Natura i środowiskoPsychologia i umysł

Od czasu kiedy przeczytałem “Robinsona Cruzoe” pomysł kompletnej izolacji od świata w niepokojąco atrakcyjny sposób mocno do mnie przemawia. Samotność mnie nie uwiera. Poczucie odcięcia od świata nie przeszkadza, świadomość, że przebywa się na wyspie, wodą odciętej od reszty lądu w magiczny sposób poprawia samopoczucie. Co jakiś czas czytam o takich ludziach w książkach. Nie zaginęli bynajmniej w dżungli, nie są rozbitkami na bezludnej wyspie tylko sami odcięli się od reszty świata. Świadomie i z własnego wyboru. Być może kiedyś, gdy świat był ledwie poznany nagłe osamotnienie mogło być przerażające. Dziś, w naszym zabieganym świecie samotność staje się coraz bardziej artykułem luksusowym. I to coraz trudniej dostępnym. Jak długo w jednym odstępie czasu byliście sami? Dzień? Tydzień? Książka “The Stranger in The Woods” (“Obcy wśród drzew”) Michaela Finkela to opowieść o człowieku, który dobrowolnie porzucił amerykańską cywilizację i bez opuszczania kraju zaszył się w lesie na całe dwadzieścia siedem lat.

Niewielu z nas spędza swoje życie samotnie. Są jednak tacy, którzy właśnie taki stan preferują. Mimo, że jesteśmy gatunkiem stadnym przez całą historię ludzkości przewijają się ludzie, którzy dobrowolnie wybierają samotność. Często nazywa się ich pustelnikami. Większość z nich dokonała takiego wyboru z pobudek religijnych. Nawet Jezus zdecydował się spędzić 40 dni samotnie na pustyni, zanim zaczął głosić swoją naukę. Samotność dodaje tajemniczej siły. Budda na przykład również spędził długi czas sw samotności zanim wyruszył nauczać świat. Innym rodzajem pustelników są ci, którzy przeciwko czemuś protestują. Są to ci, którym nie podoba się świat, w którym żyją i zamiast siłą nawracać go na “lepszą” drogę, instynktownie ciążą ku samotności odcinając się od świata. Nie jest to bynajmniej fenomen ostatnich lat. Już 5 tys. lat temu niektórzy ludzie w Chinach zaszywali się w pustelni, bo nie mogli znieść panującego cesarza. Trzecia grupa pustelników to artyści, dla których powody estetyczne są wystarczające aby porzucić świat i żyć samotnie. Wśród nich są pisarze jak Henry Thoreau czy naukowcy tacy jak Newton czy Einstein, który lubił zamykać się w swojej pracowni i całymi dniami nie widzieć nikogo. Dzisiejsze czasy niosą wraz z internetem jeszcze jeden fenomen pustelnictwa – wirtualną społecznośc pustelników, co samo w sobie brzmi nieco absurdalnie. Na stronie hermitary.com można w czat roomie prowadzić rozmówki “między nami pustelnikami”. Do tego chat roomu niełatwo się dostać. W sposób drobiazgowy sprawdza się tam kto jest prawdziwym pustelnikiem a kto nie…

Chris Knight został aresztowany w lesie w stanie Maine, gdy plądrował lodówkę w leśnej kabinie i ukradł z niej mięso na na hamburgery i ser. Okazało się, że człowiek ten żyje poza ludzką cywilizacją od 27 lat. Samotnie mieszkał w leśnym namiocie z dala od cywilizacji… i ani razu podczas tych wszystkich lat w lesie w obawie przed wykryciem nie zapalił ogniska (!). Przeżyć zimę w Maine bez ognia w opinii tamtejszych strażników leśnych jest dla człowieka czymś niewykonalnym. W Maine od jakiegoś czasu zgłaszano włamania do leśnych domków. Nigdy nie były to to kradzieże poważne. Ginęła żywność, czasem latarka, ale przede wszystkim książki. Złodziej polował na nie z pasją i ukradł ich tysiące. Na dodatek włamywał się jak Houdini – nie zostawiając żadnych śladów. Nigdy nie zostawił rozbitego okna czy wyłamanych drzwi. Czasem właściciele zostawiali biżuterię i pieniądze – złodziej najwyraźniej gardził takim łupem. Gdy wychodził – zawsze zatrzaskiwał za sobą drzwi na zamek, żeby nie zostawiać niczego otwartego dla prawdziwych złodziei. Niektórzy ludzie dostawali szału widząc swoją kabinę okradzioną inni nie robili z tego powodu większego problemu. Postać tajemniczego i nieuchwytnego pustelnika powoli obrastała w legendę. Z czasem stal się on rodzajem leśnego, lokalnego potwora z Loch Ness. Jeden z rangersów, który pilnował porządku w tej części lasu dostał obsesji aby schwytać nieuchwytnego rabusia. I w końcu mu się to udało.

Kiedy pustelnik został złapany jego historia stała się powszechnie znana. Chris Knight od razu przyznał się do wszystkich zarzuconych mu kradzieży i zgodził się z sędzią, że należy mu się za to więzienie. Do Maine przyjechało ponad 500-set dziennikarzy którzy chcieli poznać historię kogoś, kto przez 27 lat żył samotnie w lesie. Chris Knight jednak nie odezwał się ani jednym słowem. Zniechęceni dziennikarze jeden po drugim zaczęli się pakować i wyjeżdżać. Michael Finkel również był dziennikarzem i pisarzem. Mieszkał w tym czasie w Montanie. Wiedział już, że pustelnik do nikogo się nie odzywa. Postanowił więc napisać do niego list. Odręczny – taki jaki pisało się w czasach analogowych. List wysłał do wiezienia powiatowego, gdzie przetrzymywano Knighta i ku jego zdumieniu dziesięć dni później otrzymał odpowiedź. Nie była to długa odpowiedź, ale trudno się takiej spodziewać po człowieku, który nie wydobył z siebie żadnego słowa przez 27 lat. Po sposobie w jaki napisany był list Finkel od razu wiedział, że ma do czynienia z kimś nie tylko o wysokim poziomie inteligencji, ale także kryjącym w sobie niezwykłą historię. Kiedy jechał do więzienia w Maine, zastanawiał się dlaczego to właśnie z nim chce rozmawiać Knight a nie z setkami innych dziennikarzy, którzy prosili go o rozmowę. Tajemnica okazała się bardzo prosta. List który napisał do więzienia Finkel był napisany ręcznie i ten fakt sprawił, że Knight przyjął to bardzo personalnie. Pierwsze lody zostały przełamane.

Knight urodził się w stanie Maine w rodzinie, którą trudno było nazwać typową. Miał brata i siostrę a jego rodzicie nie należeli do ludzi zamożnych. W domu znajdowało się tysiące książek i zwyczajem rodziny było wspólne, wieczorne czytania Szekspira lub innych klasyków. Cała trójka dzieci w tej rodzinie miała doskonałe wyniki w szkole – co nie dziwi. Potrafili jednak znacznie więcej niż ich rówieśnicy. Od dziecka rodzice uczyli ich jak rozwiązywać bieżące problemy takie jak naprawa cieknącego kranu, pękniętej rury, zepsutego silnika czy gniazdka elektrycznego. Rodzina posiadała bardzo niewiele pieniędzy i każdemu urządzeniu jakie było w ich posiadaniu starano się maksymalnie przedłużyć życie i nie kupować nowego – co niechybnie nadwyrężyłoby budżet. W domu Knightów pilnie studiowano fizykę tylko po to aby zdobytą wiedzę wprowadzać w życie. Z książek dowiedzieli się m. in., że jeśli zakopać kontenery z wodą tuż pod powierzchnią ziemi, to będą one zbierać ciepło ze słońca nagrzewającego jej powierzchnię. Dzięki temu mogli zbudować cieplarnię, w której uprawiano warzywa przez okrągły rok, co w zimnym Maine jest rzeczą – oględnie mówiąc – trudną. Dzięki temu nie musieli zapłacić nawet centa za elektryczność. Jedzenie zdobywano w lesie: polowano i łowiono ryby. Chris Knight lubił takie życie. Nigdy nie czuł, że czegoś mu brakuje. Nie ciągnęło go też do innych ludzi. Kiedy miał dwadzieścia lat zatrudnił się jako instalator systemów grzewczych. To wówczas jego brzemienna w skutki decyzja dojrzała na tyle, że wprowadził ją natychmiast w życie. Pojechał swoim nowiutkim, prosto z igły żółtym Subaru nad Mooshead Lake. Zaparkował samochód w krzakach, zostawił kluczyki i tak jak stał wszedł do lasu. Przez 27 lat nikt nie zobaczył go ponownie. Nie miał zamiaru się pokazywać i gdyby nie aresztowanie, to mieszkałby w lesie po dziś dzień. Zył w lesie i chciał umrzeć w lesie. Nie robił zdjęć i nie prowadził pamiętnika. Była to jego osobista decyzja. Żółte Subaru było najdroższym przedmiotem jaki w życiu posiadał. Kupił go na raty i jego brat został żyrantem tej pożyczki, żeby Chris mógł mieć to auto. Kiedy go aresztowano jedno z jego pierwszych zdań dotyczyło właśnie tego samochodu. Nadal czuł się źle, że przez to auto wprowadził brata w kłopoty.
cdn…

Psychologia i umysł

Tymczasem znów rozdzwoniły się telefony. Tym razem dzwoniono z domu w którym umieszczono Roxanne. Kierownik tego domu domagał się aby Bill zabrał dziewczynę z powrotem bo jest opętana przez demona! Ludzie w przytułku byli przerażeni Roxanne. Wydobywały się z niej męskie głosy, byli fizycznie atakowani przez duchy. Bill pojechal do ośrodka porozmawiać z pracującymi tam ludźmi. Wszyscy sprawiali wrażenie wystraszonych. W domu nie tylko zapalało się i gasło światło w różnych pomieszczeniach, nie tylko trzaskały drzwi, ale coś fizycznego rzucało się na pensjonariuszy ośrodka. Bill zaproponował odprawienie podobnych modlitewnych rytuałów jakie przeprowadził we własnym domu. Wiedział dokładnie co trzeba zrobić żeby oczyścić miejsce ze złych mocy. Egzorcyzmy i oczyszczanie pomogły a pracownicy przytułku nie mieli już wątpliwości, że niebezpieczny świat duchów istnieje naprawdę.

W starym samochodzie Roxanne, Bill znalazł notatnik, w którym zapisano nazwiska, adresy i telefony rozmaitych osób. Bill zaczął zastanawiać się czy nie jest to czasem lista ofiar demona, który wziął w posiadanie Roxanne. Wybrał jedno nazwisko z listy i zadzwonił. Telefon odebrał starszy człowiek. Bill zapytał go czy zna Roxanne. W telefonie zapanowała przez dłuższy czas cisza. Wreszcie głos w słuchawce odezwał się i zapytał: “Czy masz ją u siebie?” “W pewnym sensie…”

Bill Scott
odpowiedział Bill i zaczął tłumaczyć człowiekowi po drugiej stronie słuchawki kim jest i że pracuje dla chrześcijańskiego kościoła. Mężczyzna po drugiej stronie telefonu ożywionym głosem oznajmił, że jest pastorem i zapytał, czy Bill wie co robi. Bill musiał przyznać, że nie wie… Roxanne spędziła w domu pastora kilka nocy w towarzystwie jego żony. W całej swojej karierze duchownej nie miał do czynienia z przypadkiem tak ciężkiego demonicznego opętania. Któregoś dnia razem z żoną modlili się za nią i w tym czasie cały dom zaczął trząść się w posadach a obrazy spadały ze ścian. Pastor widząc że nie da rady demonowi kupił dziewczynie bilet na autobus, żeby mogła wrócić do domu. Kilka dni później modlił się wraz z wiernymi w kościele i poprosił ich żeby pomodlili się także za Roxanne. W tym momencie kościół zaczął dygotać i nagle usłyszano donośny, męski głos: “Dlaczego mnie męczysz?” Przerażony duchowny upadł na twarz przed ołtarzem prosząc Boga o opiekę. Pastor zapytał Billa czy rozmawiał z demonem? Bill odpowiedział przecząco. “Jeśli zaczniesz z nim rozmawiać – powiedział pastor – demon przeniesie Roxanne w inne miejsce.”

Przez następne 10 miesięcy próbowano różnymi sposobami wypędzić demona z ciała Roxanne. Mimo, że nie udało się tego do końca przeprowadzić, mogła samodzielnie zamieszkać we własnym mieszkaniu i opuścić przytułek. Demon co jakiś czas objawiał swoją obecność, ale już znacznie rzadziej niż to było dotychczas. Bill doszedł do wniosku że to, co trzyma demona przy Roxanne, to być może rzeczy jakie należały do niej w jej rodzinnym domu. Zaproponował Roxanne, że pomoże jej usunąć te rzeczy. Tego wieczora miał audycję w kościelnym radio, gdy zadzwonił telefon. Dzwonił do niego – tak, tak… nie kto inny jak sam demon. “Nigdy tam nie dotrzesz! Nie pozwolę ci na to!” – usłyszał groźny głos w słuchawce. “Niczego nie uda ci się zniszczyć!” – kontynuował demon. Bill przełączył się na inną linię, ale tam nadal przemawiał demon. Zmienił znów linię. Demon wciąż mówił do niego i zablokował wszystkie inne linie i telefony w biurze Billa. Przysłuchiwała się temu sekretarka pracująca w radiostacji. Bill spojrzał na nią i chciał zażartować mówiąc, że jeśli demon jest taki uparty to mógłby mu zaoszczędzić dalekiej drogi do rodzinnego domu Roxanne i przywieźć mu jej rzeczy do Lakeland. Żart nie rozśmieszył przestraszonej sekretarki. Zapadła cisza, która wręcz eksplodowała kolejnym dzwonkiem telefonu. Bill machinalnie odebrał. Demon znów dzwonił do niego i powiedział: “Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem!” i rozłączył rozmowę. Po audycji Bill wrócił do domu i gdy parkował samochód w garażu zobaczył, że coś leży na podłodze. Była to satanistyczna biżuteria. Bill pozbył się jej tak szybko jak to tylko było możliwe. Na drugi dzień w kościele pierwszy telefon jaki zadzwonił w jego biurze był… a jakże – od demona! Demon pytał czy Bill znalazł to co mu zostawił. “W imię Jezusa Chrystusa – zostaw mnie w spokoju” – wykrzyknął na dobre przestraszony Bill.

Mijał 18 miesiąc dziwacznej znajomości z dziewczyną opętaną przez demona. Jeden z bliskich przyjaciół Billa zatroskany tym co się z nim dzieje, zaczął mu tłumaczyć, że musi zerwać tą znajomość. Dla swojego własnego dobra. Bill postanowił tym razem posłuchać rady. Przez długi czas nie słuchał nikogo i niezbyt dobrze na tym wyszedł. Jego żona tylko utwierdziła go w tym postanowieniu. Kiedy wrócił do domu, zastał tam czekającą na niego Roxanne. Powiedziała mu, że właśnie spakowała do samochodu swoje rzeczy i wyjeżdża. Dźwięk oddalającego się silnika powoli zamieniał się w ciszę a Bill poczuł się kompletnie… przegrany. Wspomnienie tego doświadczenia prześladowało go przez następne 20 lat. Żona namówiła go do napisania książki po to, aby mógł wszystko to z siebie wreszcie i na dobre wyrzucić. Wydawcy książka bardzo się podobała, choć miał zastrzeżenia do zakończenia. “To nie jest happy end Bill!” – mówił. Ale przecież koniec nie mógł być inny, bo historia wydarzyła się naprawdę. Skoro historia była prawdziwa, wydawca uznał, że chce pisemną zgodę Roxanne na publikacje tej książki. Bill znał jedynie miasto do którego wróciła i nie miał pojęcia, gdzie mieszka. Jego żona poradziła mu, żeby popytał po kościołach. Roxanne miała wyraźną słabość do kościołów, więc być może zaczepiła się w którymś z nich. Bill nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy już w pierwszym kościele, w którym zapytał o Roxanne wiedzieli o kogo pyta! Kilka chwil później w kieszeni Billa zadzwoniła jego prywatna komórka. Dzwoniła Roxanne! Bill znów poczuł strach. Roxanne chwaliła się, że jest jej dobrze w kościele, że lubi tam przebywać, że ma doskonałą relację z pastorem i parafianami. Na dodatek Roxanne wyszła za mąż!!! Bill oczekiwał najgorszego. Oczekiwał, że za sekundę w słuchawce usłyszy glos demona… Tymczasem nic takiego nie nastąpiło…! Roxanne pozbyła się demona na dobre! Nie da się wypędzić demona z ludzkiego ciała, jeśli ofiara opętania sobie tego nie życzy. Biblia mówi, że jeśli nie zamieni się demona na Boga to powróci on siedem razy większy i silniejszy. Bill wierzy, że demon za każdym razem testuje czy człowiek wierzy w potęgę Jezusa. Czy w ogóle jest wierzący. Do dziś zastanawia się, czy jego wiara jest wystarczająco silna. Wciąż – mimo, że upłynęło już tak wiele czasu – zastanawia się czy demon naprawdę opuścił Roxanne i czy rzeczywiście na dobre zostawił go w spokoju.

Historia opisana w książce opowiedziana jest z punktu widzenia żarliwie wierzącego chrześcijanina, który ostatecznej pomocy szuka w Bogu. Chrześcijaństwo wypracowało sobie skuteczne metody zwalczania opętania przez modlitwę i egzorcyzmy. Każda inna religia ma także swoje własne metody. Demony są częścia życia ludzkości od samego początku istnienia człowieka. Pierwotne, pogańskie wierzenia i zbierana przez tysiąclecia wiedza szamanów pozwalały skutecznie kontrolować to zjawisko. Dziś większość tej wiedzy została zapomniana. Odradzające się neopogaństwo stworzyło ruch “New Age”, gdzie wiele poważnych kwestii, które nazywa się paranormalnymi traktowane jest rozrywkowo. Wielu ludzi, zwłaszcza młodych szuka mocnych wrażeń, próbując nawiązać kontakt z ciemną stroną nieznanego. Skutki tego czesto są opłakane i ludzie ci płacą olbrzymią cenę za zaspokojenie wlasnej, czesto prożnej ciekawości. Z rozmów z wieloma ekspertami w tej dziedzinie wynikało jedno podstawowe ostrzeżenie. Jeśli ktoś szuka w świecie paranormalnym mocnych wrażeń, to fakt ten dyskwalifikuje go jako badacza tej mrocznej strefy. Aby to robić potrzeba wiele cierpliwości i ostrożność, która nigdy nie jest zbyt przesadna. Z każdego spotkania z nieznanym zostaje ślad, który rośnie i jest w stanie w przyszłości stać sie poważnym problemem, który lekarze probują pokonać nonsensowną terapią lekami psychotropowymi, dopatrując się schorzenia psychicznego. Regularne oczyszczanie się po takich spotkaniach powinno być częścią rutynowej higieny psychicznej, która nie pozwoli ciemnym mocom rozgościc się w umyśle a nawet domu człowieka. Energia, którą żywią się rozmaite duchy i demony pochodzi nie tylko z naszych sił witalnych, ale – co jest zaskakujące – ze zwykłej energii elektrycznej! Tysiące seansów przeprowadzonych w tzw. miejscach w których straszy łączy to, że każdy elektroniczny gadżet jaki wykorzystywano do pomiaru czy sfilmowania zjawiska błyskawicznie tracił prąd w bateriach lub w ogóle nie chciał działać. Doświadczeni badacze zjawisk paranormalnych przestrzegają także, że nie ma czegoś takiego jak dobre duchy. Wszystkie one dawno przeniosły się do innego wymiaru. Zostały tylko te, które jak wampiry czyhają na swoje ofiary, by karmić się ich strachem i zamieszkać w ich głowach. A wystarczy naprawdę bardzo niewiele… tabliczka ouija czy karty tarota.

koniec

Psychologia i umysł

Telefon od Lacey zadzwonił ponownie. Tym razem dziewczyna wskazała miejsce z którego dzwoniła i chciała się spotkać z Billem. Była tuż obok kościoła, w niewielkim budynku, który kiedyś był warsztatem stolarskim a obecnie stał pusty. Bill zdecydował natychmiast, że pójdzie na to spotkanie. Chciał iść sam, ale ochroniarze woleli mieć na niego oko – bo wciąż niewiadomo było, kogo spotka w opuszczonym warsztacie. Bill miał najwyżej wejść na schody tarasu i nie schodzić z pola widzenia ochroniarzy. Pracownicy kościoła serio obawiali się o życie swojego człowieka. Bill również sprawiał wrażenie wystraszonego. Kiedy przekraczal samotnie spory trwanik dzielący go od warsztatu dostrzegł postać majaczącą w ciemności na tarasie budynku. Była to Lacey. Sama. Wokół nie było widać nikogo. Bill wymówił głośno jej imię. Drgnęła i nagle skuliła się w sobie by gwałtownie wystrzelić jak z procy w stronę wyrwy w murze. Po chwili jej postać rozpłynęła się w ciemności i Bill stał na środku trawnika nie wiedząc co zrobić dalej. Zawrócił w stronę kościoła, przestraszony i zdezorientowany. Nie wiedział czy widział prawdziwą Lacey? Ducha? A może samego demona?

Nie bardzo wiedząc co ma robić dalej Bill wrócił do swojego radiowego studia i tam razem z kilkoma kolegami postanowił poczekać do końca muzycznego występu. Tej nocy telefon nie zadzwonił już więcej. W Kościele wciąż trwał koncert i muzyka działała kojąco na Billa. Nagle w studio nieoczekiwanie pojawiła się nieznana kobieta. Bill aż podskoczył z wrażenia, bo nie spodziewał się żadnych gości tego wieczoru, ale kobieta nie wyglądała groźnie. Przedstawiła się jako Roxanne i ku zdumieniu Billa spokojnie powiedziała, że szuka dziewczyny o imieniu Lacey. Zaczęli rozmawiać o Lacey. Bill bardzo chciał się dowiedzieć dlaczego Roxanne jej szuka. Rozmowa jednak nie kleiła się i nie wnosiła niczego nowego. Bill zaproponował Roxanne wspólną modlitwę. Nieoczekiwanie kobieta przewróciła oczami i jej tęczówka zniknęła z pola widzenia. Uniosła lekko głowe i z jej gardła wydobył się głos. Był to głos demona. Wszyscy zamarli w przerażeniu. Było to spotkanie oko w oko ze Złym. Całe studio wypelniło się lodowatym złem. Kobieta upadła na ziemię i zaczęła się miotać w konwulsjach. Na jej ustach pojawiła się piana. Ryczała nieludzkim głosem, że chce Lacey i że nikomu nie pozwoli jej zabrać. W studio był także pastor – szef kościoła Carpenter’s Home – i on jako pierwszy ocknął się z szoku, przejął inicjatywę i rozpoczął modlitwę. Modlitwa jednak nie pomagała! Siły kobiety wydawały się być niezmierzone. Wreszcie zaczęla się uspokajać i dochodzić do siebie. Wszyscy zebrani w studio byli przerażeni i nieludzko zmęczeni rozwojem wypadków. Tymczasem kobieta wstała z podłogi, poprawiła ubranie i… wyszła.

