Wakacje w Korei Północnej

Rozdział z książki Wendy Simmons “My Holiday in North Korea”.

Była już późna niedziela, kiedy Starsza Opiekunka przyniosła mi wiadomość. Moja poniedziałkowa wizyta w apogeum miłości Wielkiego Wodza – w Pałacu Kumsusan – gdzie Kim 1 i Kim 2 są trzymani w lodzie, w swoim szklanym mauzoleum/biurze, skąd zarządzają wszystkim z zaświatów – została odwołana.

Ponieważ tak jak mnie poinstruowano miałam ze sobą eleganckie ubranie konieczne do takiej wizyty, przez co musiałam wziąć dodatkową parę butów – trudno mi było ukryć niezadowolenie. Nie zamierzałam się poddać.

JA: Dlaczego wyjazd odwołano?
STARSZA OPIEKUNKA: Bo jest zamknięte.
JA: Dlaczego jest zamknięte?
STARSZA OPIEKUNKA: Tak. Jest zamknięte.

Ponieważ każda godzina musi mieć swój zaplanowany program – nie należy zapominać jak wspaniała jest Korea – moja NoKo koteria nie marnowała czasu starając się czymś wypełnić następny poranek, obecnie wolny od 9:00 rano do 10:00 rano.

Starsza Opiekunka preferowała zamienniki jeden gorszy od drugiego, ale byłam nieugięta i kiedy z wahaniem zaproponowała mecz piłkarski, gwałtownie zakrzyknęlam: mecz piłkarski!

Obrzuciła mnie desperackim, proszącym wzrokiem, który mówił: “Błagam cię nie wybieraj meczu pilkarskiego”, jednocześnie głośno pytając: Jesteś pewna? Jesteś pewna?

Ukłuło mnie lekkie poczucie winy. Tak. Jestem pewna i przy okazji proszę o poprawienie mojego programu tak, abym mogła zobaczyć cały mecz.

Burza telefonów. DYSKUSJA zanim Starsza Opiekunka przyniosła mi dobre wieści: akurat w czasie mojej wizyty ma się odbyć profesjonalny mecz piłki nożnej. Poniedziałek rano, 9:00. Jestem szczęściarą!

Przybyłam punktualnie co do sekundy na dziewiątą (nie ma korków! nie ma spóźnienia!), jadąc przez pusty parking Stadionu Kim Ir Sena na 50 tys. miejsc. Była to baza główna reprezentacji NoKo i byłe miejsce zawodów Arirang (coroczny, spektakularny, zsynchronizowany spektakl, w którym bierze udział 100 tys. uczestników) zanim zbudowano Stadion Pierwszego Maja Rungrado. Kierowca zatrzymał samochód na przeciw wejścia dla VIP-ów.

Zabrano mnie do pomieszczenia bez świateł i kazano czekać na windę (która oczywiście była wyłączona, tak jak wszystko w NoKo, co może być włączone i nigdy nie jest) w czasie kiedy moi opiekunowie i obsługa stadionu witała nas w niewielkiej odległości od schodów zajmując się DYSKUSJĄ.

Po 10 minutach moi opiekunowie wrócili w miejsce, gdzie czekałam razem z Kierowcą, w towarzystwie wymaganego w takiej sytuacji lokalnego przewodnika, operatora windy i mojego biletu na mecz. Operator windy wszedł do windy dla VIP-ów i ją włączył, ale nie miał szczęścia, winda nie ruszyła się z miejsca. Moją świtę zamurowało. Wszyscy uśmiechali się po czym wyszli z windy na dalszą DYSKUSJĘ. Po następnych pięciu minutach, kiedy wszyscy stali dookoła udając, że nic się nie dzieje operator windy uwijał się jak w ukropie aby wprowadzić windę w ruch. Zapytałam dlaczego nie pójdziemy schodami? Naliczyłam ich zaledwie 15. Odpowiedziały mi zamarznięte uśmiechy i potakiwanie.

Ku mojej uldze – bo nie mogłam już wytrzymać tej atmosfery zażenowania – operatorowi windy w końcu udało się ją włączyć i pojechaliśmy do góry, co zajęło jakieś 4 sekundy. Warto było czekać te 25 minut. Kiedy wjechaliśmy na piętro operator natychmiast wyłączył windę.

Wyszliśmy korytarzem na łososiowo-miętowy stadion, Starsza Opiekunka przepraszająco wyjaśniła, że na trybunach nie będzie zbyt wielu ludzi bo jest godzina dziewiąta w poniedziałek, więc ludzie są w pracy.

Chociaż raz powiedziała mi prawdę: na stadionie nie było zbyt wielu ludzi. Policzyłam około 40 osob.

Kiedy eskortowano mnie przez puste trybuny do mojej loży dla VIP-ów – co okazało się być składanym krzeslem, które pamiętało lepsze czasy – rywalizujące zespoły, Rzeka Amrok (w zielonych koszulkach) i Lekki Przemysł (w białych koszulkach) wyszły na boisko i rozpoczęły mecz.

Kibicowałam Rzece Amrok a moi opiekunowie Lekkiemu Przemysłowi. Publiczność mimo, że nieliczna gwałtownie i glośno dopingowała, ale nie zdołałam się zorientować komu.

Świeża Opiekunka na poważnie wciągnęła się w mecz, piszcząc kiedy moja drużyna zdobywała gola a jej pudłowała. Starsza Opiekunka spała przez wiekszość meczu. Przypuszczam, że niezbyt lubiła piłkę nożną. Obudziła się przez przypadek dokładnie w momencie, kiedy jej drużyna straciła łatwego gola i krzyknęła głośno i wyraźnie: Kurwa mać!

