Kosmitki w zielonych bikini

Tubylcy w USA przekąsem mówią o poniedziałku, że to “najlepszy dzień tygodnia”. Żaden tekst nie odda przy tym wymownego spojrzenia jakie tego typu deklaracji towarzyszy. Na drodze do pracy typowa przepychanka, ale szczęśliwie dla mnie – sami zawodowcy. Nikt nie rozgląda się na boki, nikt nie trąbi, każda możliwość przeskoczenia o jedno auto do przodu bezwzględnie wykorzystana. Za to w pracy nieprzyjemne zaskoczenie. Kathy – prawa ręka szefa – wznieca wzrokiem wściekłe iskry. Kiedy Kathy jest w dobrym humorze nigdy nie wiadomo czy lepiej powiedzieć jej “dzień dobry” czy bardziej wypada “Heil Hitler” – a co dopiero dziś. Wybrałem to pierwsze, stukając przy tym obcasami. Kathy jest wściekła od wczoraj, ale ma powód. Była na meczu futbolu (amerykańskiego) szkolnej drużyny swojego syna, który jest teraz w drugiej liceum. Któryś z rodziców – prawdopodobnie pod ciężarem jej wzroku – pochwalił ją za to, że chodzi na mecze wnuczka…. W sumie nie ma co się dziwić, że Kathy od razu osiągnęła kategorię 5 wzburzenia. Powinni kiedyś na jej cześć nadać imię huraganowi. Już raz nadali – Katrina – i do dziś ludzie o niej pamiętają.

Tymczasem jej huraganowa przyrodnia siostra Maria, którą tu wymawia się meksykańskim akcentem, prawie jak radio ojca dyrektora – Marija – przewaliła się przez Karaiby siejąc zniszczenie dorównujące temu w Hiroszimie. Marija przeorała na pół Puerto Rico i wyłączyła nawet radioteleskop Arecibo. Jest to drugi co do wielkości tego typu teleskop na świecie. Zajmuje efektowną nieckę w malowniczych puertorykańskich górach i pokazano go nawet w jednym z filmów o przygodach Jamesa Bonda. Nawet taka konstrukcja nie była w stanie ze stoickim spokojem znieść wiatru o prędkości 250 km/h. Paraboliczna antena Arecibo kojarzy się z gigantycznym latającym spodkiem i ma ponad 300 m średnicy. Kiedy zbudowano teleskop w latach 60-tych był to prawdziwie zdumiewający produkt ludzkiej inżynierii. Nawet dziś wciąż robi wrażenie. Pracowała tam założycielka SETI Jill Tarter – astronom i wojująca feministka, Frank Drake – autor słynnego równania, obliczającego prawdopodobieństwo istnienia pozaziemskiej cywilizacji i legendarny Carl Sagan – twórca złotego krążka CD wysłanego w kosmos w nadziei, że znajdą go i odtworzą jakieś zielone ludziki. To właśnie w Arecibo odebrano sygnały, które miały pochodzić z planety odległej od nas o zaledwie 11 lat świetlnych – rzut beretem w skali wszechświata. Tymczasem ziemska furia Mariji wyłączyła prąd na całej wyspie i z obserwatorium w dżungli można było najwyżej odebrać SMS-a. Pracujący tam naukowcy przez Twitter zawiadomili, że są bezpieczni, jedzą ciasteczka “Milano” i wymieniają pomiędzy sobą naukowe informacje. Można sobie jedynie wyobrazić co to może oznaczać w krainie, która dumna jest z osiągnięć rodziny Baccardi, gdy ta przeniosła się na przedmieścia San Juan po tym, jak Fidel Castro zamienił Kubę w krainę miodem i mlekiem płynącą. Zniszczenia jakich dokonała Marija mogą jednak wywołać braki w zaopatrzeniu w puertorykański rum i być może warto – tak na wszelki wypadek – zrobić sobie mały zapas, zanim karaibski mikrokosmos nie wróci do równowagi. Baccardi wznowił ostatnio produkcje klasycznego, lekko bimbrowatego białego rumu znanego kiedyś pod nazwa “Havana Club”, którym raczył się sam Hemingway. Tylko taki rum nadaje się na prawdziwe Mojito, które sączy się klasycznie bez lodu i to w czasie największego upału.