Bill Scott

Na drugi dzień rano znów zadzwonił telefon. Tym razem dzwoniła Roxanne. Bill zapytał ją czy wie gdzie jest Lacey? “Wiem! Lacey żyje we mnie” – odpowiedziała Roxanne wolno cedząc słowa. Bill był w szoku. Zapytał czy Roxanne może przyjść do kościoła i z nim porozmawić? Roxanne się zgodziła. Żona Billa, która do tej pory milcząco obserwowała rozwój wypadków z Lacey zaczęła go prosić, żeby zostawił wszystko w spokoju, że sytuacja przerosła i jego i jej możliwości. Bill jednak był uparty i zdecydował spotkać się z Roxanne. “Czy Lacey naprawdę żyje w tobie?” – zapytał już wstępie. Roxanne pokiwała glową. “Jak?” zapytał Bill. “Jesteśmy przyjaciółmi od dziecka” – odpowiedziała. Mówiła ciepłym, kobiecym głosem. Bill po tym co zobaczył poprzedniego wieczoru miał się jednak na baczności i nie dał się zwieść. Nagle oczy Roxanne znów wywróciły się ukazując same bialka. Odezwała się, ale tym razem głosem Lacey! “Dlaczego kazałeś mi odejść Bill?” – zapytał głos Lacey. “Mówiłeś, że mnie kochasz, że o mnie zadbasz i mi pomożesz.” Bill osłupiał. Miał do czynienia albo z osobą poważnie chorą psychicznie o rozdwojonej osobowości, albo demon rozgrywał z nim kolejną partię szatańskich szachów. Kobieta powiedziała, że nie chce wracać skąd przyszła, chce zostać z Billem i prosi o pomoc. Bill zgodził się wierząc, że znajdzie kogoś kto pomoże kobiecie. Przyszłość pokazała jak bardzo żałował tej pochopnie podjętej decyzji. Bill okazał się lekkomyślny nie mając pojęcia z czym się mierzy, ale w swojej silnej chrześcijanskiej wierze był przekonany, że otacza go boska opieka. Jego serce było po prostu większe niż mózg. Żona Billa nie mogła uwierzyc w to, co zrobił. Nikt nie miał pojęcia, kim jest kobieta i czy jest niebezpieczna. To, co zrobił Bill było czystym szaleństwem. Demon nie może wejść w życie człowieka bez zaproszenia. Bill w swojej naiwności i dobroci serca zaprosił demona do własnego domu. Mocno wierzył, że jeśli on nie pomoże kobiecie to nikt inny tego nie zrobi. Czuł szlachetną i naiwną odpowiedzialność, która niosła ze sobą wiele nieobliczalnych konsekwencji.

Roxanne zamieszkała w wolnym pokoju w niewielkim dupleksie jaki wynajmował Bill. Obecność Roxanne wywoływała w nim fale niepokoju bo rzeczywiście było czym się niepokoić. Wieczorami z pokoju Roxanne dało się słyszeć głosy. Różne głosy – jakby Roxanne zapraszała do siebie całą drużynę demonów prowadzących ze sobą ożywioną dyskusję. Bill zdał sobie wreszcie sprawę, że jest w kłopotach. Roxanne spedziła w domu Billa ok. tydzień. W studio radiowym odebrano w tym czasie kilka telefonów od ludzi, którzy szukali Roxanne. Żona Billa była coraz bardziej zniecierpliwiona całą tą sytuacją i za wszelką cenę chciała się pozbyć Roxanne ze swojego domu. Po tygodniu Billowi udało się znaleźć miejsce, gdzie dziewczyna mogła zamieszkać. Był to ośrodek, w którym mieszkali ludzie z różnymi problemami. Bezdomni, ludzie odzwyczajający się od narkotyków a także skłóceni z życiem, którzy nie przystawali do żadnego społeczeństwa. Kiedy powiedział zarządowi domu opieki, że szuka miejsca dla kobiety opętanej przez demona zapanowała konsternacja. Ludzie ci patrzyli na Billa jakby to raczej on sam potrzebował pomocy i powinien dla własnego dobra zostać rezydentem przytułku. Wreszcie Roxanne przyjęto i Bill odetchnął z ulgą. Nie był już odpowiedzialny za opętaną dziewczynę.

Kiedy wrócił do domu wszystko wydawało się wracać do normy. Zjadł obiad z żoną, przejrzał kilka książek i poszedł spać. Nie mógł jednak zasnąć. Coś wzbudzało jego niepokój. Sypialnię powoli zaczął wypełniać strach. Bill znów poczuł obecność Złego. Starał sam siebie przekonać, że jest to tylko jego rozpędzona po przeżyciach ostatnich dwóch tygodni wyobraźnia. Próbował uspokoić myśli. Nagle w łazience zapaliło się światło. Blask światła obudził jego żonę. “Bill? Czy możesz zgasić to światło?” – zapytała. “To nie ja zapaliłem” – słabym głosem odpowiedział Bill. Tej nocy nie odważył się wstać z łóżka i pójść do łazienki żeby zgasić światło. Kolejnej nocy sytuacja się powtórzyła. Nie tylko zapaliło się światło w lazience, ale z wnętrza domu słychać było trzaskanie zamykanych i otwieranych drzwi. Taka sytuacja trwała przez trzy tygodnie. Pewnej nocy coś uderzyło go w wystąjącą spod kołdry stopę. Bill wiedział, że z pewnością nie była to jego żona. Innej nocy razem z żoną byli tak przestraszeni dobiegającymi z domu odgłosami, że tak jak wstali poszli do swoich sąsiadów aby tam doczekać świtu. Kolejnej nocy obudzili się w tym samym momencie. Przez otwarte drzwi sypialni dostrzegli majaczącą postać stojącą w korytarzu. Bill nie miał odwagi aby wstać i sprawdzić czym jest zjawa. Obydwoje małżonkowie zaczęli się głośno modlić w łóżku. Zjawa zaczęła się oddalać, aż wreszcie zniknęła. Bill zapalił wszystkie swiatła w całym domu. Jego żona zaczęła cicho szlochać. Sytuacja była rozpaczliwa. Zdesperowany Bill wykrzyczał na cały głos: “Dlaczego jesteś w moim domu???!” W tym samym momencie równie donośny głos odpowiedział mu: “Bo zostałem tu przez ciebie zaproszony!” Bill znów zaczął się modlić, wzywając imię Jezusa na pomoc. Nagle poczuł silną potrzebę odwiedzenia pokoju, w którym przez tydzień mieszkała Roxanne. Zajrzał pod łóżko. Leżała tam torba pełna satanistycznej biżuterii. Był tam czarny habit, pierścienie, kolczyki. Bill zebrał wszystko do worka i wyszedł z domu. Po drodze wziął kluczyki od starego samochodu, którym przyjechała Roxanne. Kiedy zamknął drzwi auta poczuł fizyczną obecność kogoś na tylnim siedzeniu. Nie miał odwagi nie tylko się odwrócić, ale nawet spojrzeć we wsteczne lusterko. Ze strachem uchylił drzwi samochodu i trzymał jedną nogę na zewnątrz gotów w każdej chwili do ucieczki. Przeprkował samochód na koniec ulicy, przy której mieszkał i spanikowany uciekł z powrotem do domu. Następnego dnia po rozmowie z egzorcystą Bill rozpoczął szereg modlitw, których celem było oczyszczenie miejsca spod wpływu Złego. Modlitwy okazały się skuteczne i w domu Billa zapanował długo wyczekiwany spokój.

cdn…

Psychologia i umysł

“Dzień, kiedy zadzwonił szatan” to książka napisana przez Billa Scotta i jest to dziennik niezwykle męczącego, osiemnastomiesięcznego okresu w jego życiu. Wszystko zaczęło się od chrześcijańskiej miłości bliźniego i współczucia dla innej ludzkiej osoby. Razem z żoną zaprosili do swojego domu młodą kobietę, opętaną przez demona. Była ona częścią bardzo aktywnej grupy satanistów. Bill wraz z żoną wierzyli, że mogą jej pomóc by zmienić jej życie na lepsze.

Bill Scott jest założycielem i prezydentem organizacji “Free our Family”. Jest chrześcijańskim terapeutą działającym głównie wśród młodzieży akademickiej. Wraz z żoną mieszka w Springfield, w stanie Tennessee. Zanim zaprosił młodą kobietę do swojego domu, jego pojęcie na temat opętania ograniczalo się jedynie do wiedzy biblijnej. Jako członek bardzo konserwatywnego kościoła nigdy nie miał do czynienia z przypadkiem opętania przez demona. W jego kościele gościł kiedyś misjonarz, który opowiadał o przypadkach opętania z jakimi miał do czynienia w Afryce. Afryka jest jednak daleko i trudno bliżej utożsamić się z ludźmi z innej kultury na odłeglym kontynencie. Odwiedzający parafię pastorzy opowiadając o opętaniu używali takich przypadków raczej jako paraboli przedstawiającej moment, w którym pozwala się ciemności przejąć władzę nad człowiekiem, oddalając go od boskiej światłości. Opętanie rozumiane w tym sensie jest raczej wyborem, ktore porownac można do historii młodego Luke’a Skywalkera ze słynnych “Gwiezdnych Wojen”, gdzie mroczna moc powoli zakradala się do jego serca i umysłu. (Jeśli kogoś dziwi taki niereligijny przykład, to jest on żywcem wzięty z ewangelickiego kazania, gdzie postacie biblijne mieszają się z bohaterami hollywoodzkich produkcji a nawet komiksów). Dziś Bill Scott, gdy opowiada o wydarzeniach, których był uczestnikiem wierzy, że czuwała nad nim boska opatrzność.

Wszystko zaczęło się pod koniec 1988 r. w Lakeland na Florydzie w kościele Carpenter’s Home. Bill był wtedy dwudziestolatkiem i pracował w chrześcijańskiej radiostacji, w takim amerykańskim odpowiedniku Radia Maryja. Akurat zbliżała się jego audycja i Bill powoli przygotowywał się do jej rozpoczęcia. Do studia wszedł jego kolega Rick z miną wskazującą na wyraźny niepokój. Bez niepotrzebnych wstępów opowiedział Billowi o tym, że dostał właśnie telefon od młodej dziewczyny, która wyznała mu, że jest opętana przez demona. Bill wiedział, że nie jest to żart, bo Rick znany był ze swojego poważnego i skromnego sposobu bycia. Grymas szoku na jego twarzy potwierdzał tylko, że Rickowi przydarzyło się coś bardzo niepokojącego. Nabrzmiewającą emocjami ciszę przerwał nagle dzwonek telefonu. Bill podniósł słuchawkę. Dzwoniła dziewczyna o imieniu Lacey. Bill wymówił jej imię na głos jakby chciał je od razu zapamiętać. Strach na twarzy Ricka przybrał wyraz paniki. “To ona” – wyszeptał przez zbielałe wargi. Dziewczyna powiedziała, że ma szesnaście lat. Miała przestraszony głos, ale brzmiała rozsądnie i normalnie aż do momentu, gdy powiedziała, że jest opętana przez demona i za dwa tygodnie, w święto Halloween ma zostać złożona w ofierze. Bill na chwilę zaniemówił. Pracował w radio już od kilku lat i często odbierał dziwne i niepokojące telefony. Nikt jednak do tej pory nie powiedział mu, że ma zostac złożony w ofierze! Dziewczyna była naprawdę przestraszona i Bill wciąż nie mógł się zdecydować, czy chce uwierzyć w jej historię. W końcu zwyciężyło w nim chrześcijańskie miłosierdzie. Z pewnością dziewczyna potrzebowała jakiejś pomocy. Bill znał wiele kościołów pomagających pokłóconym z życiem nastolatkom, dając im spokojne i bezpieczne miejsce by mogli poukładac myśli.

Kiedy zacząłl szukać w myślach zapamiętanych numerów telefonów do takich miejsc, nagle w słuchawce rozbrzmiał donośny, niski i brzmiący groźnie baryton. “Ona jest nasza i jej nie dostaniesz…”. Był to głos Złego i Bill zdał sobie sprawę, że nagle na jego drodze stanął demon! Dziewczęcy, przestraszony głos zmienił się w ułamku sekundy w przerażający, syczący, ale wyraźny głos kogoś złego. Bill skamieniał z wrażenia. W słuchawce znów odezwał się glos Lacey. Pytała co się stało. Dlaczego Bill milczy. Nie miała pojęcia, że przez chwilę przemwiał przez nią demon. Włosy na głowie, rękach i plecach Billa wciaż sterczaly pod kątem prostym gdy wreszcie odzyskał głos. Czuł przenikający do szpiku kości chłód. Czuł obecność Złego. “Jezu Chryste…” – wyszeptał. W słuchawce usłyszał natychmiast syczącą odpowiedź: “Fuck you!” Przez chwilę Bill nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Siła i wiara jednak szybko powrócila na swoje miejsce i Bill wiedział, że nie może tak tego zostawić. Musiał porozmawiać z dziewczyną. Kiedy jednak zaczął do niej mówić telefon gwałtownie zamilkł. Po chwili dziewczyna zadzwoniła ponownie i nie upłynęła minuta, gdy telefon znów zamilkł by zadzwonić po chwili ponownie. Bill zdążył zapytać Lacey o jej numer telefonu i znów po kilkudziesięciu sekundach rozmowy linia odmówiła posłuszeństwa jakby przerywana jakś siłą. Nieczystą siłą… Taka zabawa w kotka i myszkę trwała aż dwa dni. Za każdym razem telefon milkł już po chwili rozmowy a z krótkich wypowiedzi Lacey wynikało, że naprawdę obawia się o swoje życie. Po dwóch dniach przyszła do Billa jedna z parafianek: Suzanne, która dowiedziala się o opętanej przez demona Lacey. Suzanne miała w swojej przeszłości do czynienia z szatańską mocą. Zaproponowała, że w czasie kiedy Bill, będzie próbował ponownie skontaktować się z Lacey – ona będzie się modlić. Bill uznał, że w tym przypadku potrzebuje każdej pomocy – także poprzez modlitwę. Nie poprzestał jednak tylko na modlitwach i próbował znaleźć pomoc w bardziej praktyczny sposób. Skontaktował się z miejscową policją, która jednak sceptycznie podeszła do przedstawionych na posterunku rewelacji. Na dodatek nadal nie było wiadomo skąd dzwoni Lacey, kim jest i gdzie mieszka. Historia ta dzieje się w czasach, gdzie w powszechnym użyciu były budki telefoniczne a każda taka budka miała swój własny numer pod który można było zadzwonić. Krótkie rozmowy pomiędzy Billem i Lacey często przerywał nieludzki głos demona.Tymczasem Lacey dzwoniła regularnie i grupa osób związana z kościołem sluchała rozmowy przez głośnik. Podczas jednej z takich rozmów do pokoju weszła Suzanne i milcząc przysłuchiwala się konwersacji. Nagle do głosu znow doszedł głos demona i dobitnym tonem powiedział: “Suzanne… tęsknimy za tobą…” Nie było możliwości aby ktoś po drugiej stronie słuchawki wiedział, że Suzanne jest w pokoju. Bill przestał mieć wątpliwości, które co jakiś czas dawały znać o sobie, że być może jest ofiarą brzydkiego żartu, albo ma do czynienia z niestabilną psychicznie osobą. Zdał sobie sprawę, że demon, który opętał dziewczynę jest realny i groźny. Suzanne za to wpadła w panikę i z krzykiem uciekła z pokoju. Wiele lat wcześniej należała do kultu satanistów i demon najwyraźniej o tym nie zapomniał. Wszyscy w pomieszczeniu mieli gęsią skórkę. A telefon od Lacey dzwonił z zadziwiającą regularnością: od rana do wieczora w mniej więcej godzinnych odstępach. Połączenie za każdym razem było zrywane i Bill nadal nie był pewien czy ma do czynienia z mocno już przesadzonym żartem, czy też jest świadkiem walki dobra ze złem. Głos demona odzywał się w słuchawce często – za każdym razem strasząc Lacey, że zginie i że zostanie złożona w ofierze. Bill doszedł do wniosku, że dziewczynie potrzebna jest niezwłoczna pomoc bo Halloween był już za pasem. Mógł zostawić całą tą historię, ale wiedział, że nie da mu ona spokoju przez resztę jego życia. Kościół wydawał się być najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Budynek był olbrzymi i mieścił w sobie ponad 10 tys. wiernych. Samo przejście z jednego końca kościoła w drugi zajmowało dobre 15 min. Taka spirytualna potęga miała ogromny potencjał i mogła się zmierzyć ze Złym.

Trzeciego dnia Lacey wyraziła chęć odwiedzenia kościoła, w którym miał się akurat odbyć koncert. Bill próbował zaaranżować to spotkanie, ale po raz kolejny gwałtownie przerwana rozmowa skutecznie to uniemożliwiła. Nieoczekiwanie dla wszystkich Lacey zaczęła dzwonić na wewnętrzny numer kościoła. Bill odebrał go w sekretariacie, gdzie pracownik kościoła szeptem poinformował go, że osoba która dzwoni jest w budynku! W kościele było zainstalowanych kilka wewnętrznych telefonów, ale ze wzgledu na rozmiar trudno było w jednej chwili dotrzeć do miejsca z którego dzwoniono. Zwłaszcza że w kościele zaczęło przybywać ludzi, którzy przyszli tu na koncert. Cała historia zaczęła przybieracć coraz dziwniejszy obrot. Ochrona kościoła dwoiła się i troiła, żeby zlokalizować przebywającą w budynku dziewczynę. W pewnym momencie zatrzymano grupę nieznanych ludzi, którzy utrzymywali, że są w kościele w poszukiwaniu Lacey! Nikt nie znał tych ludzi o ochrona wyprowadziła ich na zewnątrz budynku. Ochroniarze nie byli amatorami. Większość z nich pracowała w policji i ochraniali kosciół po godzinach pracy. Każdy z nich miał odpowiednie do zadania przeszkolenie a także mógł posiadac broń w miejscu publicznym. Bill nabrał pewności, że intencje poszukujących Lacey ludzi z pewnością nie były szlachetne i że stanowią oni zagrożenie dla dziewczyny. Nie było potrzeby zawiadamiania policji, bo policjanci po służbie byli przecież na miejscu i mieli wszelkie kwalifikacje aby właściwie zareagować w kryzysowej sytuacji. A sytuacja wydawała się być pod kontrolą.

cdmn…

Psychologia i umysł

Peyotl jest sukulentem, który w południowym Teksasie rośnie niemalże wszędzie. Zawiera on w sobie silną substancję psychoaktywną – meskalinę. Co ciekawe, peyotl rosnący w doniczce lub gdziekolwiek indziej poza południowym USA i Meksykiem nie posiada już takich właściwości o czym przekonał się choćby Witkacy, którego zainteresowanie psychodelikami było powszechnie znane. Witkacy sprowadzał peyotl z Lazurowego Wybrzeża we Francji i narzekał, że zamiast wizji ma rozstrojenie żołądka. Oczywiście “przezorny” rząd amerykański natychmiast zakazał spożywania peyotlu widząc w skromnym kaktusie wyłącznie odlotową rekreację, gdy tymczasem żyjący tu od setek lat Indianie od dawna używali go do celów religijno-rytualnych. Skoro na podstawie prawa do swobody religijnej w USA buduje się meczety to rząd – aczkolwiek niechętnie – musiał zezwolić Indianom Navajo na zbieranie i zażywanie peyotlu. Dziś w wielu tipi organizuje się tzw. Ceremonie Wdzięczności – pogańskie obrzędy związana z indiańskimi wierzeniami, podczas których zażywa się rozmaite preparaty z sukulenta. Ceremonie te odmieniły los wielu ludzi – za każdym razem ustawiając kurs ich życia na właściwy kierunek. Prawdopodobnie dla wielu brzmi to jak sposób na swobodne zażywanie narkotyków i odpływanie w nirwanę. Prawda jest jednak zupełnie inna.

Unicode
Unicode

Peyotl jest interesującym psychotropem. Wywołuje wizje, ale nie halucynacje. Uczucie zakręcenia ma o wiele bardziej organiczny charakter i zależy – jak mówią Indianie – od miejsca, gdzie ma się serce. Wówczas wszystko zaczyna układać się we właściwej kolejności a całe doświadczenie jakie osiąga się pod wpływem peyotlu ma charakter spirytualny. Zazwyczaj nie ma po spożyciu tego kaktusa wizji i euforii – jest to raczej lekarstwo duszy lub Dziadek jak nazywają go Indianie. Dziadek to duch przodków, którego głos słychać w głowie pod wplywem zawartej w peyotlu meskaliny. To właśnie on prowadzi konwersację i wskazuje życiowe wybory. Ceremonia Wdzięczności trwa od zachodu do wschodu słońca. Przez jej czas jedna z osób pilnuje ognia w tipi i co jakiś czas spożywa się peyotl w różnych formach: od herbatki po surowe kulki kaktusa, gorzkie jak tylko sobie można to wyobrazić. Spożywa się proszek z suszonych roślin i pali papierosy z lokalnego tytoniu zmieszane z lawendą i peyotlem i zawinięte w wysuszone łupiny pokrywające kaczany kukurydzy. Jest to całkowicie inny świat. Wszystko co się pojawia w głowie uczestnika ceremonii w tipi pozwala zrozumieć wszystko to, co wydarzyło się w jego życiu. Jeśli ma się szczęście wystarczy jeden taki seans w życiu. To wszystko co tak naprawdę potrzeba do szczęścia. Peyotl z trudem można nazwać rekreacyjnym narkotykiem. Seans jest raczej bardziej bolesny niż przyjemny i każdy kto z niego wychodzi cieszy się, że ma to już za sobą.

Najbardziej ekstremalną częścią takiego rytuału jest tzw. “wycieczka”. Ale nie jest to wycieczka taka jak z Orbisem, tylko otarcie się o równoległy świat, w którym dla Indian mieszkają duchy przodków. Oprócz peyotlu podawanego co 3-4 godziny (6-8 kuleczek kaktusa) w ten stan wycieczki ma wprowadzić pozbawienie snu przez 72 godziny. Nie wszyscy wytrzymują trudy takiej wycieczki i niektórzy mdleją, dlatego nad takimi ludźmi czuwa specjalna grupa, która dba aby wycieczkowiczom nie przydarzyło się nic niebezpiecznego. Podczas takiego wyjścia z własnego ciała i swoistej podroży astralnej świat przedstawia się zupełnie inaczej a wszelkie problemy znajdują swoje rozwiązanie. Nagle pojawiają się istoty – te z innego wymiaru, które wchodzą w konwersacje i pomagają w rozwikłaniu najtrudniejszych życiowych zagadek i szukają odpowiedzi na dręczące wycieczkowicza pytania. Dla osoby z zewnątrz wygląda to jakby ktoś taki stał się szaleńcem bo rozmawia sam ze sobą, ale jest to szaleństwo kontrolowane.

peyotl

Podstawowa nauka jaką wynosi się z takiego seansu z peyotlem to uświadomienie sobie, że żyjemy w klatce uzależnień. Jesteśmy np. – wbrew samemu sobie – z osobą za którą czujemy się odpowiedzialni i która instynktownie podtrzymuje w nas to uczucie bo czuje się z nim dobrze komfortowo i bezpiecznie, powstrzymując skutecznie przed realizacją życiowych marzeń. Robimy w życiu wiele rzeczy, których nie chcemy ale wymusza to na nas środowisko, w którym żyjemy. Kościół także niezwykle pracowicie utrwala w nas taką postawę. Te wszystkie warunki tworzą sytuacje nieustannego dialogu, z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy. To on buduje i opancerza naszą świadomość. Wszelki fanatyzm i brak tolerancji ma w tym dialogu swoje źródło i można się o tym dowiedzieć tylko wtedy, gdy stworzymy warunki pozwalające uciec z pułapki jaką sami na siebie zastawiliśmy. Takie warunki stwarza seans z peyotlem. Pozwala dojrzeć wszystko to, co uciekało do tej pory przed naszą uwagą, bo było częścią nas samych. Jeśli się uda nam się zatrzymać ten wewnętrzny dialog zatrzymuje się również świat i można zobaczyć go takim, jakim jest naprawdę. Proces jaki do tej pory rozgrywa się w naszych głowach, który zazwyczaj identyfikujemy z samymi sobą ustaje a jego funkcję przejmuje zagłuszone do tej pory serce. Wówczas każda intencja ma szanse realizacji, pod warunkiem, że nie krzywdzi innych ludzi, zwierząt czy cokolwiek innego. Intencja działa tylko wtedy, gdy wyłączymy ego odpowiedzialne za zniechęcenie, narzekanie, brak wiary w siebie – ego, które zachowuje się jak rozkapryszony 4-latek w głowie dorosłego człowieka.

Mandela EffectJeśli zaczęliście podejrzewać, że coś się ze mną stało i zaczynam namawiać was do peyotlu to już wyjaśniam, że do takich wniosków doszedłem nie ja a Roy Horne w swojej książce “Mandela Effect – Asscention” (Efekt Mandeli – wzlatywanie”). W naszej cywilizacji kwestia psychodelików została całkowicie zdemonizowana i sprowadzona wyłącznie do niebezpiecznego w swoich konsekwencjach użytku rekreacyjnego – dla przyjemności. Horne zaintrygowany doświadczeniem jakie przeszedł zainteresował się technikami tolteckich szamanów, gdzie technika wprowadzania się w sen jeszcze bardziej wzmacnia kontakt z równoległym światem. Zauważył też, że da się widzieć świat bez szumu także bez peyotlu i medytacji. Ostatni raz zażył peyotl aż 40 lat temu! Ten stan oświecenia można osiągnąć poprzez ćwiczenia w utrzymywaniu własnej energii, która zatrzyma wszystko to, co płynęło do nas ze strony mózgu a nie serca. Wówczas żyjemy zgodnie z intencją jaka buduje nasze pragnienia. Buduje ona ścieżkę. Dla Hornea jest to “Ścieżka Wojownika”. Jej podstawą jest wspomniana intencja na której tworzy się czysta wola (bez udziału naszego ego), która motywuje intencje. Można mieć dobre intencje, ale bez czystej, nieskazitelnej woli nigdy nie osiągną one realizacji. Stanu tego nie da się opisać, bo można go tylko doświadczyć. Nie chodzi tu więc o to, aby zrealizować jakiś cel do którego dążymy w życiu, ale żeby zrozumieć kim jesteśmy, czym jest nasza dusza i dopiero wówczas pojawia się droga i wola do tego aby na nią wkroczyć. To właśnie wola napędza nasze życie i nadaje mu sens.

SacredMashroomsRoy Horne ma obecnie 67 lat i przyznaje, że na drogę, którą sobie obrał miały także wpływ książki Castanedy. Jego pierwsze książki opisują doświadczenie z peyotlem, ale od czasu “Drogi do Ixtlan” Castaneda pisze o takim samym stanie oświecenia bez wpływu psychodelików. John M Allegro napisał książkę pt: “Sacred Mushroom and The Cross” (“Święty grzyb i Krzyż”). Allegro był światowej klasy specjalistą w tłumaczeniu i interpretacji antycznych tekstów. Znał wiele języków używanych w starożytności. To dlatego zaproszono go do wąskiego grona ekspertów, które tłumaczyło Zwoje z Qumran. Ta praca kompletnie zrujnowała jego karierę. Naukowcy, którzy pracowali przy tłumaczeniu tych zwojów w sposób naturalny starali się dopasować ich tłumaczenie do własnej wiary. Allegro uważał to za zafałszowywanie prawdy. Teologia, etyka, Bóg (!) nie miały dla niego żadnego znaczenia, gdy tłumaczył zwoje. W swojej pracy dążył jedynie do tego aby przekazać co mówią słowa napisane dwa milenia temu. Deską do trumny jego kariery było odkrycie, że chrześcijaństwo nie było niczym innym tylko kultem zażywającym halucynogenne grzybki (!) Sam Jezus w tym układzie to Amanita muscaria – muchomor (!) Coś takiego badacze pisma świętego nie mogli mu darować . Allegro surowo osądzono, ukrzyżowano i wyrzucono z hukiem ze środowiska naukowego.

Psychologia i umysł

Marcus Leader jest szamanem i praktykuje starożytną magię i szamanizm Tolteków. Był przez 8 lat uczniem Carlosa Castanedy – kontrowersyjnego antropologa, pisarza i filozofa zajmującego się tym rodzajem szamanizmu. Uważa on, że powszechnie panuje mylne wyobrażenie na temat szamanizmu. Przede wszystkim szamanizm nie jest religią a tradycją i sprawdzonymi w czasie technikami pozwalającymi na kontakt ze światem i zamieszkującymi go istotami. Jest to także sposób na zjednoczenie ze sobą umysłu, ciała i duszy. Szaman widzi świat jako strumień energii płynący z ziemi. Dla szamana wszystko jest życiem i formą świadomości – nawet jeśli jest to kamień – i ta świadomość musi być nie tylko wzięta pod uwagę, ale i szanowana. Krótko mówiąc szamanizm uczy jak żyć w sposób idealny w zgodzie z naturą a nie z nią walczyć. Szaman uważa sam siebie za sługę planety na której żyje – dba o nią i leczy jej rany.

W wizji szamana wszystko jest życiem.

donjuanluminoushead1Nawet – wydawałoby – się martwe przedmioty w oczach szamana mają świadomość bo są energią. Wszystko co jest zbudowane z energii ma kontakt ze wszystkim innym przez – patrząc na to z punktu widzenia fizyki kwantowej – pole energii punktu zerowego. Także kamień pulsuje w specyficznej częstotliwości, i nawet jeśli nie ma tych atrybutów co człowiek – takich jak logika i rozumienie – to kamień reaguje w kontakcie z człowiekiem, bo wchodzi w jego pole energetyczne. Podobnie jest ze wszystkim innym. W przypadku np. roślin ten kontakt z nią jest silniejszy i zaczyna mieć charakter emocjonalny, bo pozwala np. na komunikację z rośliną. Przeprowadzone na roślinach doświadczenia wykazały, że roślina zdaje sobie sprawę z tego co się wokół niej dzieje. Jeśli chodzi o zwierzęta to niewątpliwie szamani są w stanie z nami rozmawiać – oczywiście w sensie abstrakcyjnym bo trzeba się nauczyć ich słuchać. W oczach szamana całe nasze otoczenie jest w jakiś sposób powiązane ze sobą. Jeśli weźmiemy kamień, który ma w sobie strukturę krystaliczną, można dzięki niemu wzmocnić taki kontakt z światem (kryształowe czaszki?). Niektóre rodzaje skał stymulują wrażliwość spirytualną inne chronią. Podobnie jest z roślinami. Medytacja i podniesiony stan świadomości umożliwia kontakt z rośliną i stąd szaman wie w jaki sposób użyć jej np. w celach leczniczych.

Szamanizm funkcjonuje w ludzkim społeczeństwie od co najmniej 50 tys. lat i jego elementy można znaleźć w każdej części świata i w każdej kulturze. Nawet irlandzcy druidzi byli szamanami. Podobnie jest z czarownicami. Nie ma jednak czegoś takiego jak szkoła szamanizmu bo szamanizm nieustannie ewoluuje W świecie szamanizmu szamani Tolteków są jednak nieco inni od całej reszty. Można ich nazwać naukowcami świata szamanów. Nie zatrzymują się na akceptacji ukrytych praw wszechświata, ale także chcą wiedzieć dlaczego tak się dzieje. Interesuje ich koncept czasu i manipulacje czasem co jest unikalne dla szamańskiej kultury Tolteków. W swojej historii Toltekowie byli częścią większej kultury Olmeków by oddzielić się od niej w poszukiwaniu swego miejsca na ziemi. Prowadzili koczowniczy tryb życia i niektórzy z nich dotarli nawet do dzisiejszego Peru. Wg nich na Ziemię przybyły istoty z nieba (Sky People) i przekazały im wiedzę. W oparciu o nią Toltekowie wybrali Teotihuacan w dzisiejszym Meksyku jako miejsce, gdzie osiedli na dobre. Miejsce to ma niezwykłe naturalne właściwości energetyczne. Cywilizacja Tolteków rozwijała się szybko i w harmonii aż do punktu gdy doszło do rozłamu. Wyłoniła się nowa grupa, która szamańską wiedzę postanowiła użyć do własnych, niekoniecznie szlachetnych celów. Niektórzy szamani zaczęli wykorzystywać własne umiejętności jako broń przeciwko innym a były to umiejętności potężne, takie jak np. wywoływanie burzy, czy kontrolowanie świadomości innych ludzi… Grupa ta stworzyła zinstytucjonalizowaną religię i stanęła na jej czele biorąc aktywny udział w życiu politycznym. W wojnie pomiędzy szamanami doszło do wielkiej bitwy w Teotihuacan, w której miał się pokazać sam Quetzalcoatl i w gniewie spalił całe miasto. Pozostały z niego tylko konstrukcje kamienne, które przetrwały do dziś.

teaching-ofdonjuanSzamani Tolteków znaleźli sposób na zbieranie, kontrolowanie i wykorzystywanie energii natury. Potrafili rzucać piorunami i manipulować wodą, ziemią i ogniem. Źli szamani nie mieli problemów by zabić człowieka – spalić go na popiół. Jeśli czegoś chcieli – potrafili manipulować umysłem swojej ofiary aby to osiągnąć. Współcześni tolteccy szamani więcej wagi przykładają na zrozumienie świata i własną świadomość co ma przynieść pożytek ludzkości i w ten sposób próbują odrodzić starożytną tradycję. Nadal potrafią manipulować energią, ale swój wysiłek poświęcają na doskonalenie samych siebie. Energia wykorzystywana jest najwyżej do samoobrony lub do uleczenia kogoś. Świat jest pełen rozmaitych istot, które żyją poza naszym wymiarem, są jednak w stanie podróżować miedzy wymiarami. Zasiedlona jest także strefa buforowa pomiędzy wymiarami. Toltekowie wierzą, że istoty które je zamieszkują są emocjonalnymi wampirami. Żywią się energią. Oprócz tego istnieją jeszcze rozmaite duchy. Jedne oddziaływują subtelnie a inne są agresywne. Szaman potrafi dostrzec takie niebezpieczeństwa ale zwykły człowiek niestety staje się łatwą ofiarą takich istot. Leader wierzy, że urządzenia elektroniczne są w stanie pomóc w wykryciu takich niebezpieczeństw i sam pracuje nad ich stworzeniem od 17 lat. Zamierza on wkrótce zademonstrować efekt swojej pracy. Wiedza Tolteków dzięki temu wejdzie w nowe czasy i nową jakość.

Toltekowie nie stosowali pisma. Wierzyli, że potęga umysłu jest większa niż zapis i przechowywali swoją wiedzę w… kamieniu w taki sposób w jaki być może my dziś powierzamy naszą wiedzę twardym dyskom. W ten sposób wiedza była dostępna tylko dla osób które potrafiły ją odczytać. Sama piramida Słońca w Teotihuacan ma wiele ukrytych komnat i podziemny labirynt, gdzie również ukryto kamienie z wpisaną w nie wiedzą. Człowiekiem, który potrafił do niej dotrzeć był m. in. Carlos Castaneda, ale nawet on nie był w stanie odczytać jej w całej swojej rozciągłości. Aby odczytać kamienie trzeba wywołać u siebie podwyższony stan świadomości daleko przekraczający hipnozę, tworzący pole energetyczne umożliwiające taki odczyt.

castanedaNauczyciel Leadera – Carlos Castaneda – to człowiek enigma, otoczony mgłą tajemnicy. Pierwsze jego trzy książki jakie napisał były tezami jego doktoratu z antropologii. Pisał o szamaniźmie a jego książki osiągnęły łączny nakład 30 mln egzemplarzy. Mimo, że były rozprawami naukowymi czytało się je jak powieść. Magazyn “Time” umieścił go na swojej okładce dwukrotnie. Powszechnie nazywany był ojcem chrzestnym ruchu “new age”. Będąc naukowcem był jednocześnie prawdziwym szamanem. Wiele zjawisk, które odbierane są dziś jako jego wizja były dokładnym zapisem tego co obserwował. W książce “Kompendium: Aktywna strona nieskończoności” opisywał np. moment, w którym oderwał się od skalnego klifu i unosił się w powietrzu.

Szamani Tolteków potrafią obserwować energię ziemi. Wyodrębniają coś, co nazywają liniami świata. Jest o silna energia, która emanuje z ziemi – jednak nie można jej zmierzyć instrumentami naukowymi. Energia ta pochodzi z innego wymiaru. Częścią tej energii jest grawitacja, której definicja naukowa sprawia wiele kłopotów. Ma ona cztery rodzaje częstotliwości a szamani Tolteków wiedzą jak wykorzystywać taką energię. Wg nich emanuje ona z Ziemi by wrócić do nie z powrotem. Linie te są różnej wielkości i mają od kilku centymetrów do metra średnicy. Są rozłożone geometrycznie w odległości ok. 3 m. od siebie. Szaman wykorzystuje taką energię do wzmocnienia własnej energii i dzięki temu jest w stanie nawet lewitować. Castaneda potrafił to robić i widziało to wielu świadków. Wielu ludzi traktuje książki Castanedy jako podręczniki szamanizmu z czego on sam był bardzo niezadowolony, bo uważał je za reprezentację wiedzy a nie samą wiedzę. Uważał, że świat wciąż nie jest gotowy na taką wiedzę.

castaneda_timesKażdy człowiek ma określoną ilość swojej własnej energii. Ta energia podobnie jak energia ziemi nie może być zmierzona przez aparaturę naukową. Można co najwyżej zmierzyć aktywność biochemiczną, elektryczną i do pewnego stopnia magnetyczną. Energia, którą nazywamy życiem ma naturę energii punktu zerowego i szaman jest w stanie ją dostrzec. Ma ona kształt kokona, który szczelnie otacza każdego z nas. Jej typowy zasięg to metr od naszego ciała. Kiedy ktoś jest chory albo w stanie letargu warstwa ta kurczy się do kilkudziesięciu centymetrów i nawet ludzie niewytrenowani w szamaniźmie potrafią poczuć tą nikłą energię. Energię emituje głowa i płynie ona do stóp by wrócić z powrotem w zamkniętym obiegu. Strumień tej energii złożona jest z mniejszych wiązek, w których poszczególne włókna mają grubość ludzkiego włosa a czasem nawet ołówka. Wszystkie przechodzą przez jeden specjalny punkt zwany punktem połączenia, który jest wielkości dwuzłotówki. U dziecka ten punkt jest w ruchu i stabilizuje się wraz z dorastaniem. To dlatego, jeśli ktoś trzyma w dłoni jabłko to wszyscy którzy na nie patrzą również widzą jabłko. Jeśli jednak zmienić położenie tego punktu nawet o milimetr – nagle zaczyna się widzieć inne energie, których nie można zobaczyć normalnie. Jeśli przesunąć taki punkt zbyt daleko – widzi się wówczas zupełnie inny świat – świat astralny. Świat w którym żyjemy będzie wciąż obecny, ale dołączy do niego wizja świata astralnego. Wszyscy ludzie, którzy posiadają paranormalne umiejętności, mają ten punkt połączenie w ciągłym ruchu i odbiera on inny system energii.

Psychologia i umysł

To kolejny wpis o amerykańskiej (s)elekcji na NA i mam nadzieję, że już po tym pierwszym ci którzy mnie znają wiedzą, że interesuje mnie nie tyle sam wynik prezydenckich wyborów co raczej zjawisko w jakim bierze udział nie tylko stojący przed “wyborem” amerykański obywatel , ale każdy człowiek na świecie. Taka już mroczna rola imperium, że ma ogromny wpływ na wszystko co dzieje się od Radawy po Pernambuco.

Obecny cykl wyborczy w USA wywołuje ogromną ilość emocji polaryzując doszczętnie ten nieszczęsny naród do stopnia przypominającego czasy tuż przed wybuchem Wojny Secesyjnej. Jednocześnie panuje wszechobecna tendencja do podejrzliwego patrzenia na wszystko co ma jakiś wpływ na wybory. Mój kolega, którego nazywamy Pan Krzysztof (bo tak się przedstawia osobom z którymi nie chce się spoufalać 🙂 ), przysłał mi link do YT, gdzie pokazano schemat w jaki sposób wyszukiwarka Google wpływa na kampanię wyborczą. Człowiek który jest autorem wideo zapowiedział, że chce głosować na Donalda Trumpa i zamierza wpisać w wyszukiwarkę zdanie: “Jak zagłosować na Donalda Trumpa” (“How to vote for Donald Trump”). jak wiadomo wyszukiwarka Google to stwór inteligentny i już podczas wpisywania stara się odgadnąć intencje pytającego. W filmiku już od samego początku wpisywania pytania pojawiają się sugestie jak zagłosować na Hillary Clinton. Nie ma ani jednej na temat Trumpa. każda kolejna dodana do zdania litera dokonuje jedynie rekonfiguracji propozycji, gdzie za każdym razem występuje Hillary Clinton. Bohater filmiku wysnuwa więc wniosek, że Google w ten sposób wspiera opcję i wybor Hillary. Jak wiadomo Google zostało założone przez byłych agentów CIA a w agencji tworzenie czyjegoś profilu psychologicznego na podstawie rozmaitych elementów z życia takiego człowieka to codzienna bułka z masłem.

Postanowiłem sam, również przeprowadzić ten mały eksperyment i sprawdzić jak to zadziała w moim przypadku. Kiedy zacząłem wpisywać pytanie w wyszukiwarkę niemalże natychmiast pojawił się Donald Trump! Ani śladu po Hillary. Nic – najmniejszej nawet wzmianki i sugestii. Jako człowiek oswojony z teorią konspiracji zacząłem się zastanawiać jak do tego doszło… jak dużo wie o mnie wyszukiwarka Google, która być może nie tylko pamięta wszystkie rzeczy o które kiedykolwiek pytałem ale – kto wie – może także zbiera inne informacje jakie czytam i sprawdzam w internecie już bez udziału Googli. Co prawda pisałem ostatnio o amerykańskiej elekcji ale tam mieli miejsca po równo obydwoje kandydaci – na dodatek zasugerowałem, że zwycięży Hillary a mimo to Google uparcie podsuwały mi Trumpa. Nie czytały wiec mojego wpisu…..

screen-shot-2016-10-25-at-7-51-34-am
screen-shot-2016-10-25-at-7-51-55-am
screen-shot-2016-10-25-at-7-52-26-am
screen-shot-2016-10-25-at-7-53-07-am

Skąd wiec mogły wiedzieć, że moje preferencje są znacznie bardziej konserwatywne? Nie wychylam się w dyskusjach politycznych bo w moim pojęciu robią one więcej złego niż dobrego. Przede wszystkim antagonizują ludzi. Nie uczestniczę też w badaniach opinii publicznej, nie wypełniam ankiet a gdy zadzwoniła kiedyś do mnie pani o niezwykle dystyngowanym i arystokratycznym głosie z pytaniem o moje polityczne preferencje (reprezentowała znaną organizację do sprawa badania opinii publicznej), wydukałem niezbyt grzecznie, że nie mam czasu ani preferencji żeby jej odpowiedzieć. Mimo to Google doskonale wskazały tą stronę która jest mi bliższa. I wtedy przypomniałem sobie ze 4 lata temu poszedłem na nieszczęsne wybory w rozpaczliwej próbie ratowania kraju przed drugą turą Baracka Husseina…, a 4 lata wcześniej głosowałem na McCaina i na laskę z Alaski Sarę Palin nie dlatego, że tak mi sie podobali, ale że wierzyłem naiwnie w wybór mniejszego zła… To właśnie wtedy BHO doszedł do władzy. A to oznacza, że Google chyba mają dostęp do takich informacji, co z kolei nie powinno dziwić zważywszy że jest to przybudówka CIA…

Oznacza to także, że każdy z nas posiada taką swoją wirtualną kartotekę, którą codziennie czymś nowym uzupełnia. zapowiedział to już dawno Zbigniew Brzeziński, który mówił o narzędziach kontroli nad populacją, które obejmą KAŻDEGO pojedyńczego obywatela naszej planety. Proponuję żeby każdy spróbował poobserwować co podpowiadają mu Google i skąd się to mogło wziąć – ta wiedza bezdusznej przecież maszyny…

Na koniec wpisałem w Google po polsku: “Głosuję na” i natychmiast pojawiły sie propozycje aby glosować na Komorowskiego, Korwina, Bronka i PIS…. 🙂

screen-shot-2016-10-25-at-10-47-48-am

PS. Poprawiałem błędy w tym wpisie i jeszcze raz rzuciłem okiem na ostatni wycinek z Googli sugerujących mi jak głosować na Trumpa. Trump już rozgościł się w sugestiach wyszukiwarki, ale popatrzcie jakie strony zaproponował mi Google do przejrzenia! Najwyżej jest artykuł Michaela Moore’a obrzydzające Trumpa i sugerujący, że jest… terrorystą! Notka o Elisabeth Warren, która rozszarpałaby Trumpa gołymi rękami i dopiero później jest oficjalna strona Trumpa, która przecież zawiera najdokładniejsze informacje jak na niego zagłosować. Może więc pan w Rebel Media miał jednak rację a sama wyszukiwarka jest o wiele bardziej inteligentna niż nam się wydaje. 🙂

PS2: Obejrzalem filmik raz jeszcze i dopiero teraz zauważyłem, że pytanie jest tam zadane nieco inaczej: „How can you vote for….” czyli „Jak możesz zagłosować na…” I rzeczywiście! Efekt jest taki sam. Google nie chą w ogóle przywołać Trumpa nawet jeśli napisać Donald …

screen-shot-2016-10-25-at-11-52-21-am

Za to jest Hillary i sugestia jak głosować bez dokumentu stwierdzającego tożsamość….

Psychologia i umysł

2 czerwca (2016) oficjalnie otwarto Gotthard Base Tunnel – najdłuższy, bo liczący sobie 57 km tunel na świecie. Tunel powstal kosztem 11 milardów euro i wydrążenie go w alpejskich zboczach zajęło aż 17 lat. Dzięki temu podróż z Zurychu do Mediolanu skrócona została o godzinę (!!!).

Można próbować zrozumieć intencje oszczędnych Szwajcarów, ale nawet dla laika staje się jasne, że taka potężna inwestycja będzie się zwracać przez stulecia, co stawia pod znakiem zapytania jej ekonomiuczny sens. Chyba, że sens powstania tego tunelu leży zupełnie gdzie indziej…

Na uroczyste otwarcie zaproszono najpotężniejszych ludzi dzisiejszej Europy z kanclerz Merkel i prezydentem Hollandem na czele. To prawda, że tunel jest przedsięwzięciem unikalnym, ale ilość i ranga dygnitarzy zadziwia i znów każe podejrzewać, że nie chodzi tu tylko o sam tunel , ale coś jeszcze. Przypomina to kontrowersje wokól lotniska w Denver, które również powstało olbrzymim, niczym nieuzasadnionym wysiłkiem finansowym. Sama ilość materiału jaki wywieziono z terenu budowy lotniska sugeruje podziemną instalację a kto wie może nawet cale podziemne miasto. Czy coś podobnego stworzono w szwajcarskich Alpach i zbudowano tam podobnie jak w przypadku amerykańskiego Denver “zapasową” stolicę – tym razem dla Europy?
Na dodatek ceremonii otwarcia towarzyszył dziwaczny, niepokojący i przyprawiający o gęsią skórkę mroczny rytuał…

gothard1

Ceremonia rozpoczęła się wewnątrz tunelu od wejścia ubranej na pomarańczowo grupy, symbolizującej robotników pracujących przy tunelu. Weszli oni w wojskowej formacji w rytm miarowego dźwięku bębnów. Jak armia beznamiętnych zombie…

ghottard2

Zaraz po nich, na dużej platformie kolejowej pojawiła się następna grupa – żeby było dziwniej ubrana jedynie w białą bieliznę. Obraz ten miał podobno symbolizować ludzi, którzy będą podróżować tunelem.

ghottard3

Z niewiadomych przyczyn ludzie ci zaczęli się nagle obejmować w sposób daleki od powszechnie przyjętego. Seksualna natura tego aktu wydaje się być oczywista i niezwykle sugestywna zwlaszcza, gdy popatrzeć na to z homoseksualnego punktu widzenia.

ghottard4

W pewnym momencie pod sufitem tunelu pojawiła się latająca postać o brzydkiej, abnormalnie dużej głowie wykrzywionego w grymasie dziecka. Nie sposób odgadnąć płci stworzenia ze względu na kobiece piersi co nie powinno dziwić bo żyjemy w czasach, w których tradycyjny podział na dwie płcie rozpada się na naszych oczach. Jest coś diabelskiego w tej paskudnej postaci – jakby sam Lucyfer albo inny upadły anioł wydostał się z piekielnej czeluści do jakiej dokopali się robotnicy budujący tunel. A może był to sam Baphomet? Postać o kożlej, rogatej głowie, kobiecych piersiach, siedząca na ujarzmionym świecie?
Nie ma koźlej głowy? Popatrzcie na następne zdjęcie…

ghottard8

Ceremonia a właściwie satanistyczny rytuał przeniósł się na zewnątrz tunelu i pojawił się kozioł… Podobno miał symbolizować alpejskie kozice. Jeśli tak, to dlaczego wszyscy dookoła oddają mu wiernopoddańczą cześć? Zebrani wokół niego ludzie kłaniają mu się, widząc w nim kogoś, kto ma nad nimi władzę… Kozica ma władzę???? Chyba nie…

ghottard5

Następnie wyruszyła procesja, niosąc ze sobą rogatą czaszkę…..

ghottard6

Po niej kolejna, tym razem złożona z kobiet, które przystawiły sobie do głowy kozie rogi.

ghottard7

Dookoła procesji biegał główny kozioł w szaleńczym, ekspresyjnym tańcu.

ghotthard8

Procesja wyszła na zewnątrz. Na szatana (?) i jego wyznawców czekał szpaler robotników zombie

ghotthard10

A za nim podążała grupa młodych kobiet i mężczyzn w białych majtkach.

ghotthard11

Kilku zombie robotników powieszono w niezwykle sugestywny sposób. Nie chcieli być zombie???

ghotthard13-1

Na zewnątrz stał ogromny ekran z którego patrzyło wielkie wszystkwidzące oko (!) Wokól niego unosiły się duchy a może dusze tych , ktorych złożono w ofierze krwiożerczemu bogu….

ghotthard14

Tymczasem procesja, która towarzyszyła Baphometowi okryła się welonem – jakby idąc z nim do ślubu.

ghotthard15

On sam miotał się i wrzeszczał dziko na scenie. Na ekranie pojawiła się jego upiorna wykrzywiona w grymasie twarz i … egipskie skarabeusze…

ghotthard16

Ludzie z procesji padli na twarz przed kozłem w wyrazie uległości i oddania a na ekranie pojawiły się kręgi złożone z uważnie wpatrzonych oczu

ghottard9

Jedna z kobiet zarzuciła na kozła biały welon mówiąc: „Teraz jesteś panem świata!”

gotthard

Na ekranie pojawił się jeszcze zegar który podążał raz do przodu a raz wstecz symbolizując ponadczasowość. Za każdym razem kiedy wskazówki zegara zmieniały kierunek na ułamek sekundy zatrzymywały się na godzinie 9:11….

Proroctwa i przepowiedniePsychologia i umysł

Stewart Swerdlow jest jasnowidzem, potrafi także dostrzec ludzką aurę. Jest również uważany za eksperta w dziedzinie kontroli umysłu – i nie ma co się dziwić bo jego prawujkiem był Jakow Swierdłow – pierwszy prezydent Związku Radzieckiego. Była to postać niezwykle mroczna i niebezpieczna. Miał on ogromny wpływ na Lenina a także na Stalina, z którym wspólnie odsiadywał katorgę za działalność wywrotową. To właśnie Jakow Swierdłow wydał rozkaz zabicia cara Mikołaja wraz z całą jego rodziną, przetrzymywaną w Jekaterynburgu. Swierdłow skończył marnie, bo został ciężko pobity przez robotników, których agitował w 1918 r. w miejscowości Orzeł i wkrótce zmarł. Podobno wyszło wówczas na jaw, że jest żydem. Pochowano go z najwyższymi honorami na Placu Czerwonym a miasto Jekaterynburg przemianowano na Swierdłowsk i pod tą nazwą funkcjonowało na mapie aż do 1991 r. Syn Jakowa – Aleksiej – był jednym z najważniejszych ludzi w NKWD. Jego inny prawujek – Benjamin Swierdłow stworzył z kolei podstawy programu kontroli umysłu w ZSRR w latach 30-tych. Nic więc dziwnego, że Stewart Swerdlow mieszkając w USA stał się z tego powodu osobą monitorowaną przez służby bezpieczenstwa a później stał się obiektem eksperymentów związanych z kontrolą umysłu na co zgodził się, chcąc udowodnić swoją lojalność dla USA. W latach 1970-83 był on m. in. częścią mrocznego projektu “Montauk”, w którym prowadzono ściśle tajne eksperymenty nad kontrolą umysłu, programowaniem umysłu, manipulacjami genetycznymi i manipulacjami atmosferycznymi. Uważa on, że wszystkie anomalne zjawiska, jakich doświadczamy obecnie były tworzone poprzez te eksperymenty. Swoje spostrzeżenia opisał w książce “Blue Blood, True Blood: Conflict & Creation” (“Błękitna krew, prawdziwa krew: konflikt i tworzenie”). Opisał tam m. in. plan Illuminatów opanowania Ziemi. Książka została napisana ponad 15 lat temu i wiele wskazuje, że Swerdlow przewidział rozwój wypadków na naszej planecie w połączeniu z próbą przejęcia kontroli przez globalną elitę.

Stewart A. SwerdlowEksperymenty jakie na nim przeprowadzano dodatkowo wzmocniły jego ponadnaturalne umiejętności. Jednak lata pracy dla amerykańskich międzynarodowych agencji prowadzących eksperymenty nad umysłem doprowadziły go do ciężkiej choroby i zniszczenia związku małżeńskiego. Wrócił do równowagi poprzez deprogramowanie umysłu i ćwiczenia psychologiczne, których teraz uczy innych. Zajęło mu to dwa lata. Swerdlow uważa, że projekt “Montauk” nigdy nie został zamknięty. Niekoniecznie jest on konkretnie umiejscowiony w Montauk, bo może być realizowany równie dobrze w jakimś innym miejscu a nawet w innym niż USA kraju. Stworzono tam programy prześladowania, obserwacji a nawet zabijania. Wystarczy odpowiedni zbieg wypadków, żeby uruchomić w człowieku jego zaprogramowane zbrodnicze zdolności.

Japończycy wymyślili urządzenie, które potrafi wyłapywać myśli. Swerdlow pisał o takiej możliwości co najmniej 15 lat temu. Książka nazywa się : “MTS – Mind Transfer System”. Wszystkie mózgi transmitują fale. Każde słowo i język ma swoją częstotliwość, co oznacza że można to pobrać do komputera a tam przetłumaczyć myśli na słowa. Tak samo można wziąć dowolne słowo w dowolnym języku, przetlumaczyć je na dowolny sygnał i wysłać je do mózgu lub do grupy ludzi czy określonego układu genetycznego. Tak właśnie działa kontrola umysłu.

Ludzki mozg wykorzystywany jest zaledwie w 10% swoich możliwości i co jest jeszcze bardziej interesujące, człowiek wykorzystuje jedynie 3% potencjału swojego kodu DNA. Można sobie jedynie wyobrazić czego można dokonać gdyby otworzyć choćby część z 90% niewykorzystanego potencjału mózgu i 97% potencjału DNA. Przez tysiąclecia człowiek był manipulowany aby tego nie robić – przez tych, którzy kontrolują planetę. Dzięki temu mogli oni nami rządzić. Obecnie Swerdlow uczy ludzi jak obudzić w sobie te możliwości, o których często oni sami nie wiedzą, że je mają. Każdy człowiek posiada niezwykłe umiejętności. Posiadają je także zwierzęta. Potrafią wyczuwać intencje, odkrywać pola energetyczne. Każdy kto ma psa lub kota wie, że te zwierzęta potrafią czytać w naszych myślach.

2bg

Swerdlow odkrył system kontroli umysłu jakiemu jesteśmy poddawani i nazwał go “Programowaniem na Koniec Świata”. Oparty jest on na Apokalipsie św. Jana z Pathmos, który opisał swoją wizję tego, co czeka świat. Kiedy tworzono Nowy Testament Illuminaci zmienili wymowę Apokalipsy i dostosowali ją do własnych planów. Wg Swerdlowa żyjemy w czasach, kiedy Apokalipsa zaczyna się spełniać, ale dzieje się tak tylko dlatego, że Illuminaci manipulują rzeczywistością w ten sposób, aby pasowała do przepowiedni o końcu świata. Najrozmaitsze katastrofy, trzęsienia Ziemi, wybuchy wulkanów, finansowe zapaści i wojny miałyby być dowodem na spełnianie się proroctwa. Faktem jest, że aktywność wulkanów jest obecnie o wiele bardziej intensywna niż w przeszłości. Nawet wulkany, które uznano za nieczynne nieoczekiwanie zaczęły objawiac znaki życia. 90% aktywnych wulkanow nie jest monitorowana, bo znajdują się one na dnie oceanu. Nie ma nawet technologii do ich monitorowania. Np El Nino wg Stewarta Swerdlowa powstał na wskutek działania podwodnych wulkanów. Także oba bieguny są bombardowane od wielu lat przez kosmiczne mikrofale co powoduje nacisk na płyty tektoniczne i wzmożoną aktywność wulkaniczną. Swerdlow uważa, że wszystko to prowadzi do inwazji ET i powtórnego przyjścia Chrystusa na Ziemię a także – co jest oczywiste – stworzy podstawy dla nowej religii świata i światowego rządu. I to jest cel “Programowania na Koniec Świata”. Tego rodzaju aktywność jest celowo wzmacniana aby wywołać strach, że Apokalipsa zaczyna się spełniać.

Eyes_Wide_Shut_posterPomysł z inwazją kosmitów został stworzony jeszcze za czasów III Rzeszy i opowiedział o nim Wernher von Braun pod koniec swojego życia. Plan był prosty: najpierw wystraszyć ludzi komunizmem, potem terroryzmem, następnie jakimś narodem, asteroidą i na koniec atakiem kosmitów po to, aby ludzie nie mieli wątpliwości, że światowy rząd jest im niezbędny do przetrwania. Inwazja kosmitów miała być zwykłym oszustwem – iluzją – ale ludzie myśleliby, że dzieje się naprawdę. Wówczas wszystkie państwa musiałyby się zjednoczyć i stworzyć wspólną armię potrzebną do obrony Ziemi. Rewelacja von Brauna, która w jego czasach wydawała się pozbawiona sensu, dziś wypełnia się na naszych oczach. Np NASA informuje nas, że w przestrzeni kosmicznej znajdują się setki milionów planet podobnych do naszej, co zakłada istnienie pozaziemskiej cywilizacji. Nawet Watykan mówi ostatnio, że ewentualni kosmici to nasi bracia w Chrystusie. Wszystko to jest częścią scenariusza do spodziewanej i wymyślonej inwazji kosmitów. Ci, którzy to robią wedzą, że jeśli stworzą atmosferę strachu, to otworzy ona umysł na tyle, że będzie on podatny na kontrolę i otwarty na ściąganie i wprowadzenie nowych informacji. Dzięki temu można zaprogramować całą populację i stworzyć kod, który wprowadzi w życie odpowiednie zachowania. Końcowym celem jest globalna dominacja oraz pełna kontrola nad każdym aspektem życia. Wielu ludzi uważa, że takie zdarzenia jak masakra w kinie w mieście Aurora czy w szkole w Sandy Hook w CT jest jednym z narzędzi programowania. Tworzy to powstawanie natychmiastowych teorii konspiracji, które za każdym niemalże razem idą za daleko. Ludzie którzy bezpośrednio stoją za takimi tragicznymi wydarzeniami sami mają zaprogramowany umysł i nie wiedzą co robią. Kimś takim – można powiedzieć prototypem – był być może Sirhan Sirhan, który zabił Roberta Kennedy’ego.

illuminati1Mimo, że inwazja kosmitów przygotowywana przez Illuminatów jest fikcją, Swerdlow jest przekonany, że istnieją inne cywilizacje pozaziemskie. Ci, którzy je reprezentują to nie tylko postaci z innej planety, ale także postaci międzywymiarowe. Przybywają do nas z jakiejś alternatywnej rzeczywistości. To, co robimy w naszej fizycznej realności ma wpływ nie tylko na nas samych, ale przechodzi także do przestrzeni międzywymiarowej i ma wpływ na tamtą realność. Dlatego takie istoty poważnie traktują to co się dzieje w naszej przestrzeni i przybywają do nas, aby obserwować sytuację i realizować własne cele. Nie ma wątpliwości, że istnieją tam także siły demoniczne, które mają być częścią nowej globalnej religii, dzięki czemu Illuminaci mogą dotrzeć do niższych postaci astralnych, którym oddają cześć i mogą odprawiać seksualne rytuały, używając ludzkiej osoby jako medium. Postaci te mogę wejść w taką osobę i współdziałać z uczestnikami rytuału. Bohemian Grove w Kalifornii jest przykładem miejsca, gdzie dokonuje się rytuałów astralnych, które przywołują rozmaite stworzenia do fizycznej rzeczywistości po to, aby zdobyć moc z tego poziomu egzystencji. Jest to energia negatywna, napastliwa służąca złu.

Psychologia i umysłTajemnice i anomalieUFO i ET

Natalie miała wtedy 10 lat i chodziła jeszcze do podstawówki, gdy wydarzyło się coś, z czym nie może sobie dać rady do dziś mimo, że już jest dojrzałą kobietą. Spała wtedy mocnym snem, gdy nagle coś ją obudziło. Otworzyła oczy i zobaczyła błysk białego, mocnego światła. Najpierw poczuła ogarniający ją strach a następnie kłujący ból w prawym ramieniu.Sparaliżowana całą sytuacją nie mogla się nawet poruszyć. Paradoksalnie uspokoiło ją to, bo już wcześniej przeżywała ataki paraliżu sennego, gdzie trudno odróżnić sen od rzeczywistości. Wciąż jednak czuła ból w ramieniu i to dało jej pewność, że nie śpi. Paraliż nagle ustąpił i zdołała zejść z łóżka. Zeszła na dół po schodach do kuchni. Ból minął a serce zaczęło bić spokojniej.

magnes_1Kilka dni później zauważyła, że ma coś pod skórą prawego ramienia. Szybko skojarzyła to z nocnym bólem. Postanowiła pokazać to miejsce swojej matce. Ta doszła do wniosku, że musi to być śrut z wiatrówki i zamówiła wizytę u lekarza. Lekarz początkowo potwierdził, że jest to śrut, który dostał się pod skórę dziewczynki tyle, że nie znalazł żadnej rany, żadnego pęknięcia na skórze, przez które taki śrut mógłby się tam dostać. W końcu uznał, że skoro nie śrut, to będzie to kaszak. Na dodatek na tyle niegroźny, że nie wymaga interwencji chirurgicznej jeśli nie zmieni kształtu lub nie zacznie boleć. Od tego czasu Natalie zaczęła mieć coraz poważniejsze problemy zdrowotne. Dwa lata później usunięto jej ze śledziony cystę wielkości grapefruita. Lekarz stwierdził także nadciśnienie wewnątrz gałki ocznej. Po wielu latach Natalie udała się do dermatologa. Chciała usunąć dziwne ciało pod skórą na jej ramieniu. Dermatolog uznał jednak, że jeśli ten obiekt nie powoduje bólu ani się nie rozrasta, to nie ma powodu aby dokonywać operacji. Do 24 roku życia obiekt nie zmienił ani swojego położenia ani wielkości.

Sid Goldberg jest znanym reżyserem filmów dokumentalnych. Dwukrotnie nawet zdobył nagrodę Emmy. W 2014 r. postanowił nakręcić pilot potencjalnej serii dokumentalnej na temat ET wśród ludzi i fenomenu wzięcia. Zaczął jeździć na kongresy ufologiczne w poszukiwaniu odpowiednich dla siebie tematów. Na jednym z nich (w Toronto) poznał Natalie. Opowiedziała mu o guzie na ramieniu. Miała zawsze wobec tego guza mieszane uczucia. Czuła, że tej nocy, kiedy zobaczyła jasny rozbłysk światła wydarzylo się coś wiecej. Od ojca, który pracował dla wojska przy supertajnych projektach dowiedziała się o UFO. Później sama wielokrotnie widziała niezidentyfikowane obiekty latające. Zaczęła serio brać pod uwagę możliwość, że być może była ofiarą takiego spotkania i guz na jej ramieniu jest pozaziemskim implantem…. Wielokrotnie próbowała sobie przypomnieć co wydarzyło się tamtej nocy. Jej pamięć była jednak zablokowana.

ImplantNatalie2

Sid Goldberg zainteresował się jej przypadkiem i zaproponował jej przeprowadzenie seansu hipnotycznego by w podswiadomości odnaleźć pamięć tamtego wydarzenia. Zgodziła się. Chciała także usunąć ten obiekt z ramienia, bo w jakis sposób czuła, że tworzy on w niej trudne do wytłumaczenia energetyczne zakłócenia i jest związany z wszelkimi problemami zdrowotnymi jakie przeszła w życiu. Seans hipnozy przeprowadził najlepszy terapeuta w Toronto, który miał doświadczenie i zrozumienie problemu abdukcji. Zanim jednak do tego doszło Sid poprosił Natalie o przyłożenie do guza silnego magnesu neodymowego. Magnes neodymowy (NdFeB) jest rzadkim ziemskim magnesem złożonym z neodymu, żelaza i boru, tworząc czworokątną strukturę krystaliczną. Taki magnes jest najsilniejszym naturalnym magnesem na Ziemi. Przyłożony do guza magnes przywarł jakby go ktoś tam przykleił, ale odpadał z każdego innego miejsca. Następnie Natalie założyła w na ramię miedzianą bransoletę – taką, jaką używają ludzie cierpiący na artretyzm. Nieoczekiwanie przysłonięty miedzią obiekt zaczął się gwałtownie rozgrzewać!

ImplantNatalie

Wprowadzona w stan hipnozy Natalie pod wpływem uwolnionej pamięci wpadła w paniczną histerię. Zmory przeszłości wróciły i lekarz musiał jak najszybciej wybudzić ją z transu. To, co zapamiętała, to inny sen z wieku dziecięcego, który często się powtarzał. We śnie miała dziecko i je utraciła. Przypomniała sobie także moment włożenia w jej ramię implanta. Miejsce w którym była, miało szare, metalowe ściany. Leżała na białym prześcieradle. Ktoś poruszał się obok niej, ale mogła jedynie dostrzec biały kitel. Po tym dramatycznym seansie Natalie podjęła decyzję usunięcia guza. Chciała się dowiedzieć dlaczego przyciąga on magnes neodymowy? Czy jest chemiczny czy biologiczny? Czy są w nim jakieś izotopy, które sugerują, że implant pochodzi z innej planety? Operację przeprowadzono 26 sierpnia, 2014 r. w Montrealu.

cdn…….