Czy powiedziałaś “kurwa mać”? – zapytałam wyginając się żeby widzieć jej twarz. Byłam tak zszokowana, że trzeba by mnie było z wrażenia odklejać od podłogi. To była prawdziwa reakcja (prawdopodobnie powodem było to, że zdała sobie sprawę, że śpi w pracy) po której i tak jej nie polubiłam.

W naszej strefie dla VIP-ów był także jakiś generał karcący swój zespół za każdym razem kiedy zawodnik popełnił pomyłkę. Siedziałl ze stopą opartą o łydkę drugiej nogi w spodniach podwiniętych do kolan, pokazując białe skarpetki, które nie pasowały do munduru. Po którymś fatalnym zagraniu rzucił ze złości swoją czapką. Starałam się nawiązać z nim kontakt wzrokowy – w końcu kibicowaliśmy tej samej drużynie – ale nigdy nie spojrzał mi w oczy niezależnie od tego jak długo się w niego wpatrywałam.

Niedaleko na podium stał samotny kamerzysta. Spędziłam kilka minut starając się dociec kiedy wyprodukowano tę kamerę i czy w ogóle cokolwiek nią nagrywano. Odpowiedź: kamera pochodziła z czasow kiedy ją wynaleziono i niczego nie nagrywała.

Nagle, podczas drugiej połowy meczu jak ulewa w słoneczny deszcz pojawił się spory tłum. Grupa kilkuset osób maszerowała w stylu NoKo – ścisłą formacją, w szeregach po pięć osób, wszyscy w mundurach lub uniformach i zaczęli zajmować miejsca na trybunach. Zauważyłam, że większość oglądała mnie a nie mecz, oszołomiona moją obecnością tak samo jak ja ich przybyciem.

Może wszystkim ludziom w okolicy pozwolono nagle opuścić pracę? Albo może byl to efekt tych wszystkich wcześniejszych DYSKUSJI, gdzie ktoś doszedł do wniosku, że normalnie zaplanowany na 9 rano mecz piłki nożnej będzie bardziej przekonywujący, gdy na trybunach zasiądą kibice? Nie mam pojęcia. Zespół któremu kibicowałam wygrał.

Czy rzeczywiscie był to prawdziwy, zaplanowany na poniedzialek o 9 rano mecz piłkarski? A ja byłlam super szczęściarą, bo akurat miałam okienko w moim programie, które czymś trzeba było wypełnić? Prawdopodobnie miałam ogromne szczęście i skłonność do niezwykłych przypadków.

A może… to dla mnie zorganizowano cały mecz piłkarski (minus kilka tysięcy kibiców) w czasie poniżej 12 godzin? Uznałam, że jest to absurdalne, egomaniackie, lunatyczne, paranoiczne aby uznac to za prawdziwe.

To paradoks Północnej Korei. Jest niezgłębione, jak kraj bez elektryczności (oprócz wielu innych rzeczy), mógłby coś takiego stworzyć dla jednej osoby? Ale w tym samym czasie ludzie tu mieszkający są wlasnością Partii, więc jest bardzo prawdopodobne, że jakaś gruba ryba powiedziała: “zabierzcie 5 tys. łebków na stadion bo potrzebujemy tłum”.

5 comments

  • rozjaśni się obraz po lekturze,co i jak działa w naturze w reszcie bloga

    http://krysztalowywszechswiat.blogspot.com/2017/08/o-huraganie-havrey-i-zacmieniu.html

  • Mysle ze wszyscy jestesmy zniewoleni 🙁 Sami potrafimy sie zniewolic poprawnoscia polityczna . Wpaja nam sie pewne wzorce . Czesto Chris wspomina ze kraje to tylko choragiewki i przywiazuje nas sie do tego . Jestesmy przywiazani do pewnego modelu kultury , tradycji i nacji . Nie uwolnimi sie od tego . Pozostaje jednak pytanie ktora forma zniewolenia jest gorsza i czy gorsza istnieje . Pokazuje nam sie Koreanczykow mowiac – zobaczcie jak maja przechlapane – a my nie mamy ? Czym jestes bez PESELu i papierkow? Nawet nikt nie da ci zarobic na chcleb a o leczeniu zapomnij . Czy mniej ludzi ginie w takzwanych krajach demokratycznych z powodow politycznych ? Korea to inna forma zniewolenia to wszystko a jezeli ktos mi nie wierzy niech przestanie placic podatki i skladki ubezpieczeniowe albo idie sie zapytac czy moze zostac bezpanstwowcem 🙂 Formy zniewolenia to tak jak te choragiewki jesne sa bardziej kolorowe inne mniej ale to tylko choragiewki . Sorry za ton patetyczny

  • 🙂

  • Witam szanowne.go Autora

    Na wstępie chciał by zauważyć że jestem fanem Pana twórczości jak również szeroko pojętych rozważań jak i przemyśleń. Dlatego chciałem zauważyć że w ostatniej audycji debaty niekontrolowanej wydaje mi się że
    odnośnie zagadnienia MK ULTRA wyraża się Pan nie precyzyjnie
    Z tego co wiem MK ULTRA był i prawdopodobnie nadal jest (możliwe że pod inną nazwą ) programem badawczym, można powiedź projektem natomiast nie jest to nazwa organizacji lub grupy ludzi.

    Takie małe sprostowanie

    Pozdrawiam i życzę dalszych owocnych poszukiwań prawdy w otaczającym świecie.

Odpowiedz na „KubaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *