnia, że Edmonds zatrudnił go w Stardust na stałe. Zanim jednak do tego doszło w okolicach rancza zaczęły się pojawiać dziwaczne stworzenia. Jedno z nich przypominało gąbkę do mycia bardzo brudnych naczyń firmy Brillo (!!!). Postać ta miała humanoidalny kształt i krążyła po pustyni w oddali. Co jakiś czas można było zaobserwować niewielkie tornada, które wzbijały piasek pustyni w powietrze. Tornada te przechodziły przez postać przypominającą Brillo, nie czyniąc mu żadnej krzywdy ani nawet nie zakłócając jego równowagi. Edmonds przerażony widokiem zaczął strzelać do niego ze strzelby i był pewien że trafia za każdym razem. Postać jednak niewzruszenie maszerowała dalej. Wtedy przypomniał sobie historię o potworach, o jakich opowiadał mu człowiek z maczetą, którego spotkał pierwszego dnia, kiedy wprowadził się na ranczo. Kiedy na drugi dzień Edmonds wyszedł na pustynie sprawdzić czy są jakieś efekty jego strzałów – nie znalazł żadnych śladów po tym zajściu. Nie było to jedyne takie wydarzenie. Regularnie zaczęły pojawiać się kolejne dziwaczne istoty. Zdesperowany Edmonds widząc, że bron palna nie robi na przybyszach żadnego wrażenia zaczął na nich krzyczeć a nawet kilka razy poszczuł psami. Psy jednak nie zdołały ugryźć człowieka przypominającego Brillo. Istoty Brillo nie były jedynymi postaciami jakie pojawiały się fizycznie na ranczo. Po nich zaczęły pokazywać się szaraki, które bez przeszkód wchodziły do mieszkania. Czasem gdy Edmondsowie budzili się w nocy okazywało się ze w ich pokoju są szaraki! Nigdy jeden. Zazwyczaj dwa albo trzy. Coś przyciągało ich do tego domu a zwłaszcza do sypialni i łazienki w sypialni. Edmondsowi udało się zabić jednego z nich. Ze względu na wypadki na rancho, zgromadził on w domu cały arsenał rozmaitej broni. W różnych częściach domu rozstawił kije bejzbolowe a obok łóżka leżał samurajski miecz. To tym mieczem udało mu się zabić szaraka. Kiedy wyjmował miecz z jego ciała, na jego końcu nabity był jakiś organ szaraka. Zdjął go i trzyma do dziś w lodówce. Edmonds szuka obecnie laboratorium, które mogłoby zbadać ten kawałek ciała. Tymczasem ciało szaraka które przebił mieczem zniknęło. Po prostu rozpłynęło się w powietrzu. Wg Edmondsa trzeba odciąć szarakowi głowę żeby zatrzymać ciało. To dlatego mężczyzna, którego spotkał w pierwszy dzień po wprowadzeniu się na ranczo nosił ze sobą maczetę. Edmonds przekonał się o tym, gdy zaatakował kilka następnych szaraków próbujących zbliżyć się do jego żony. Ich ciała przechowuje obecnie w zamrażarce. Ciała te zostały zbadane w laboratorium dr Levengooda. Po pierwszych testach doktor przeżył szok i nie chciał rozmawiać na temat rezultatów. Później stwierdził, że ma dowody na istnienia życia pozaziemskiego. Krotko po tym doktora znaleziono martwego.

mustangi

Ranczo Edmondsa podobnie jak ranczo Skinwalkera w Utah jest prawdopodobnie portalem energetycznym, przez który docierają na Ziemię istoty nie tylko z innych światów, ale i innych wymiarów. Niektóre z tych portali ledwie mieszczą w sobie postać ludzką a przez inne można wlecieć nawet jumbo-jetem.Do Stardust przyjechała na miesiąc grupa Bigelowa – ta sama , która badała ranczo Skinwalkera. Naukowcy spędzili tam miesiąc a ich wnioski na razie nie są znane.

Psychologia i umysłTajemnice i anomalieUFO i ET

Natalie miała wtedy 10 lat i chodziła jeszcze do podstawówki, gdy wydarzyło się coś, z czym nie może sobie dać rady do dziś mimo, że już jest dojrzałą kobietą. Spała wtedy mocnym snem, gdy nagle coś ją obudziło. Otworzyła oczy i zobaczyła błysk białego, mocnego światła. Najpierw poczuła ogarniający ją strach a następnie kłujący ból w prawym ramieniu.Sparaliżowana całą sytuacją nie mogla się nawet poruszyć. Paradoksalnie uspokoiło ją to, bo już wcześniej przeżywała ataki paraliżu sennego, gdzie trudno odróżnić sen od rzeczywistości. Wciąż jednak czuła ból w ramieniu i to dało jej pewność, że nie śpi. Paraliż nagle ustąpił i zdołała zejść z łóżka. Zeszła na dół po schodach do kuchni. Ból minął a serce zaczęło bić spokojniej.

magnes_1Kilka dni później zauważyła, że ma coś pod skórą prawego ramienia. Szybko skojarzyła to z nocnym bólem. Postanowiła pokazać to miejsce swojej matce. Ta doszła do wniosku, że musi to być śrut z wiatrówki i zamówiła wizytę u lekarza. Lekarz początkowo potwierdził, że jest to śrut, który dostał się pod skórę dziewczynki tyle, że nie znalazł żadnej rany, żadnego pęknięcia na skórze, przez które taki śrut mógłby się tam dostać. W końcu uznał, że skoro nie śrut, to będzie to kaszak. Na dodatek na tyle niegroźny, że nie wymaga interwencji chirurgicznej jeśli nie zmieni kształtu lub nie zacznie boleć. Od tego czasu Natalie zaczęła mieć coraz poważniejsze problemy zdrowotne. Dwa lata później usunięto jej ze śledziony cystę wielkości grapefruita. Lekarz stwierdził także nadciśnienie wewnątrz gałki ocznej. Po wielu latach Natalie udała się do dermatologa. Chciała usunąć dziwne ciało pod skórą na jej ramieniu. Dermatolog uznał jednak, że jeśli ten obiekt nie powoduje bólu ani się nie rozrasta, to nie ma powodu aby dokonywać operacji. Do 24 roku życia obiekt nie zmienił ani swojego położenia ani wielkości.

