UFO i ET

Wśród zainteresowanych katastrofą do jakiej doszło nieopodal Cape Girardeau był człowiek, którego dziadek był właścicielem farmy, na której rozbił się pojazd. Dziadek wkrótce po tym wydarzeniu sprzedał swoją nieruchomość, alr wnuk po wielu latach wrócił w to miejsce aby porozmawiać z nowym właścicielem farmy. Okazało się, że z miejsca wypadku wyorał on wiele fragmentów dziwnego metalu. Znalezione kawałki metalu nie dawały się przeciąć, spłaszczyć czy choćby zakrzywić. Na jednym z fragmentów znalazł także dziwne znaki. Wszystkie swoje znaleziska trzymał w stodole. W czasie rozmowy z wnukiem poprzedniego właściciela stodoła już nie istniała, bo rozsypywała się ze starości i farmer postanowił ją rozebrać. Nie chciał jednak powiedzieć co zrobił ze znaleziskami które z całą pewnością są nadal gdzieś pieczołowicie przechowywane.

W 1941 r. w Cape Girardeau działało wiele kościołów chrześcijańskich z różnych odłamów. Pastor Huffman zbierał w okolicy pieniądze na budowę kościoła Baptystów zwanego Red Star Baptist Tabernacle. Kościół rzeczywiście zbudowano, ale został on zniszczony przez huragan w 1949 r. Pastor był w domu gdy wezwano go do zabitych w wypadku – jak się później okazało – istot z pojazdu pozaziemskiego. Ze skrupulatnych obliczeń wynika, że musiał to być 12 kwiecień 1941 r. i był to świąteczny weekend Paschy i Wielkanocy. Urzędujący w Cape Girardeau sędzia pokoju mieszkał po przeciwnej stronie ulicy od domu pastora. Poinformowany o wypadku przez policję sędzia zgodnie z instrukcją miał zabrać ze sobą osobę duchowną. Kiedy wyjrzał przez okno od razu zobaczył, że w domu pastora nadal tętni życie i dlatego właśnie pastora Huffmana poprosił o pomoc. Wydaje się to naturalne bo sędzia pokoju także był baptystą.

Innym bezpośrednim świadkiem wydarzenia był Walter Reynolds. Był jednym ze strażaków, wezwanych do ugaszenia pożaru, wywołanego przez nieznany pojazd. On również został zaprzysiężony do utrzymania wszystkiego co widział w tajemnicy. Tuż przed swoją śmiercią, kiedy umierał na raka, wezwał do siebie rodzinę i opowiedział im wszystko co widział tego dnia. On także schował fragment rozbitego pojazdu do kieszeni. Zauważył to jeden z żołnierzy , którzy zabezpieczali teren wypadku. Strażak został przeszukany i odebrano mu schowany kawałek metalu. Został także odprowadzony poza teren katastrofy i już nie mógł uczestniczyć w gaszeniu ognia. Wkrótce zauważył, że ktoś podąża jego śladem a w jego telefon założono podsłuch. Nie był to odosobniony wypadek. Po tym niezwykłym wydarzeniu w Cape Girardeau pojawiło się wielu nieznanych dotąd – nawet z widzenia – osób, którzy podsłuchiwali o czym rozmawiają ludzie i niektórzy byli z tego powodu aresztowani. W każdym takim przypadku okazywało się że ludzie, którzy zostali aresztowani wyrażali głośno swoją opinię na temat dziwnego pojazdu i jego pasażerów.

Cape Giradeau kryło w sobie jeszcze jedną tajemnice, która tłumaczyłaby nerwowość wojska i obecność FBI w miasteczku. W jego okolicy żyło wielu ludzi niemieckiego pochodzenia i mimo, że do wejścia USA do II WŚ wciąż było jeszcze kilka miesięcy, taka grupa ludzi wywoływała nerwowość władz. Niedaleko miejsca katastrofy nieznanego obiektu znajdował się duży budynek należący do dealera samochodowego. Okazało się, że na piętrze budynku tuż nad miejscem, gdzie wystawiano samochody na sprzedaż znajduje się tajny warsztat, w którym produkowano elementy potrzebne do zbudowania bomby atomowej. Co jakiś czas przed salonem samochodowym zatrzymywała się silnie uzbrojona kolumna wojska z wysokiej rangi generałem lub admirałem na czele, która eskortowała wyprodukowane tam elementy.

Innym świadkiem wydarzenia był pomocnik na farmie, który do dziś utrzymuje swoją tożsamość w tajemnicy i występuje pod pseudonimem “Rusty”. Przez wiele lat trzymał on język za zębami i nawet swojej żonie opowiedział o tym kilkadziesiąt lat po wydarzeniu. “Rusty” był tego wieczora na farmie i na własne oczy widział spadającą kulę ognia. To on zadzwonił na policję i uruchomił reakcję łańcuchową wydarzeń, których sam stał się częścią. Ciała ofiar kraksy widziała także pielęgniarka, która przyjechała ambulansem na miejsce zdarzenia. Były to czasy kiedy problem UFO jeszcze nie zaistniał i mało kto zawracał sobie głową możliwością życia pozaziemskiego.

Kiedy w 1947 r. doszło do katastrofy latającego spodka w Roswell zaskakujący jest fakt z jaką sprawnością ówczesne władze wykorzystywały każdą możliwość jaką miały do dyspozycji do tego, by uciszyć świadków wydarzenia. Wyraźnie widać, że doświadczenie z Cape Girardeau zostały szczegółowo przeanalizowane i wyciągnięto z nich wnioski. W 1941 r. w Cape Girardeau stacjonowała rezerw Gwardii Narodowej i wielu mieszkańców miasta służyło w tej jednostce. W 1908 r. jednym z gwardzistów w Cape Girardeau był przyszły amerykański prezydent – Harry Truman. Ale to nie oni zbierali szczątki wraku. Prawdopodobnie przybyła jednostka specjalna z bazy lotniczej Sikestone. Wiadomo to stąd, że szeryfem w mieście był Rubin Shetty, którego brat Ben był żołnierzem i stacjonował w Sikestone. Grupa specjalna w bazie lotniczej była dowodzona przez oficera mianowanego na to stanowisko bezpośrednio z Waszyngtonu. Z pewnością – na wieść o katastrofie latającego spodka – nie wahał się on długo z wykręceniem telefonu do swoich przełożonych. Były to czasy kiedy Pentagon co prawda jeszcze nie istniał, ale w Waszyngtonie znajdowała się centralna administracja wojskowa. Wiadomo jest także, że w dniu w którym rozbił się spodek prezydent Roosevelt bardzo długo nie kładł się spać. Czyżby z tego właśnie powodu? Można się tego jedynie domyślać, zwłaszcza, że następnego dnia w Białym Domu pojawił się dr Vannevar Bush, który był jednym z członków tajemniczej grupy Majestic 12, kontrolującej wszystkie wydarzenia związane z UFO na terenie USA. Towarzyszył mu podczas tej wizyty główny chirurg US Navy a w tamtych czasach w tej właśnie formacji przeprowadzano autopsje najtrudniejszych i najbardziej zagadkowych przypadków z jakimi wojsko miało do czynienia. Ciała istot pozaziemskich z Cape Girardeau z pewnością byłyby takim właśnie przypadkiem.

Ok 9 miesięcy po katastrofie w Cape Girardeau słynna w tamtych czasach aktorka z Hollywood – Carol Lombard wsiadła w Indianapolis do samolotu DC-3 linii TWA, który leciał do Los Angeles. Aktorka była wielkim zwolennikiem prezydenta Roosevelta. W Indianapolis (skąd pochodziła) wspierała jego inicjatywę pożyczki wojennej. Aktorka weszła na pokład samolotu pełna mieszanych uczuć. Była osobą niezwykle przesądną a tuż przed lotem jej matka, która fascynowała się numerologią zadzwoniła do niej, że 16 styczeń 1942 r. jest dla niej bardzo złym dniem na podróże. Wśród pasażerów samolotu znajdowało się jeszcze 15-stu niezwykle doświadczonych pilotów, wracających z odprawy w Indianie. Lot przebiegał planowo. Samolot w drodze do LA zatrzymał się na tankowanie w Las Vegas i gdy ponownie wystartował po kilkunastu minutach nieoczekiwanie zszedł z wyznaczonego kursu. Wkrótce potem samolot rozbił się uderzając w szczyt Mt. Potosi. Wszyscy na pokładzie – łącznie z aktorką – zginęli na miejscu. Raport wojskowy ze zdarzenia został utajniony i uzyskano do niego dostęp w latach 80-tych. Okazało się, że katastrofę obserwowało kilku świadków i wszyscy byli zgodni co do jednego. Nad szczytem góry “wisiało” w powietrzu sporych rozmiarów UFO a samolot z Carol Lombard zmierzał w jego kierunku aż do momentu, kiedy rozbił się o skały. UFO emitowało czerwono-żółty kolor i zniknęło wkrótce po katastrofie.

Katastrofa samolotu miała wszelkie cechy przypadku wysokiej dziwności. Samolot co prawda wystartował nocą, ale niebo było bezchmurne i widoczność z samolotowego kokpitu była nieograniczona. Ośnieżony szczyt Mt. Potosi musiał być wiec doskonale widoczny. Samolot prowadziło dwóch doświadczonych pilotów i nawet gdyby obaj mieli kłopoty np. ze zdrowiem – co jest przypadkiem trudnym do wyobrażenia – to na pokładzie znajdowało się jeszcze 15 innych ekspertów lotnictwa. Sama Carol Lombard, rownież miała licencję pilota i była pasjonatką awiacji. Jeśli UFO nad Mt. Potosi było tak dobrze widoczne, to musieli je zauważyć piloci i pasażerowie samolotu. Czy zgubiła ich ciekawość i zboczyli z kursu, żeby bliżej przyjrzeć się tajemniczemu obiektowi? Wszystko na to wskazuje. W momencie katastrofy samolot zszedł z kursu o 12 km.

UFO i ET

W tym roku mija 70 rocznica wypadków w Roswell, które stały się ikoną światowej ufologii. Był to pierwszy, bezpośredni kontakt z nieznaną i nie mającą swoich źródeł na Ziemi cywilizacją. W wyniku katastrofy zebrano nie tylko resztki wraku pojazdu, którym przybyli Obcy, ale także znaleziono ich ciała. Do dziś historia ta nie została wyjaśniona do końca. Wojsko konsekwentnie, przez 70 lat zaprzecza, że był to pojazd obcej cywilizacji. Z drugiej strony prawdziwość tej historii potwierdzają jej pośredni i bezpośredni świadkowie. Mało kto jednak wie, że Roswell wcale nie było pierwszym przypadkiem, gdzie na Ziemi rozbił się pojazd nieznanego pochodzenia. Zanim doszło do Roswell coś tajemniczego wydarzyło się w stanie Missouri. Bliżej niezidentyfikowany pojazd kosmiczny rozbił się niedaleko miasteczka Cape Girardeau a jego szczątki zostały skrzętnie wyzbierane przez amerykańską armię. Jednocześnie zachowano przy tym jak największy stopień tajności a całą tą sprawę monitorowała FBI. Historię tą opisał Paul Blake Smith w dwóch książkach. Pierwsza nosi tytuł “MO41: Bombshell before Roswell” (MO41: sensacja przed Roswell”) a druga: “3 presidents – 2 Accidents: More MO41 UFO Crash Data and Surprises” (“Trzech prezydentów – dwa wypadki: więcej danych na temat MO41 i niespodzianki”).

Paul Blake Smith mieszka w Cape Girardeau w stanie Missouri od ponad 30 lat i co wydaje się wręcz niewiarygodne, dopiero niedawno uslyszał w radio o domniemanej katastrofie pojazdu pozaziemskiego, do jakiego miało dojść w 1941 r. na peryferiach tego miasta. Co prawda wielu mieszkańców Cape Giradeau przekazywało sobie historię o UFO szeptem, ale jakoś nigdy nie dotarła ona do uszu Smitha. Kiedy wreszcie się o niej dowiedział postanowił zbadać całą sprawę dokładnie i opisać przebieg wypadków. Wydarzenia z 1941 r. na pierwszy rzut oka nie wydają się aż tak odległe, ale na początku XXI w. wielu jego świadków zakończyło już swoje życie. Kobieta, która w tamtych czasach miała 10 lat wciąż pamiętała, że dorośli przy stole rozmawiali o tym ogromnie podekscytowani – szczególnie faktem – że w rozbitym spodku znaleziono żywe, niewielkiego wzrostu istoty. W tamtych czasach oczywiście nie używano słów takich jak UFO, ET czy latający spodek. Zainteresowanie skupiało się na niewielkich ludzikach szarego koloru, jakich znaleziono w trawie na skraju farmy, gdzie rozbił się pojazd. Niestety dorośli nie zabrali ze sobą dziewczynki w miejsce katastrofy – nie widziała jej więc na własne oczy. Niemalże wszyscy świadkowie tego wydarzenia już nie żyją. Często na tamtym świecie są także ich dzieci co sprawia, że nie jest łatwo precyzyjnie odtworzyć wszystko to, co wydarzyło się w Cape Girardeau, późną wiosną 1941 r.

Jednym z głównych świadków wydarzenia był chrześcijański pastor William Huffman. Pewnej nocy w połowie kwietnia 1941 r. pastor nieoczekiwanie wyszedł ze swojego domu by powrócić dopiero około północy. Jego rodzina była bardzo zaniepokojona takim dziwnym zachowaniem pastora, który tylko w wyjątkowych sytuacjach opuszczal dom o tak późnej porze. Gry wrócił, był blady i wstrząśnięty. Posypały się natarczywe pytania co takiego wydarzyło się, że musiał tak nagle wyjść z domu. Pastor zamyślił się, poczym spokojnie odpowiedział.

“Opowiem wam całą historię, ale zrobię to tylko ten jeden wyjątkowy raz i nigdy więcej już do niej nie powrócę.”

Jak się miało okazać, pastor dotrzymał słowa.

Wczesnym wieczorem poprzedniego dnia odebrał telefon od komendanta policji, że podjedzie po niego nieoznakowany samochód policyjny i zabierze go w miejse położone ok. 20 km za Cape Girardeau. W tamtych czasach miasteczko było o połowę mniejsze niż jest dzisiaj, tak więc dystans wydawał się znaczący. Kiedy dojeżdżali na miejsce z daleko można było dostrzec łunę pożaru. Powiedziano mu, że tam wlaśnie rozbił się samolot. Pożar gasiła lokalna straż ogniowa i obserwowało go wielu ludzi. Oprócz strażaków i policji kręcili się tam ludzie w wojskowych mundurach a także dziennikarze, fotografujący wydarzenie. Wśród nichi było także kilku agentów FBI. Było to dziwne, bo Cape Girardeau było zbyt małe aby utrzymywać tu osobne biuro FBI. Okazało się, że biuro to otworzono zaledwie miesiąc przed katastrofą pojazdu lotniczego. Powodem byla duża ilość szpiegów i aktów sabotażu. FBI została zmuszona do założenia w Cape Girardeau biura terenowego. Wiele lat póżniej okazało się, że były ku temu ważne powody, bo miasteczko miało także swój udział w tworzącym się właśnie Projekcie Manhattan.

Kiedy pastor Huffman dotarł wreszcie na miejsce katastrofy, zobaczył w trawie wyglądające jak srebro szczątki pojazdu. Jego kadłub był okrągły i pęknięty na pół. Kiedy zajrzał do środka, w swietle ognia, samochodowych reflektorów i lamp błyskowych fotoreporterów, dostrzegł rząd niewielkich foteli ustawionych przed panelem kontrolnym. Na obwodzie spłaszczonego jak spodek pojazdu pastor dostrzegł serię dziwnych, przypominających hieroglify znaków. Obok pojazdu w trawie leżały trzy nieruchome i niewielkich rozmiarów ciała. Kiedy pastor obrzucił je wzrokiem zdał sobie natychmiast sprawę, że nie są to ciała ludzkie! Miały nie więcej jak 120 cm. wzrostu, bulwiaste głowy z wielkimi czarnymi oczami, niewielkie dziurki tam gdzie ludzie mają nosy i szczelinę w miejscu, gdzie powinny być usta. Nie miały uszu. Ich ramiona były wąskie i wiotkie a dłonie miały 3 palce i kciuk. Ich skóra była srebrnawa w swoim odcieniu i sprawiała wrażenie skafandra, bo ciasno opinała ciała ofiar wypadku. Pastor nie zdołał dostrzec na ich ciałach widocznych uszkodzeń. Dwa z nich leżały w trawie bez oznak życia. Pastor bez przekonania zmówił krótką modlitwę i podszedł do trzeciego pasażera pojazdu, który wciąż okazywał oznaki życia. Pastor otworzył Biblię i rozpoczął nową modlitwę, podczas której niewielki pasażer rozbitego pojazdu ostatecznie wyzionął ducha.

Nagle, dwóch gapiów podniosło z ziemi jedno z martwych ciał i zaczęło pozować do zdjęć. Zdjecia zrobił dziennikarz i zamiast swojego służbowego aparatu z fleszem używał niewielkiego aparatu Kodaka, który miał w kieszeni. Tymczasem na miejsce wydarzenia zaczęło przybywać coraz więcej ludzi ciekawych tego co się stało. Na koniec pojawiło się kilka ciężarówek z wojskiem, które otoczyło cały tłum gapiów z bronią gotową do strzału. Wyglądało na to, że żołnierze z tej jednostki doskonale wiedzą z czym mają do czynienia. Działali sprawnie i szybko, jakby robili to już wcześniej. Oddział przyjechał prawdopodobnie z odległego o 50 km Sikeston, gdzie znajdowała się baza lotnicza. Dowodzący oficer poinformował zebranych że to, co właśnie obeserwują ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego państwa i zabronił komukolwiek o tym opowiadać. Następnie ustawiono ludzi w kolejce i każdy został przeszukany aby mieć pewność, że z miejsca wypadku nie tylko nikt nie wyniósł żadnego skrawka rozbitego pojazdu, ale także nie zrobił zdjęcia. Każdy musiał złożyć przysięgę, że nikomu o tej historii nie opowie. Przysięgę złożył także pastor Huffman, ale złamał ją kiedy wrócił do domu gdy uznał, że jego rodzinie należy się jakieś wyjaśnienie. Od tego czasu pastor bardzo się zmienił. Stał się cichy i milczący.

Dwa tygodnie po tym wydarzeniu w drzwiach pastora pojawił się mężczyzna. Był to ten sam reporter, który Kodakiem robił zdjęcia ciałom martwych pasażerów pozaziemskiego pojazdu. Udało mu się przemycić swój niewielki aparat i był w posiadaniu unikalnych zdjęć, z których kilka kopii postanowił przekazać pastorowi. Pastor nie był zbyt szczęśliwy z tego powodu, ale przyjął zdjęcia i schował je na dnie skrzyni, gdzie przeleżały do lat 50-tych. W tym czasie rodzina jego syna przeniosła się do Kansas zabierając ze sobą skrzynię. Któregoś dnia rodzina Huffmana wydała przyjęcie w swoim domu i w trakcie przyjemnie spędzanego wspólnie czasu syn pastora postanowił pokazać gościom te zdjęcia. Na przyjęciu był jego sąsiad, który mieszkał po przeciwnej stronie ulicy. Okazało się, że pracuje on dla wojska i jest agentem wywiadu. Mężczyzna przekonał syna pastora, żeby ten pożyczył mu zdjęcia, dzięki czemu będzie mógł sprawdzić o co chodziło w tej sprawie. To był ostatni raz, kiedy rodzina Huffmanów zobaczyła tego człowieka. Rozpłynął się jak kamfora. Córka Huffmana – Charlotte – wiele razy widziała te zdjęcia. Wkradała się do pomieszczenia, gdzie znajdowała się skrzynia i oglądała schowane tam zdjęcia. Widok postaci nie z tej ziemi utkwił w jej głowie do końca życia.

UFO i ET

Czas już kończyć ten cykl przynajmniej na razie. Projekt, który realizuje DeLonge razem z Levendą i uwikłani w nim ludzie zajmujący prominentne stanowiska w światowej polityce wydaje się być niezwykle intrygujący i daje nadzieję, że w jego trakcie ujawnione zostaną niezwykle ważne informacje na temat odwiecznego pytanie kim jesteśmy i skąd pochodzimy. W ostatniej Debacie Ufologicznej w Radio Paranormalium (nr 74) poruszono wiele tych wątków. Nosiła ona tytuł: “Czy obcy nas stworzyli?” i zachęcam do jej wysłuchania na stronie Radia:

https://www.paranormalium.pl/1950,sluchaj

i na YT:

Francis Crick, odkrywca budowy kodu DNA był przekonany, że życie na naszej planecie zostało przez kogoś zasiane. Powstało poza Ziemią i zostało przywiezione na naszą planetę. Mimo, że był naukowcem nie wierzył w spontaniczny sposób powstania życia na Ziemi. Był przekonany, że istnieje coś, co nazwał terminem ukierunkowana panspermia. Jeśli więc nasz kod genetyczny jest dziełem istot pozaziemskich oznacza to, że my sami także jesteśmy istotami pozaziemskimi. Dwóch rosyjskich naukowców z Kazachstanu – fizyk Władimir Szczerbak z uniwersytetu im. al Farabiego w Ałmatach i Maksim Makukow z Instytutu Astrofizycznego im. Fesenkowa (także w Ałmatach) na postawie danych matematycznych jakie uzyskali uważa, że kod genetyczny człowieka został przez kogoś stworzony bo ma wbudowane w siebie miejsca, gdzie startuje i gdzie się zatrzymuje – tak jak program komputerowy. To dlatego pochodzenie człowieka nie może być wyjaśnione przez teorię Darwina. Badania naukowców sponsorowane były przez rząd Kazachstanu. W periodyku naukowym “Icarus” w swoim artykule napisali:

“Raz stworzony kod genetyczny jest w stanie przetrwać w kosmologicznej skali czasu – jest to najtrwalsza konstrukcja jaką można sobie wyobrazić. Dlatego jest też najlepszym sposobem na przechowanie życia. W momencie kiedy genom zostanie ostatecznie zapisany, nowy kod zastyga w komórce i jej pochodnych i może być przenoszony w czasie i przestrzeni.”

Zbadany matematycznie kod genetyczny człowieka wykazał arytmetyczny i ideograficzne cechy języka symbolicznego zawierając w sobie zapis w układzie dziesiętnym, jego logiczne transformacje i wykorzystanie liczby 0.

Wiara w to, że życie mogło powstać z materiału jaki został zgromadzony na Ziemi jest jak wsypanie kamieni do kosza, potrząśnięcie nim w przekonaniu, że wyjedzie z niego Cadillac. Zycie jest czymś niezwykle złożonym. Crick doszedł do wniosku, że w naszym kodzie genetycznym znajdują się informacje na temat tego skąd pochodzimy. Przeczuwali to starożytni Egipcjanie, skoncentrowani na odnalezieniu tego miejsca.

Tom DeLonge sugeruje jednak, że ujawnienie jest już w drodze. Jego forpocztą są takie informacje jak ogłoszenie istnienia planet podobnych do Ziemi albo nawet film “Arrival”. W zaciszu gabinetów jednak już dawno uświadomiono sobie fakt, że nie jesteśmy na naszej planecie sami. To, co kiedyś Ronald Reagan powiedział w swoim przemówieniu o kooperacji pomiędzy narodami w obliczu zagrożenia ze strony kosmitów, było oficjalnym potwierdzeniem – jak się okazuje – trwającej cichej współpracy na tym polu, która sprawiła, że Zimna Wojna nigdy nie stała się gorąca. Mimo pozorów wyścigu zbrojeń oficjalni przeciwnicy wymieniali pomiędzy sobą informacje a nawet sposoby przeciwstawienia się Obcym. Jest to niezwykle ryzykowne. Historia Wieży Babel opowiada o takiej walce, która skończyła się dla ludzkości fatalnie. Ci którzy nas kontrolują nie są zainteresowani w tym abyśmy poznali własną naturę. Jesteśmy rasą niewolniczą i zapominamy, że niewiele nam tak naprawdę trzeba aby dorównać bogom, którzy stworzyli nas na swój obraz i podobieństwo. Wyjawił to przecież wąż w Rajskim Ogrodzie.

UFO i ET

Przez całe lata – mając wizerunek latającego spodka przed oczami – tworzyliśmy sobie obraz przybyszy z innej planety. Tymczasem obraz UFO jest bardziej skomplikowany, tak jak słusznie swego czasu podejrzewał Jacques Vallee. Wszechświat jest olbrzymi i niezmierzony. Czy żyje w nim jakaś obca inteligencja? Prawdopodobnie tak. Czy rozgrywają sie w nim rzeczy działające poza naszym wymiarem postrzegania? Prawdopodobnie tak. Czy przybywają na Ziemię istoty z innych planet? Prawdopodobnie tak! Tą wyliczankę można ciągnąć bardzo długo. Żyjemy w gąszczu zjawisk, których natury nie potrafimy zrozumieć. Badacze duchów i zjawisk paranormalnych obserwują często orby pojawiające się w miejscach uważanych za nawiedzone. Orby zachowują wyniosłą obojętność tak wobec ludzi, którzy ich postrzegają jak i wobec siły energetycznej, która mieszka w takim miejscu. Jeśli jednak te same orby obserwować w połączeniu z obserwacją UFO, zaczynają się dziać różne, zaskakujące rzeczy. Znane są przypadki uleczenia z raka w sytuacji, kiedy chora osoba była świadkiem UFO i całemu wydarzeniu towarzyszyły orby. W takim przypadku orby nie chciały już zachować dostojnej anonimowości. Nie tylko uleczyły chorego człowieka ale utwierdziły go w przekonaniu, że jest to doświadczenie religijne. Orby potrafią działać także w drugą stronę i wyrządzić człowiekowi krzywdę. Nnie sposób zrozumieć zasady tego zjawiska. Przypomina to sytuację kiedy kładzie się smartfona przed krową i oczekuje się, że wie jak jak z niego skorzystać. DeLonge mowi o tym w sposób oczywisty, bo informacje te – oczywiście nieoficjalnie – zostały mu powiedziane przez ludzi wysoko postawionych w aparacie wladzy. Odnosi się to także do wielu sytuacji znanych z mitologii i uznawanych za fantazję swoich twórców, gdy tymczasem to wszystko wydarzyło się naprawdę. Bogowie zawsze byli w centrum ludzkich awantur i rzeczywiście stawali to po jednej to po drugiej stronie. Bogowie nie tylko wspomagali jednych ludzi przeciw innym, ale także walczyli sami ze sobą. Dokładnie taką sytuację obserwowali ludzie z Kultu Cargo na Południowym Pacyfiku! Widzieli Japończyków walczących przeciwko Amerykanom. Opowiadali później o niezwykłej broni jaką bogowie mieli do swojej dyspozycji i o potężnych maszynach, na których mogli unosić się swobodnie nad ziemię. Takiego rodzaju opowieści można znaleźć w wielu pismach ze starożytności i być może część z nich powinniśmy odczytywac dosłownie zamiast doszukiwać się poetyckiej paraboli. W Księdze Rodzaju jest mowa o synach Boga i córkach człowieka i chyba nie ma na świecie ani jednego biblisty, który potrafiłby zrozumieć znaczenie tych wersów. Synom Boga spodobały się ziemskie kobiety do tego stopnia, że zaczęli mieć z nimi potomstwo. Tyle, że potomstwem okazały się niebezpieczne monstra – hybrydy. Nazywano je Nephilim, co często tłumaczone jest jako giganci. Zaraz po tym Bóg oburza się na zaistniałą sytuację do tego stopnia, że postanawia zniszczyć całą planetę, co daje początek historii Noego. Mamy więc dziwaczne przejście, zaczynające się od istot, które z pewnością nie są ludźmi! Są synami Boga, ale są także synonimem zła. I powstaje tu od razu pytanie: dlaczego Bóg jest niezadowolony z tego, co popełnili jego synowie? W Biblii mamy także historię Dawida i Goliata, gdzie Goliat przedstawiony jest jako potomek Nephilims. Większość z nich zginęła w Potopie, Goliat jednak przetrwał. Podobnie rzecz ma się z greckimi mitami, uważanymi za nonsens, gdy tymczasem są to być może historie jakie wydarzyły się naprawdę. Jedna z takich dobrze poinformowanych i wysoko postawionych w amerykańskiej administracji osób poinformowała Toma, że zamiast rozglądać się w poszukiwaniu ET po innych planetach, wystarczy popatrzeć na historię naszej własnej i przeczytać grecką mitologię, gdzie aż roi się od pozaziemskich istot. Tą sugestię przekazały mu trzy różne osoby (jedną z nich okazał się Jim Semivan – były agent CIA, ktory w służbie dla agencji spędził 25 lat, z czego wiele w zarządzie organizacji). Greccy bogowie pochodzili z innego niż nasz świata. Przebywali na naszej planecie od dawna i dopiero w czasach greckiej mitologii po raz pierwszy pokazali się człowiekowi. Dali Grekom architekturę, alfabet i demokrację. To dlatego architektura stolicy USA naśladuje grecką a właściwie nawiązuje wprost do bogów z kosmosu, którzy kiedyś mieszkali na Ziemi.

Jacques Vallee od dawna sugeruje, że nasza planeta ma nad sobą system kontroli, znacznie bardziej skomplikowany niż kilka latających spodków z innej planety. Obcy przybywają na Ziemię zbyt często i zostają zbyt długo, interweniując nieustannie w sprawy ludzkie. Vallee jednak nigdy w pełni nie wyjaśnił tej kwestii. Można więc założyć, że to właśnie religie zostały stworzone jako ten system kontroli. Jeśli ktoś pojawia się na Ziemi mając do swojej dyspozycji potęgę i możliwości, których ludzie nie posiadają w sposób naturalny przejmuje kontrolę nad człowiekiem pod każdym względem. Kontroluje świadomość a także jego czyny. Zorganizowana religia jest stworzona przede wszystkim do kontroli – inaczej nie byłaby w stanie funkcjonować. Dlatego z taką zaciekłością religia zderzyła się z mistycyzmem i szamanizmem, które funkcjonują poza systemem. Religie ustawiają nas przeciwko sobie a mistycy uczą rozumieć siebie nawzajem. Mechanizm kontroli sprawia, że jesteśmy zmuszeni do pewnych zachowań i działań, które bez tego nigdy by nie miały miejsca. Można nawet wysnuć wniosek, ze człowiek od samego początku swojego istnienia został społecznie zorganizowany wokół klasy kapłańskiej. Ludzkość grupuje się nie tylko wokół Jezusa, Allaha czy Buddy, ale także wokół Hitlera, Napoleona cz Piłsudskiego – dokładnie na tej samej zasadzie.

William Bromley napisał w swoim życiu tylko jedną książkę, ale za to niezwykle ważną. Nosi ona tytuł “Gods of Eden” (“Bogowie Edenu”). Pierwotnym zamiarem Bromleya było napisanie książki historycznej a skończył na opowieści o Obcych, ich interwencji i systemie kontroli nad człowiekiem, jaki stworzyli. Jednym z tych narzędzi kontroli nad czlowiekiem jest wojna. Ludzkość od niepamiętnych czasów jest ze sobą w stanie wojny i można odnieść wrażenie, że nikt do końca nie rozumie jaka jest prawdziwa natura wojny i kto naprawdę zyskuje na konflikcie. Napisano na ten temat szereg polityczno-ekonomicznych teorii ale jakoś nikt nie zauważył w nich roli ET w wywoływaniu takich wojen. Wielu badaczy UFO zauważa jednak, że głównym powodem zaangażowania Obcych w życie człowieka jest tania siła robocza. Z najstarszych mitów wyłania się obraz człowieka – niewolnika stworzonego przez bogów, którzy wykorzystują go do własnych celów. Tak opisują rolę człowieka sumeryjskie opowieści. Człowiek zostaje stworzony z boskiej esencji jednego z bogów i krwi innego boga, którego zabito. Stworzono z krwi i gliny figurkę, w którą tchnięto życie a my jesteśmy potomkami tego pierwszego człowieka. Szeroko opowiadał o tym Zecharia Sitchin, który wyczytał na glinianych sumeryjskich tabliczkach o konflikcie pomiędzy bogami, których efektem było m.in. stworzenie człowieka. Historia ta nieco przypomina tą opisaną w Księdze Rodzaju. To właśnie w tym micie stworzenia Sumerowie opisują to, co widzieli na własne oczy i próbują zrozumieć sens tych wydarzeń a także własną w nich rolę. Sumerowie zbudowali niezwykłą cywilizację jakiej wcześniej nie znał świat i mimo wszystko byli przekonani, że tak naprawdę są niewolnikami.

Być może odwlekanie w nieskończoność ujawnienia prawdy o UFO wynika właśnie z tego, że ludzkość niezbyt łatwo zaakceptuje fakt, że jest tylko narzędziem a nie partnerem dla przybyszów z innej planety. Że jesteśmy manipulowani przez nich poprzez całą naszą historię, czego wynikiem były powtarzające się regularnie masakry, pochłaniające miliony istnień ludzkich. Nie jesteśmy po prostu panami samych siebie, tylko do kogoś należymy. Na dodatek to nie jest jeden właściciel, bo jest ich wielu, którzy jakby tego było mało, to się jeszcze nawzajem zwalczają. Stary dobry Charles Forth miał moment olśnienia, kiedy powiedział: “Jesteśmy czyjąś własnością.” Religie monoteistyczne mówią o tym wprost. Należymy do Boga czy nam się to podoba czy nie i jeśli zechcemy to kiedyś zmienić spotka nas sroga kara. Człowiek jednak co jakiś czas buntuje się przeciwko swoim właścicielom. Buduje wieżę sięgającą nieba lub piramidy aby dorównać bogom. Jednak każda taka próba kończy się źle i kosztuje ludzkość bardzo wiele. Być może zniszczenie odległych w czasie ludzkich cywilizacji, także tych, o których pamięć przetrwała tylko w legendach (Atlantyda) było karą za próbę wymknięcia się spod kontroli bogów. Ludzie oddają cześć i wyznają wiarę w istoty pozaziemskie również z powodu niezrozumienia znaczenia fenomenu. Często wierzą, że po drugiej stronie czekają na nich kosmiczni bracia a tak z pewnością nie jest, bo Obcy – tak ich często nazywamy – wcale nie są na Ziemi tacy obcy. Są tu dłużej niż my i zamieszkują nie tylko Ziemię ale także obrzeża układu słonecznego. Stworzyli również własny sposób porozumiewania się z nami.

cdn (?)

UFO i ET

Kiedy Tom DeLonge wraz z Peterem Levendą zaczęli pisać książkę “Sekret Machine” poprosili Jacquesa Vallee o spotkanie. DeLonge chciał poznać opinię luminarza ufologii na temat historii, którą razem z Levendą zamierzali opowiedzieć światu. Valle przyjął zaproszenie, ale podszedł sceptycznie do pomysłów DeLonga. Gdy jednak otworzyć pierwsze stronice książki okazuje się że nie kto inny jak sam Jacques Vallee napisał do niej przedmowę.

“Doświadczenie nieznanego pogłębia się, przynosząc trudne do odpowiedzi pytania na temat wtargnięcia niesamowitości w nasz błyszczący nowoczesny świat użytecznych maszyn i powierzchownej rozrywki” – pisał Vallee

Nazwał książkę: “Poważną próbą ponownego zbadania znaczenia i natury fenomenu UFO.”

Przy tej okazji warto wspomnieć o drugim autorze książki, którym jest Peter Levenda. Levenda na mojej krótkiej liście ulubionych autorów zajmuje pierwsze miejsce ex-equo razem z Josephem Farrellem, chociaż obaj panowie nie przepadają za sobą. Farrell to klasyczny uczony, spędzający dnie i noce w spowitej dymem papierosowym bibliotece. Levenda z kolei jest poszukiwaczem przygód. Nie potrafi usiedzieć na miejscu, gotów ponieść każde ryzyko aby zaspokoić pragnienie wiedzy. Pisał książki o nazistach, neonazistach, członkach Ku-klux-klanu, o czarownicach, okultystach, agencjach wywiadowczych, hierarchii kościelnej i wielu innych kontrowersyjnych tematach.

Ufologia i agencje rządowe od zawsze stały po przeciwnych biegunach fenomenu UFO. Dziś nie ma najmniejszej wątpliwości, że armia w wielu przypadkach związanych z UFO po prostu klamała. Wojsko także wniknęło do grup ufologicznych często kontrolując i stymulując ich dzialania. Pytanie więc brzmi: dlaczego to robią? Jaki jest tego powód? Gdy popatrzeć na to z boku to wygląda to na ogromne marnotrastwo czasu, pieniędzy i personelu. Qui bono? zapytałby prawnik. Kto ma z tego interes? Wygląda na to, że agencje rządowe coś chronią. Widoczne to było szczególnie w czasach Zimnej Wojny i trwało aż do upadku ZSRR. Levenda wierzy, że być może nadszedł czas, żeby zasypać barierę podejrzliwości i nieufności i połączyć siły z czynnikami rządowymi.. Aby jednak do tego doszło najpierw jednak powinniśmy się od nich dowiedzieć wszystkiego, co do tej pory ukrywano przed nami na temat UFO. To właśnie Tom DeLonge był pierwszym, który wyszedł z takim pomysłem wierząc, że czas na takie podejście do UFO. W jego pojęciu rząd nie jest jednolitą organizacją. Składa się z wielu elementów, działających w podobny sposób jak korporacja i przez to posiadający własne cele i autonomiczną politykę. Do niektórych aspektów tej polityki dopuszczono DeLonge’a, przez co wierzy on, że są ludzie w agencjach rządowych działają dla dobra ludzkości a nie przeciwko niej (Czyż nie było to główne przeslanie serialu “X-Files”?). Jest to powód dlaczego wielu ufologów uważa, że taka postawa jest aktem niedojrzałej naiwności DeLonge’a, choć z drugiej strony trudno mu odmówić, że spełnia on niezwykle ważną rolę w procesie ujawnienia.

DeLonge na podstawie rozmów z ludźmi wewnątrz rządowych agencji nabrał pewności, że pozazimska inteligencja jest faktem. Jej przedstawiciele reprezentują wiele ras i gatunków. Podobnie jak ludzie, istoty pozaziemskie są skłócone ze sobą i często zwalczają się nawzajem. Niezbyt dobrze idzie im także znalezienie porozumienia z ludźmi. Aby zrozumieć naturę ludzkiej relacji z istotami pozaziemskimi, która trwa nieprzerwanie od tysięcy lat istotne wydaje się zrozumienie pojęcia Kult Cargo. Kult Cargo powstał podczas II WŚ na Nowej Gwinei. Armia amerykańska założyła tam polowe lotniska potrzebne do przerzutu sprzętu i zaopatrzenia na cały obszar Pacyfiku, gdzie trwała wojna z Japonią. Miejsca, które wybrano na lotniska były dzikie a ludzie zamieszkujący tą okolicę niewiele odbiegli w swoim rozwoju od czasów kamienia łupanego. Zderzenie z nowoczesną, technologiczną cywilizacją było więc dla nich szokujące. Tysiące ryczących, wielkich, stalowych maszyn lądowało i startowało z dżungli. Każdego dnia krajowcy obdarowywani byli różnymi dobrami, które transportowały samoloty. Było to nieznane wśród prymitywnych Papuasów przetworzone jedzenie w puszkach, worki cukru, mąki, kawy. Wreszcie proste sprzęty i urządzenia które w oczach krajowców były niezwykłym przejawem nieosiągalnej dla nich technologii. Życie było ekscytujące i pełne niespodzianek. Nie trzeba było uprawiać lichych poletek ogromnym wysiłkiem wydartych dżungli, ani chodzić na polowania. Chorzy, którzy wydawałoby się skazani są na zagładę – w cudowny sposób powracali do zdrowia wyleczeni przez wojskowych lekarzy za pomocą “magicznych proszków”. Papuasi całe to wydarzenie postrzegali jako nadprzyrodzoną ingerencję, a ludzi w uniformach jako kogoś nie z tego świata. Kiedy skończyła się wojna, lotniska porzucono i samoloty przestały się tam pokazywać. Papuasi wyczekiwali ich każdego dnia. Widzieli w nich boską ingerencję, która obdarzała ich niezwykłymi prezentami. Nie rozumieli dlaczego samoloty nie chcą do nich powrócić. Czyżby zapomniały drogę? Aby im dopomóc Papuasi zbudowali samoloty z patyków i trawy i ustawili je na pasie startowym. Przedstawiały wizerunek nieosiągalnego i utraconego dla nich świata i zaczęli oddawać im boską cześć. Tak powstała religia zwana Kultem Cargo. Jest to niezwykle ciekawy przypadek, który ilustruje reakcję człowieka na coś nieznanego i przewyższającego jego rozumienie otaczającego go świata. DeLonge widzi w tym przykładzie wyjaśnienie dla powstania wszystkich bez wyjątku religii na Ziemi, które powstały tak samo jak Kult Cargo. Podobnie technologie, które obecnie posiadamy: powstały na zasadzie prymitywnego naśladowania czegoś, czego nie rozumiemy i to co mamy jest efektem zjawiska jakie opisuje Kult Cargo. Nasza obecna technologia, z której czasem jesteśmy tak bardzo dumni jest niczym innym jak nieudolną próbą naśladowania, czegoś co kiedyś zaobserwowano. Jest to jednak ślepy zaułek technologii i tak jak samolot z trawy i patyków tylko kształtem przypomina to, co posiadali bogowie.

Pierwszy tom “Sekret Machine” poświecony właśnie jest bogom i UFO. Nie jest to jednak podejście do jakiego przyzwyczaił nas Zecharia Sitchin czy Erich von Daniken. Jest rodzajem śledztwa jakie autorzy przeprowadzają analizując najstarsze pisma próbując znaleźć odpowiedź kim naprawdę byli starożytni bogowie. Zdarzenia opisane w księgach, które stały się podstawą wielu religii były – z punktu widzenia autorów książki – czymś, co się konkretnie wydarzyło. Współczesna antropologia potwierdza, że sposób w jaki powstają mity zawsze poprzedzany jest realnym wydarzeniem. To, co nazywamy mitem jest interpretacją czegoś, co wydarzyło się naprawdę. Ludzie, którzy w nich uczestniczyli najczęściej nie mieli pojęcia z kim lub czym mają do czynienia i opisywali zjawisko w oparciu o własną, ograniczoną wiedzę na temat świata. Ślady tego można znaleźć w starożytnej literaturze. Patrząc np na podejście starożytnych Egipcjan na problem nieśmiertelności nie sposób dostrzec, że powstała wokół niego cała, niezwykle zaawansowana i rozwinięta dziedzina wiedzy. Balsamowanie ciała i zabezpieczanie wszelkich istotnych ludzkich organów było związane z nieśmiertelnością i… podróżą do gwiazd. Z kolei tworzenie piramid – w myśl niektórych interpretacji zastosowania tych budowli – miało na celu stworzenie :maszyny zmartwychwstania”. Piramidy i cala esencja ludzkiej natury również zorientowane są wobec gwiazd. Egipcjanie nie pozostawiają wobec tych związków żadnych wątpliwości. Niemalże wszystkie inne kultury tego czasu wspierają ten sam koncept, mówiąc o miejscu nad Ziemią, gdzie mieszkają istoty… pozaziemskie. Oznacza to, że w odległej przeszłości musiał istnieć moment, kiedy doszło do kontaktu. Niewiadomo dokładnie co on przyniósł, ale nieoczekiwanie wszystkie starożytne kultury zaczęły budować zorientowane astronomicznie piramidy. Wydaje się, że ich budowa była głównym powodem stworzenia osiadłej cywilizacji. Aby stworzyć taką budowlę potrzebna była nie tylko potężna, tania siła robocza, ale także specjaliści z wielu branży. Przez chwilę można zastanowić się dlaczego ludzie ci trwonili czas i środki, żeby stworzyć takie pozornie niepraktyczne cuda architektury. Wystarczy jednak spojrzeć na to, co dziś robi nauka: wydaje kolosalne sumy na badania, które mają przybliżyć człowieka do gwiazd i nieśmiertelności! Robimy to samo co nasi przodkowie którzy budowali swoje “maszyny zmartwychwstania”. Czy byli to Egipcjanie, Sumerowie, Babilończycy, Majowie – wszyscy starali się swoimi budowlami naśladować coś, co zobaczyli w przeszłości i to co tworzyli nieprzypadkowo ma ten sam kształt.

Tak samo w czasach nam współczesnych działał Kult Cargo: naśladował to, co widział na własne oczy. Przez to naśladownictwo, ludzie ci chcieli powrócić do stanu poprzedniego kiedy stąpali po ziemi ramię w ramię z bogami. Dziś po tysiącach lat, w których konwersację na temat pozaziemskiej cywilizacji kompletnie zdominowała religia powoli przesuwamy się w stronę nauki, która ma najwiecej na ten temat do powiedzenia. Ani religia ani nauka nie są jednak w stanie osobno wyjaśnić fenomenu UFO, ale mają szansą zrobić to we współdziałaniu. Ujawnienie nie polega tylko na tym, że ktoś stanie przed kamerami i powie, że latające spodki i zielone ludziki istnieją naprawdę. Ujawnienie wymaga od nas samych zrozumienia konceptu istnienia i funkcjonowania pozaziemskiej cywilizacji. Dzięki temu będziemy w stanie bezpiecznie wyjść jej na przeciw. Problem w tym, że prawdopodobnie przybysze z obcej planety nie są tym, czym myślimy że są. Wszystko co o nich myślimy to zbiór opinii, który narastał przez tysiąclecia – głównie w religiach tworzących rozmaite mieszanki ideologiczne. Dlatego trzeba najpierw z religii odrzucić ideologię i wsłuchać się w mistyków i szamanów i dopiero wówczas zaczniemy rozumieć z czym mamy do czynienia.

cdn…

UFO i ET

Jednym z najlepszych filmów na temat kontaktu z obcą cywilizacją jest ostatnia hollywoodzka produkcja pt. “Arrival” (“Przybycie”). Film opowiada o przybyciu obcych na Ziemię. Lądują oni dziwacznym statkiem kosmicznym i czekają aż ludzie znajdą sposób aby nawiązać z nimi komunikację. Przy okazji oglądania takiego obrazu w sposób nieunikniony pojawia się wyświechtane już nieco od częstego zadawania pytanie: Co się stanie, gdy któregoś dnia obcy rzeczywiście wylądują na Ziemi? Jak ludzkość zareaguje na ten fakt? Czy jesteśmy w stanie to zaakceptować? Często zapewniamy sami siebie nawzajem, że jesteśmy gotowi na takie wydarzenie, że jesteśmy gotowi na oficjalne ogłoszenie istnienia życia pozaziemskiego. Nic nas nie jest w stanie zaskoczyć, dlatego trzeba otworzyć na oścież wrota Strefy 51 i pokazać światu porozbijane latające spodki jakie kolekcjonuje się tam od czasów Roswell. Większość z nas nie ma wątpliwości, że mamy prawo wiedzieć czy ktoś jeszcze – poza nami – żyje w przestrzeni kosmicznej. Wszyscy są już zmęczeni kłamstwami, że UFO jest wymysłem żądnych sławy dziennikarzy. Tymczasem – jeśli tylko uda się uspokoić takie wzburzone myśli i złapać minutę spokoju i rozsądku – przychodzi do głowy inna myśl. Jeżeli UFO od tak dawna odwiedza Ziemię, to dlaczego nie objawia się nam w formie, której nie udałoby się ukryć przed widokiem globalnej społeczności? Innymi słowy: Dlaczego latający spodek z pozaziemską wycieczką nie wyląduje na trawniku przed Białym Domem? Odpowiedź może być taka, że to pozaziemska cywilizacja wcale nie ma ochoty nam się przedstawiać i to wcale nie z tego powodu, że w jakiś sposób się nas obawia, ale raczej obawia się, co pod wpływem takiej wiedzy zrobimy sami sobie. I może być w tym wiele racji. W filmie “Arrival” pod wpływem informacji o lądowaniu istot pozaziemskich zwierzęcy instynkt człowieka każe mu natychmiast gromadzić jedzenie, zaopatrzenie, broń. Rynki handlowe padają jeden po drugim, armia szuka natychmiastowej konfrontacji a cywilizacja budowana od paru tysięcy lat zaczyna chwiać się w posadach. Być może to jest powodem, dlaczego potwierdzenie istnienia życia pozaziemskiego w kosmosie napotyka tak wiele przeszkód. Nieco światła na tą historię rzuca projekt realizowany przez Toma DeLonge, byłego lidera grupy “Blink182”, który znany jest ze swojego silnego zaangażowania w ufologię. DeLonge ma także wiele powiązań z najbardziej wpływowymi ludźmi amerykańskiej polityki co wykazały ujawnione dokumenty WikiLeaks. Wśród celebrytów politycznych z jakimi regularny kontakt utrzymuje DeLonge jest doradca byłego prezydenta Baracka Obamy: John Podesta a także prezydencka para Billa i Hillary Clintonów. Ujawniona została także intensywna korespondencja DeLonge z niedawno zmarłym, szóstym człowiekiem na Księżycu, Edgarem Mitchellem.

To przez WikiLeaks Tom DeLonge znalazł się nieoczekiwanie w oku cyklonu opinii publicznej, zwłaszcza tej zainteresowanej tematem UFO. Natychmiast przypuszczono na niego bezpardonowy atak – szczególnie ze strony ufologów, ale także naraził się wojsku, mediom, przypadkowym blogerom, ekspertom dnia i ludziom, którzy po prostu stwierdzili, że to nie może być prawda. W końcu DeLonge to gwiazda muzyki, głupia i naiwna, łatwa do manipulacji. Co on może wiedzieć o cywilizacji pozaziemskiej? DeLonge napisał rok temu książkę. Była to powieść fabularna pt “Sekret Machine, Book 1 – Chasing Shadows” ( Mechanizm Tajemnicy, Księga 1 – Ścigając cienie”). Po incydencie z WikiLeaks DeLonge zdecydował się napisać następną książkę – tym razem dokumentalną. Jej tytuł to: “Sekret Machine – Gods, Volume1, Gods, Man & War” (“Mechanizm Tajemnicy – Bogowie, wolumin 1, Bogowie, ludzkość i wojna”). książka jest niezwykła i prawdę mówiąc nikt się jej po DeLonge nie spodziewał. Książkę pomagał napisać Peter Levenda, ekspert w kwestii magii, tajnych stowarzyszeń i teorii konspiracji – jeden z moich ulubionych autorów, człowiek którego śmiało można nazwać profesorem Nieznanego. Tom De Longe nieoczekiwanie znalazł się na okładce “Wall Street Journal” i w ogniu pytań jako gość wielu programów telewizyjnych i radiowych. WikiLeaks ujawniło nie tylko zawartość e-maili jakie wymieniał DeLonge z prominentnymi politykami, ale także ich numery telefonów i domowe adresy. Przeciek takich informacji był sprawą niezwykle poważną i wkraczał na teren bezpieczeństwa narodowego kraju. Nikt jednak nie mógł przypuszczać, że e-mail Johna Podesty stanie się tak łatwym łupem hackerów. DeLonge wpadł w panikę i zaczął czyścić z informacji własne konta e-mailowe. Z drugiej strony odezwały się glosy, że cała historia jest farsą wymyśloną przez rockmana, bo nikt przy zdrowym rozsądku nie był sobie w stanie wyobrazić przyjaźni pomiędzy najpotężniejszymi ludźmi USA z blednącą gwiazdką rocka. Prawdą okazało się to, że DeLonge wcale nie przyciągnął Podesty swoim statusem gwiazdy a wiedzą jaką posiadał na temat fenomenu UFO. DeLonge stworzył interesujący plan opowiedzenia prawdziwej historii kontaktów pozaziemskich a także posiadał za sobą ogromną bazę fanów, przyszłych i obecnych odbiorców tego materiału. Mimo, że kontakty z prominentami były nieoficjalne dla DeLongea miały one charakter formalny i nigdy nie zapomniał w swoich rozmowach z Podestą z kim ma do czynienia. Mimo tego co się wydarzyło, DeLonge nie zatrzymał się w miejscu i nadal realizuje dalekosiężny plan opowiedzenia o zjawisku, które nurtuje tak wielu i być może jest centrale dla zrozumienia świata w którym żyjemy.

Zamieszanie wokół osoby DeLonge’a zaowocowało przyznaniem mu nagrody Badacza Roku. Tom był zaskoczony wyróżnieniem, które wśród innych badaczy fenomenu UFO wywołało mieszane uczucia. Jednocześnie skandal polityczny wokół rewelacji WikiLeaks gwałtownie przerwał proces ogólnie nazywany terminem Ujawnienie (ang. Disclosure) i trudno się spodziewać aby w najbliższej przyszłości to takiego pełnego i otwartego ujawnienia prawdy na temat UFO doszło. Powstał jednak dzięki temu zupełnie inna droga. Ujawnienie w tym sensie nie jest już tak formalne i oczywiste, ale staje się procesem, w którym ludzkość dojrzewa do przyjęcia do swojej świadomości faktu istnienia istot pozaziemskich. Sugerują ten proces tysiące faktów, takich jak wzmianki papieża na temat gotowości do ochrzczenia istot pozaziemskich jeśli się pojawią, jak odkrycia nowych planet w naszej galaktyce, które posiadają podobne do ziemskich warunki wspomagające istnienie życia. Taką rolę spełnia także wspomniany wyżej film “Arrival” w sposób dosłowny ilustrujący takie spotkanie. Któregoś dnia Tom DeLonge spotkał się z jednym z najważniejszych ludzi w NASA. W rozmowie w cztery oczy wyłożył mu swoją koncepcję przeprowadzenia ujawnienia. W zapadłej ciszy słychać było tylko jak człowiek z NASA bierze głęboki oddech i z powagą mówi: “To jest bardzo dobry, wręcz doskonały moment aby to zrobić”.

Tom nie sądzi, że jego osobę wykorzystano do przeprowadzania tego półoficjalnego ujawnienia. Z intensywnych spotkań z ludźmi zainteresowanymi problemem wynikało, że największy problem stanowi brak wiedzy na temat tego jak zrozumieć zjawisko i czym ono jest? A czas jest już najwyższy bo ekspansja w przestrzeń kosmiczną, zwłaszcza ze strony prywatnych firm przybiera na sile. Co się stanie gdy np. satelita Pepsi, którą firma zamierza umieścić na orbicie Księżyca wykryje na jego powierzchni nieznane dotąd struktury? Informacji na ten temat nie da się już zatrzymać i do ujawnienia dojdzie czy się tego chce czy też nie. Chyba że korporacje wprowadzą własne procedury utajniania informacji w czym zresztą są bardzo dobre.Każda licząca się korporacja wyposażona jest obecnie w pomieszczenie zwane skiff. Nie można mieć w nim telefonu ani żadnego innego urządzenia elektronicznego. Pokój jest odizolowany od świata w taki sposób, że podsłuchiwanie prowadzonych tam rozmów jest niemożliwe. Wiele takich pomieszczeń powstaje w kooperacji z wojskiem po to, żeby spełniały warunki supertajności. Rozmowa w takim pomieszczeniu należy do tego pomieszczenia i nie może być wyniesiona na zewnątrz. Nie oznacza to, że w korporacjach następuje proces militaryzacji działań. Jest wręcz odwrotnie. To armia coraz bardziej zaczyna przypominać korporację adoptując jej zasady działania.

cdn…

UFO i ET

Wielu ludzi nie wierzy w istnienie UFO a tym bardziej w porwania przez istoty pozaziemskie. Nie oznacza to jednak, że problem jest wydumany. Wystarczy porozmawiać z tymi, którzy utrzymują, że stali się ofiarami takiego porwania aby przekonać się, że coś musi być na rzeczy. Na dodatek nie są to pojedyńcze przypadki, które łączą podobne okoliczności a także trauma jaka towarzyszy takiemu wydarzeniu. Wiele ofiar takiego porwania nie potrafi sobie z tym poradzić i szuka pomocy u terapeutów. Problem w tym, że współczesna psychologia nie akceptuje takiego rodzaju abdukcji przez co terapia jaką się stosuje nie osiąga swojego celu. Na szczęście nie dotyczy to wszystkich psychologów. Na świecie funkcjonuje spora grupa terapeutów, pomagających ofiarom takich porwań. Jednym z nich jest Laurie McDonald. Zajmuje się ona hipnozą terapeutyczną i problemami związanymi z abdukcją. Jest jednym z 27 terapeutów na liście MUFON, którzy pomagają ofiarom abdukcji. Jest konsultantem FREE (Foundation for Reaserch Extraterrestial Encounters) organizacji, którą założył Edgar Mitchell. Jest także członkiem rady dyrektorów OPUS (Organization for Paranormal Understanding and Support)

Laurie McDonald nie ma wątpliwości, że abdukcja jest zjawiskiem realnym. Jako terapeuta spotyka się z takimi ludźmi niemalże każdego dnia. Na jej cotygodniowe spotkania z grupą terapeutyczna w Sacramento trzeba się zapisywać dużo wcześniej, bo często brakuje wolnych miejsc. Czy fenomen UFO jest prawdziwy czy też nie – umysł a zwłaszcza podświadomość, która nie ma filtra prawdy, akceptuje rzeczy takie jakie się danej osobie objawiają. To świadomość jest krytyczna: obserwuje, akceptuje i odrzuca. Dlatego istoty pozaziemskie potrafią symulować ten stan, wprowadzać w hipnozę, docierać do podświadomości i w ten sposób komunikować się ze swoimi ofiarami a także kontrolować ich działania. Dzięki temu może dochodzić do wielokrotnych abdukcji tej samej osoby, która nie jest w stanie się jej przeciwstawić. Uczucie które zazwyczaj pamiętają ofiary abdukcji to uczucie spokoju. Strach i niepokój są kompletnie zredukowane, tak jakby ktoś kontrolował tego typu emocje stymulując fale mózgowe.

Porwanie przez istoty pozaziemskie jest strasznym fenomenem. Porwanie takie może nastąpić w każdym momencie. Nawet w środku dnia, porywacz może wejść do mieszkania przepływając bez problemu przez ściany czy okno. Nie ma przed nim ucieczki. Istota taka obezwładnia umysł i nawet jeśli odzyskuje on część świadomości nie jest on w stanie kontrolować sparaliżowanego ciała. Ofiara może tylko obserwować co się z nią dzieje i nie jest w stanie nic zrobić. Można sobie zadać pytanie: dlaczego tak właśnie się dzieje? Kto jest wybierany i na podstawie jakich kryteriów? By w końcu zadać pytanie najważniejsze: kim są porywacze??? Opisy porywaczy dostarczane przez ofiary abdukcji często się pokrywają ze sobą. Laurie McDonald zwróciła uwagę na fakt, że na potencjalnie tysiące rozmaitych ras kosmicznych, będących w stanie egzystować we wszechświecie najczęstszymi porywaczami są małe szaraki, wysokie szaraki, albo modliszki czy inne insektoidy. Czasem identyfikuje się ich jako reptylian i nordyków. To co łączy ich wszystkich to pewne prawdopodobieństwo, że tego typu istoty, mogące żyć w naszej biosferze, być może nawet one same są hybrydami!

Wg Laurie McDonald istoty pozaziemskie realizują ogromny program hybrydyzacyjny i robią to na wielką skalę. W ten program włączeni są także ludzie. Ofiary abdukcji, gdy opisują w stanie hipnozy swoich oprawców nie tylko opowiadają o szarakach czy reptylianach, ale także o istotach ludzkich czynnie biorących udział w programie i przeprowadzających eksperymenty na innych ludziach. Fenomen porywania ludzi przez istoty pozaziemskie nie dotyczy wyłącznie USA i jest przeprowadzany na całym świecie. Co ciekawe, wygląda on inaczej w zależności od kultury jaka dominuje na danym terenie. W Azji, w krajach arabskich fenomen objawia się jako dżin lub demon, w Europie jako nordyk a w Ameryce Południowej jako rozmaite kryptydy z chupacabrą na czele. Ameryka Pn jest domeną szaraków. McDonald stara się stworzyć psychologiczne profile tych istot w oparciu o tysiące przekazów od bezpośrednich ofiar abdukcji po to, by znaleźć najlepszy sposób aby sie przed nimi obronić lub znaleźć jakieś pole do negocjacji.

Zainteresowanie tematem abdukcji przyszło do Laurie McDonald znienacka. Aby zdobyć dyplom hipnoterapeuty musiała przed panelem egzaminacyjnym zahipnotyzować pacjenta i przeprowadzić regresję jego świadomości. Skuteczność zastosowanej przez nią techniki miała zdecydować o przyznaniu jej odpowiednich uprawnień do wykonywania tego zawodu. Podczas seansu hipnotycznego wydarzyło się jednak coś nieoczekiwanego. Pacjent nagle zaczął opowiadać historię z czasów gdy miał 10 lat i był z bratem na biwaku w lesie. Podczas włóczęgi po lesie bracia zaobserwowali dziwny pojazd lotniczy, który wylądował na leśnej polanie. Z pojazdu wyszły na zewnątrz jakieś istoty i zaczęły się zbliżać w stronę oniemiałych z wrażenia chłopców. Kiedy pacjent opowiadał o tym wydarzeniu nieoczekiwanie na wysokość jego czoła pojawiła się kula światła, która szybko ruszyła w stronę dolnej części ciała by zniknąć. Obserwowali to zjawisko egzaminatorzy, którym w tym momencie odebrało głos ze zdumienia. Jedynie przewodniczący panelu dłonią pokazał żeby dalej kontynuować regresję pacjenta. Kiedy sesja została zakończona okazało się, że pacjent nie miał pojęcia, że w jego podświadomości tkwiła historia spotkania z UFO. Wieść o tym niezwykłym zdarzeniu szybko się rozeszła i do Laurie zaczęli zgłaszać się ludzie, którzy wciąż pamiętali swoje spotkania z UFO lub stali się ofiarami pozaziemskiej abdukcji. Od tego czasu Laurie McDonald jest osobą niezwykle popularną i znaną w środowisku ufologicznym.

Wśród tysięcy historii z jakimi ma ona do czynienia na co dzień, jedna okazało się dotyczyła ją w sposób personalny. Któregoś dnia otrzymała niezwykle intrygujący telefon. Z Kanady dzwoniła jej biologiczna matka – Laurie wychowywała się z ojcem, bo jej matka odmówiła opieki nad swoim dzieckiem. Można sobie wyobrazić, że był to zaskakujący i nieoczekiwany telefon. Matka Laurie powiedziała, że musi się z nią spotkać, ponieważ chce opowiedzieć o okolicznościach jej narodzin i rozmaitych dziwacznych sytuacjach z tym związanych. Dodała, że jest już starą kobietą, która może niedługo umrzeć i nie chce zabrać swojej tajemnicy do grobu. Okazało się, że matka Laurie była także ofiarą porwania przez istoty pozaziemskie! Jej pierwsze spotkanie z UFO miało miejsce w czasie, gdy odpoczywała w ogrodzie. Nagle po obu stronach jej leżaka pojawiło się dwóch niewielkich szaraków, którzy unieśli ją w powietrze i przelecieli razem z nią nad jabłonką. Kiedy byli w powietrzu nad rogiem ogrodu zobaczyła wiszący w powietrzu pojazd kosmiczny i już chwilę później była w jego wnętrzu. Zanim tam się znalazła zauważyła traktor wchodzący w zakręt na skraju ogrodu. Pojazd kosmiczny wisiał bezpośrednio nad nim nie był wiele od niego większy. Będąc już w środku pierwsze co poczuła to chłód w nogi. Jednocześnie zauważyła, że pojazd w którym się znalazła jest wewnątrz co najmniej 10 razy większy niż na zewnątrz! Była wówczas w 9 miesiącu ciąży. Małe szaraki powiedziały jej, że nie są nią zainteresowane tylko jej dzieckiem. Dokonano na niej szeregu zabiegów m. in. wkładając jej niewielki implant w jedną z dziurek do nosa. Krew trysnęła na jej twarz. Szaraki stanęli za jej głową, ale ona telepatycznie słyszała o czym mówią. Mówili o tym aby raz jeszcze sprawdzić nienarodzone dziecko. Wtedy straciła poczucie czasu i przestrzeni.

Ocknęła się znów w ogrodzie, ale w nieco innym miejscu niż to, z którego została zabrana. Była noc. Jej nos krwawił a na dodatek odeszły jej wody. Zaczęła rodzić. W panice zaczęła wzywać pomocy, ale w domu nikt się nie obudził. Obudził się za to sąsiad, który przybiegł i wreszcie postawił na nogi śpiących domowników. Czas był najwyższy bo przyszła matka Laurie była w opłakanym stanie. Przyjechała karetka pogotowia i udało się zawieźć rodzącą do szpitala. Tej nocy Laurie McDonald przyszła na świat. Od samego początku była dziwnym dzieckiem. Nie chciała być karmiona piersią ani krowim mlekiem z butelki. Jej matka wciąż żyła w traumie po wydarzeniach z przed porodu – na dodatek nie mogła z nikim o tym porozmawiać, żeby nie być posądzoną o szaleństwo. Milczała tak przez następne 50 lat.

Spotkanie po latach było niezwykłą sytuacja w życiu obu kobiet – można powiedzieć swoistą ironią losu. Matka mogła wreszcie wyznać swojej córce historię wydarzeń tuż przed jej narodzeniem, których wspomnienie dręczyło ją przez następne pół wieku. Córka z kolei okazała się być idealnym słuchaczem a także osobą, która zawodowo pomaga ludziom mającym przeszłość podobną do jej matki. Laurie włączyła ją natychmiast do grupy, której pomagała i kiedy wszystko wydawało się być na właściwej drodze, a obie panie miały opowiedzieć swoją niezwykłą historię w telewizji, przyszła wiadomość z Kanady, że jej matka miała silny wylew krwi do mózgu, który w konsekwencji odebrał jej mowę. Obecnie przechodzi ona terapię mającą przywrócić jej tą umiejętność i jest na najlepszej drodze do wyzdrowienia i dalszego wzmocnienia więzów ze swoją córką.

UFO i ET

60 Debata Ufologiczna w Radio Paranormalium miała za swój wiodący temat okaleczenia bydła a także ludzi.

Mroczne i niepokojące przypadki okaleczeń zwierząt w USA zdają się koncentrować wokół 37 równoleżnika. Opisał to w swojej książce Ben Mezrich a nosi ona tytuł: “The 37th Parallel: The Secret Truth Behind America’s UFO Highway” (“37 równoleżnik: prawda o amerykańskiej UFOstradzie”)

Mezrich nie jest klasycznym badaczem UFO. Wyrastał w rodzinie o tradycjach naukowych i do kwestii UFO odnosił się sceptycznie. Kiedy poznał Chucka Zukowskiego uznał, że znalazł temat do książki o obsesji i szaleństwie. Zukowski był szeryfem w stanie Kolorado i został wyrzucony z policji za prowadzenie śledztwa w sprawach związanych z UFO. Podczas zbierania materiałów do książki Mezrich doszedł do wniosku, że ma do czynienia z tajemnicą w której zachowanie wmieszane są rozmaite czynniki – także oficjalne. Zajmując się tematyką UFO zdał sobie nagle sprawę, że zaprzeczanie istnieniu UFO jest czymś nie tylko nielogicznym ale i niedorzecznym a przykład Zukowskiego w pełni potwierdza jego sens. Z człowieka w którym Mezrich widział wariata wyłoniła się osoba z pasją, która stara się rozwikłać jedną z największych tajemnic naszego świata jaką jest zjawisko UFO.

chuck-zukowskiChuck Zukowski jest inżynierem-elektronikiem i zajmował się budową komputerowych czipów. Był także szeryfem w policji w stanie Kolorado. UFO było jego pasją, której starał się nie ujawniać w swojej pracy. Szybko jednak stał się sławny i zyskał sobie przydomek: “Mulder z El Paso”. Policjanci często nieoficjalnie opowiadali mu rozmaite przypadki związane z UFO, z jakimi mieli do czynienia. Wszystko zmieniło się wraz z jego śledztwem w kwestii okaleczeń bydła. Informacje na temat takich wydarzeń niezbyt często trafiają do mediów mimo, że ich skala zmusza do refleksji. Szacuje się, że w ostatnim półwieczu tylko na terenie USA doszło do co najmniej 10 tys. przypadków okaleczenia zwierząt, podczas których usunięto im wiele wewnętrznych organów a także całą krew. Nikogo nie aresztowano w tej sprawie a do tej pory nawet nie ustalono jakie narzędzia używane są podczas takiego okaleczana, bo cięcia są niezwykle precyzyjne i dokonane z niezwykłą wprawą. Chuck zainteresował się tym tematem a kiedy udzielił wywiadu jednej ze stacji telewizyjnych i opowiedział o okaleczeniach – został wyrzucony z policji.

Z policyjnego cruisera przesiadł się do kampera i wraz ze swoją rodziną zaczął podróżować od miejsca do miejsca, gdzie doszło do przypadków okaleczeń, starając się znaleźć dowód na to kto za tym stoi. W swoich podróżach dotarł do legendarnego Roswell i rozpoczął tam … wykopaliska archeologiczne! Prowadził je razem ze swoją siostrą, która jest jednym z dyrektorów MUFON. Wykopaliska sponsorował kanał telewizyjny Sy-Fy a ich celem było znalezienie kości dinozaurów z epoki Jury. Chuck przekonał archeologów aby nieco zmienić miejsce poszukiwań i znalazł tam razem z siostrą kawałek metalu. Metal był niezwykle lekki i miał wiele dziwacznych właściwości. Chuck uważa, że jest to część rozbitego latającego spodka jaki spadł w Roswell w 1947 r. Swoje odkrycie ogłosił publicznie i zamieścił prośbę o pomoc finansową w analizie znaleziska. Na prośbę odpowiedział Robert Bigelow – właściciel firmy kosmicznej a także sponsor organizacji NIDS badającej słynne rancho Skinwalkera. Analiza kawałka metalu znalezionego przez Zukowskiego nie dała pożądanego rezultatu. Laboratorium Bigelowa nie stwierdziło czym jest ten kawałek metalu – bo nie miało ono nic podobnego w swojej bazie danych – ale także nie potwierdziło, że metal ma pozaziemskie pochodzenie. Następnie firma Bigelowa zerwała wszelkie kontakty z Zukowskim.

Z racji swojej pracy w policji Chuck Zukowski był wzywany do wielu przypadków okaleczania bydła. Jest to tajemnicza i mroczna historia i kiedy zaczął się w nią wgłębiać okazało się, że nie jest to fenomen nowy. Historie okaleczania bydła zgłaszali farmerzy w XVIII i XIX w. Mieli z nimi do czynienia także Indianie. Przypadki te w końcu trafiły do mediów, które pisały o tym w latach 70-tych zeszłego wieku. I nie ma się co dziwić okaleczono tysiące sztuk bydła i trzech stanowych gubernatorów zwróciło się do FBI z prośbą o przeprowadzenie śledztwa. Śledztwo FBI trwało 10 lat i zakończyło się na niczym. Nikogo nie aresztowano, nie znaleziono śladów stóp ani odcisków palców w okolicy zabitych zwierząt. Okaleczone zwierzęta były pozbawione swych witalnych organów a także krwi. Mimo okrutnej procedury chirurgicznej jakiej je poddano nie znaleziono na nich śladów cierpienia lub choćby walki o życie. 37Dokumentacja zebrana przez FBI jest obecnie dostępna dla zainteresowanych. Można tam znaleźć próby znalezienia winnych w osobach jakiegoś szalonego kultu religijnego albo grupy harleyowców-satanistów. Jeden z członków takiej grupy, który odsiadywał wyrok w więzieniu zaczął opowiadać o okaleczeniach, ale szybko okazało się, że szukał sposobu jak wydostać się na wolność. Trzecim podejrzanym u agentów FBI był jakaś czarna grupa badawcza, która w ten sposób dokonywała eksperymentów. Mogla ona być związana z wojskiem lub prywatną korporacją – ale ktoś taki mógłby przecież kupić sobie własne stado krów i bez przeszkód kontynuować te dziwaczne eksperymenty. Wzięto także pod uwagę UFO, ale w tym przypadku nie rozwijano zbyt głęboko tego wątku z uwagi, że jego rozumienie i wiedza o nim jest niewielka.

Chuck Zukowski nie ma wątpliwości, że za okaleczaniem stoi UFO. Ponieważ, żadna instytucja naukowa nie przeprowadziła na szczątkach zwierząt poważniejszych badań, sam zaczął zwozić te zwierzęta do laboratoriów. Okazało się że większość naukowców nawet nie słyszała o fenomenie i również nie znalazła wytłumaczenia co za tym stoi. Jedynymi osobami, które dostrzegają wagę tego tematu są ufolodzy. Starają się badać takie przypadki, ale zazwyczaj robią to samotnie i większość z nich nie ma naukowego przygotowania ani narzędzi do takiej pracy, która obejmowałaby wiedzę nie tylko z medycyny ale i forenzycznych prac policji. Rzeczywistość jest taka, że farmerzy zgłaszają okaleczenie i przyjeżdża lokalny, wiejski szeryf, który w raporcie pisze, że przyczyna śmierci zwierzęcia jest nieznana albo, że był to atak drapieżnika, bo nigdy nie znaleziono świadka takiego zdarzenia. Pojawia się jeszcze weterynarz, którego zaświadczenie potrzebne jest do wypłaty ubezpieczenia i już później nikt nie zajmuje się tą sprawą. Ciekawe jest to, że zwykle po okaleczeniu daje się zauważyć w powietrzu czarne, nieoznakowane helikoptery co sugeruje, że ktoś prowadzi jednak śledztwo w tej sprawie. Nerwowi rancherzy często do nich strzelają obwiniając ich o swoją stratę.

Ciekawe w tej całej historii jest także to, że większość tych przypadków – podobnie jak i obserwacji UFO w Stanach rozgrywa się w bliskim sąsiedztwie 37 równoleżnika. Rancho Skinwalkera też znajduje się w jego okolicy co dobrze wpisuje się w UFOstradę jaką geograficzne wytyczył Chuck Zukowski.

audycji można wysłuchać:

http://www.paranormalium.pl/1848,sluchaj

albo na YT

UFO i ET

58 Debata Ufologiczna Online w Radio Paranormalium poświęcona była Polakom i słynnym zagranicznym spotkaniom z UFO. Okazuje się, że nasi rodacy mają niezwykłą umiejętność zaplątywania się w niemalże każdą ważną historię jaka rozgrywa się w świecie. Nie ominęło to także spotkań z UFO, gdzie Polacy związani byli ze słynną historią w Roswell, Shag Harbor i Kecksburga. Nie zawsze trafiali dzięki temu do annałów historii – a powinni. Obserwacja Polaka – Waltera Minozewskiego – w Richmond w stanie Wirginia miała miejsce zanim doszło do legendarnego spotkania z UFO Kennetha Arnolda. Jednak to ten drugi stał się ojcem chrzestnym ufologii.

Poniżej fragment książki Michaela Halla i Wendy Connors pt. “ Alfred Loedding & The Great Flying Saucer Wave of 1947” (“Alfred Loedding i wielka fala latających spodków z 1947 r.”). Alfred Loedding był inżynierem lotniczym w bazie Wright Patterson. Budował on konstrukcje typu latające skrzydło. W 1947 r. fala obserwacji latających spodków zaniepokoiła wojskowych do tego stopnia, że do śledztwa w tej sprawie dopuszczono cywilów takich jak Loedding. To on odnalazł raport Waltera Minozewskiego i dzięki temu ta pionierska relacja przetrwała do dziś.

“Poniższe sprawozdanie dotyczy pierwszych sprawdzonych obserwacji UFO w 1947 r. Dokładnie nie wiadomo kiedy Loedding uzyskał dostęp do tych informacji. Bez wątpienia zwrócono mu na nie uwagę w drugim tygodniu lipca – omawiane były szeroko w kręgach militarnych. Loedding i inni wywiadowcy z Wright Field widzieli w tym dowód, że tajemnica dysków jest prawdą a nie rezultatatem opowieści Kennetha Arnolda.

Po dziś dzień te przypadki są mylone ze sobą niemalże w każdej książce. Reprezentują one trzy osobne incydenty, które miały miejsce na sześć miesięcy przed kwietniem. Ich świadkiem był meteorolog ze stacji Weather Bureau w Richmond w stanie Wirginia – Walter A Minozewski. We wszystkich tych dziwnych przypadkach opisywał on obserwowane “srebrne dyski” z wyraźnymi różnicami w kształcie i zachowaniu w porównaniu z balonem meteorologicznym. Pod wpływem tych wydarzeń napisał do swoich przełożonych raport na ten temat.

alfred-loeddingOstatnia obserwacja miała miejsce w pewien kwietniowy poranek, kiedy Minozewski i jego podwładni zobaczyli jasny, metaliczny, eliptyczny dysk podczas obserwacji małego balonu meteorologicznego zwanego “Pi Ball” (mierzącego siłę wiatru) na wysokości 4500 m. Dokonywał on obserwacji za pomocą teodolitu (teodolit jest urządzeniem optycznym, służącym do mierzenia poziomych i pionowych kątów – w tym przypadku stosowano go do sprawdzania lotu balonów pogodowych.) Dysk leciał poniżej balonu i pozostawał w polu widzenia przez piętnaście sekund, wyglądając na znacznie większy niż balon z płaskim dolnym poziomem i kopułą na górze. Z ogromną prędkością podążał w kierunku zachodnim aż zniknął z pola widzenia.

Z nieznanych powodów do obserwacji dysku często dochodziło podczas testów balonów. Zakrawa o ironię to, że gdyby się to wszystko nie wydarzyło w obecności wykwalifikowanego obserwatora balonów, nikt by w to nie uwierzył uznając to za błędną identyfikację własnego balonu. Z tego powodu i ze względu na doświadczenie tych ludzi – Loeddinga zainteresowały wszelkie dochodzenia prowadzone z udziałem techników balonowych.

Należy także wziąć pod uwagę tajemniczość wokół obserwacji dokonanej przez Minozewskiego. W styczniu 1967 r., badacz Ted Bloecher przeglądał akta Minozewskiego w bazie lotniczej Wright-Patterson w Dayton w stanie Ohio, dzięki protekcji pułkownika George Freemana Jr., który zorganizował tą wizytę. Współpracownik Bloechera, fizyk atmosferyczny dr James McDonald z University of Arizona skontaktował się z Minozewskim, potwierdzając z nim detale raportu. Minozewski pamiętał wszystkie szczegóły wydarzenia w sposób identyczny z tym co zapisano w raporcie ale był bardzo zdziwiony bo nigdy nie powiadamiał o tym wydarzeniu wojska. Tak samo zaskakujące jest to, że obserwacja Minozewskiego nie tylko nie znalazła się w indeksie Blue Book, wydanym przez Archiwum Narodowe ale także nie utworzono z niej osobnego przypadku po tym jak Bloecher studiował go trzydzieści dwa lata temu. Wygląda na to, że w czasie albo tuż po dwudziestodwuletnim śledztwie Sił Powietrznych w sprawie UFO po 1947 r., świadomie zlekceważono obserwacje jakie miały miejsce przed incydentem związanym z Kennethem Arnoldem. Wszystkie obserwacje po Arnoldzie były często uważane jako rezultat zbiorowej histerii powstałej dzięki nagłośnieniu fenomenu w mediach.

W maju 1947 r. można znaleźć tylko kilka szczątkowych raportów na temat UFO – większość bez daty i czasu obserwacji. Kilka z nich zainteresowało wczesnych badaczy jak Loedding, ale nie zapisano ich aż do czasów obserwacji Arnolda a i wówczas publikowane były w lokalnych artykułach prasowych. Inne nie zostały udokumentowane aż do czasu – wiele lat później – gdy dotarli do nich prywatni badacze UFO, takie jak obserwacja pani Slawuta z 10 maja 1947 r., która widziała błyszczący, eliptyczny obiekt ze złotą obręczą nad miastem Newark w New Jersey.”

Audycji można wysłuchać na stronie Radia Paranormalium:
http://www.paranormalium.pl/1837,sluchaj

lub na YT:

Alternatywna historiaNatura i środowiskoNauka i technologiePolitykaUFO i ET

Dziwne rzeczy dzieją się w Antarktyce. Od kiedy Rosjanie przewiercili wielokilometrową warstwę lodu w Jeziorze Wostok krąży plotka, że znaleźli w nim coś pokaźnych rozmiarów. Rosjanie w razie czego siedzą cicho tylko ich samoloty kursują regularnie do jeziora i z powrotem.

Inna antarktyczna plotka mówi o jakiejś tajemniczej chorobie atakującej pracujących tam ludzi, którzy wywożeni są z lodowego kontynentu dyskretnie i bez rozgłosu i natychmiast zastępowani nowymi. Czyżby wydobyto z lodów jakiegoś wirusa, który w uśpieniu czekał miliony lat na swoją szansę?

kirylTuż przed II WŚ Antarktydą zainteresowali się Niemcy, którzy wysłali tam sporych rozmiarów ekspedycję przyłączając do III Rzeszy solidny kawałek Ziemi Królowej Maud, który nazwali Neuschwabenlandem. Nie wiadomo czego szukali tam naziści, ale gdy wracali z wyprawy ich trasa przebiegała podejrzanym zygzakiem. Chcieli zgubić swój trop?

Tuż po wojnie dotarła do Antarktydy imponująca eskadra admirała Byrda, która miała w planach zostać tam przez wiele miesięcy. W wyprawie wzięli udział specjalnie szkoleni do warunków polarnych marines w towarzystwie niszczycieli i lekkiego lotniskowca. Znów nie znamy powodu tej zdumiewającej – choćby ze względu na rozmiary – wyprawy. Zamiast jednak miesięcy – trwała kilka tygodni, gdy admirał Byrd zarządził odwrót. Amerykańskie okręty stoczyły tam tajemniczą bitwę, w której niektóre z nich zatonęły a inne powróciły mocno sfatygowane walką…. Z kim???? Byrd w wywiadzie dla chilijskiego “El Mercurio” ostrzegał przed wrogimi pojazdami powietrznymi, które wylatują z rejonu bieguna południowego i poruszają się z ogromną prędkością… Później na Antarktydę miały przybyć brytyjskie i amerykańskie siły specjalne, które rozprawiły się (podobno!!!) z antarktycznym oddzialem SS. Co jakiś czas pojawiają się nowe strzępki informacji w tej sprawie.

Dziś Antarktyda wciąż dobrze kryje swoje tajemnice a także tajemnice tych, którzy realizują tam projekty o których świat nie ma pojęcia. Kilka miesięcy temu na ten kontynent przybył patriarcha Moskwy Kirył III. Wracał do Rosji dość okrężną drogą z Hawany, gdzie spotkał się z papieżem Franciszkiem. Czyżby przyjechał tylko po to, żeby sobie zrobić zdjęcia z pingwinami?

kerry

Dwa tygodnie temu na Antarktydzie wylądował ogromny C-17 Globemaster (nomen omen) z amerykańskim sekretarzem stanu, Johnem Kerry na pokładzie. Jest to najwyższy dostojnik państwowy USA jaki kiedykolwiek odwiedził to miejsce. I znów ciśnie się na usta wiele pytań. Dlaczego? i w ogóle: Dlaczego właśnie teraz? Oficjalnie wizyta związana jest ze zmianami klimatycznymi na Ziemi, w co można uwierzyć tak samo jak w to, że admirał Byrd był wojownikiem Greenpeace. Kerry jest głównym amerykańskim dyplomatą i jeśli pojechał na Antarktydę to z pewnością nie zajmował się negocjacjami z pingwinami… No tak… Skoro nie z pingwinami to z kim???

bazaufo1

Z jakimś poselstwem z.. hmmm… z innej planety???

bazaufo2

Oglądaliśmy z Mulderm jeden z ostatnich programów “Third Phase of Moon”. Pokazywali tam coś naprawdę niezwykłego, co na Google Earth znalazł jakiś wirtualny wędrowca przetrząsając zakamarki Antarktydy. Na zdjęciu wyraźnie widać idealnie okrągły krater w którym wmontowana jest pokaźnych rozmiarów kula… Czy jest to tajne laboratorium? Baza wojskowa? A może rezydencja obcych… Mulder był pod wielkim wrażeniem odkrycia i od razu poszedł wyciągać mi sznurówki z butów zostawiając mnie z problemem samego. A ja, jak to mam ostatnio w zwyczaju, stawiam w moich wpisach więcej pytań niż prób wyjaśnienia zagadki, co wcale nie znaczy, że takiego wyjaśnienia nie ma. Jest. Trzeba się tylko czujnie rozglądać.

mulder

Alternatywna historiaUFO i ET

W 57 Debacie Ufologicznej dyskutowaliśmy o dawnym UFO. Dla starożytnych zjawisko, które dziś nazywamy terminem UFO nie było niczym nowym. Obserwowali je, ale także rejestrowali kontakty z kimś, kto nie pochodził ze znanego im świata. Niektóre z takich wydarzeń także zapisywali. Jednym z najciekawszych zapisów ze starożytnego Egiptu jest tzw. papirus Tulliego. Alberto Tulli był w 1933 r. dyrektorem oddziału Muzeum Watykańskiego. Pochodzenie dokumentu nie jest do końca pewne i podobno Tulli znalazł go w jakimś antykwariacie. Chciał go kupić ale był dla niego zbyt drogi (dla Watykanu???) i Tulli jedynie skopiował tekst hieratyczny a następnie przełożył go na hieroglify. Dokument miał być odnaleziony po śmierci Tullego w jego prywatnych zbiorach i przekazano go muzeum. Papirus opisuje wydarzenie, które miało miejsce za czasów faraona Totmesa III ok. 1480 r.p.n.e. Tekst dokumentu brzmi tak:

“W 22 roku, trzeciego miesiąca zimy, o szóstej godzinie dnia skrybowie w Domu Życia dostrzegli dziwny, ognisty dysk, który pojawił się na niebie. Nie miał głowy. Jego oddech miał okropny zapach. Jego ciało miało jeden pręt długości i jeden pręt szerokości. Nie wydawał z siebie głosu. Zaczął zbliżać się do domu Jego Wysokości. Pomieszały się ze strachu serca skrybów i wszyscy upadli na brzuchy. Udali się do króla by mu o tym powiedzieć. Jego Wysokość zarządził aby skonsultować to ze zwojami w Domu Życia. Jego Wysokość medytował nad tymi wydarzeniami, które teraz się rozgrywają.

Kiedy minęło kilka dni było ich na niebie więcej niż poprzednio. Błyszczały jaśniej od blasku Słońca i sięgały aż do końca czterech podpór nieba. Potężny był widok Płonących Dysków.

Armia króla patrzyła na nie razem z Jego Wysokością w swoim centrum. Było to zaraz po wieczornym posiłku, kiedy Dyski wzniosły się jeszcze wyżej na południowym niebie. Ryby i inne przedmioty spadały z nieba: cud wcześniej nieznany od czasów powstania kraju. Jego Wysokość nakazał przynieść wonności aby przemówić do serca Amun-Re, boga Dwóch Lądów. Nakazano również aby zanotować to wydarzenie w Kronikach Domu Życia, by było na zawsze zapamiętane.”

Oryginalny egipski papirus na którym zapisano tę historię przechowywany był w bibliotece Muzeum Watykańskiego. Jeden z badaczy – Samuel Rosenberg – zwrócił się z oficjalną prośbą o udostępnienie mu dokumentu. Odpowiedziano mu:

“ Papirus Tulliego nie jest własnością Muzeum Watykańskiego. Obecnie jest w strzępach i jest nie do zidentyfikowania.”

Nikt nie jest obecnie w stanie sprawdzić czy ten papirus rzeczywiście jest autentyczny i jest przechowywany w tajemniczej Bibliotece Watykańskiej. Wiadomo jest jedynie to, że kryje się tam tysiące dokumentów, których Kościół uznał, że wyjawiać nie można.

Audycję można pobrać i odsłuchać na stronie Radia Paranormalium:
http://www.paranormalium.pl/1830,sluchaj

lub na YT:

UFO i ET

56 Debata Ufologiczna w Radio Paranormalium poświęcona była Wikileaks UFO i wyborom w USA, WikiLeaks ujawniło w ostatnich tygodniach tysiące e-maili adresowanych m. in do Johna Podesty, menedżera Komitetu Wyborczego Hillary Clinton. Wiele z tych e-maili dotyczyło kwestii UFO i ujawnienia rządowych akt na ten temat.

John Podesta był szefem personelu Białego Domu podczas drugiej kadencji Billa Clintona. W 2003 założył w Waszyngtonie liberalny think-tank – Center for American Progress. Następnie był doradcą prezydenta Baracka Obamy w kwestii zmian klimatycznych i polityki energetycznej. Zrezygnował z tej funkcji w lutym 2015 r. i został jednym z szefów prezydenckiej kampanii wyborczej Hillary Clinton. Podesta jest uważany za człowieka, który jest w stanie odegrać główną rolę w procesie ujawniania rządowych dokumentów na temat UFO.

Z obecnie ujawnionych e-maili można się dowiedzieć, że w styczniu tego roku (2016) Tom Delonge organizował spotkanie Podesty z co najmniej trzema swoimi doradcami z kręgów wojskowych. Delonge współpracuje z nimi przy pisaniu swojej trylogii na temat zjawiska UFO i wszystkiego co się z tym wiąże. Ma ona dotrzeć przede wszystkim do ludzi młodych i w opinii wielu ma to być przygotowanie do Ujawnienia. Tom Delong jest gitarzystą zespołu Blink 182 a obecnie zajmuje się – oprócz pisaniem książki – produkcją filmów dokumentalnych na temat UFO w oparciu o wiedzę zdobytą od swoich doradców.

Z przecieków Wikileaks wynika, że jego głównym doradcą jest generał William McCasland, były dowódca Air Force Research Lab w bazie Wright Patterson. Pracował tam przez dwa i pół roku a obecnie jest dyrektorem w firmie Applied Technology Associated, tworzącej rozmaite systemy technologiczne stosowane w lotnictwie a także lotach kosmicznych.

Drugim doradcą Delonge jest Robert Weiss wiceprezydent Advanced Development Programs w słynnym “Skunk Works” w firmie Lockheed Martin.

Trzecim doradcą jest obecnie emerytowany generał lotnictwa Michael Carey, który był specjalnym asystentem dowódcy USAF Space Command.

Spotkanie tych ludzi z Podestą rzeczywiście miało miejsce 25 stycznia, 2016 r. Ich ranga wskazuje, że wszyscy są zdecydowani aby podjąć jakieś kroki w celu odtajnienia tych akt. Prawdopodobnie Podesta obiecał, że coś zrobi w tej sprawie, po tym jak Hillary Clinton wygra wybory prezydenckie bo następne spotkanie ustalono na styczeń 2017.

Takie Ujawnienie wiąże się oczywiście z wieloma skutkami ubocznymi. Jeśli prezydent USA potwierdzi, że ET są obecni na ziemi – pierwsza rzecz jak będzie dyskutowana to kwestia porwań ludzi przez ET a także okaleczenia bydła. Być może prezydent ujawniający taką prawdę nie będzie miał wystarczającej ilości odpowiedzi aby to wyjaśnić i uspokoić nastroje. Jedyne więc co można sobie w takim prezydenckim oświadczeniu wyobrazić to informacja, że ET odwiedza Ziemię, czasem ich statki kosmiczne rozbijają się w katastrofach a człowiek stara się pozyskać znalezione w takich wrakach nowe technologie.

Pozostaje jeszcze kwestia konsekwencji takiego Ujawnienia. Wcześniej czy później ludzie zorientują się, że byli w tej sprawie przez lata oszukiwani i okłamywani. Sama kwestia okaleczeń bydła to zabite w tajemniczych okolicznościach 10 tys. zwierząt. Każdy ranczer, który stracił w ten sposób swoje bydło będzie wściekły i będzie domagał się wyjaśnień i odszkodowania i do tego będzie trzymał swoją gwintówkę pod ręką. Już teraz helikoptery policyjne nie latają na farmami, gdzie hoduje się bydło bo ranczerzy nie zwlekają i szybko pociągają za spust w obawie przed kolejnymi stratami.

thetruthisoutthere

Z e-maili wynika również odczucie, że Ujawnienie jest czymś co należy dokonać jak najszybciej, że ten problem nie może zwlekać, tak jakby było w tym wszystkim jeszcze coś innego, co popycha tych ludzi do decyzji aby wreszcie oficjalnie ogłosić światu prawdę na temat UFO.

Oprócz w/w ludzi, którzy serio podchodzą do procesu Ujawnienia z rozmów pomiędzy nimi wynika, że istnieje jeszcze trzecia prominentna grupa, która również szuka drogi aby do Ujawnienia doprowadzić. Ludzie ci nie są wymienieni z nazwiska, ale pochodzą z NASA, z CIA a także (prawdopodobnie) z Białego Domu. Oni również zdają sobie sprawę z tego, że kwestia Ujawnienia nie jest kwestią prostą, co niesie ze sobą potrzebę skonstruowania planu przebiegu wydarzeń. Sytuacja staje się coraz bardziej intensywna, ale nadal nie ma żadnej informacji, która podpowiedziałaby na czym ma polegać ciąg wydarzeń, które mają wkrótce nastąpić.

Co ciekawe – jeśli już media decydują się zająć sprawą ufologicznych wycieków z e-maili Podesty, to dzieje się to najczęściej w kontekście jego korespondencji z astronautą Edgarem Mitchellem. Mitchell był szóstym człowiekiem który postawił stopę na Księżycu. Zmarł niemalże w rocznicę swojego lotu w lutym, 2016. W listach do Podesty pisał on o potrzebie przeprowadzenie ujawnienia wiedzy na temat UFO. Sensację wzbudziło jego zdanie, że papież wie o wszystkim i że przedstawiciel kościoła katolickiego chce się spotkać z Podestą w sprawie omówienia takiego procesu. Gazety pisząc o Mitchellu skrzętnie omijają prominentnych generałów o których wspominałem na początku. Wątpliwe też jest aby temat był w przyszłości kontynuowany przez mass-media – i nie tylko powody natury emocjonalnej stoją tu na przeszkodzie.

Cała prawda na temat natury UFO i ET wykracza daleko poza wszystko co sobie na ten temat wyobrażamy. Ma to związek z tym o czym często mówił Edgar Mitchell przed swoją śmiercią, że mamy do czynienia z dwoma rożnymi od siebie rodzajami fizyki we wszechświecie. Mamy fizykę newtonowską, gdzie możemy oddzielić od siebie rozmaite cząstki wyodrębnione z otaczającego nas wszechświata i zderzyć je ze sobą (jak w CERN). Ale mamy także “efekt obserwatora” z fizyki kwantowej, gdzie cząstki nie pojawiają się w czasie i przestrzeni aż do momentu pojawienia się obserwatora. Tworzy to grunt do patrzenia na otaczający nas wszechświat jako przejaw świadomości, bo ona tkwi u podstaw wszystkiego.

Patrząc na świat z tej perspektywy nie wszystko jest jasne i zrozumiałe od razu co oznacza, że to samo może stać się ze zrozumieniem fenomenu UFO, gdy jego obecność na naszej planecie od zarania ludzkości zostanie oficjalnie ogłoszona. Złożoność tego fenomenu rodzi i będzie nadal rodzić nieprzewidywalne konsekwencje i tylko to stoi na przeszkodzie przed wyjawieniem prawdy. W każdym odcinku serialu “X-files” pojawia się slogan: “The truth is out there”, który idealnie pasuje jako ilustracja tego czym jest prawda o UFO i ET, Zdanie to ma podwójne znaczenie, bo określa, że prawdę można odkryć, ale także, że prawda może być… dziwna.

sullu-mulder

Póki jednak nie ustalimy jak się sprawy mają z kotem Schrodingera, którego paradoks jest częścią fizyki, jakiej istnienie starałem się zasygnalizować a która jest niezbędna do zrozumienia fenomenu UFO – ja sam zamierzam się zaprzyjaźnić z innym kotem, który wkrótce wprowadza się do mojego domu. Niezależna natura tych zwierząt bardzo mi odpowiada a kocur – pasiasty dachowiec ze schroniska – nazywa się jak najbardziej a propos: Mulder.

Zapraszam do wysłuchania audycji
Na stronie RP: http://www.paranormalium.pl/1825,sluchaj

I na YouTube:

UFO i ET

Podczas chyba pierwszej debaty ufologicznej w Radio Paranormalium w tym roku, dominowało ogólne narzekanie, że fenomen UFO zanika. Jako jedyny byłem odmiennego zdania choćby ze względu na to co się rozgrywa nad Północną Ameryką. Jeszcze się nie skończył październik a już zgłoszono ponad 288 spotkań z niezidentyfikowanym obiektem na niebie… Większość z nich to raczej typowe i w miarę regularnie się powtarzające, dlatego przytoczę kilka bardziej interesujących.

Dwóch mężczyzn wędrowało wzdłóż Wonderland Trail na zboczach Mt Rainier w miejscu dla UFO historycznym bo tam właśnie w 1947 r. Kenneth Arnold po raz pierwszy opisał to zjawisko i rozpoczął erę współczesnej ufologii. Mężczyźni zauważyli poruszające się światło na nocnym niebie i uznali, że jest to satelita kiedy obiekt wykonał nagły manewr, zmienił kurs o 90 stopni i zniknął na ciemnym niebie.

W Fort Campbell, Kentucky, pani sierżant US Army i pilot helikoptera Chinook podczas lotu treningowego wokół bazy wojskowej zobaczyła wielki, jasno świecący obiekt. Obiekt utrzymywał się w powietrzu przez dłuższy czas. Obserwowany był także z wieży kontroli lotów wojskowego lotniska.

W Fort Benning, Georgia – pluton żołnierzy wyruszył na nocnych manewry. W pewnym momencie podzielił się na dwie grupy, które wykonywały swoje zadania w lesie. O 2 nad ranem obie grupy połączyły się a żołnierze jednej z nich ze strachem opowiadali o tym co im się przytrafiło. Ścigała ich metaliczna błyszcząca i unosząca sieę w powietrzu kula, wydająca z siebie metaliczny odgłos. Po chwili metalowa kula pojawiła się nad połączonym już plutonem. Po jakimś czasie zniknęła by pojawić się po raz trzeci.

W Richmond, Oregon, kapitan lotnictwa, astronom i meteorolog w jednej osobie wraz z grupą przyjaciół obserwował błyskające światło skaczące po całym niebie. Kapitan powiedział, że przez 30 lat swojej pracy jako astronom nigdy nie widział czegoś podobnego.

W Via Vista, na wschód od Los Angeles w Kalifornia mężczyzna podlewał swój trawnik, gdy nagle spojrzał w niebo i zobaczył grupę 5 latających dysków

W Ypsilanti, Michigan matka wiozła swoje dzieci do szkoły, gdy jej córka zauważyła coś dziwnego za oknem. Był to czarny trójkąt, który w biały dzień przeleciał nad ich samochodem i oddalił się z ogromną prędkością.

La Puente, Kalifornia: mężczyzna zobaczył interesujacy pojazd latający w kształcie dysku

Lakewood, Kolorado – małżeństwo obserwowało przez 10 sek nisko lecący czarny trójkąt. Na jego tylnej części paliły się trzy czerwone, niezbyt jaskrawe światła. Kiedy przelatywał nad ich głowami dało się zauważyć jakiś wzór na spodzie trójkąta.

Oprócz tego orby,pomarańczowe kule, jasne kule światla, kule w kolorze zielonym, rozmaitej wielkości latające trójkąty, metaliczne romby, cygara… Niebo aż kipi od UFO….

UFO i ET

Zdumiewające fakty zaczynają wypływać na światło dzienne z badań na temat historii rakiet V-2, testowanych w White Sands Proving Ground w późnych latach 40-tych. Lokalne gazety z tamtych lat wydawane w Teksasie i Nowym Meksyku donosiły wówczas na swoich pierwszych stronach o dziwacznym fenomenie, który zakłócał lot odpalanych z poligonu rakiet. Z niewiadomych przyczyn rakiety schodziły z kursu i rozbijały się w przypadkowych miejscach – czasami poza granicami USA! Na fotografiach można zobaczyć, że tym dziwacznym fenomenem był okrągły dysk, który pojawiał się nagle obok lecącej rakiety V-2 i po chwili zbaczała ona z kursu i spadała ziemię. Generał Nathan Twining – wg pracowników rządowych tamtych czasów – nazywał te dyski “nieprzyjacielskim systemem broni”

Reporterzy prasowi w 1947 r. jednak nic o tych dyskach nie wiedzieli. Nie wiedzieli oni także, że amerykańska administracja prezydenta Trumana w tajemnicy nakazała armii zestrzelenie takiego obiektu. Amerykańscy piloci próbowali zestrzelić dysk wiele razy, ale spotykali się z odwetem. Ten odwet miał rzekomo polegać na niszczeniu samolotów a także na tworzeniu promienia światła, który przechwytywał samolot wraz z pilotem w powietrzu i sprawiał, że znikali bez śladu. Wg nieoficjalnych świadków tego zdarzenia takie przechwycenie obserwowano także na ekranie radaru.

Badacz UFO, Bruce Maccabee, który przez 30 lat pracował jako fizyk w US Naval Surface Warfare Center w Dahlgren w stanie Wirginia opublikował informacje, które uzyskał od oficera amerykańskiego lotnictwa pod koniec 1985 i na początku 1986 r. na temat amerykańskich ataków wobec UFO i rewanżu UFO po takim ataku. Świadek ten ze względu na własne bezpieczeństwo ukrywa się pod pseudonimem “Hawk”. Pod koniec lat 50-tych Hawk był oficerem meteorologicznym w USAF. Następnie studiował geologię i w połowie lat 60-tych dokonywał geologicznych pomiarów związanych z testami nuklearnymi. W latach 70-tych Hawk pracował nad zaawansowanymi projektami fizycznymi dla Foreign Technology Division w bazie lotniczej Wright-Patterson w Ohio.

Hawkufo

Hawka znał także inny naukowiec z bazy Wright-Patterson. Był to Robert Collins, jeden z autorów wydanej w 2005 r. książki pt.: “Exempt from Disclosure” (“Wyłączone z Ujawnienia”). Drugim autorem był były agent kontrwywiadu lotniczego – Richard C Doty. Przemyślenia Hawka jakie umieszczono w tej książce sprowokowały dr Maccabee do ujawnienia własnych rozmów z Hawkiem sprzed 20 laty. Co ciekawe spotkanie to zaaranżował wtedy Robert Collins.

Podczas tej rozmowy Hawk przekazał Maccbeeemu wiele informacji na temat tego w jaki sposób oficjalne czynniki rządowe postrzegają fenomen UFO mimo, że oficjalnie zaprzeczają temu jakoby nasza planeta była odwiedzana przez jakąś inną inteligencję. Rozmowa miała miejsce w połowie listopada 1985 r.

hawkufo2

W marcu 1954 r. Hawk wciąż był częścią Air Force Reserve Officer Training Corp i właśnie zamierzał przejść do regularnych sił powietrznych. Wraz z małą grupą innych nowoprzybyłych do bazy oficerów zwiedzał bazę lotniczą Wright-Paterson. Podczas oglądania tunelu aerodynamicznego Hawk odłączył się od grupy zainteresowany detalami konstrukcji. Kiedy wrócił z powrotem na to samo miejsce jego grupy już nie było. Żeby ją dogonić postanowił skrócić sobie drogę i przejść przez duże pomieszczenie, stworzone w budynku, gdzie mieścił się tunel aerodynamiczny – z ruchomych ścian podwieszonych u sufitu.

Przedzierając się przez kolejne pomieszczenia natrafił w jednym z nich na szereg modeli rozmaitych pojazdów lotniczych. Wszystkie wykonano z drzewa. Niektóre z nich przypominały samoloty inne wyglądały jak latające skrzydła. Jeden z nich miał kształt cygara ale jego uwagę przykuł model który przedstawiał latający dysk.

Dysk wyglądał jak naleśnik a z jego grzbietu wystawał lotniczy pionowy statecznik. Pod nim znajdowała się fotografia przedstawiająca taki sam obiekt w powietrzu. Zrobiło ją dwóch naukowców z Ames Research Laboratory w San Francisco, którzy wybrali się na ryby nad rzekę Rogue River w stanie Oregon. Miało to miejsce w maju 1949 r. Obserwowali obiekt przez lornetkę wystarczająco długo by mieć pewność, że nie mylą go z niczym innym. Hawk również zapamiętał wygląd obiektu i dotworzył go później na odręcznym rysunku.

Japonia

Obaj wędkarze nad Rogue River opowiadając całe wydarzenie stwierdzili, że obiekt nie wydawał z siebie żadnego dźwięku, unosił się nad rzeką i obracał się wokół własnej osi. Po chwili obiekt nagle przyspieszył i również bezgłośnie zniknął na nieboskłonie. Kilka lat później, w 1959 r., Hawk opowiedział o tym co zobaczył w tymczasowej hali jednemu ze swoich kolegów, również pracującemu w bazie Wright-Patterson. Ten zrewanżował mu się opowieścią jaką usłyszał od swojego ojca. Jego ojciec widywał latające dyski, które pojawiały się czasem nad bazą lotniczą, gdzie odbywał służbę. Tą bazą okazała się być także Wright-Pattterson w Ohio.

r_Entrance_to_Misawa_Air_Force_BaseTej samej wiosny przeniesiono Hawka do Japonii, do sztabu amerykańskiej 8 Floty Powietrznej w miejscowości Misawa na wyspie Honsiu. Zaczął tam brać kursy meteorologiczne i jego praca polegała na tworzeniu raportów meteorologicznych dla centrum kontroli lotów przy bazie.

Któregoś dnia miał służbę w radarowym centrum kontroli lotów. Stacjonował w Misawie dopiero od kilku miesięcy i wciąż jeszcze zaznajamiał się z bazą lotniczą. W pewnym momencie wśród ludzi obserwujących ekrany radarów zapanowało ożywione poruszenie. Jeden z nich nawet krzyknął: “Znowu wrócili!”.

Oficer pracujący z Hawkiem w centrum radarowym widząc jego zdziwioną minę powiedział, że ostatnio zdarza się to często. Dwa obiekty co jakiś czas nadlatywały w stronę wybrzeży Japonii a następnie zatrzymywały się i stały tak w powietrzu nieruchomo przez kilka godzin by nagle ruszyć w powrotną drogę gdzieś na zachód. Nikt nie wiedział na czym polegała misja tych obiektów, ale wojsko musiało w jakiś sposób zareagować. W stronę widocznych na ekranie radaru punktów światła wystartował specjalnie wyposażony F-106s. Hawk zauważył, że samolot ten oficjalnie pokazano dopiero dwa lata później w 1956 r. Tymczasem pełnił on już regularną służbę w 1954 w bazie Misawa.

chasing ufo

Nie wiadomo na czym polegało specjalne wyposażenie F-106s i w jaki sposób był on przygotowany do walki z UFO. Prawdopodobnie oprócz broni posiadał wyrafinowane instrumenty elektroniczne, które dokonywały pomiarów w pobliżu nieznanego pojazdu lotniczego. Zazwyczaj w takiej sytuacji startowały dwa samoloty. Tym razem wystartował tylko jeden bo w drugim zawiodła elektronika i był w powietrzu bezużyteczny.

Tymczasem Hawka włączono do akcji i musiał natychmiast sporządzić raport meteorologiczny da lecącego w stronę UFO pilota. Rozmowa z pilotem była przekazywana przez głośniki i wkrótce zameldował on, że przebił się przez gęstą warstwę chmur i ma dookoła doskonałą widoczność. Dostrzegł także nieznany obiekt. Nie był pewien czy jest on tylko punktem świetlny czy też posiada jakąś fizyczną strukturę. Pilotowi nakazano wykonywać szerokie kręgi wokół dysku a dowódca stacji natychmiast połączył się z Waszyngtonem pytając o instrukcje. Po minucie wydano rozkaz: “Roll-in!” i pilot wyruszył do ataku. Zbliżając się w kierunku nieznanego obiektu odpalił wszystkie swoje rakiety typu Sidewinder. Rakiety te miały czujniki termiczne i leciały w stronę źródła ciepła.

Pilot Chasing UFOSalwa jednak nie dotarła do celu. Kiedy rakiety były już blisko dysku wszystkie eksplodowały jakby natrafiły na niewidzialną barierę. Z dysku wydostała się natomiast smuga błękitnego światła, która zaczęła zbliżać się w stronę myśliwca. Pilot rzucił się do ucieczki i zanurkował gwałtownie w stronę ziemi. Nieznany obiekt ruszył w pościg. Hawk i wszyscy zebrani obserwowali te manewry na ekranie radaru. W pewnym momencie oba punkty zlały się w jeden a następnie zniknęły. W stacji zapanowała cisza i nikt nie wiedział co dalej zrobić. Przez następne 48 godzin trwały poszukiwania wraku samolotu – jednak bez rezultatu. Samolot wraz z pilotem zniknął jak kamfora. Oficjalnie jednak to zdarzenie nigdy nie miało miejsca. Tak oficer wywiadu powiedział Hawkowi. Gdy ten zapytał czy jest ono obłożone klauzulą tajności? oficer odpowiedział: “Nie. Dlatego, że się nigdy nie wydarzyło. Nie można obłożyć klauzulą tajności czegoś co nie miało miejsca”. Dziś wiadomo o nim jedynie z przekazów ludzi, którzy pracowali tego dnia w stacji radarowej w bazie wojskowej Misawa.

Nauka i technologieUFO i ETZaginione cywilizacje

Można wyróżnić dwa podejścia do zrozumienia fenomenu UFO. Pierwsze to zrozumienie UFO poprzez zaawansowaną technologię jaką posiadają ET. Dzięki temu ET odwiedzają nas na Ziemi a my próbujemy ich zrozumieć. Druga grupa pojmuje UFO jako ludzką cywilizację, która używa zaawansowanej technologii o której nie mamy pojęcia dlatego sądzimy że mamy do czynienia z ET. Mamy wiele wskazówek, na długo przed wojnami światowymi – jeszcze w XIXw wraz z pojawieniem się statków powietrznych – że ktoś na tej naszej planecie tworzy bardziej zaawansowaną technologię niż ta, która w danym momencie jest dostępna dla ludzkości. Jest to oczywiste nie tylko w przypadku statków powietrznych, ale także prac Nikoli Tesli i odkryć nazistów podczas II WŚ. Były to technologie uznawane wówczas za niemożliwe do stworzenia a mimo wszystko obserwowano efekty ich działania. W przypadku nazistów dostęp do takich technologii pomógł im stworzyć zręby powojennego extraterytorialnego państwa nazistowskiego, które nadal prowadziło badania nad tymi technologiami. Czasami działało ono we współpracy z jakimś innym państwem a czasem badania prowadzono kompletnie niezależnie. Miało to wpływ na stworzenie amerykańskiej odrywającej się cywilizacji. Nie da się jednak na tej podstawie wyjaśnić wszystkich przypadków UFO.

Takim trudnym i kontrowersyjnym do wyjaśnienia przypadkiem jest katastrofa w Roswell, w 1947 r. Ufolodzy chcą widzieć w Roswell przypadek związany z ET ignorując jasne wskazówki, które sugerują powojennych nazistów W oryginalnej wersji memorandów gen Schulgena nie ma żadnej wzmianki na temat pozaplanetarnej hipotezy dotyczącej pochodzenia rozbitego pojazdu, co może oznaczać, że dokumenty te wskazują kogoś innego – być może nazistowskie Niemcy. USA miało wiele powodów aby ukryć prawdziwe znaczenia katastrofy w Roswell. Ufologia jednak nie zgadza się z tym punktem widzenia. Człowiekiem, który miał niewątpliwie wpływ na gen Schulgena, był gen. Nathan Twining. Prowadził on korespondencję na temat Roswell z gen. Schulgenem. Był on człowiekiem należący do służb wywiadowczych i miał regularny kontakt z nazistami w bazie Wright Paterson. W całą tą historię wmieszany był jeszcze jeden człowiek: Alfred Loedding, który był amerykańskim inżynierem niemieckiego pochodzenia specjalizującym się w konstrukcjach lotniczych typu latające skrzydło a później latający dysk. On z kolei uznał, że przypadki UFO nie mogą być związane z Niemcami. Jeśli założyć istnienie państwa extraterytorlialnego, to nie ma mowy o mocy produkcyjnej umożliwiającej budowę takiej ilości pojazdów – argumentował. Uznał więc, że musi być jakieś inne wyjaśnienie pojawiania się UFO w takiej ilości. Doszedł do wniosku że, za całym fenomenem stoi ET. Dla odrywającej się cywilizacji oznacza to, że musiała brać pod uwagę istnienie nie tylko ponadnarodowej organizacji nazistowskiej a także istnienie ET. Nie należy tu zapominać o spostrzeżeniu Dolana, że ta grupa powstawała w sieci uzależnień Zimnej Wojny co oznacza, że musiał być brany pod uwagę dodatkowy wrogi element: komunizm. W przypadku rozważania istnienia ponadnarodowego państwa nazistowskiego musieli oni brać także pod uwagę to, że zaimportowali do USA dziesiątki tysięcy niemieckich naukowców i nie było pewności czy pracują oni dla swoich nowych panów czy też nadal współpracują z systemem, który ich stworzył. Co ciekawe, po Roswell amerykańskie służby wewnętrzne ponownie otworzyły i analizowały dokumentację związaną z tymi ludźmi. Nie jest to przypadek. Dlatego musiała powstać technologia pozwalająca na lepszą kontrolę tego co dzieje się na świecie i w tym celu stworzono satelity szpiegowskie. Pozwalały one kontrolowac to co się dzieje w ZSRR i pozwalały wytropić skąd pojawiają się nazistowskie – być może – latające spodki. Kiedy przeczytać kolekcję notatek gen Schulgena bez dodatków w kwestii ET jasno widać ze miał on na myśli nazistów. Zwracał on np. nawet uwagę na elementy konstrukcji pojazdu, które przypominały mu to, co budowali wcześniej Niemcy. Nie szukano więc latającego spodka pilotowanego przez zielonego ludzka a latającego spodka kierowanego przez nazistowskiego pilota. Elementem wyższej fazy rozwoju takiej technologii była możliwość wysłania jej na inną planetę aby sprawdzić skąd przylatują pozaziemskie pojazdy. W latach 50-tych dr Hermann Oberth w wywiadzie mówił o tym, że UFO przylatuje z innych planet – być może z Marsa albo Saturna.

Można zapytać więc skąd pochodziły pomysły na stworzenie takiej technologii. Na myśl przychodzi wykorzystanie technologii znalezionej w rozbitych pojazdach jakiejś pozaziemskiej cywilizacji. Taką postawę reprezentuje cały odłam ufologów. Jeśli jednak ET rozbijałoby swoje pojazdy z taką częstotliwością, która pozwalała na wykorzystywanie i recyklarz ich technologii, to wkrótce musielibyśmy zacząć rozbijać nasze ziemskie pojazdy na planetach zamieszkałych przez ET po to, aby oni sami mogli nadgonić własne tempo rozwoju. Takie rozumowanie nie prowadzi jednak do niczego. Przykład Kecksburga świadczy o tym, że technologia która rozbiła się w pensylwańskich lasach musiała mieć raczej ziemskie źródła. Jeśli w istocie taka technologia została stworzona przez człowieka, to ci co ją posiadają z pewnością nie zechcą wyjawić jej szczegółów. Jeśli naziści rzeczywiści znaleźli rozbite UFO w lesie Schwartzwaldu, to po co interesowali się pismami Khrona czy zrobili Waltera Gerlacha szefem projektu Die Glocke?

Jeśli przyjrzeć się tajemnicy statków powietrznych i uznać, że przypadki ich obserwacji były prawdziwe, to mamy do czynienia z technologią, która była bardziej zaawansowana niż późniejsze zeppeliny. Tuz przed wojną mamy do czynienia z wieloma przypadkami pojawienia się takich pojazdów nad Szwecją i Norwegią. Naoczni świadkowie opowiadali, że pojazdy miały 8-10 śmigieł. Oczywiście śmigła nie są najlepszą metodą na loty międzyplanetarne a więc mamy tu raczej do czynienia z technologią stworzoną przez człowieka. Śledztwo w tej sprawie przeprowadził brytyjski RAF i Anglicy we wnioskach uznali, że te pojazdy pochodzą z jakichś tajnych baz. Tak więc mamy do czynienia z tajnym rozwojem technologii, które powstają niezależnie i nie są związane ani z globalną ekonomią ani z ET. Istnieje także niemiecki wątek w historii latających pojazdów. Charles Dellschau był amerykańskim malarzem pruskiego pochodzenia, który malował niecodzienne obrazy przedstawiające dziwaczne pojazdy powietrzne. Wielokrotnie powtarzał, że są one prawdziwe i są efektem współpracy amerykańsko niemieckiej, finansowane przez bogatych kapitalistów. Miały one latać z pustyni Sonora w Kalifornii. Podobno projekt sponsorowało tajne niemiecki stowarzyszenie NYMZA. Walter Bosley napisał książkę pt “Empire on The Wheel” w której opisuje tajemnice statków powietrznych. Nie ulega wątpliwości, że tajne stowarzyszenia tak w Europie jak i Ameryce pracowały nad tajnymi technologiami. Tworzy to konsekwentny wzorzec powstawania w obu tych miejscach zaawansowanych technologii. Takie założenie uprawdopodabnia stworzenie fenomenu odrywającej się cywilizacji zwłaszcza wraz utworzeniem w USA systemu bezpieczeństwa narodowego i eksplozję pojawiania się UFO. Rok 1947 jest bardzo znaczący. Kenneth Arnold zobaczył eskadrę latających spodków, admirał Byrd wrócił ze swojej antarktycznej eskapady, latający talerz spadł w Roswell i dlatego rząd USA musiał zauważyć ten problem, który być może stał się ważniejszy niż rozprawa z komunizmem.

Pojawienie się UFO jest nierozerwalnie związane z próbami nuklearnymi. UFO wykazuje niezwykle zainteresowanie takimi doświadczeniami. Ufolodzy uważają, że latające spodki pojawiły się nad amerykańskimi instalacjami nuklearnymi dwa lata po wybuchu bomby atomowej w Hiroshimie i Nagasaki. Jednak Frank Edward, ufolog z lat 60-tych zauważył, że UFO jako pierwsze pojawiło się nad Skandynawią w postaci rakiet widm. Uznał więc, że UFO pojawiło się we właściwym czasie, ale w niewłaściwym miejscu. Istnieje jednak mocno uzasadniona teoria, że Niemcy zbudowały swoją bombę atomową przed końcem wojny i prowadziły próby na Morzu Bałtyckim. Czyli UFO pojawiło się jednak nad właściwym miejscem! Jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości – niech odpowie sobie na pytanie jak kraj, w którym wymyślono fizykę kwantową i fizykę nuklearną nie był w stanie zbudować bomby atomowej? Jak to się stało, że naukowcy tacy jak Heisenberg czy Harteck nie byli w stanie zbudować bomby atomowej podczas wojny, ale po wzięciu ich do niewoli przez Anglię i obejrzeniu filmu ze zrzucenia atomówki na Hiroszimę byli w stanie zbudować ją dla Anglików? Niemcy wzbogacali uran na ogromną skalę. Pod koniec wojny wysyłali ten uran do Japonii. Jeśli ktoś posiada możliwości stworzenia wzbogaconego uranu na wielką skalę to potrzebuje już tylko włożyć to wszystko w opakowanie na bombę. Wiele wskazuje na to, że Niemcy posiadały taką bombę i użyły ją podczas II WŚ. Być może nie mogły albo raczej nie chciały jej użyć na zachodnim froncie przeciwko braciom aryjczykom, za to front wschodni dawał wiele możliwości. Rosjanie byli nie tylko wrogami ideologicznymi, ale także rasą podludzi. Przeciwko Rosjanom Niemcy wykorzystali rozmaite rodzaje bardzo nowatorskiej broni. Już w 1941 r. użyli pierwszych typów bomby paliwowej. To tłumaczy olbrzymie straty ludzkie jakie ponieśli Rosjanie w tej wojnie. Czy Werhmacht był naprawdę tak doskonały taktycznie, że zabijał Rosjan w skali 10:1? Czy może jednak zaszło tam coś zupełnie innego?

UFO i ET

Randal Montgomery jest prawnikiem z wykształceniem psychologicznym i doktoratem z socjologii. Napisał książkę pt. “Aliens and UFO – Physical, Psychic or Social Reality”. Przedmowę do jego książki napisał sam Nick Pope. Książka jest interesującym podejściem do ufologii i fenomenu porwania przez kosmitów. Autor będąc ufologicznym sceptykiem nie ma wątpliwości, że UFO jest zjawiskiem realnym. Nie boi się jednak kontestacji i rewizji tematów uważanych za święte krowy ufologii takich jak Roswell, czy luminarzy fenomenu abdukcji takich jak Budd Hopkins czy John Mack. Ma on inne podejście do tego, co może się kryć za pojęciem kosmicznego wzięcia i jest to podejście kontrowersyjne. Montgomery jest sceptykiem, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Niektórzy sceptycy stają się cynikami, którzy każdą kontrowersyjną myśl uznają od razu za nonsens.

W swoim rozumieniu fenomenu UFO dr Randal Montgomery posiłkuje się psychologią, psychiatrią, socjologią i znajomością prawa. Analizuje przypadki abdukcji z wielu psychologicznych perspektyw – takich jak teorie Carla Junga, Juliana Jaynesa, histeryczna neuroza czy paraliż senny i jego konkluzją jest stworzenie terminu UFO-neuroza. Krytykuje podejście Johna Macka, Davida Jacobsa i Budda Hopkinsa uważając je za stronnicze i oskarża ich o niekompetentne stosowanie hipnozy jako narzędzia prowadzenia ufologicznego śledztwa. Widzi on także podobieństwo w raportach na temat pojawiania się kosmitów do opowieści z przeszłości gdy obserwowano anioły. Patrząc z punktu widzenia socjologi uznaje, że UFO zostało kompletnie zintegrowane z naszą kulturą – głównie dzięki filmom na ten temat i literaturze sci-fi. Uważa, że przekazy od kosmitów, posiadających ogromną przewagę nad nami, są niczym inny jak formą wiary religijnej, która powoli słabnie a raczej ewoluuje w dzisiejszym społeczeństwie opanowanym przez technologie. Przykładem są pielgrzymki wierzących w UFO do Roswell, przypominające te do Częstochowy. Odkrył także, że wielu sceptyków istnienia UFO kieruje się niczym nieuzasadnionymi uprzedzeniami, stronniczością podobnie jak ci którzy stojąc na przeciwległym biegunie mocno wierzą w statki kosmiczne przybyszów z kosmosu.

AliensandUFOW swojej pracy opiera się na dowodach. To one powinny być najważniejsze a nie jak robi to wielu innych badaczy, którzy najpierw mają jakąś ideę a dopiero później szukają dowodów na jej potwierdzenie ignorując wszystko to, co do tego nie pasuje. Roswell jest dla niego przykładem takiego złego podejścia do przypadku ufologicznego, gdzie teorię na temat rzekomej katastrofy opiera się na zeznaniach z drugiej i trzeciej ręki albo na wspomnieniach po upływie 40 lat. Z czasem taka historia zaczyna rosnąć i jednocześnie staje się coraz mniej prawdopodobna. Roswell wg Montgomeryego nie ma nic wspólnego z UFO. Był to ściśle tajny projekt Mogul, związany z balonami obserwacyjnymi, które w epoce przed satelitami miały obserwować Rosję.

Swoje zainteresowanie UFO zawdzięcza czasom kiedy w latach 70-tych ciężko pracował nad swoją pracą doktorską. Któregoś dnia wpadł mu w ręce brukowiec: “National Enquirer”, gdzie przeczytał o UFO. Doszedł wówczas do wniosku, że UFO jest częścią ludzkiej kultury i że zajmie się taką problematyką w ramach psychicznej rekreacji. Jak się okazało – po przeczytaniu książek Jacquesa Valle – wsiąkł w UFO na dobre. Od tego czasu minęło już 35 lat i zainteresowanie UFO zostało mu do dziś.

Analizując powstanie fenomenu UFO i jego funkcjonowanie w ludzkiej kulturze Randal Mongomery zaczął od samego źródła czyli od pierwszego przypadku zauważenia latających spodków przez Kennetha Arnolda. Po dokładnym i naukowym zapoznaniu się z historią dostrzegł, że Arnold nigdy nie użył sformułowania “latający spodek”. Obiekty które zobaczył nazywał bumerangami. Przypominały półksiężyce z wieloma krzywiznami w ich części ogonowej. Opisał także ich poruszanie – określając jako niestabilne – w górę i w dół. Przypominało to ruch spodka rzuconego na wodę i odbijającego się od jej powierzchni – kiedy puszcza się tzw. “kaczki”. Media podchwyciły to porównanie i nazwały obiekty latającymi spodkami. Co ciekawe, do wielu obserwacji latających spodków (a nie półksiężyców) doszło już 2 tygodnie po wydarzeniu jakie obserwował Arnold. Co się więc stało, że ludzie zaczęli je nagle dostrzegać? Może dopiero od tego momentu zaczęli uważniej patrzeć w niebo? Inną ciekawą rzeczą jest to, że pojazdy podobne do tych jakie zaobserwował Arnold widziano częściej na niebie ok. dekady później.

Dziś obserwuje się coraz mniej latających spodków, które zastępowane są przez latające trójkąty i cylindry. Niektóre z nich są być może efektem pracy jakiegoś czarnego projektu, ale inne być może nie. Montgomery zakłada, że mniej więcej od roku 1990 UFO, które widzimy na niebie jest zbudowane na Ziemi przez Ziemian.

Uważa on także, że to co dziś ludzie określają jako kosmitów wynika ze sposobu wiary. Dawniej, gdy nie było jeszcze tematu UFO ludzie widzieli anioły, Matkę Boską czy złośliwe gnomy. Szeroko pisał o tym Jacques Valle. Być może mamy więc do czynienia z tym samym fenomenem, który trwa już całe wieki? Ludzie byli kiedyś bardziej religijni i mieli mniejszą znajomość technologii. John Mack opowiadał historię brata i siostry, którzy obserwowali to samo niezwykłe zjawisko. Dla brata to, co obserwował było kosmitami a siostra widziała w tym samym zjawisku anioły. To jednak, że ludzie nazywają to samo zjawisko inaczej wcale nie oznacza, że nie jest prawdziwe. Wydaje się, że religia w sposób naturalny odgrywa tu swoją rolę. Ludzie, którzy uznają siebie za ofiary porwania przez kosmitów, tworzą w sobie rodzaj religijnego doświadczenia. Wielu z nich uważa, że są wybrańcami i niosą misję przekazania światu bardzo ważnej wiadomości. Po drugiej wojnie światowej wiadomość od kosmitów dotyczyła zaprzestania zabijania się ludzi nawzajem. Obecnie ten przekaz dotyczy modnej właśnie ekologii, choć są także i inne przypadki. Pewien chłop z Meksyku własnoręcznie zbudował okazałą piramidę. Powiedział, że zrobił to dlatego, że tak kazali mu kosmici.Takie postrzeganie fenomenu UFO dzieli ludzi na dwie grupy. Jedna wierzy, że załogi UFO to nasi zbawcy, którzy przybyli nam pomóc a druga widzi UFO jako fenomen o wiele bardziej niebezpieczny dla człowieka a czasem wręcz demoniczny.

Roswell

Dr Montgomery ma swoją własną opinię na temat słynnego wydarzenia w Roswell. Major Jessie Marcel – który dostarczył najwięcej dowodów do teorii o katastrofie latającego spodka – był oficerem wywiadu w swojej jednostce lotniczej. Z racji wykonywanej przez siebie funkcji powinien być uważnym obserwatorem i potrafić rozróżnić rzeczy sobie znane od nieznanych. Marcel zmarł nie tak dawno i z ostatnich jego wypowiedzi wynika, że nie ma on wątpliwości, że w Roswell miał do czynienia z rozbitym pojazdem kosmitów. Montgomery jednak uważa, że Marcel oceniając szczątki jakie znalazł na pustyni w Nowym Meksyku, nie miał pojęcia o istnieniu projektu Mogul, który był ściśle tajny i wiedziało o nim niewielu ludzi. Projekt ten miał taki sam – najwyższy – stopień tajności jak projekt Manhattan. Montgomery nie ma także dobrej opinii o samym Marcelu. Chwalił się on, że w czasie wojny zestrzelił pięć nieprzyjacielskich maszyn za co otrzymał pięć medali. Naprawdę miał ich tylko dwa i nigdy nie zestrzelił żadnego wroga. Medale otrzymał za ilość czasu spędzonego w powietrzu na pokładzie samolotu. Mówił, że miał licencję pilota jeszcze przed wojną co także nie jest prawdą. Miał otrzymać tytuł magistra w George Washington University, gdzie studiował fizykę nuklearną, ale później okazało się, że nigdy nie był studentem a na uniwersytecie wziął jedynie kilka lekcji. To sprawia, że trudno darzyć go zaufaniem.

Jessie Marcel od samego początku utrzymywał, że szczątki znalezione wokół Roswell pochodzą z rozbitego latającego spodka. Farmer który je znalazł opisywał je jako folię i kawałki balsy, co sugeruje wrak balonu. Farmer nazywał się Brazel i został zabrany do bazy wojskowej gdzie został przesłuchany na temat swojego znaleziska. Niektórzy uważają, że jego opinia na ten temat mogła powstać pod wpływem ludzi, którzy go przesłuchiwali. Randal Montgomery nie ma wątpliwości że to, co wydarzyło się w Roswell, rzeczywiście chciano utrzymać w tajemnicy, ale nie ze względu na latający spodek lecz projekt Mogul. Dlatego balon meteorologiczny stał się oficjalnym wytłumaczeniem zdarzenia aby zabezpieczyć szczegóły projektu Mogul przed wydostaniem się na światło dzienne. Projekt ten wykorzystywał zaawansowany technologicznie balon, który utrzymywał łączność z bojami radiowymi rozrzuconymi po oceanie i miał on na celu wykrywanie radzieckich testów nuklearnych. Dlatego utrzymywano jego istnienie w tajemnicy przez dziesiątki lat. Dodatkowo świadkowie w śledztwie na temat Roswell byli prześladowani i straszeni przez służby wojskowe. Sam Marcel, który utrzymywał od samego początku, że był to latający spodek nigdy nie został – jak się można było tego spodziewać – wyrzucony z wojska. Nigdy go też nie straszono czy stawiano w niewygodnej sytuacji ze względu na to co opowiadał o katastrofie w Roswell. Można odnieść wrażenie, że był częścią celowego planu dezinformacji na temat katastrofy w Roswell, co miało odciągnąć uwagę od innych supertajnych projektów.

Rendlesham

Zupełnie inaczej było w przypadku pojawienia się UFO w bazie wojskowej Bentwater w Lesie Rendlesham w Święta Bożego Narodzenia w 1980 r. Była to amerykańska baza wojskowa na terenie Anglii. Wylądował tam niezidentyfikowany obiekt latający, który widziało wielu żołnierzy. Czterech wartowników z bliska sprawdziło co wylądowało w lesie a ich raporty ze zdarzenia pokrywały się nawzajem. UFO pojawiło się ponownie kolejnej nocy i było obserwowane przez inną zmianę wartowników. Trzeciej nocy zjawisko obserwował pułkownik Halt, który napisał notatkę do brytyjskiego komendanta bazy opisując co zaszło. Armia nie wywierała presji na ludzi, którzy byli świadkami tego zdarzenia. Co prawda nieco później usiłowano wytłumaczyć to zdarzenie światłami latarni morskiej lub spadającym radzieckim satelitą, ale jak wiadomo latarnie morskie nie latają i nie emitują laserowych promieni. W porównaniu z dokumentacją tego zdarzenia, zeznania świadków z Roswell są dla Montgomeryego niepoważne. Wiele zeznań w Roswell złożono na długo po katastrofie i Montgomery przypuszcza, że był to akt konfabulacji czyli łączenia ze sobą rozmaitych elementów po to, by stworzyć spójną całość a nie żeby opowiedzieć jak było naprawdę. Np. tuż przed Roswell miał miejsce w tym rejonie wypadek cysterny z paliwem. W wypadku została poparzona ekipa jadąca cysterną. Mocno poparzonych ludzi zawieziono do szpitala. Jednemu z nich musiano na miejscu amputować nogi, przez co wyglądał na znacznie mniejszego niż naprawdę był. Historia ta nieoczekiwanie weszła do legendy Roswell, gdzie armia miała zabrać z rejonu wypadku poparzonych kosmitów niewielkiego wzrostu..

Randal Montgomery jest przekonany, że wiele historii związanych z UFO wydarzyło się naprawdę. Wspomniane przypadki w Lesie Rendlesham należą do tej grupy. Innym przypadkiem jest tzw “Washington flap”. W lipcu 1962 r nad Waszyngtonem przez wiele dni przelatywały całe eskadry UFO. Obserwowali je nie tylko naoczni świadkowie na ziemi, ale także stacje radarowe i piloci samolotów pasażerskich. Kpt. Ruppelt, który zarządzał wówczas Projektem Grudge, który stał się później Projektem Blue Book, zaprzeczył jakoby UFO przelatywało nad stolicą kraju, uznając, że jest to złudzenie wywołane na ekranie radaru przez bardzo wysokie temperatury jakie panowały tam w lecie 1962 r. Miał to stwierdzić osobiście, ale później okazało się, że nie było go w ogóle w tym czasie w Waszyngtonie. James McDonald ufolog z University of Arizona przeprowadził wywiad z czterema pilotami, którzy widzieli UFO nad Waszyngtonem na własne oczy i pięć wywiadów z personelem radaru, którzy potwierdzili, że interpretacja zdarzenia przez Air Force jest fizycznie niemożliwa.

Shag-Harbour

Wiarygodnym wydarzeniem jest także incydent w Shag Harbor z 1967 r. w Nowej Szkocji, w Kanadzie, gdzie marynarka wojenna obserwowała USO. Zauważono, że światło unoszące się w powietrzu spadło do wody i nadal świeciło się na jej powierzchni. Postanowiono sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Ponieważ wszystko to rozgrywało się blisko brzegu, całe zdarzenie obserwowali także okoliczni rybacy. Niektórzy z nich nawet wypłynęli w morze aby wszystkiemu lepiej się przyjrzeć. Na pomoc przybył także kuter obrony wybrzeża, ale obiekt zostawiając za sobą duże ilości piany odpłynął w ocean. Do takich wniosków doszła kanadyjska marynarka wojenna, wysyłając na miejsce wypadku płetwonurka, który nie znalazł niczego na dnie. Później okazało się, że obiekt odpłynął kilkanaście mil dalej do miejsca zwanego Government Point, gdzie znajdowała się tajna baza wojskowa USA, która zajmowała się wychwytywanie sygnałów z radzieckich okrętów podwodnych. Okazało się, że baza zdołała namierzyć obiekt sonarem z czego sporządzono odpowiedni raport. Zdarzenie to zwabiło także radziecki okręt podwodny, który wkrótce został wykryty przez sonar . Tymczasem do uszkodzonego UFO w wodzie przypłynął inny UFO i w krótkim czasie oba obiekty odleciały w stronę amerykańskiego stanu Maine.

KosmosUFO i ETZaginione cywilizacje

W poprzednim wcieleniu Nowej Atlantydy temat “odrywającej się cywilizacji” był tym, który wywołał najwięcej dyskusji i kontrowersji. Wciąż nie doczekał się on należytego opisania i zdefiniowania mimo, że mówi się i pisze o tym coraz więcej. Z pewnością nie pomagają temu pokłady tajności jakie strzegą jej tajemnic. Poniższy wpis jest początkiem długiego (mam nadzieję) cyklu, w którym będę opisywal rożne aspekty tego zagadnienia. Wraz z upływem czasu szczegółów na ten temat jest coraz wiecej i odrywająca się cywilizacja, która przez dekady potrafila ukryć swoje sekrety dziś jest coraz bardziej widoczna – często gołym okiem. Taką cywilizację stworzyły zakonspirowane grupy, które wykorzystują superzaawansowane technologie i dokonują ukrytej eksploracji przestrzeni kosmicznej. Wszystko to przy użyciu niezmierzonych ilości pieniędzy jakie szeroką strugą płyną do czarnych projektów, prane po drodze przez podejrzaną sieć firm i międzynarodowych banków. Korzenie odrywającej się cywilizacji sięgają do powojennych nazistów związanych z projektami NASA, pierwszymi raportami na temat UFO i spiskiem, który doprowadził do usunięcia JFK pół wieku temu.

Do tego aby w ogóle powstała taka cywilizacja, potrzebna jest pelna kontrola wszystkiego, co dzieje się na naszej planecie – z kontrolą jej mieszkańców włącznie. Faszyzmowi udało się stworzyć taką kulturę kontroli i inwigilacji, gdzie każdy aspekt życia był uważnie obserwowany przez Wielkiego Brata. Dziś żyjemy w czasach, w których spełniły się wszystkie najskrytsze marzenia Hitlera by kompletnie kontrolować życie swoich obywateli.

Termin odrywająca się cywilizacja został stworzony przez ufologa Richarda Dolana. Dolan napisał kilka doskonałych książek takich jak dwa tomy “UFO and The National Security State” (“UFO i system bezpieczeństwa narodowego”). Napisał tam, że stworzenie systemu bezpieczeństwa narodowego powstało ze względu na fenomen UFO. Uznał on, że jeśli przyjąć do świadomości fakt istnienia UFO, to trzeba założyć, że w którymś momencie zostaną stworzone technologiczne możliwości, które w poważnym stopniu wyprzedzą wszystko to, co do tej pory stworzono na świecie. Początków powstania odrywającej się cywilizacji należy upatrywać czasach Zimnej Wojny. Stworzyła ona mentalność pozwalającą szukać zagrożenia w każdym dowolnie wybranym przez siebie miejscu, czyli nie tylko ze względu na komunizm, ale także ze względu na UFO. Jeśli więc powstaje grupa posiadająca taką mentalność i jednocześnie dysponuje zaawansowaną technologią, to automatycznie stworzy ona inną kulturę, łącznie z osobnym procesem sposobu podejmowania decyzji i ustanawiania praw. Jeśli posiada się technologię, która stara się być emulacją możliwości UFO, to jej stworzenie zajmie oczywiście dużą ilość czasu – być może więcej niż Manhattan Project – co najmniej kilkadziesiąt lat od zakończenia II WŚ. Ten proces i jego ukryty charakter tworząc osobną kulturę tworzy także osobną cywilizację. Jej istnienie będzie wymagać ogromnego i także ukrytego systemu finansowego, funkcjonującego kompletnie poza oficjalnymi księgami rachunkowymi. Taki system musi być bardziej tajny niż czarne budżety, czy tajne fundusze jakie mają do swojej dyspozycji agencje wywiadowcze po to, by nie musieć się z tych pieniędzy przed nikim rozliczać.

Tuż po II WŚ w Europie powstała mroczna grupa zwana Bilderberg. Spójrzmy na to kto ją reprezentował. Będzie to książę Niderlandów Bernhard zur Lippe-Biesterfeld, który był nazistą, W zebraniach uczestniczył Hermann Joseph Abst, niezwykle ważna osoba, szef Deutsche Bank. W czasie wojny zarządzał on bankiem w Berlinie, który wypłacał pensje nazistom. Wypłata dla Adolfa Hitlera również była zatwierdzana przez Absta. W grupie Bilderberg można znaleźć wielu innych sympatyków nazizmu, co wydaje się zrozumiałe ze względu na ilość niemieckich łupów jakie zgromadzili oni podczas wojny – które należało wprowadzić do światowego systemu finansowego. Być może część tego łupu nigdy nie została wpisana do ksiąg rachunkowych, dzięki czemu ludzie ci posiadali ukrytą rezerwę, pozwalającą na wsparcie rozwijającego się systemu kredytowego. Początek współczesnej odrywającej się cywilizacji można znaleźć także w japońskim militaryźmie. Podczas wojny Japończycy złupili większość Azji i łup Niemców w porównaniu do Japończyków był mizerny. Było tego tak dużo, że nie byli oni w stanie wysłać wszystkiego do Japonii i musieli ukryć większość tej fortuny na Filipinach. Skarb ten nazwano Złotem Yamashity, od nazwiska japońskiego generała, który dowodził akcją jego ukrywania. Już po wojnie amerykańskie służby wywiadowcze zdobyły informacje na ten temat. Człowiekiem który dowiedział się o złocie był Edward Lansdale, późniejszy szef tajnych operacji w CIA. Wielu ludzi wierzy, że Lansdale jest głęboko związany z zabójstwem prezydenta Kennedyego. Ludzie Lansdalea schwytali kierowcę generała Yamshity i poddali go torturom tak długo aż wskazał miejsca, gdzie Japończycy ukryli złoto. Wiele z tych miejsc odnaleziono i Lansdale osobiście poleciał do Tokio poinformować o tym gen. McArthura. McArthur z kolei wysłał go natychmiast do Waszyngtonu aby zdał relację z odkrycia prezydentowi Trumanowi. Prezydent Truman w 1947 r. po konsultacjach z doradcami od spraw bezpieczeństwa narodowego podjął decyzję aby utrzymać przejęcie tych astronomicznych ilości złota w kompletnej tajemnicy. Stworzył ukryty fundusz do finansowania tajnych operacji i czarnych projektów. To właśnie te pieniądze są bazą dla wszystkich, ukrytych funduszy jakie powstały po II WŚ. Innymi słowy Truman wprowadził amerykański wywiad do biznesu bankowego.

Ilość złota jaką Japończycy ukradli w Azji nigdy nie została zaksięgowana, dlatego obecna ilość złota, która jest w obiegu na świecie nieustannie się zmienia. Kiedy stworzono ukryty system finansów w oparciu o to złoto, musiano to zrobić w porozumieniu z byłymi japońskimi faszystami, bo tylko oni wiedzieli, gdzie znajduje się reszta tego złota. Stąd mamy w historii rozmaite niezbyt czyste układy dyplomatyczne jak ten pomiędzy prezydentem Nixonem a premierem Tanaką i Japońską Partią Liberalno-Demokratyczną. Tak więc na świecie przechowuje się znacznie więcej złota niż jest to zarejestrowane w cyrkulacji. W latach 2007-09 dochodzi do kilku skandali związanych z obligacjami wypłacanymi w złocie. Wg oficjalnej wersji obligacje te były podrobione a opiewały na biliony dolarów. Poszczególne obligacje były warte od 200 mln do miliarda dolarów. Większość ludzi uważa, że Truman ustanowił swój tajny fundusz z przeznaczeniem na tajne operacje, co jest częściowo prawdą, ale suma w bilionach dolarów przekracza wyobraźnię, gdy chcieć użyć ją na tajne operacje.

Pieniądze musiały być wiec wydawane na coś jeszcze. Np. na badania naukowe. Jeśli stworzyć długoterminowy program aby zbadać fenomen UFO i spróbować dokonać emulacji jego działania poprzez technologię, to oznacza to, że taka technologia będzie niezmiernie droga. Wystarczy spojrzeć na Skalę Kardaszewa. Radziecki astrofizyk, Nikołaj Kardaszew stworzył klasyfikację zaawansowania technologicznego cywilizacji. Kryterium tego podziału była ilość energii wykorzystywanej przez taką cywilizację. Wyróżnił on trzy typy takich zaawansowanych cywilizacji. Dla przypomnienia: Cywilizacja Typu 1 była w stanie wykorzystywać całą enbergię jaką posiadala planeta, łącznie z opanowaniem zjawisk meteorologicznych. Cywilizacja Typu 2 wykorzystywałaby całą energii wytwarzaną przez gwiazdę w systemie planetarnym w jakim znajdowala się taka planeta. W naszym przypadku oczywiście Słońce. Cywilizacja Typu 3 wykorzystywałby energię galaktyki, której częścią jest uklad słoneczny jaki zamieszkiwała. Można przejść z jednej do drugiej klasy jeśli posiada się technologię umożliwiającą manipulowaniem energią na skalę planety i pozwalającą kontrolować ten system. Oznacza to, że na obecnym etapie odrywająca się cywilizacja osiągnęła w Typ 1 na skali Kardaszewa. Świadczą o tym manipulacje meteorologiczne. Jeśli ktoś manipuluje pogodą, to robi to na skalę planety poprzez urządzenia typu HAARP, które tworzą rodzaj stymulacji energetycznej. (W podobny sposób zrabowane japońskie złoto wpływało na manipulowanie rynku finansowego.) Powstał więc system, który tworzy poczucie, że funkcjonuje w sferze globalnej związanej z całą planetą po to, aby sfinansować technologię pozwalającą na stworzenie cywilizacji Typu 1 wg skali Kardaszewa. Oznacza to przede wszystkim poważne inwestycje w program kosmiczny.

na podst: Richard Dolan – „UFOs and the National Security State”

UFO i ET

John Edmonds jest psychoterapeutą. Pomaga ludziom zwalczać nałogi a także kryzysy rodzinne. Pomaga weteranom pokonać post traumatic symptom. Razem ze swoją żoną spełnili swoje marzenia i w połowie lat 90-tych kupili 6 hektarowe ranczo w górach Estrella, na południe od Phoenix w Arizonie. Ranczo otaczała zamieszkana tylko przez dzikie zwierzęta pustynia. Wszystko wydawało się układać na swoim miejscu. Rancho nazywało się Stardust – Gwiezdny pył, leżało w Dolinie Tęczy i było na tyle duże, że Edmondsowie mogli hodować tam konie – przede wszystkim te, których jedyną przyszłością była rzeźnia. Na ranczu znalazły swój dom konie stare i niedołężne ale także mustangi, które gdy ich stada się rozrosną, traktuje się jak szkodniki, łapie i zawozi do rzeźni. Kiedy jednak kupuje się stary dom, który wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli nigdy nie wiadomo jaka siła zagnieździła się w takim miejscu. W wielu przypadkach są to sytuacje paranormalne, których efektem jest czasami zjawisko poltergeista. Jednak w domu Edmondsów zamieszkała inna siła, którą nie można było nazwać inaczej niż pozaplanetarną. Edmondsowie do dziś mieszkają w tym Ascension Codemiejscu i spędzili w nim już 19 lat. John Edmonds opisał swoje przeżycia w książce “Ascension Code” (“Kod wniebowstąpienia”). Są one tak niezwykłe, że każdy sam musi zdecydować na ile akceptuje tą relację.

Żona Edmondsa – Joyce – od samego początku miała niejasne i złe przeczucia wobec tego miejsca, ale jak sama mówi – z miłości do męża i jego pasji zgodziła się na jego zakup. John zawsze chciał mieć ranczo na którym mógłby hodować konie. Powziął taką decyzję kiedy miał 8 lat i od tego czasu zbierał na ten cel gotówkę. Jego marzenie wydawało się wreszcie spełniać. Kiedy dopełniono wszystkich formalności i dom stał się ich własnością, już na drugi dzień postanowili oszacować skalę remontu jaki ich czekał po wprowadzeniu się na nowe miejsce. To, co zobaczyli wprawiło ich w zdumienie. Jeszcze dzień wcześniej wszystkie meble jakie pozostawił po sobie poprzedni właściciel były na swoim miejscu. Na drugi dzień okazało się, że dom został z nich kompletnie oczyszczony i to nie za sprawą złodzieja!. Szybko odkryli że wszystkie meble pływają w basenie. Zadzwonili do biura nieruchomości, które pośredniczyło w transakcji, ale nikt nie był im w stanie powiedzieć co się stało. Poradzono im żeby wyłowili meble i ustawili je przed bramą wjazdową, skąd miała je zabrać śmieciarka. Wyławianie mebli zajęło Edmondsom cały weekend.

W następny poniedziałek John nadal porządkował swój nowy dom, kiedy na drodze dojazdowej ujrzał samotnego mężczyznę. Mężczyzna wyglądał – sądząc po niechlujnym ubraniu – na bezdomnego. Edmonds, będąc terapeutą i całe życie pomagając ludziom w trudnych sytuacjach wyszedł mu na przeciw żeby z nim porozmawiać. Kiedy się spotkali, okazało się, że mężczyzna trzyma w swoich dłoniach groźnie wyglądającą maczetę.
Kim jesteś? – zapytał ostrożnie – Czy mogę ci w czymś pomóc?
Mężczyzna zatrzymał się i odpowiedział pytaniem na pytanie:
Kim ty jesteś?
Jestem właścicielem tego miejsca, właśnie kupiłem ten dom i tu mieszkam – odparł Edmonds.
Nie, nie, nie… – odparł nie zrażony odpowiedzią mężczyzna – Ktoś inny jest tutaj właścicielem.
Co tutaj robisz? – zapytał zdziwiony odpowiedzią Edmonds a mężczyzna znów odpowiedział pytaniem:
Widzisz ten budynek za twoimi plecami?
Tak. Tam będzie moja spiżarnia…
O nie… – pokręcił przecząco głową mężczyzna – Tam właśnie mieszkam…
Czy masz tam jakieś swoje rzeczy? – znów zapytał Edmonds
Mężczyzna pokiwał twierdząco głową
istotaCzy możesz tam pójść i je zabrać? – Edmonds zaczął się powoli niecierpliwić całą tą dziwaczną sytuacją
Ja tu mieszkam – odparł obcy patrząc prosto w oczy Johna
Dlaczego ty sam nie zabierzesz stamtąd swoich rzeczy?
Tego było już dla Edmondsa za dużo
Panie… Hmmm proszę pana! – odparł twardo – Kupiłem to miejsce i nie chcę pana tutaj
Mężczyzna wcale nie wyglądał na zbitego z pantałyku
Ja chronię to miejsce – powiedział. Edmondsowi zaczęły powoli puszczać nerwy.
Nie potrzebuję nikogo, kto by chronił to miejsce. Sam je będę chronił – powiedział już lekko podniesionym głosem. Na twarzy mężczyzny odmalowało się zdziwienie
Ale kto będzie trzymał ich pod kontrolą? – zabrzmiało to jak wyrzut.
Co takiego? – cała rozmowa zaczynała Edmondsa już drażnić.
Chronię to miejsce przed potworami…
Tego było już za wiele. John znacząco sięgnął pod marynarkę i wycedził wolno:
Jestem dobrze uzbrojony… i sam sobie poradzę z potworami. Zabieraj pan swoje rzeczy i znikaj z mojego terenu
Mężczyzna przyjrzał się mu uważnie, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę bramy. John stał na drodze i zdawało mu się, że słyszy z oddali szyderczy śmiech.
W pewnym momencie mężczyzna odwrócił się, uniósł maczetę nad głowę i krzyknął:
Będziesz pan tego jeszcze żałował! Tylko ja jestem w stanie dać sobie radę z potworami!
Znów odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku pustyni.

Edmonds stał na drodze i patrzył jak intruz powoli niknie z pola widzenia. Człowiek z maczetą na jego ziemi zaskoczył go, ale nie przestraszył. Jako terapeuta miał do czynienia z wieloma niebezpiecznymi ludźmi. Miał także pewien zdrowotny defekt z czasów młodości. kiedyś uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu. Z trudem poskładano go w jedną całość, ale jego mózg od tego czasu zaczął pracować nieco inaczej niż u innych ludzi i w obliczu potencjalnego zagrożenia nie czuł strachu. Jak każdy szanujący się obywatel amerykańskiego południa posiadał także w domu kilka sztuk broni, która dodawała pewności siebie – zwłaszcza kiedy mieszkało się na pustkowiu. Miejsce było tak odległe od cywilizacji, że Edmonds miał problem znaleźć kogoś, kto zainstalowałby mu telefon i antenę satelitarną. Okazało się, że żaden technik nie chce przyjechać na ranczo Stardust. Po kilku dniach wreszcie ktoś się pojawił z wielkim ociąganiem wysiadł z samochodu rozglądając się niepewnie dookoła.
Edmonds wyszedł mu na przeciw
Co się dzieje? – zapytał z wyrzutem – Dlaczego nikt z twojej firmy nie chce przyjechać mi pomóc?
A czy ty wiesz co kupiłeś? – odpowiedział pytaniem na pytanie lekko przestraszony technik. Wyglądało na to, że w tej okolicy odpowiadanie pytaniem na pytanie to normalny sposób konwersacji.
Musieliśmy ciągnąć zapałki, żeby wybrać kogoś kto będzie musiał tu przyjechać – dodał wyjaśniająco.
Chcesz mi przez to powiedzieć, że coś się tu dzieje o czym nie wiem? – Edmonds znów zaczął sie irytować.
Wielu ludzi kupowało i sprzedawało to miejsce. – Zaczął wyjaśniać technik. – Pewien mieszkający tu chłopiec popełnił samobójstwo… na dzień przed ukończeniem liceum i od tego czasu zaczęły się dziać tutaj dziwne rzeczy.

Estrella1

Z opowieści wynikało, że w swojej przeszłości ranczo było miejscem spotkań miejscowej milicji, która organizowała polowania na pustyni. Ubrani w kamo faceci uzbrojeni na dodatek po zęby szybko wzbudzili zainteresowanie policji i po częstych wizytach szeryfa i kilku strzelaninach opuścili to miejsce. Następni właściciele nie byli wcale lepsi otwierając na ranczu dom publiczny. Oni także zostali wykurzeni przez policję. Potem właściciele zmieniali się często – czasami nawet kilka razy w roku. Ludzie od których Edmonds kupił Stardust mieli ranczo w posiadaniu przez zaledwie trzy miesiące. Oczywiście handlarz nieruchomościami nawet słowa nie pisnął o niepokojącej historii tego miejsca. Za to technik szybko wykonał swoją prace, założył telefon i antenę satelitarną i zostawiając za sobą sporą chmurę pyłu zniknął na pustynnej drodze. Przez następne trzy tygodnie nie zdarzyło się nic co by potwierdziło mroczną reputację miejsca.

Któregoś wieczoru Edmonds wyszedł na tyły swojego domu by popatrzeć na przepiękny zachód słońca zapadającego się powoli za wierzchołki majaczących w oddali gór Estrella. Nagle dostrzegł na niebie kilka poruszających się w szyku świateł. Miały złocisty odcień i przypominały orby, ale były znacznie większe i wyraźnie odcinały się od ciemniejącego raptownie nieba. Patrząc na to z perspektywy czasu Edmonds doszedł do wniosku, że wyglądały one identycznie jak słynne “Światła z Phoenix”, które widziały tysiące ludzi na tym miastem w 1997 r. Udało mu się je sfilmować i po zbadaniu przez laboratorium zajmującym się analizą filmów nie ma wątpliwości, że Edmonds widział ze swojego rancza to samo zjawisko – tyle, że półtora roku wcześniej! Światła te pojawiały się na niebie regularnie i Edmondsowie obserwują je od 19 lat aż do dziś. Ponieważ na ranczu hodowane są konie i trzeba napoić je późnym wieczorem, John często przebywa o tej porze poza budynkiem w którym mieszka. Im więcej czasu spędza wieczorem na zewnątrz, tym widzi więcej dziwnych fenomenów. “Światła z Phoenix” np. pojawiały się co najmniej 2-3 razy w tygodniu i Edmonds sfilmował je już dziesiątki razy. Oprócz świateł zaczęły pojawiać się także inne niezidentyfikowane obiekty takie jak czarne trójkąty, obręcze, świetliste węże i olbrzymich rozmiarów latające spodki. Niektóre z nich miały wielkość stadionu do piłki nożnej. W okolicy znajduje się kilka baz wojskowych. Jest strzelnica artyleryjska i poligon bombowy. Jest Luke AFB, gdzie stacjonują tzw. “stealth fighters” i jeszcze jedna baza tak tajna, że nie ma nawet swojej nazwy. Edmonds początkowo sądził, że obserwuje jakieś tajne militarne testy, ale gdy któregoś dnia znalazł się w odległości 20 m od ogromnego trójkąta nabrał pewności, że nie ma to nic wspólnego z wojskiem.

Estrella2

Pewnego poranka John wyszedł przed próg swojego domu i próbował przywołać swojego psa. Ten jednak jakby zapadł się pod ziemię. Zaniepokojony tym postanowił go poszukać. Pies a właściwie suka była potężnym pitbullem. Została złapana przez hycla na ulicy i Edmonds przygarnął ją na swoje ranczo. Często wymykała się za ogrodzenie przyzwyczajona do swobody, ale zazwyczaj nietrudno było ją znaleźć. Szybko wskoczył w swojego Jeepa i ruszył w kierunku gór. Kiedy dotarł do niewielkiej dolinki postanowił wdrapać się na jeden ze szczytów i z góry spróbować odnaleźć swojego psa. Dotarłszy na szczyt spojrzał przed siebie i zamarł z wrażenia. W niewielkiej odległości dostrzegł ogromny, czarny trójkąt startujący właśnie z pustyni. Odległość oszacował na jakieś 18-20 m i był w stanie dostrzec wyraźnie każdy szczegół niezwykłego pojazdu lotniczego. Włosy na całym jego ciele stanęły dęba – ale nie ze strachu – a ze statycznej elektryczności, która wypełniała powietrze. W ustach czuł metaliczny posmak jakby trzymał tam miedzianą jednocentówkę. Natychmiast sięgnął po kamerę, z którą nigdy się nie rozstawał. Wycelował w obiekt i włączył. W tym momencie stracił kompletnie poczucie czasu i przestrzeni. Kiedy się ocknął wciąż stał na wzgórzu z włączoną kamerą w dłoni. Spojrzał na zegarek. Od momentu spotkania z trójkątem minęły co najmniej 2 godziny. Na kamerze sprawdził nagranie. Okazało się, że przez te dwie godziny nagrywała ona tylko śnieżące na ekranie, statyczne szumy. Edmonds był całkowicie pewien, że to co widział nie było pustynnym mirażem. Pozbierał szybko myśli. Olbrzymi trójkąt emanował ciemnym, grafitowo-srebrnym odblaskiem na czarnym kadłubie. Nie miał na sobie żadnych świateł ani nie wydawał żadnego dźwięku. Podekscytowany tym wydarzeniem wrócił do domu gdie czekala na niego zagubiona wcześniej suka.

Spotkanie z czarnym trójkątem było dla Edmondsa punktem zwrotnym w jego życiu na ranczu Stardust. Wydawałoby się, że trudno jest już oczekiwać na jakieś większe wrażenia a te już czekały za rogiem. Kilka dni później Edmonds przeżył swoje pierwsze bliskie spotkanie trzeciego stopnia i napotkał istoty nie z tej ziemi. Zanim jednak do tego doszło na swoim ranczu znalazł martwe konie. Były okaleczone w taki sam sposób jak klasyczne okaleczenia bydła na innych farmach od Nowego Meksyku po Missouri. Edmonds wezwał szeryfa, ale ten jak w innych tego typu przypadkach sporządził jedynie raport i sfotografował martwe zwierzęta. Koniom usunięto w precyzyjny, chirurgiczny sposób narządy wewnętrzne, rodne a także oczy. Weterynarz policyjny stwierdził, że umierały one w mękach i cierpieniu. Nie był to koniec okaleczeń. Kilka dni później znalazł on ciało swojego pitbulla. Pies również był okaleczony a jego organy wycięte. Wszystko to działo się w bezpośrednim sąsiedztwie domu w którym mieszkali Edmondsowie. Noce w Arizonie są zazwyczaj niezwykle ciche, mimo to nie usłyszeli żadnego dźwięku sygnalizującego, że w stajni obok rozgrywa się tragedia.

Phoenix Lights

Po tym wydarzeniu John doszedł do wniosku, że czas zrobić to, co zrobiło wielu innych właścicieli tego miejsca – uciekać. Okazało się jednak, że niełatwo jest sprzedać ranczo, które jest na dodatek domem dla wielu koni. Nie po to je ratował aby teraz odesłać je wszystkie do rzeźni. W szczytowym momencie w stajni na ranczo mieszkało ponad sto koni. Obecnie jest ich już tylko 19-cie. Powoli też zmienia się sytuacja – zwłaszcza od czasu gdy na ranczo zaproszono indiańskiego uzdrowiciela. Człowiek ten wykorzystuje – jak sam mówi – energię gwiazd do tego, aby znormalizować sytuację w tym miejscu i co jest w tym wszystkim niezwykle – sytuacja znacznie się poprawiła do tego stopnia, że Edmonds zatrudnił go w Stardust na stałe. Zanim jednak do tego doszło w okolicach rancza zaczęły się pojawiać dziwaczne stworzenia. Jedno z nich przypominało gąbkę do mycia bardzo brudnych naczyń firmy Brillo (!!!). Postać ta miała humanoidalny kształt i krążyła po pustyni w oddali. Co jakiś czas można było zaobserwować niewielkie tornada, które wzbijały piasek pustyni w powietrze. Tornada te przechodziły przez postać przypominającą Brillo, nie czyniąc mu żadnej krzywdy ani nawet nie zakłócając jego równowagi. Edmonds przerażony widokiem zaczął strzelać do niego ze strzelby i był pewien że trafia za każdym razem. Postać jednak niewzruszenie maszerowała dalej. Wtedy przypomniał sobie historię o potworach, o jakich opowiadał mu człowiek z maczetą, którego spotkał pierwszego dnia, kiedy wprowadził się na ranczo. Kiedy na drugi dzień Edmonds wyszedł na pustynie sprawdzić czy są jakieś efekty jego strzałów – nie znalazł żadnych śladów po tym zajściu. Nie było to jedyne takie wydarzenie. Regularnie zaczęły pojawiać się kolejne dziwaczne istoty. Zdesperowany Edmonds widząc, że bron palna nie robi na przybyszach żadnego wrażenia zaczął na nich krzyczeć a nawet kilka razy poszczuł psami. Psy jednak nie zdołały ugryźć człowieka przypominającego Brillo. Istoty Brillo nie były jedynymi postaciami jakie pojawiały się fizycznie na ranczo. Po nich zaczęły pokazywać się szaraki, które bez przeszkód wchodziły do mieszkania. Czasem gdy Edmondsowie budzili się w nocy okazywało się ze w ich pokoju są szaraki! Nigdy jeden. Zazwyczaj dwa albo trzy. Coś przyciągało ich do tego domu a zwłaszcza do sypialni i łazienki w sypialni. Edmondsowi udało się zabić jednego z nich. Ze względu na wypadki na rancho, zgromadził on w domu cały arsenał rozmaitej broni. W różnych częściach domu rozstawił kije bejzbolowe a obok łóżka leżał samurajski miecz. To tym mieczem udało mu się zabić szaraka. Kiedy wyjmował miecz z jego ciała, na jego końcu nabity był jakiś organ szaraka. Zdjął go i trzyma do dziś w lodówce. Edmonds szuka obecnie laboratorium, które mogłoby zbadać ten kawałek ciała. Tymczasem ciało szaraka które przebił mieczem zniknęło. Po prostu rozpłynęło się w powietrzu. Wg Edmondsa trzeba odciąć szarakowi głowę żeby zatrzymać ciało. To dlatego mężczyzna, którego spotkał w pierwszy dzień po wprowadzeniu się na ranczo nosił ze sobą maczetę. Edmonds przekonał się o tym, gdy zaatakował kilka następnych szaraków próbujących zbliżyć się do jego żony. Ich ciała przechowuje obecnie w zamrażarce. Ciała te zostały zbadane w laboratorium dr Levengooda. Po pierwszych testach doktor przeżył szok i nie chciał rozmawiać na temat rezultatów. Później stwierdził, że ma dowody na istnienia życia pozaziemskiego. Krotko po tym doktora znaleziono martwego.

mustangi

Ranczo Edmondsa podobnie jak ranczo Skinwalkera w Utah jest prawdopodobnie portalem energetycznym, przez który docierają na Ziemię istoty nie tylko z innych światów, ale i innych wymiarów. Niektóre z tych portali ledwie mieszczą w sobie postać ludzką a przez inne można wlecieć nawet jumbo-jetem.Do Stardust przyjechała na miesiąc grupa Bigelowa – ta sama , która badała ranczo Skinwalkera. Naukowcy spędzili tam miesiąc a ich wnioski na razie nie są znane.

Psychologia i umysłTajemnice i anomalieUFO i ET

Natalie miała wtedy 10 lat i chodziła jeszcze do podstawówki, gdy wydarzyło się coś, z czym nie może sobie dać rady do dziś mimo, że już jest dojrzałą kobietą. Spała wtedy mocnym snem, gdy nagle coś ją obudziło. Otworzyła oczy i zobaczyła błysk białego, mocnego światła. Najpierw poczuła ogarniający ją strach a następnie kłujący ból w prawym ramieniu.Sparaliżowana całą sytuacją nie mogla się nawet poruszyć. Paradoksalnie uspokoiło ją to, bo już wcześniej przeżywała ataki paraliżu sennego, gdzie trudno odróżnić sen od rzeczywistości. Wciąż jednak czuła ból w ramieniu i to dało jej pewność, że nie śpi. Paraliż nagle ustąpił i zdołała zejść z łóżka. Zeszła na dół po schodach do kuchni. Ból minął a serce zaczęło bić spokojniej.

magnes_1Kilka dni później zauważyła, że ma coś pod skórą prawego ramienia. Szybko skojarzyła to z nocnym bólem. Postanowiła pokazać to miejsce swojej matce. Ta doszła do wniosku, że musi to być śrut z wiatrówki i zamówiła wizytę u lekarza. Lekarz początkowo potwierdził, że jest to śrut, który dostał się pod skórę dziewczynki tyle, że nie znalazł żadnej rany, żadnego pęknięcia na skórze, przez które taki śrut mógłby się tam dostać. W końcu uznał, że skoro nie śrut, to będzie to kaszak. Na dodatek na tyle niegroźny, że nie wymaga interwencji chirurgicznej jeśli nie zmieni kształtu lub nie zacznie boleć. Od tego czasu Natalie zaczęła mieć coraz poważniejsze problemy zdrowotne. Dwa lata później usunięto jej ze śledziony cystę wielkości grapefruita. Lekarz stwierdził także nadciśnienie wewnątrz gałki ocznej. Po wielu latach Natalie udała się do dermatologa. Chciała usunąć dziwne ciało pod skórą na jej ramieniu. Dermatolog uznał jednak, że jeśli ten obiekt nie powoduje bólu ani się nie rozrasta, to nie ma powodu aby dokonywać operacji. Do 24 roku życia obiekt nie zmienił ani swojego położenia ani wielkości.

Sid Goldberg jest znanym reżyserem filmów dokumentalnych. Dwukrotnie nawet zdobył nagrodę Emmy. W 2014 r. postanowił nakręcić pilot potencjalnej serii dokumentalnej na temat ET wśród ludzi i fenomenu wzięcia. Zaczął jeździć na kongresy ufologiczne w poszukiwaniu odpowiednich dla siebie tematów. Na jednym z nich (w Toronto) poznał Natalie. Opowiedziała mu o guzie na ramieniu. Miała zawsze wobec tego guza mieszane uczucia. Czuła, że tej nocy, kiedy zobaczyła jasny rozbłysk światła wydarzylo się coś wiecej. Od ojca, który pracował dla wojska przy supertajnych projektach dowiedziała się o UFO. Później sama wielokrotnie widziała niezidentyfikowane obiekty latające. Zaczęła serio brać pod uwagę możliwość, że być może była ofiarą takiego spotkania i guz na jej ramieniu jest pozaziemskim implantem…. Wielokrotnie próbowała sobie przypomnieć co wydarzyło się tamtej nocy. Jej pamięć była jednak zablokowana.

ImplantNatalie2

Sid Goldberg zainteresował się jej przypadkiem i zaproponował jej przeprowadzenie seansu hipnotycznego by w podswiadomości odnaleźć pamięć tamtego wydarzenia. Zgodziła się. Chciała także usunąć ten obiekt z ramienia, bo w jakis sposób czuła, że tworzy on w niej trudne do wytłumaczenia energetyczne zakłócenia i jest związany z wszelkimi problemami zdrowotnymi jakie przeszła w życiu. Seans hipnozy przeprowadził najlepszy terapeuta w Toronto, który miał doświadczenie i zrozumienie problemu abdukcji. Zanim jednak do tego doszło Sid poprosił Natalie o przyłożenie do guza silnego magnesu neodymowego. Magnes neodymowy (NdFeB) jest rzadkim ziemskim magnesem złożonym z neodymu, żelaza i boru, tworząc czworokątną strukturę krystaliczną. Taki magnes jest najsilniejszym naturalnym magnesem na Ziemi. Przyłożony do guza magnes przywarł jakby go ktoś tam przykleił, ale odpadał z każdego innego miejsca. Następnie Natalie założyła w na ramię miedzianą bransoletę – taką, jaką używają ludzie cierpiący na artretyzm. Nieoczekiwanie przysłonięty miedzią obiekt zaczął się gwałtownie rozgrzewać!

ImplantNatalie

Wprowadzona w stan hipnozy Natalie pod wpływem uwolnionej pamięci wpadła w paniczną histerię. Zmory przeszłości wróciły i lekarz musiał jak najszybciej wybudzić ją z transu. To, co zapamiętała, to inny sen z wieku dziecięcego, który często się powtarzał. We śnie miała dziecko i je utraciła. Przypomniała sobie także moment włożenia w jej ramię implanta. Miejsce w którym była, miało szare, metalowe ściany. Leżała na białym prześcieradle. Ktoś poruszał się obok niej, ale mogła jedynie dostrzec biały kitel. Po tym dramatycznym seansie Natalie podjęła decyzję usunięcia guza. Chciała się dowiedzieć dlaczego przyciąga on magnes neodymowy? Czy jest chemiczny czy biologiczny? Czy są w nim jakieś izotopy, które sugerują, że implant pochodzi z innej planety? Operację przeprowadzono 26 sierpnia, 2014 r. w Montrealu.

cdn…….

Tajemnice i anomalieUFO i ET

Czaszka Starchild, jest jednym z najdziwniejszych obiektów jakie do tej pory odnaleziono na Ziemi. Fundamentalnie różni się od czaszki ludzkiej lub jakiegokolwiek innego zwierzęcia. Przywodzi na myśl szaraków ET, sugerując kosmiczne pochodzenie – zresztą w ten sposób powstała jej legenda. Lloyd Pye, który poświęcił badaniom nad nią ostatnią część swego życia miał obsesję tej czaszki i chciał za wszelkie cenę znaleźć odpowiedź czym ona tak naprawdę jest. Wierzył, że jest to czaszka kosmicznego dziecka. Nie doczekał jednak tej odpowiedzi. Pye zmarł w grudniu 2013 r. na raka krwi. Okazało się, że tego typu choroba miała już miejsce w jego rodzinie. Dowiedział się o raku na 3 miesiące przed śmiercią i niestety przegrał swoją batalię.

Historia znalezienia czaszki sięga lat 30-tych. Znalazła ją nastoletnia dziewczyna z meksykańskiej mieściny Barrance del Cobre, 160 km od miejscowości Chihuahua. Dziewczyna wiedziona ciekawością, wbrew woli rodziców poszła do pobliskiej opuszczonej kopalni miedzi. Znalazła tam leżące obok siebie dwa szkielety. Nie wiadomo co jej strzeliło do głowy tego dnia, ale zebrała kości do koszyka i ukryła je na pustyni obok kopalni. Tej samej nocy spadł tam rzęsisty deszcz. Kiedy dziewczyna wróciła w to miejsce na drugi dzień – kości zostały wypłukane przez wodę i jedyne co znalazła to dwie czaszki.

Obecną właścicielką czaszki Starchild jest Melanie Young. Przez wiele lat była pielęgniarką w szpitalu Lubbock w Teksasie na oddziale onkologii dziecięcej. Po kilkunastu latach pracy w szpitalu postanowiła otworzyć własny gabinet masażu. Mąż jednej z pracownic gabinetu znał właściciela czaszki Starchild, którą wkrótce po jego śmierci otrzymał w spadku. Ponieważ wiedział, że Melanie zawsze interesowała się ufologią, dlatego uznał, że powinna ją zobaczyć. Początkowo wysłał jej kilka zdjęć by po kilku dniach przynieść czaszkę do gabinetu. Kiedy Melanie otworzyła pudełko zobaczyła w nim dwie czaszki. Jedna bez wątpienia należała do człowieka mimo, że miała rozliczne, abnormalne cechy, ale ta druga była czymś zupełnie innym. Była to słynna później czaszka Starchild, która odmieniła jej życie.

starchild2

Melanie szybko zorientowała się, że zbadanie czaszki przekracza nie tylko jej wiedzę, ale także energię i możliwości finansowe. Na którejś z konferencji ufologicznych poznała Lloyda Pye i opowiedziała mu o posiadanym znalezisku. Lloyd zapalił się do projektu a Melanie całkowicie mu zaufała i przekazała mu czaszkę. Miało to miejsce w lutym 1999 r. Lloyd Pye przyjmując czaszkę zwrócił uwagę, że utrzymywanie jej istnienia w tajemnicy może być niebezpieczne. Informacje tego typu zawsze przeciekają na zewnątrz i ktoś być może zechce ukraść czaszkę posuwając się nawet do zabójstwa. Dlatego Lloyd i Melanie ustalili, że jej istnienie należy ogłosić światu a samej czaszce trzeba było nadać imię. Melanie uznała, że chce pozostać w cieniu i nie ujawniać swojej osoby w obawie, że może to wpłynąć na jej pracę w szpitalu, gdzie zajmuje się noworodkami. Wobec tego Lloyd przejął całą odpowiedzialność za dalsze losy Starchild na siebie.

Czaszkę Starchild – Gwiezdne dziecko – nazwano tak ze względu na jej niewielkie rozmiary, bo na pierwszy rzut oka wyglądała jak czaszka dziecka. Jednak dalsze oględziny budują wiele wątpliwości. Przede wszystkim czaszka ma zęby dorosłego człowieka – więc z pewnością jej właściciel nie był dzieckiem. Płaty czaszkowe są ze sobą zrośnięte, co również wskazuje na bardziej dojrzały wiek osobnika. Nikt tak naprawdę nie wie jak wyglądał Starchild za życia. Bez znajomości struktury mięśni nie da się odtworzyć wyglądu twarzy. Można jedynie snuć przypuszczenia i dokonać rysunkowej interpretacji, która niekoniecznie jest prawdziwym odzwierciedleniem tego jak wyglądał Starchild. W czaszce zwracają uwagę olbrzymie oczodoły, które kończą się na jej bokach. Można przyjąć, że taka osoba doskonale widziała w ciemności. Jej oczy były spłaszczone. Dziś wiemy, że spłaszczone oczy tworzą się w przestrzeni kosmicznej np. u astronautów, którzy spędzają wiele czasu na Stacji Kosmicznej. Melanie wymyśliła imię Starchild i choć dziś wie, że nie był to najlepszy wybór – imię przylgnęło do czaszki i właśnie jako Starchild stała się sławna.

Wszystko zmieniło się wraz ze śmiercią Lloyda Pye. Melanie była zrozpaczona. Uznała jednak, że rozpoczęta nad czaszką praca musi zostać zakończona. Na kongresie ufologicznym w Arizonie poznała Chase Kloetzke i tak zaczęła się ich współpraca. Chase Kloetzke pracowała przez wiele lat dla DoD (ministerstwo obrony narodowej) Pochodzi z wojskowej rodziny i jest specjalistą w dziedzinie biomechaniki m. in. tworząc protokoły ochronne dla sił specjalnych. Jej mąż a także dzieci również związane są z US chase-headshot1Army. Jest także pełnym entuzjazmu ufologiem, współpracuje z MUFON i bada ten fenomen w sposób naukowy. Zajmuje się również kryptozoologią. Szukała kryptydów w bagnach Luizjany, jaskiniach North Caroliny i kopalni węgla w Kentucky. Chase uważa, że ilość przypadków UFO wzrasta z każdym rokiem. Do MUFON wpływa średnio 900 zgłoszeń miesięcznie. Przypadki te zazwyczaj dzielone są na dwie grupy: na ziemskie i pozaziemskie UFO, co wymaga nieco odrębnego podejścia.

Chase Kloetzke pomaga Melanie w uporządkowaniu spraw formalnych związanych z czaszką a także w poszukiwaniu wykwalifikowanych genetyków, którzy podjęliby się dokończenia badań DNA. Chce aby wszelkie badania na czaszce, były prowadzone w sposób niezależny. Jej celem jest dokończyć to, co rozpoczął Lloyd Pye. Jeśli Starchild okaże się ludzką hybrydą lub kosmitą to będzie to przede wszystkim dowód na to, że nie jesteśmy we wszechświecie sami. Ważne jest dla niej także to, co zbadania tajemnicy Starchild może przynieść ludzkości. Kości czaszki są lekkie, ale o niezwykle silnej strukturze. Być może poznanie ich budowy pomoże ludzkości w stworzeniu takiego typu kości dla człowieka. DNA pobrane z czaszki jest zanieczyszczone. Czyste DNA znajduje się jedynie w jej zębach. Posiada ona tylko dwa zęby, dlatego do tej pory nie zdecydowano się pobrać z nich DNA w obawie przed ich zniszczeniem. Na początku było ich trzy, ale jeden z nich zniszczyło laboratorium próbujące pobrać DNA.

Starchild Skull genetic enigmaWydawałoby się, że mając w posiadaniu tak unikalny obiekt jak czaszka Starchild – nie będzie trudno znaleźć laboratorium, które podejmie się badań i wesprze – widząc w tym własną korzyść – projekt finansowo. Jednak badania takie są bardzo kosztowne. Samo uruchomienie mikroskopu elektronowego już kosztuje pieniądze. Poza tym naukowcy niechętnie zajmują się badaniami związanymi z pozaziemską cywilizacją w obawie o własną reputacje, która może ucierpieć, gdy ich nazwisko będzie związane z jakimś kontrowersyjnym obiektem, który oficjalnie (bez żadnych dowodów!) został uznany za pseudonaukowy. Wystarczy otworzyć Wikipedię aby o tym przeczytać. Wiąże się to z kompletną obojętnością lub niechęcią, z jaką czynniki oficjalne traktują UFO i ewentualność istnienia pozaziemskich cywilizacji. Np. neurolog – Steven Novella uznał, że jest to czaszka dziecka, które cierpiało na wodogłowie. Melanie Young w swojej pracy na oddziale noworodków widziała wiele przypadków wodogłowia u dzieci i nie zgadza się z taką opinią. Sądzi, że Starchild nie był dzieckiem i nie był także człowiekiem. Wskazują na to dotychczasowe badania DNA. W czaszce znaleziono częściowe ludzkie DNA, ale osoba ta nie była człowiekiem.

Lloyd Pye podpisał umowę z laboratorium na 3 lata. Za każdy rok badań musiał zapłacić 250 tys. dolarów. Był zdeterminowany aby wykonać te badania, a potem – jak sam powiedział – wepchnąć uzyskane dane w gardło nauki. Melanie Young podobnie jak Lloyd Pye nienawidzi prosić o pieniądze, ale pragnienie rozwikłania tajemnicy czaszki zmusiła ich do takiego działania. Jednak Kickstarter jaki zorganizowano by dofinansować prace nad czaszką zebrał zaledwie 35 tys. dolarów. Mimo że Pye był osobą dosyć popularną, to nie znalazł się nikt, kto wsparłby swoim autorytetem jego pracę. Badania jednak nadal będą kontynuowane i po ich zakończeniu to nauka a nie pasja ufologów określi kim naprawdę był Starchild..

Tajemnice i anomalieUFO i ET

Ken Storch jest emerytowanym policjantem. Przez trzydzieści jeden lat pracował jako śledczy w miejscowości Aurora w stanie Kolorado. Z pracy w policji został mu w spadku instynkt a także umiejętność dostrzegania i zabezpieczania śladów popełnionego przestępstwa. Obecnie mieszka w Locust Grove w Oklahomie i jest prywatnym detektywem. Odkrył tam swoją nową pasję. Bada on przypadki UFO a także częste, mające miejsce w tym regionie przypadki okaleczenia bydła. Storch jest przekonany, że ma to związek ze zjawiskiem UFO, które dokonuje jakichś bliżej nieznanych eksperymentów na żywych stworzeniach, pozyskując z nich rozmaite części ciała. Jeden z ciekawszych przypadków z jakimi miał do czynienia Ken Storch to martwa, okaleczona krowa, znaleziona na pastwisku 9 lutego 2012 r. w Norwood w stanie Missouri.

Ken na miejsce wydarzenia zabrał ze sobą cały ekwipunek, który kiedyś używał w codziennej pracy w policji. Zabrał ze sobą także wykrywacz metali. Towarzyszył mu kolega Bob – były fotograf policyjny – który miał sfotografować martwe zwierzę i przebieg pracy Storcha. Ranczo w Norwood należało do Gaylanda Jonesa i nie było to pierwsze martwe i okaleczone zwierzę jakie znalazł na swoim pastwisku. Tym razem była to ważąca 400 kg krowa w ciąży. Usunięto jej język i wyłupiono oczy. Usunięto także odbyt i część waginy. Mimo rozległych ran, nie znaleziono dookoła ani kropli krwi. Nie przeszkadzało to jednak wezwanemu przez Jonesa weterynarz stwierdzić, że śmierć nastąpiła w wyniku upływu krwi. Farmer ocenił, że krowa musiała zostać zabita ok. 4 nad ranem. Wstał tego dnia jeszcze przed świtem żeby narąbać drewna i wówczas zobaczył na pastwisku martwą krowę

martwa krowaBliższe oględziny wykazały, że język został usunięty w czasie kiedy krowa jeszcze żuła siano! Tak więc cięcia nie dokonano poprzez pysk krowy! Język został odcięty tuż przy gardle w czasie kiedy krowa wciąż jadła. Storch postanowił zbadać miejsce zbrodni za pomocą detektora metalu. Detektor miał zainstalowany program, który pozwalał na zidentyfikowanie wykrytego metalu. Były policjant zbadał najpierw teren dookoła martwej krowy i nie znalazł tam nic – nawet starego, zardzewiałego gwoździa. Następnie zaczął przesuwać ramię wykrywacza nad ciałem zwierzęcia zaczynając od odbytu. Kiedy dotarł do nosa, milcząca do tej pory maszyna wydała ostry dźwięk. Nieoczekiwanie wykryła metal, który okazał się być czystą platyną! Storch z niedowierzaniem sprawdził swój sprzęt, ale wszystko wyglądało na to, że jest w porządku. Jeszcze raz przesunął wykrywaczem nad nosem krowy i tym razem maszyna nie znalazła niczego. Niezrażony tym Storch przesunął detektor nad wyłupione oko. Maszyna znów wydała z siebie dźwięk. Tym razem Storch natychmiast pochylił się nad okiem, żeby zobaczyć co w nim siedzi. Dostrzegł jedynie jakiś przedmiot, który natychmiast zniknął mu z pola widzenia. Okazało się, że przedmiot a raczej implant zaczyna poruszać się i chować wewnątrz ciała krowy. Storch dosłownie urządził sobie za nim policyjny pościg, odnajdując wykrywaczem metali jego położenie w różnych częściach ciała krowy. Po jakimś czasie ruch implantu ustał. Zatrzymał się w kanale ucha a na zewnątrz dało się zobaczyć zielonkawo-niebieski odblask. Przypominało to żarzenie się świetlika. Po chwili implant znów zaczął się poruszać – tym razem w stronę szyi krowy. Zaczynało się robić naprawdę ciekawie. Po jakimś czasie implant znów schował się w uchu.

Ken StorchPościg za implantem musiał jednak zostać gwałtownie przerwany. Nad Norwood w szybkim tempie nadciągała burza, która w tamtych rejonach często buduje niebezpieczne tornado. Badający miejsce wypadku ludzie musieli szybko poszukać sobie schronienia. Zanim jednak to zrobili, asystent i fotograf Storcha – Bob – wyjął nóż, odciął ucho krowy i zabrał je ze sobą. Już w schronieniu, kiedy rozmawiali o wypadku, Jones powiedział, że mógł przewidzieć, że coś złego przydarzy się tej krowie. Poprzedniego wieczoru zawiózł siano na pastwisko i rozrzucał je wprost z przyczepy traktora i krowy same ustawiały się w szpaler żeby mieć dostęp do jedzenia. Tak zrobiły wszystkie krowy oprócz tej, która okazał się być martwa następnego ranka. Odstawała od reszty stada i nie chciała jeść karmy z innymi. Gayland Jones widząc to, podjechał do niej i zrzucił dla niej z przyczepy specjalną porcję. Znalezione tego poranka martwe zwierzę nie było to pierwszym jakie zabito i okaleczono na jego farmie. Podobną sytuację przeżył w 2008 r. a dwie inne przydarzyły się jego ojcu który miał farmę w Teksasie.

Kiedy burza minęła, trzej mężczyźni powrócili na pastwisko. Ku ich zdumieniu okazało się, że w tym czasie ktoś lub coś dokończyło okaleczenia krowy!!! Najwyraźniej farmer wstając wcześnie rano, zapalając światło na zewnątrz oraz silnik traktora spłoszył sprawców. Teraz w środku potężnej burzy powrócili i dokończyli swoją robotę. Tym razem usunęli wymię a także martwy fetus cielaka.

Cokolwiek działo się feralnej nocy na farmie Jonesa nie pozostało tak do końca anonimowe. Jego sąsiadem jest kierowca ciężarówki, który wyruszył w trasę ok. 3 nad ranem. Już z drogi zadzwonił do swojej żony Joan licząc, że jeszcze nie położyła się do łóżka. Powiedział jej, że widzi z drogi dziwne światła nad farmą Jonesa. Joan również je dostrzegła. Podekscytowana przyniosła kamerę i sfilmowała światła poruszające się 100-150 m nad ziemia. Filmowała je przez ok. 5 min.

Jeszcze tego samego dnia Ken Storch zawiózł odcięte ucho do prześwietlenia, ale nie znaleziono w nim żadnego metalicznego obiektu. Czy był tam kiedy Bob odcinał ucho? A może implant uległ samodestrukcji, bo tak był zaprogramowany na wypadek jego wykrycia? Być może był całkowicie organiczny i przez to niewidzialny dla aparatu rentgenowskiego? Tego – póki co – jeszcze nie wiemy.