Tymczasem upał pod koniec września nabierał prawdziwego, letniego tempa. Szalejące po Karaibach huragany przepędziły spanikowane, ciepłe powietrze daleko na północ i 36 C w ciągu dnia stało się nową normą. Nawet zdezorientowani Indianie przestali zbierać chrust na zimę nie bardzo rozumiejąc co się dzieje. Osiemnastokołowiec wiozący z Florydy dynie na Halloween przyrżnął w murek dzielący od siebie kierunki ruchu na autostradzie z taką siłą, że iskry zapaliły pęknięty bak paliwa i cały transport dyń wyleciał płonąc w powietrze. Prawdziwie halloweenowy obrazek płonących dyń, jak meteoryty roztrzaskujących się o asfalt i sypiących przypieczonymi pestkami jak szrapnelami na boki. Kobiecie kierującej ciężarówką na szczęście nic się nie stało. Nie wiadomo czy to upał tak wpłynął na jej nieuważną jazdę a upał przecież potrafi ludziom nieźle zamieszać w rozgrzanych głowach. Na Bronxie dwóch młodzieńców napadło na trzeciego, okładając go kijami od szczotek. Kiedy powalili go na ziemię zza krzaków wyskoczyły dwie panie w zielonych bikini i wyrwały mu z kurczowo zaciśniętych rąk niewielką teczkę. Człowiek wracał po drugiej zmianie z roboty a w teczce miał kanapkę, której nie zjadł z powodu upału. Takie czasy, że nawet spocona kanapka może być powodem napadu albo … laski w bikini były przebranymi ufoludkami…. i prowadziły prace nad zbieraniem danych na temat ziemskiej flory i fauny. Dobrze, że nie zabrały człowieka razem z kanapką. W końcu Nowy Jork to nie las Sherwood, gdzie Robin Hood i jego chłopcy z zielonych rajtkach łupili bogatych i dawali biednym, choć z drugiej strony nawet w Nowym Jorku nie co dzień napada się w zielonych bikini. Jedna z napastniczek wyglądała naprawdę nieziemsko do stroju dodając solidne rozmiary i charakterystyczne nieokiełznane afro w kolorze platyny…

Nie wszyscy jednak obawiają się porwania przez UFO. Są tacy, dla których jest to największe pragnienie. 29 listopada, 1980 r. rodzice 32-letniego wówczas, mieszkającego pod Vancouver w Kanadzie – Grangera Taylora znaleźli w jego pokoju taki oto list:

“Drodzy Matko i Ojcze
Odchodzę, bo wsiadam właśnie do statku kosmicznego obcej cywilizacji aby odbyć 42 miesięczną podróż po bezkresnym wszechświecie. Po tym czasie wrócę. Wszystko co posiadam zostawiam Wam, bo już więcej nie będę tego potrzebował. Proszę zaznajomcie się z instrukcją jaką zostawiłem w swoim testamencie.
Kocham Was – Granger”

W testamencie Grangera słowo “śmierć” zostało skreślone i zastąpione słowem “wyjazd”. Rodzicie zawiadomili Kanadyjską Konną Policję, ale śledztwo utknęło w martwym punkcie, bo niczego ani nikogo nie znaleziono. Razem z Grangerem zniknął jego różowy pick-up Datsun. a po jakimś czasie z braku konkretnych śladów zaprzestano dalszych poszukiwań. Granger był zawsze nieco inny niż jego koledzy. Zakończył edukację w 8 klasie podstawówki i zatrudnił się w warsztacie mechanicznym. Szkoła go nie interesowała, ale silniki jak najbardziej. Chodził po złomowniach, wyszukiwał wraki samochodów i je restaurował a następnie odsprzedawał. Kiedyś znalazł w lesie na opuszczonej bocznicy lokomotywę. Ją również odrestaurował i dziś znajduje się jako główny eksponat w powiatowym muzeum. Jego największym wyczynem było odbudowanie starego, zardzewiałego myśliwca Kitty Hawk, na którym zbił całkiem sporą fortunę po tym, jak samolot odkupił kolekcjoner. Na kilka lat przed swoim zniknięciem zbudował latający spodek. Tzn spodek nie mógł nigdzie polecieć bo nie miał napędu – choć Granger nad tym pracował. Miał za to kanapę i kominek. Granger spędzał tam wiele czasu, głównie paląc zioło i snując kosmiczne plany. To wtedy zaczął mówić o tym, że telepatycznie nawiązał kontakt z obcą cywilizacją… Od czasu jego zniknięcia minęło już 37 lat i nikt nie spodziewa się jego powrotu.

