autor: chris miekina | 6 marca 2010
Yeti, Bigfoot, Sasquatch… to tylko kilka z wielu imion nadawanych budzącemu przerażenie wielkiemu, włochatemu, dwunożnemu stworzeniu od tysiącleci ukrywającemu się w dzikich ostępach Ameryki.
Trudno jest zdecydować do jakiej grupy zaliczyć Bigfoota: czy jest to jeszcze człowiek?? czy raczej może dzikie, przerażające zwierzę? Tylko analiza DNA mogłaby rozstrzygnąć ten problem.
Indianie Bigfoota nazywają bratem i tak go traktują. Bigfoot jest obecny w indiańskich legendach i opowieściach od conajmniej 10 tys. lat. Mimo, że Indianie traktowali go jak swego brata – raczej starali się go unikać niż szukać z nim kontaktu. Niełatwo było żyć w indiańskiej wiosce mając swiadomość, że w okolicznych lasach mieszka sobie rodzina takich włochatych stworzeń. To co w Bigfoocie przerażało najbardziej, to fakt, że polował on na ludzi i żywił się ludzkim mięsem.
Kanibalizm Bigfoota odnotowują wszystkie bez wyjątku plemiona indianskie: od Alaski aż po Florydę. Często opisywany jest on jak z wielkim koszem na plecach zakrada się do wioski, by w dogodnym momencie porwać jakieś nieostrożne dziecko lub nawet dorosłego. Bigfoot schwytaną przez siebie ofiare wrzucał do koszyka i szybko znikał w lesie, gdzie mógł spokojnie zjeść swoją zdobycz.
W polowaniach na ludzi gustowała szczególnie żeńska połowa Bigfootów. Czasami jedynym celem pani Bigfoot było schwytanie jakiegoś dorodnego Indianina, który stawał się później – delikatnie rzecz ujmując – jej erotyczną zabawkę. Zazwyczaj po kilku miesiącach takich igraszek, znudzona i nasycona pani Bigfoot zjadała swoją ofiarę, łącząc przyjemne z pożytecznym. Czasem Indianinowi udawało się uciec i długo on nie mógl dojść do siebie po przeżytej traumie. Szoszoni opowiadają historię o tym, jak porwany został jeden z członków ich plemienia. Słuch po nim zaginął kompletnie i już się z tym pogodzono, gdy podczas jednej z wypraw myśliwskich Indianie natknęli się przypadkiem na wielką kupę igliwia, pod ktorą leżał zaginiony. Był on w opłakanym stanie a żeby nie myślał o ucieczce pani Bigfoot zakleiła mu oczy żywicą. Gdyby porwany Indianin był Komanczem jego współplemieńcy nawet nie kwapiliby się z pomocą, wierząc, że nie mogą rozrywć związku pomiędzy bestią a człowiekiem. Bigfoota bowiem traktowano zawsze z olbrzymim respektem.
To, że szczególnie samice Bigfoota gustowały w ludzkim mięsie, można tłumaczyć tym, że starały się one przybrać na wadze by łatwiej przetrwać zimę. Pulchne, ludzkie dzieci były więc dla nich łakomym kąskiem. Wiele indiańskich legend, gdzie występuje Bigfoot skonstruowano tak, aby poprzez jego okrutne obyczaje właśnie w dzieciach wzbudzać grozę, dzięki czemu łatwiej było utrzymać je posłuszeństwie i dyscyplinie.

Czasem jednak zdarzało się, że żarłoczna rodzina Bigfoota każdego dnia porywała kogoś z wioski. Wtedy wojownicy byli zmuszeni wyruszyć na wyprawe wojenną i ścigali monstrum tak dlugo, aż go unicestwili. W opowieściach Pajutów można znaleźć historię, gdzie ścigana rodzina Sasquatchy schroniła się w jaskini. Wojownicy zasypali jej wejście suchym drewnem i podpalili, zabijając tym samym wszystko co schowało się w jej wnętrzu. Podobne historie można znaleźć u żyjących nad jeziorem Tahoe Indian Washoe. Jednak za każdym razem taki incydent z Bigfootem postrzegany był jako wydarzenie tragiczne i przygnębiające.
Często jednak bywało odwrotnie i Bigfoot żył w pełnej harmonii z okolicznymi Indianami. Takie historie znane są z Yakima w stanie Washington. Żyjący tam Indianie prowadzili z Bigfootem handel wymienny. Polegało to na tym, że Indianie wystawiali wieczorem swój towar na skraju wioski i spokojnie szli spać. Nocą pojawiał się Bigfoot i wybierał sobie wszystko to, co wzbudziło jego zainteresowanie. W zamian z kolei zostawiał to co znalazł w lesie i wiedział, że dla ludzi posiada to wartość. Ulubione przedmioty, które w ten sposób „kupował” sobie Bigfoot to wiklinowe kosze (te same w których później unosił porwane przez siebie ofiary) i koce. W zamian przynosił ryby albo kawałki obsydianu, z którego Indianie wyrabiali groty do strzał.
Indianie w Oklahomie i Arkansas prowadzili taką wymianę z Bigfootem nawet twarzą w twarz.
Takie upodobania Bigfoota jasno wskazują na to, że trudno jest go traktowac jako zwierzę – co nie znaczy jednak, że jest on człowiekiem. Kalifornijscy Indianie zgodnie opowiadają, że Bigfoot zawsze byl ciekaw tego co wytwarzał człowiek – jednak samemu nic nie potrafił stworzyć. Nie trzeba z tego wyciągać pochopnego wniosku, że Bigfoot jest na to za głupi, bo sam proces wytwarzania czegokolwiek nie jest mu do niczego potrzebny. Bigfoot jest doskonale przystosowany do środowiska w którym żyje. Nie potrzebuje ubrań, bo gęste włosy skutecznie chronią go przed zimnem. Nie potrzebuje też budować domostw i palić ognia by ugotować sobie strawę. To człowiek musiał nieustannie przystosowywac się do warunków w których przyszło mu żyć i tworząc rozmaite przedmioty zwiększał swoją szansę przetrwania.
Człowiek zawsze żył w grupie, tworząc wioski liczące niekiedy setki mieszkanców. Bigfoot, żył w niewielkiem stadzie prowadząc koczowniczy tryb życia. Zazwyczaj grupa Bigfootów składała się z samca i haremu samic otoczonych gromadką dzieci.
Bigfoota nadal nie jest uznawany przez naukę. Wielu ludzi podchodzi do jego istnienia sceptycznie widząc w nim tylko indiańskie legendy. Jednak jeśli przyjrzeć się uważniej tym historiom, to tylko dwie postacie indiańskiej mitologii znane są każdemu plemieniu Północnej Ameryki i jest to Kojot oraz… Bigfoot. Przez tysiące lat amerykańscy Indianie żyli w izolacji i wieści z trudem przechodziły z jednego wybrzeża na drugie. Mimo to, każde plemię opisuje Bigfoota w zdumiewająco podobny sposób, śpiewa o nim piosenki lub wykonuje tańce na jego temat. Jest to więc doskonały dowód na istnienie dwunożnego, włochatego monstrum (i nie mam tu na myśli mojego wujka Franka), z którym Indianie mieli bezpośredni kontakt, włączając go do własnej kultury.
Rysunki Bigfoota są autorstwa Harveya Pratta, Indianina, który pracuje w policji, tworząc portrety pamięciowe. Harvey robi to tak dobrze, że dzięki rozmowie jest w stanie stworzyć portret pamięciowy przestępcy, łudząco podobny do oryginału. Poproszono go o stworzenie portretów pamięciowych Bigfoota, które podobno wiernie odtwarzają jego wygląd. Pewien chłopiec, ktory widział Bigfoota na własne oczy, aż wrzasnął ze strachu widząc jeden z rysunków Harveya.
Strona internetowa Harveya Pratta to: www.HarveyPratt.com
treść na podstawie książki Kathy Strain – Giants, Cannibals & Monsters: Bigfoot in Native Culture”

Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie zabronione.
Akurat wczoraj wieczorem, w porze kolacji, miałam pasjonującą rozmowę z Niunkiem o… Yeti. Zafascynowana alfabetem i przy okazji Y, wyrazów zaczynających się na tą właśnie literę, padło kilka pytań kto to Yeti, gdzie mieszka, co może zrobić jak się go spotka i czy ja go w górach (Beskidach) widziałam. Na ostateczne „boję się”, zakończyłam zgrabnie temat.
I oto do śniadania proszę, na Atlantydzie zilustrowana rozmowa – monstrum dzierżące człowieczka wielkości zapałki.
Myślę, że to jednak jedna z legend, w którą z czasem mocno uwierzono. Nie bez powodu akurat tego typu legenda, skoro tyczyła mieszkańców dzikich ostępów Ameryki. Na okoliczność sytuacji, w której przyszło im żyć, z dziada pradziada, z ust do ust przekazywano sobie podanie na podobieństwo np. naszego… Skarbnika. Budowanie należnego szacunku, w celu nie irytowania tego ducha, by nie zesłał nieszczęścia.
Dlaczego myślę, że to tylko legenda? Można zrozumieć ostrożność bestii i w związku z tym trudność podejrzenia jej żywcem, ale co ze szczątkami? Od tysiącleci nikt nigdy nie znalazł ani jednego szkieletu, ani jednego ciała? Czy oprócz nadnaturalnych gabarytów mają one jeszcze coś – nieśmiertelność? Czy może oprócz smakowania z apetytem nas, zjadają się nawzajem, jak psy kości, do cna, bez reszty, bez śladu DNA?
Wielkastopa jest nieśmiertelny tak jak Elvis i Michael,ostatnio Elvisa widziano na nartach w Mont Tremblant,znaki szczególne:wielkie okulary przeciwsłoneczne w złotych oprawkach i imponujących rozmiarów krucza grzywa.Michaela na nartach ,raczej się nie spodziewam,bardziej na łyżworolkach.Jeśli sądzić po proporcjach z pierwszej fotki ,to my ludziki jesteśmy dla bigfoota jak sardynki,lub szprotki,przyprawia on nas przed spożyciem jakoś,czy tak na surowo chrupie ?