Sid Goldberg jest znanym reżyserem filmów dokumentalnych. Dwukrotnie nawet zdobył nagrodę Emmy. W 2014 r. postanowił nakręcić pilot potencjalnej serii dokumentalnej na temat ET wśród ludzi i fenomenu wzięcia. Zaczął jeździć na kongresy ufologiczne w poszukiwaniu odpowiednich dla siebie tematów. Na jednym z nich (w Toronto) poznał Natalie. Opowiedziała mu o guzie na ramieniu. Miała zawsze wobec tego guza mieszane uczucia. Czuła, że tej nocy, kiedy zobaczyła jasny rozbłysk światła wydarzylo się coś wiecej. Od ojca, który pracował dla wojska przy supertajnych projektach dowiedziała się o UFO. Później sama wielokrotnie widziała niezidentyfikowane obiekty latające. Zaczęła serio brać pod uwagę możliwość, że być może była ofiarą takiego spotkania i guz na jej ramieniu jest pozaziemskim implantem…. Wielokrotnie próbowała sobie przypomnieć co wydarzyło się tamtej nocy. Jej pamięć była jednak zablokowana.

ImplantNatalie2

Sid Goldberg zainteresował się jej przypadkiem i zaproponował jej przeprowadzenie seansu hipnotycznego by w podswiadomości odnaleźć pamięć tamtego wydarzenia. Zgodziła się. Chciała także usunąć ten obiekt z ramienia, bo w jakis sposób czuła, że tworzy on w niej trudne do wytłumaczenia energetyczne zakłócenia i jest związany z wszelkimi problemami zdrowotnymi jakie przeszła w życiu. Seans hipnozy przeprowadził najlepszy terapeuta w Toronto, który miał doświadczenie i zrozumienie problemu abdukcji. Zanim jednak do tego doszło Sid poprosił Natalie o przyłożenie do guza silnego magnesu neodymowego. Magnes neodymowy (NdFeB) jest rzadkim ziemskim magnesem złożonym z neodymu, żelaza i boru, tworząc czworokątną strukturę krystaliczną. Taki magnes jest najsilniejszym naturalnym magnesem na Ziemi. Przyłożony do guza magnes przywarł jakby go ktoś tam przykleił, ale odpadał z każdego innego miejsca. Następnie Natalie założyła w na ramię miedzianą bransoletę – taką, jaką używają ludzie cierpiący na artretyzm. Nieoczekiwanie przysłonięty miedzią obiekt zaczął się gwałtownie rozgrzewać!

ImplantNatalie

Wprowadzona w stan hipnozy Natalie pod wpływem uwolnionej pamięci wpadła w paniczną histerię. Zmory przeszłości wróciły i lekarz musiał jak najszybciej wybudzić ją z transu. To, co zapamiętała, to inny sen z wieku dziecięcego, który często się powtarzał. We śnie miała dziecko i je utraciła. Przypomniała sobie także moment włożenia w jej ramię implanta. Miejsce w którym była, miało szare, metalowe ściany. Leżała na białym prześcieradle. Ktoś poruszał się obok niej, ale mogła jedynie dostrzec biały kitel. Po tym dramatycznym seansie Natalie podjęła decyzję usunięcia guza. Chciała się dowiedzieć dlaczego przyciąga on magnes neodymowy? Czy jest chemiczny czy biologiczny? Czy są w nim jakieś izotopy, które sugerują, że implant pochodzi z innej planety? Operację przeprowadzono 26 sierpnia, 2014 r. w Montrealu.

cdn…….

Tajemnice i anomalieUFO i ET

Czaszka Starchild, jest jednym z najdziwniejszych obiektów jakie do tej pory odnaleziono na Ziemi. Fundamentalnie różni się od czaszki ludzkiej lub jakiegokolwiek innego zwierzęcia. Przywodzi na myśl szaraków ET, sugerując kosmiczne pochodzenie – zresztą w ten sposób powstała jej legenda. Lloyd Pye, który poświęcił badaniom nad nią ostatnią część swego życia miał obsesję tej czaszki i chciał za wszelkie cenę znaleźć odpowiedź czym ona tak naprawdę jest. Wierzył, że jest to czaszka kosmicznego dziecka. Nie doczekał jednak tej odpowiedzi. Pye zmarł w grudniu 2013 r. na raka krwi. Okazało się, że tego typu choroba miała już miejsce w jego rodzinie. Dowiedział się o raku na 3 miesiące przed śmiercią i niestety przegrał swoją batalię.

Historia znalezienia czaszki sięga lat 30-tych. Znalazła ją nastoletnia dziewczyna z meksykańskiej mieściny Barrance del Cobre, 160 km od miejscowości Chihuahua. Dziewczyna wiedziona ciekawością, wbrew woli rodziców poszła do pobliskiej opuszczonej kopalni miedzi. Znalazła tam leżące obok siebie dwa szkielety. Nie wiadomo co jej strzeliło do głowy tego dnia, ale zebrała kości do koszyka i ukryła je na pustyni obok kopalni. Tej samej nocy spadł tam rzęsisty deszcz. Kiedy dziewczyna wróciła w to miejsce na drugi dzień – kości zostały wypłukane przez wodę i jedyne co znalazła to dwie czaszki.

Obecną właścicielką czaszki Starchild jest Melanie Young. Przez wiele lat była pielęgniarką w szpitalu Lubbock w Teksasie na oddziale onkologii dziecięcej. Po kilkunastu latach pracy w szpitalu postanowiła otworzyć własny gabinet masażu. Mąż jednej z pracownic gabinetu znał właściciela czaszki Starchild, którą wkrótce po jego śmierci otrzymał w spadku. Ponieważ wiedział, że Melanie zawsze interesowała się ufologią, dlatego uznał, że powinna ją zobaczyć. Początkowo wysłał jej kilka zdjęć by po kilku dniach przynieść czaszkę do gabinetu. Kiedy Melanie otworzyła pudełko zobaczyła w nim dwie czaszki. Jedna bez wątpienia należała do człowieka mimo, że miała rozliczne, abnormalne cechy, ale ta druga była czymś zupełnie innym. Była to słynna później czaszka Starchild, która odmieniła jej życie.

starchild2

Melanie szybko zorientowała się, że zbadanie czaszki przekracza nie tylko jej wiedzę, ale także energię i możliwości finansowe. Na którejś z konferencji ufologicznych poznała Lloyda Pye i opowiedziała mu o posiadanym znalezisku. Lloyd zapalił się do projektu a Melanie całkowicie mu zaufała i przekazała mu czaszkę. Miało to miejsce w lutym 1999 r. Lloyd Pye przyjmując czaszkę zwrócił uwagę, że utrzymywanie jej istnienia w tajemnicy może być niebezpieczne. Informacje tego typu zawsze przeciekają na zewnątrz i ktoś być może zechce ukraść czaszkę posuwając się nawet do zabójstwa. Dlatego Lloyd i Melanie ustalili, że jej istnienie należy ogłosić światu a samej czaszce trzeba było nadać imię. Melanie uznała, że chce pozostać w cieniu i nie ujawniać swojej osoby w obawie, że może to wpłynąć na jej pracę w szpitalu, gdzie zajmuje się noworodkami. Wobec tego Lloyd przejął całą odpowiedzialność za dalsze losy Starchild na siebie.

Czaszkę Starchild – Gwiezdne dziecko – nazwano tak ze względu na jej niewielkie rozmiary, bo na pierwszy rzut oka wyglądała jak czaszka dziecka. Jednak dalsze oględziny budują wiele wątpliwości. Przede wszystkim czaszka ma zęby dorosłego człowieka – więc z pewnością jej właściciel nie był dzieckiem. Płaty czaszkowe są ze sobą zrośnięte, co również wskazuje na bardziej dojrzały wiek osobnika. Nikt tak naprawdę nie wie jak wyglądał Starchild za życia. Bez znajomości struktury mięśni nie da się odtworzyć wyglądu twarzy. Można jedynie snuć przypuszczenia i dokonać rysunkowej interpretacji, która niekoniecznie jest prawdziwym odzwierciedleniem tego jak wyglądał Starchild. W czaszce zwracają uwagę olbrzymie oczodoły, które kończą się na jej bokach. Można przyjąć, że taka osoba doskonale widziała w ciemności. Jej oczy były spłaszczone. Dziś wiemy, że spłaszczone oczy tworzą się w przestrzeni kosmicznej np. u astronautów, którzy spędzają wiele czasu na Stacji Kosmicznej. Melanie wymyśliła imię Starchild i choć dziś wie, że nie był to najlepszy wybór – imię przylgnęło do czaszki i właśnie jako Starchild stała się sławna.

Wszystko zmieniło się wraz ze śmiercią Lloyda Pye. Melanie była zrozpaczona. Uznała jednak, że rozpoczęta nad czaszką praca musi zostać zakończona. Na kongresie ufologicznym w Arizonie poznała Chase Kloetzke i tak zaczęła się ich współpraca. Chase Kloetzke pracowała przez wiele lat dla DoD (ministerstwo obrony narodowej) Pochodzi z wojskowej rodziny i jest specjalistą w dziedzinie biomechaniki m. in. tworząc protokoły ochronne dla sił specjalnych. Jej mąż a także dzieci również związane są z US chase-headshot1Army. Jest także pełnym entuzjazmu ufologiem, współpracuje z MUFON i bada ten fenomen w sposób naukowy. Zajmuje się również kryptozoologią. Szukała kryptydów w bagnach Luizjany, jaskiniach North Caroliny i kopalni węgla w Kentucky. Chase uważa, że ilość przypadków UFO wzrasta z każdym rokiem. Do MUFON wpływa średnio 900 zgłoszeń miesięcznie. Przypadki te zazwyczaj dzielone są na dwie grupy: na ziemskie i pozaziemskie UFO, co wymaga nieco odrębnego podejścia.

Chase Kloetzke pomaga Melanie w uporządkowaniu spraw formalnych związanych z czaszką a także w poszukiwaniu wykwalifikowanych genetyków, którzy podjęliby się dokończenia badań DNA. Chce aby wszelkie badania na czaszce, były prowadzone w sposób niezależny. Jej celem jest dokończyć to, co rozpoczął Lloyd Pye. Jeśli Starchild okaże się ludzką hybrydą lub kosmitą to będzie to przede wszystkim dowód na to, że nie jesteśmy we wszechświecie sami. Ważne jest dla niej także to, co zbadania tajemnicy Starchild może przynieść ludzkości. Kości czaszki są lekkie, ale o niezwykle silnej strukturze. Być może poznanie ich budowy pomoże ludzkości w stworzeniu takiego typu kości dla człowieka. DNA pobrane z czaszki jest zanieczyszczone. Czyste DNA znajduje się jedynie w jej zębach. Posiada ona tylko dwa zęby, dlatego do tej pory nie zdecydowano się pobrać z nich DNA w obawie przed ich zniszczeniem. Na początku było ich trzy, ale jeden z nich zniszczyło laboratorium próbujące pobrać DNA.

Starchild Skull genetic enigmaWydawałoby się, że mając w posiadaniu tak unikalny obiekt jak czaszka Starchild – nie będzie trudno znaleźć laboratorium, które podejmie się badań i wesprze – widząc w tym własną korzyść – projekt finansowo. Jednak badania takie są bardzo kosztowne. Samo uruchomienie mikroskopu elektronowego już kosztuje pieniądze. Poza tym naukowcy niechętnie zajmują się badaniami związanymi z pozaziemską cywilizacją w obawie o własną reputacje, która może ucierpieć, gdy ich nazwisko będzie związane z jakimś kontrowersyjnym obiektem, który oficjalnie (bez żadnych dowodów!) został uznany za pseudonaukowy. Wystarczy otworzyć Wikipedię aby o tym przeczytać. Wiąże się to z kompletną obojętnością lub niechęcią, z jaką czynniki oficjalne traktują UFO i ewentualność istnienia pozaziemskich cywilizacji. Np. neurolog – Steven Novella uznał, że jest to czaszka dziecka, które cierpiało na wodogłowie. Melanie Young w swojej pracy na oddziale noworodków widziała wiele przypadków wodogłowia u dzieci i nie zgadza się z taką opinią. Sądzi, że Starchild nie był dzieckiem i nie był także człowiekiem. Wskazują na to dotychczasowe badania DNA. W czaszce znaleziono częściowe ludzkie DNA, ale osoba ta nie była człowiekiem.

Lloyd Pye podpisał umowę z laboratorium na 3 lata. Za każdy rok badań musiał zapłacić 250 tys. dolarów. Był zdeterminowany aby wykonać te badania, a potem – jak sam powiedział – wepchnąć uzyskane dane w gardło nauki. Melanie Young podobnie jak Lloyd Pye nienawidzi prosić o pieniądze, ale pragnienie rozwikłania tajemnicy czaszki zmusiła ich do takiego działania. Jednak Kickstarter jaki zorganizowano by dofinansować prace nad czaszką zebrał zaledwie 35 tys. dolarów. Mimo że Pye był osobą dosyć popularną, to nie znalazł się nikt, kto wsparłby swoim autorytetem jego pracę. Badania jednak nadal będą kontynuowane i po ich zakończeniu to nauka a nie pasja ufologów określi kim naprawdę był Starchild..

Tajemnice i anomalieUFO i ET

Ken Storch jest emerytowanym policjantem. Przez trzydzieści jeden lat pracował jako śledczy w miejscowości Aurora w stanie Kolorado. Z pracy w policji został mu w spadku instynkt a także umiejętność dostrzegania i zabezpieczania śladów popełnionego przestępstwa. Obecnie mieszka w Locust Grove w Oklahomie i jest prywatnym detektywem. Odkrył tam swoją nową pasję. Bada on przypadki UFO a także częste, mające miejsce w tym regionie przypadki okaleczenia bydła. Storch jest przekonany, że ma to związek ze zjawiskiem UFO, które dokonuje jakichś bliżej nieznanych eksperymentów na żywych stworzeniach, pozyskując z nich rozmaite części ciała. Jeden z ciekawszych przypadków z jakimi miał do czynienia Ken Storch to martwa, okaleczona krowa, znaleziona na pastwisku 9 lutego 2012 r. w Norwood w stanie Missouri.

Ken na miejsce wydarzenia zabrał ze sobą cały ekwipunek, który kiedyś używał w codziennej pracy w policji. Zabrał ze sobą także wykrywacz metali. Towarzyszył mu kolega Bob – były fotograf policyjny – który miał sfotografować martwe zwierzę i przebieg pracy Storcha. Ranczo w Norwood należało do Gaylanda Jonesa i nie było to pierwsze martwe i okaleczone zwierzę jakie znalazł na swoim pastwisku. Tym razem była to ważąca 400 kg krowa w ciąży. Usunięto jej język i wyłupiono oczy. Usunięto także odbyt i część waginy. Mimo rozległych ran, nie znaleziono dookoła ani kropli krwi. Nie przeszkadzało to jednak wezwanemu przez Jonesa weterynarz stwierdzić, że śmierć nastąpiła w wyniku upływu krwi. Farmer ocenił, że krowa musiała zostać zabita ok. 4 nad ranem. Wstał tego dnia jeszcze przed świtem żeby narąbać drewna i wówczas zobaczył na pastwisku martwą krowę

martwa krowaBliższe oględziny wykazały, że język został usunięty w czasie kiedy krowa jeszcze żuła siano! Tak więc cięcia nie dokonano poprzez pysk krowy! Język został odcięty tuż przy gardle w czasie kiedy krowa wciąż jadła. Storch postanowił zbadać miejsce zbrodni za pomocą detektora metalu. Detektor miał zainstalowany program, który pozwalał na zidentyfikowanie wykrytego metalu. Były policjant zbadał najpierw teren dookoła martwej krowy i nie znalazł tam nic – nawet starego, zardzewiałego gwoździa. Następnie zaczął przesuwać ramię wykrywacza nad ciałem zwierzęcia zaczynając od odbytu. Kiedy dotarł do nosa, milcząca do tej pory maszyna wydała ostry dźwięk. Nieoczekiwanie wykryła metal, który okazał się być czystą platyną! Storch z niedowierzaniem sprawdził swój sprzęt, ale wszystko wyglądało na to, że jest w porządku. Jeszcze raz przesunął wykrywaczem nad nosem krowy i tym razem maszyna nie znalazła niczego. Niezrażony tym Storch przesunął detektor nad wyłupione oko. Maszyna znów wydała z siebie dźwięk. Tym razem Storch natychmiast pochylił się nad okiem, żeby zobaczyć co w nim siedzi. Dostrzegł jedynie jakiś przedmiot, który natychmiast zniknął mu z pola widzenia. Okazało się, że przedmiot a raczej implant zaczyna poruszać się i chować wewnątrz ciała krowy. Storch dosłownie urządził sobie za nim policyjny pościg, odnajdując wykrywaczem metali jego położenie w różnych częściach ciała krowy. Po jakimś czasie ruch implantu ustał. Zatrzymał się w kanale ucha a na zewnątrz dało się zobaczyć zielonkawo-niebieski odblask. Przypominało to żarzenie się świetlika. Po chwili implant znów zaczął się poruszać – tym razem w stronę szyi krowy. Zaczynało się robić naprawdę ciekawie. Po jakimś czasie implant znów schował się w uchu.

Ken StorchPościg za implantem musiał jednak zostać gwałtownie przerwany. Nad Norwood w szybkim tempie nadciągała burza, która w tamtych rejonach często buduje niebezpieczne tornado. Badający miejsce wypadku ludzie musieli szybko poszukać sobie schronienia. Zanim jednak to zrobili, asystent i fotograf Storcha – Bob – wyjął nóż, odciął ucho krowy i zabrał je ze sobą. Już w schronieniu, kiedy rozmawiali o wypadku, Jones powiedział, że mógł przewidzieć, że coś złego przydarzy się tej krowie. Poprzedniego wieczoru zawiózł siano na pastwisko i rozrzucał je wprost z przyczepy traktora i krowy same ustawiały się w szpaler żeby mieć dostęp do jedzenia. Tak zrobiły wszystkie krowy oprócz tej, która okazał się być martwa następnego ranka. Odstawała od reszty stada i nie chciała jeść karmy z innymi. Gayland Jones widząc to, podjechał do niej i zrzucił dla niej z przyczepy specjalną porcję. Znalezione tego poranka martwe zwierzę nie było to pierwszym jakie zabito i okaleczono na jego farmie. Podobną sytuację przeżył w 2008 r. a dwie inne przydarzyły się jego ojcu który miał farmę w Teksasie.

Kiedy burza minęła, trzej mężczyźni powrócili na pastwisko. Ku ich zdumieniu okazało się, że w tym czasie ktoś lub coś dokończyło okaleczenia krowy!!! Najwyraźniej farmer wstając wcześnie rano, zapalając światło na zewnątrz oraz silnik traktora spłoszył sprawców. Teraz w środku potężnej burzy powrócili i dokończyli swoją robotę. Tym razem usunęli wymię a także martwy fetus cielaka.

Cokolwiek działo się feralnej nocy na farmie Jonesa nie pozostało tak do końca anonimowe. Jego sąsiadem jest kierowca ciężarówki, który wyruszył w trasę ok. 3 nad ranem. Już z drogi zadzwonił do swojej żony Joan licząc, że jeszcze nie położyła się do łóżka. Powiedział jej, że widzi z drogi dziwne światła nad farmą Jonesa. Joan również je dostrzegła. Podekscytowana przyniosła kamerę i sfilmowała światła poruszające się 100-150 m nad ziemia. Filmowała je przez ok. 5 min.

Jeszcze tego samego dnia Ken Storch zawiózł odcięte ucho do prześwietlenia, ale nie znaleziono w nim żadnego metalicznego obiektu. Czy był tam kiedy Bob odcinał ucho? A może implant uległ samodestrukcji, bo tak był zaprogramowany na wypadek jego wykrycia? Być może był całkowicie organiczny i przez to niewidzialny dla aparatu rentgenowskiego? Tego – póki co – jeszcze nie wiemy.

Tajemnice i anomalieUFO i ET

Kit Metzger jest właścicielką 36 000 hektarów ziemi o nazwie Flying M Ranch w Arizonie. Jest hodowcą bydła i przez wiele lat jej największymi problemami było tępienie piesków preriowych i odtwarzanie pastwisk. Jednak przez ostatnie 40 lat dołączyły się do tego problemy zupełnie innej natury, przerastające wszystko to, z czym miała do tej pory do czynienia. Co jakiś czas na swoim pastwisku natrafiała na ciało martwej krowy, którą okaleczono, chirurgicznie usuwając ze zwierzęcia rozmaite części ciała tak precyzyjnie, że z ran nie popłynęła nawet kropla krwi. Pani Metzger sfotografowała swoim iphonem wiele z nich i w internecie próbowała zmnaleźć odpowiedż na dręczące ją pytania: kto dokonał tych bestialskich okaleczeń i w jakim celu?

Przeszukując strony internetowe szybko znalazla podobne do swojego przypadki. Okaleczone krowy z których usunięto rozmaite części ciała znajdowano w wielu okolicznych stanach. W niektórych – takich jak Kolorado, Nowy Meksyk i Missouri więcej niż gdzie indziej. Policji – która od lat interesuje się podobnymi przypadkami, nigdy nie udało się złapać sprawcy takiego czynu. Próbując zrozumieć ten makabryczny fenomen, pani Metzger doszła do wniosku, że musi za tym stać jakaś satanistyczna sekta, która potrzebowała tych zwierząt do swoich mrocznych rytuałów. Jakoś nie jest w stanie wyobrazić sobie tego, że okaleczeń mogą dokonywać np. przybysze z innej planety czy wymiaru – mimo że wielu ludzi kojarzy te fakty z dzialalnością UFO.

martwa krowaNa zdjęciach, które zrobiła można zobaczyć ciała krów z odciętymi uszami, wyjętymi oczami, usuniętymi wargami a także okrągłe otwory w ciele krowy, przez które wyjmowano jej narządy wewnętrzne. Wszystkie cięcia były niezwykle precyzyjne, jakby wykonywała je wprawna ręka chirurga. Metzger doszła do wniosku, że aby tego dokonać, morderca musiał najpierw znieczulić czymś zwierzęta – środkiem, który sprawiał, że były one spokojne a ich mięśnie rozluźnione. Następnie do serca krowy wprowadzano rurę, która odpompowywała ze zwierzęcia całą krew. Nie znaleziono śladów po tej krwi w pobliżu martwych zwierząt co może oznaczać, że była ona do czegoś potrzebna temu, kto to zrobił. Podobnie wyglądało to w innych miejscach, gdzie dokonywano okaleczeń zwierząt.

Pierwszą okaleczoną krowę na swoim ranchu znalazla pani Metzger jeszcze w latach 70-tych. Nawykła do surowego życia na Dzikim Zachodzie próbowała wszelkich sposobów by dopaść sprawców tych okaleczeń – jednak bez powodzenia. Zdecydowała się w końcu opowiedzieć o wszystkim publicznie wierząc, że ktoś z zewnątrz pomoże jej w rozwikłlaniu tajemnicy i ukaraniu sprawcy.

Obserwując makabryczne zjawisko zauważyła też pewną prawidłowość. Okaleczenia zdarzały się zazwyczaj w tym samym czasie: w środku lipca, w pażdzierniku i okolicach Świąt Wielkanocnych. Ludzie pracujący na Flying M Ranch zaczęli pilnować krów nocą i w wielu miejscach ustawiono kamery. Kamery wielokrotnie zarejestrowały światła samochodów, ale nigdy nie udało się po śladach wytropić skąd przybyły. Kit Metzger zwróciła się także o pomoc do szeryfa Coconino County, do nadleśnictwa i do arizońskiego oddziału Fish and Wildlife Service (Służby Połowu i Dzikiej Przyrody).

krowa

Coraz częstsze przypadki okaleczeń zwierząt zaczęły przynosić coraz większe straty finansowe. Średnio rocznie ginie w ten sposób na jej ranchu 4-5 krów co daje stratę ok 16 tys. dolarów. Jeśli krowa jest w ciąży to do strat należy doliczyć kolejny tysiąc. Dodatkowo cielęta, których matki zginęły w tak makabryczny sposób źle się rozwijają i często chorują. Pani Metzger zauważyła również, że najczęściej ofiarami okaleczeń są krowy o delikatnej i przyjaznej naturze, do których łatwiej jest podejść. Wiele z nich było jej ulubionym zwierzętami.

Co ciekawe podobne przypadki nie zdarzyły się na sąsiednich ranchach takich jak Diablo Trust czy Bar T Bar. Niektórzy uważają że powodem jest ich niedostępność.

Ofiarami tajemniczych okaleczeń padają także inne zwierzęta. W sierpniu zeszlego roku (2015) pracownicy Fish and Wildlife Service znależli niedaleko Flying M Ranch, na pólnocny wschód od Anderson Mesa – martwego jelenia. Zwierzę miało odcięte wargi i organy seksualne. Strażnicy uważają, że martwe zwierzę zostało tu przywiezione i wyrzucone. Nie są jednak w stanie znaleźć powodu, dla którego ktoś tak masakruje zwierzęta. Podejrzenia rzucane na satanistów nigdy nie znalazły swojego potwierdzenia.

Pani Metzger natomiast nie zamierza pogodzic się z takim stanem rzeczy i w zbliżającą się Wielkanoc będzie w pełni gotowa na spotkanie z nieznaną siłą, która zabija jej zwierzęta.

Na podst art. z “Arizona Daily Sun”

UFO i ET

Dziś porozmawiamy o fali spotkań z tzw. Mothmanem – tajemniczą istotą, która widywana była w Point Pleasant i okolicach w 1966 i 1967 r. Co ta sprawa ma wspólnego z UFO? I czy to, co czytamy w artykułach w Internecie to pełna wersja tych wydarzeń?

Kim był John A. Keel i jak odnosił się do sprawy UFO? Czym według niego było to zjawisko?

Kim lub czym był słynny Mothman? Jak wyglądał? I jak zaczęła się historia niezwykłej „paranormalnej fali”, jaka przetoczyła się przez Zachodnią Wirginię na początku drugiej dekaty lat 60-tych?

W tym samym czasie w tym rejonie dochodziło do wielu innych incydentów, w tym spotkań z UFO i tajemniczymi postaciami. Jak wpisywały się one w całą sytuację?

Jakie były najbardziej znaczące spotkania z Mothmanem? Co je wyróżniało?

W Point Pleasant i okolicach wiele osób doświadczyło spotkań z ludźmi w czerni. Ale nie byli to tacy zwyczajni ludzie w czerni. Kilkakrotnie nękali oni miejscową dziennikarkę, Mary Hyre oraz jej krewnych, a także innych świadków. Co mieli na celu?

Jak oficjalnie tłumaczono zdarzenia z Mothmanem? Co mówili sceptycy?

Kim był tajemniczy Indrid Cold, który odwiedzał Woody’ego Derenbergera – mieszkańca rejonu, który w czasie fali spotkań z Mothmanem przeżywał własną paranormalną historię?

Jednym z ciekawych aspektów były dziwne telefony i przekazy telepatyczne o zróżnicowanej formie. Skąd pochodziły i jak były opisywane?

Co ciekawe, niektóre relacje sugerują, że oprócz Mothmana widywano wtedy „dziwne ptaki”. Jak opisywali je świadkowie?

W 1967 r. w Point Pleasant doszło do tragedii. Zawalił się most Silver Bridge, co spowodowało śmierć wielu osób. Sprawa Mothmana została z tym połączona. Twierdzono, że stwór zwiastował tragedię. Inni wspominali o indiańskiej klątwie, która miała sprowadzić go do naszego świata. Jak powinniśmy traktować tę koncepcję?

Jak należy traktować teorię „paranormalnego okna”, które w 1966 r. otwarło się w okolicach Point Pleasant pozwalając istotom z innego świata wtargnąć do naszej rzeczywistości?

Co casus Point Pleasant mówi nam o naturze zjawiska UFO?

O tym wszystkim można posłuchać na stronie Radia Paranormalium!

KosmosUFO i ET

W

“Huffington Post” opublikowano artykuł: “Audio Recording Document “Weird Music” Heard By Apollo Astronauts on Far Side of Moon” (“ Nagranie austronautów z Apollo udokumentowało, że słyszeli oni “dziwną muzykę” po Ciemnej Stronie Księżyca”)

Był rok 1969, dwa miesiące przed historycznym lądowaniem Apollo 11 na Księżycu. Apollo 10 wszedł na orbitę dookoła Ksieżyca i nad tzw. Ciemną Stroną Księżyca – niewidoczną z Ziemi, na dobrą godzinę stracił kontakt z Ziemią. Lot odbył się bez większych przygod i w oficjalnym raporcie zapisano, że wszystko odbyło zgodnie z planem. Załoga Apollo była zakoczona, gdy nagle w słuchawkach pojawił się dziwny, przypominający muzykę dźwięk. Nie byli nawet pewni, czy zapisać to wydarzenie w raporcie z lotu. Z artykułu w HP wynika, że zapis i nagranie tego, co słyszano w Apollo 10 zostało wysłane na Ziemię w postaci zrzutu danych, gdy kapsuła Apollo opuściła przestrzeń nad Ciemną Stroną Księżyca. Zapis i nagranie odtajniono dopiero w 2008 r. a media zaczęły o tym wydarzeniu pisać dopiero teraz.

Ostatnio emitowany na Kanale Naukowym serial dokumentalny pt: “NASA Unexplained Files” (“Niewyjaśnione akta NASA”) dodał do tej historii jeden znaczący szczegół. Kiedy astronauci szybowali swoją kapsułą nad Ciemną Stroną Księżyca, bez możliwości komunikacji z Ziemią usłyszeli dziwny dżwięk, przypominający raczej muzykę niż elektroniczne szumy tworzone przez urządzenia pokładowe. Slyszeli go wszyscy astronauci i jak sami przyznają nigdy w życiu nie przydarzył im się podobny przypadek. Kiedy łączność z Ziemią została przywrócona, astronauci nie byli pewni czy poinformowac o tym wydarzeniu Kontrolę Lotów.

Astronauta Al Worden z Apollo 15 komentując w programie to wydarzenie stwierdził, że załoga statku kosmicznego jest przyzwyczajona do różnego rodzaju dźwieków w swoich słuchawkach. Ten dżwięk był jednak czymś innym i wnioskiem Wordena było to, że sygnał – skoro dobiegał z Ciemnej Strony Księżyca – to musi tam coś być, co go emituje. Dodał od razu że NASA miała prawo usunąć tą informację z oficjalnego dziennika pokładowego lotu uznając, że jest to w publicznym interesie. Sygnały nie mogły pochodzić z Ziemi, bo Księżyc swoją masą blokuje wszelki kontakt radiowy.

Apollo-10-LOGO1969 r był szczytowym rokiem kosmicznego wyścigu pomiędzy USA i ZSRR. Każda informacja miała swoje znaczenie i dlatego nagranie dziwnych dźwięków jakie usłyszeli astronauci z Apollo 10 oznaczono klauzulą “poufne”. Ujawniono je w 1973 r., ale w czasach kiedy nie byłó jeszcze internetu nikt tak naprawde nie wiedział o ich istnieniu. Dopiero w 2012 zapisano je cyfrowo i stały sie przez to szeroko dostępne. Poproszony o komentarz jeden z uczestników lotu Gene Cernan powiedział:

“Nie pamiętam aby ten incydent podekscytował mnie tak mocno, żebym wziął go serio pod uwagę. Były to prawdopodobnie zakłócenia radiowe. Jeśli uznalibyśmy że jest to coś wiecej, umieścilibyśmy to w raporcie po locie. W ogóle nie braliśmy tego pod uwagę. Mieliśmy w historii wiele incydentów, gdzie chłopaki, ktorzy polecieli w kosmos widzieli i słyszeli rzeczy, których nie potrafili zidentyfikować.”

Kiedy posłuchać nagrania, które towarzyszyło artykułowi to “muzyka” rzeczywiście jest dziwna. Astronauci komentowali jej brzmienie przez całą godzinę, kiedy nie mieli możliwości na komunikację z Ziemią. Czym wiec była ta muzyka?

Back_side_of_the_Moon_AS16-3021Jeśli posłuchać transmisji (nie pojedyńczego sygnału) ze Słońca, można usłyszeć podobną dziwaczną muzykę. Radioastronomia słucha muzyki transmisji radiowych z gwiazd przez cały czas i być może to samo słyszeli astronauci w Apollo 10. Inna możliwość jest taka, że była to transmisja z Księżyca, któorą z jakiegoś nieznanego powodu można usłyszeć jedynie po jego ciemnej stronie. Wreszcie trzecia możliwość, którą sugeruje artykuł, że muzyka jest sygnałem który pochodzi z jakiegoś punktu znajdującego sie po Ciemnej Stronie Księżyca. Oznacza to, że sygnał został przez kogoś lub coś konkretnego wysłany i wokół tej możliwości niepokojąco blisko kręcą się tłumaczenia mediów.

Pytanie jednak brzmi: dlaczego akurat teraz postanowiono zainteresować tym wydarzeniem świat? Nie jest to przypadek i jest to prawdopodobnie jeden z elementów powolnego i starannie przemyślanego planu dotyczącego zagadnień przestrzeni kosmicznej, nowego napędu statków kosmicznych i technologii związanych z wykorzystywaniem ale i wytwarzaniem energii. Dlaczego akurat tą informacje wygrzebano z przeszłości? Być może chodzi o stworzenie atmosfery tajemnicy by zaintrygować ludzką ciekawość i przez to wzmóc rządzę i potrzebę zorganizowania załogowych wypraw w przestrzeń kosmiczną, aby sprawdzić zjawiska takie jak to, które przydarzyło się załodze Apollo 10. Sposób w jaki to wydarzenie jest rozgrywane sugeruje, że jest związane w przeszlości a może i obecnie z technologiczną a co się z tym wiąże z inteligentną obecnością kogoś na Księżycu. Można przyjąć, że muzyka, którą słyszeli astronauci, rzeczywiście brzmi bardziej spójnie i mniej przypadkowo niż transmisje z gwiazd. Tu trzeba pamiętać, że wiele starożytnych religii właśnie w gwazdach widziały miejsce, które zasiedlają bogowie – czyli istoty inteligentne i świadome o ktorych później w XX w pisał fizyk David Bhom. Oznacza to, że jesteśmy do czegoś przygotowywani. Takie istoty w kosmosie – jeśli nałożyć na nie model człowieka – to stworzenia socjalne i lubią się komunikować. Sygnał radiowy wysłany przez ogromne obszary przestrzeni międzygwiezdnej byłby raczej nieruchawy chyba, że ten ktoś mieszka gdzieś w kosmosie od milardów lat i ma czas na powolną konwersację z sąsiadami.

The_Dark_Side_Of_The_MoonByć może transmisja muzyczna z Księżyca została wysłana przez jakiś antyczny i automatyczny nadajnik. Kto wie? Na razie nikt jednak o tym nie wspomina mimo, że dla astronautów z Apollo był wystarczająco dziwny aby o nim nieustannie rozmawiać podczas lotu. Wyrażnie widać, że media nie chcą abyśmy brali pod uwagę gwiezdnej radio-transmisji. Chcą abyśmy myśleli o nadajniku i nadających. Ciekawe dlaczego?

UFO i ET

Roger Leir jest jednym z wybitnych badaczy na polu ufologii. Niewiele brakowało aby pożegnał się z tym światem, gdy jego samochód znalazł się w powietrzu, po tym jak pękła jedna z opon. Dr Leir, mimo że ma licencję pilota, nigdy nie przypuszczał, że w ten sposób przyjdzie mu odbyć krótki lecz niebezpieczny lot. Samochód po wypadku powędrował na złom a doktor z kilkoma zadrapaniami i siniakami wyszedł z kraksy bez szwanku.

W międzyczasie dr Leir opublikował badania jakie przeprowadził po 16-tym zabiegu chirurgicznym, którego celem było usunięcie pozaziemskiego implantu. Przed rozpoczęciem operacji wykryto, że implant posiada silne pole elektromagnetyczne – dużo większe niż większość urządzeń elektrycznych. Sam implant miał 6 mm długości i grubość grafitu w ołówku. Implant emitował także fale radiowe o częstotliwości 137.72926 MHz i 516.8 GHz (dwie różne charakterystyki). Wciąż jeszcze nie odizolowano od siebie tych dwóch częstotliwości, aby ustalić dokładne źródło ich pochodzenia. Kiedy usiłowano przeciąć implant na pół, okazał się on zbyt twardy dla wszystkich instrumentów jakimi dysponowano w laboratorium. Implant przecięto w końcu laserem.

Obcy implant
Obcy implant
Oględziny przeprowadzono mikroskopem elektronowym. Wewnątrz znaleziono tuby, których przeznaczenie jest nieznane. Tuby te okazały się nanotubami. Wg. dr Leira implant jest urządzeniem nanoelektronicznym. Pod mikroskopem elektronowym widać okablowanie implantu, które w niczym nie przypomina urządzeń ziemskich. Do jego napędu służy naturalna elektryczność jaką produkuje ludzkie ciało. Podejrzewa się także, że energia może być dostarczana przez fale radiowe na zasadzie podobnej, do działania pola torsyjnego. Jeden z wcześniej wydobytych przez dr Leira implantów nieoczekiwanie sam siebie wyłączył i przestał emitować pole elektromagnetyczne, by po pół roku włączyć się ponownie.

Na temat implantów znalezionych przez dr Leira wypowiadał się już dr Koontz, który jest fizykiem nuklearnym. Dokonał on wielu matematycznych kalkulacji na podstawie rozmaitych odległości w naszej galaktyce i wg. tych obliczeń implanty pochodzą z miejsca odległego od Ziemi o 300 tys. lat świetlnych, które zamieszkuje cywilizacja o 100 mln lat bardziej zaawansowana niż nasza.

implant1

Dr Leir uważa, że w postaci wydobytych z organizmów ludzkich implantów posiada niezbite dowody na istnienie innej niż ziemska cywilizacja. Można sobie zadać pytanie, dlaczego taka cywilizacja nie szuka kontaktu bezpośredniego i zamiast tego instaluje w ludzkich ciałach rozmaite urządzenia o nieznanym dla nas przeznaczeniu. Być może dzieje się tak dla naszego dobra. Kontakt z wysoko rozwiniętą cywilizacją mógłby kompletnie zniszczyć naszą. Antropolog, Margaret Meade, opisując odkrycie Amerykańskich Samoa wskazuje na to, że pierwotna cywilizacja na wyspach kompletnie rozpadła się z zetknięciu z zaawansowaną cywilizacją odkrywców. Być może dla kosmitów dyskusja z nami przypominałaby naszą dyskusję np. z rybami.

implantremovedsept62008001
Wielu chirurgów wydobywa podobne jak dr Leir implanty z ciał swoich pacjentów, jednak nie przykłada zbyt wielkiej wagi z czym ma do czynienia. Najważniejsze dla typowego chirurga jest to, czy udało się wydobyć obiekt – uważany najczęściej za jakiś minerał, który powstał w ludzkim organizmie i czy nie powstaje infekcja podczas gojenia się rany po zabiegu. Dr Leir nigdy nie spotkał się z pozaziemskim implantem, który wywołałby swoją obecnością infekcję. Nie znalazł on również blizny, która wskazywałaby na sposób w jaki założono implant. Tak wiec bez prześwietlenia i bez bólu ci którzy posiadają takie implanty, nie mają o nich najmniejszego pojęcia. Wielu ludzi pamięta sny, w których dokonywano na nich jakiegoś zabiegu. W wielu przypadkach te sny miały miejsce naprawdę, a operację wszczepienia implantu przeprowadzały istoty pozaziemskie. Dr Leir jest autorem m. in. dwutomowej książki pt. „The Aliens and the Scalpel”

(Artykuł napisany 12 sierpnia, 2011 r. Roger Leir zmarł 14 marca, 2014 r.)