Tymczasem upał kontynuuje smażenie Wschodniego Wybrzeża. Są już jednak plotki, że zaraz się ochłodzi, ale zawsze takie plotki krążą przed zimą i zawsze się sprawdzają. Co prawda to nie Kanada i jest jeszcze jesień ze swoim indiańskim latem w październiku, ale temperatur powyżej 30 nikt się raczej nie spodziewa. Co do Kanady to tam mają tylko dwie pory roku: 10 miesięcy zimy a potem już tylko lato, lato i lato… Trzeba więc stąpać bardzo uważnie, żeby nie wpaść w ziejącą czeluść depresji. Czy Granger Taylor – Kanadyjczyk – stał się ofiarą tej właśnie depresji? Czy może rzeczywiście poleciał w na inną planetę z kosmitkami w zielonych bikini? Tego zapewne już się nie dowiemy. Bilet w kosmos w jedną stronę nie ma już tej atrakcyjności jazdy w tę i z powrotem po to, aby opowiedzieć innym czego się było świadkiem. Taka jest nasza ludzka natura. W naszej naturze leży też determinacja i siła aby osiągnąć niemalże wszystko, czego się tylko zapragnie. Kwesta tylko tego jak silne jest to pragnienie i jak wielka potrzeba jego zaspokojenia. Elon Musk na przykład. Nie jest ani inżynierem, ani genialnym matematykiem ani nawet osiłkowatym okazem zdrowia, który po morderczych testach zdrowotnych mógłby stać się astronautą i być jednym z niewielu wybrańców, którzy są w stanie na własne oczy przekonać się że ziemia wcale nie jest płaska. Elona Muska nikt by w kosmos po prostu nie zabrał. Mógłby spalić cale łany zioła a i tak wszystko na nic. Ale Musk jest uparty i pokazał interesującą i co najważniejsze: inspirującą ścieżkę jak osiągnąć wszystko to, czego pragnie się najmocniej. Każdy z nas ma w sobie coś unikalnego, jakąś zdolność z której trzeba zdać sobie sprawę i ją rozwijać. Zdolnością Muska była – i jest nadal – wizja. Jest on w stanie dostrzec coś, czego cała reszta nie tylko nie widzi, ale nie wierzy, że można to zrealizować. Musk jest w stanie zapalić ludzi do swoich pomysłów i aby mieć pewność, że zechcą mu pomóc je zrealizować, pokazuje także, że da się na tym zarobić. Zazwyczaj prawdziwą fortunę. Tak było z Pay Palem, z samochodem Tesla, z kolektorami słonecznymi i… z lotami w kosmos. Musk marzył nie tylko o lotach w kosmos, ale o zasiedlaniu innych planet. Brzmi to jak niegroźna fantazja, niemożliwa do zrealizowania przez pojedynczą osobę, gdyby nie fakt, że Musk konsekwentnie, od zera buduje własny program kosmiczny i dziś jest jednym z największych prywatnych przedsiębiorców kosmicznych. Rakiety SpaceX regularnie dostarczają zaopatrzenie na stację kosmiczną obsypując przy tym Muska złotem, bo kontrakty z NASA są bardzo lukratywne. To pozwala mu snuć poważne plany na przyszłość. Wierzę, że uda mu się nie tylko dotrzeć na Marsa, ale zbudować tam ludzkie osiedle a może nawet całe miasto. Wierzę, bo Musk ma jeszcze jedną niezwykłą cechę: jest to czysta, surowa i niczym nieograniczona pasja. Musk się nigdy nie zniechęca. Wbija pięty głęboko w ziemię gdy natrafia na problemy i czeka na dogodny moment by znów ruszyć do przodu aby osiągnąć cel, aby warto było żyć i aby zmienić świat, dając Ziemi zapasową planetę.

A poniedziałkowe upalne południe napędza stada klientów, do monopolowego tuż obok mojej pracy. Wychodzą objuczeni skrzynkami bijącego chłodem piwa. To znak, że są tacy, dla których weekend zaczyna się już od poniedziałku

3 comments

  • Witaj Chrisie, mam kilka pytań do Ciebie. Jak sądzisz czy silny magnes w CERN ma wpływ na położenie biegunów Ziemi ?, Czy Igigi opuścili Ziemię naprawdę ? Czy można jakoś utożsamić Kaczynów z Igigi ? Czy możesz przybliżyć kim są istoty zwane Ye’i ?Czy na Ziemi przebywa w obecnych czasach jakiś nowy Valiant Thor ?.Według wielu mitologii rasa ludzka została stworzona po to by służyć Bogom i uwolnić ich od pracy, czy czasem tak się nie dzieje w obecnych czasach?Co sądzisz o zwierciadłach Kozyriewa ?

  • Lubię poniedziałek, bo się urodziłem w poniedziałek

  • Całkiem wesoło jest na wschodnim wybrzeżu 🙂 Żar się leje z nieba na zmianę z najlepszym rumem na „B”, a zielone kosmitki serwują galaktyczne lody, być może w ramach przeprosin za kolejny nieudany koniec świata 😉
    A co do poniedziałku, to Ivellios zawsze powtarza, że to najpiękniejszy dzień tygodnia 😀

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *