Wyprawa do Wrót Śmierci. List Grahama Hancocka

Spędzając większość zeszłego tygodnia przed bramą śmierci pomyślałem, że skorzystam z okazji i poinformuję przyjaciół, czytelników, zwolenników i krytyków o tym co mi sie przytrafiło.

W maju, podczas mojej podróży badawczej po Stanach Zjednoczonych (nowa książka nad którą pracuję, dotyczy starożytnej Północnej Ameryki), doznałem poważnego ataku epilepsji wraz z utratą przytomności.

Udzielono mi pomocy w pogotowiu ratunkowym szpitala w Farmington w Nowym Meksyku. Uznano, że jest to migotanie przedsionków w moim sercu i zwolniono ze szpitala na drugi dzień zapisując leki przeciwzakrzepowe, zabezpieczające przed nawrotem choroby którą zdiagnozowano jako przemijający atak niedokrwienny – innymi słowy mini wylew. Cierpiałem na niewielką utratę pamięci zwłaszcza tego, co sie wydarzyło tydzień przed atakiem, ale ogólnie, łaskawie dla mnie, nie zauważono na zdjęciach z prześwietlena większego neurologicznego uszczerbku. Zespół medyczny w Farmington był absolutnie doskonały. Nie mam watpliwości, że ich pomoc uratowała mi życie.

Mimo, że rzeczywiście miałem migotanie przedsionków, które mogło wywołać wylew (zakrzepy w sercu), okazało sieę, że ta diagnoza była kompletnie nietrafna. Odkryto to wczesnym rankiem, w poniedziałek 14 sierpnia, kiedy w moim domu w Bath, w Anglii miałem kolejny, o wiele poważniejszy napad epilepsji grand mal. I znów zawieziono mnie na pogotowie i potem na oddział intensywnej terapii. Znów zespół medyczny – tym razem z Royal United Hospital (RUH) w Bath był absolutnie doskonały, pomagając mi ponad granice swoich możliwości. I znów ta interwencja uratowała mi życie. Tym razem napadów padaczkowych było więcej i częściej się powtarzały a moja kochana żona Santha została poproszona przez neurologa na stronę, który poradził jej aby była gotowa na najgorsze: moją śmierć lub jeśli przetrwam na poważne uszkodzenia mózgu, które zamienią mnie w “warzywo”. Było późne popołudnie w środę 16 sierpnia, kiedy zacząłem powracać do jakichś form świadomości, zaskoczony że widzę Seana i Shanti, dwójkę moich dorosłych dzieci, które przyleciały z Los Angeles i Nowego Jorku aby razem z Santhą a także Leilą i Gabrielle – moimi dwiema córkami z Londynu być przy moim boku. Przez dłuższą chwilę nie mogłem zrozumieć co się stało, dlaczego mam cewnik w moim pęcherzu i dlaczego mój mózg działa jak przez mgłę.

Przytomność powoli wracała. Zostałem przeniesiony na oddział neurologiczny w czwartek, 17 sierpnia i ku mojej wielkiej uldze odłączono mi cewnik. Cały piątek 18 sierpnia pozostałem na oddziale neurologicznym. Byłem bardzo słaby, ale chwiejnym krokiem i o lasce zdołałem sam pójść do toalety. W piątek w nocy poczułem się znacznie lepiej. Wreszcie w sobotę wypuszczono mnie do domu.

Przeprowadzone testy w sposób jasny wykazały (mimo to wciąż pozostaje tajemnicą o co w tym wszystkim chodzi), że napady epilepsji nie były wywołane zakrzepami krwi pochodzącymi z migotania przedsionków, ale raczej z długotrwałego używania leków na migrenę zwanych sumatriptan, podawanych zastrzykiem. Brałem około 12 takich zastrzyków miesięcznie i robiłem to przez ponad 20 lat. Okazało się, że migrena sama w sobie może być przyczyną epilepsji i badacze ustalili połączenie pomiędzy tryptanami (zwłaszcza kiedy są nadużywane) i napadami epilepsji. Nie ma właściwie wątpliwosci, że to sumatriptan zawiódł mnie na próg śmierci i jest teraz oczywiste, że muszę cierpieć nieznośny i zniewalający ból moich migren albo umrzeć lub stać się “warzywem”. W międzyczasie przepisano mi potężną dawkę lekastw przeciw epilepsyjnych Keppra (Levetiracetam Milpharm) i powiedziano, że muszę je brać przynajmniej przez rok. Zabroniono mi prowadzić auto, ale oprócz tego jestem w stanie funkcjonować.

48-godzinna, sztucznie wywołana koma, aczkolwiek przerażająca dla Santhy i naszych dzieci a nawet mnie samego – była conajmniej interesująca. Powstało wiele pytań. Gdzie byłem w czasie tych 48 godzin? Pamiętam tubę oddechową wepchniętą w moje gardło i potężne uczucie czyjejś inwazji i duszenia. Czy inne pogmatwane, prześladujące wspomnienia, które przychodzą do mnie od czasu do czasu są wspomnieniami doświadczenia śmierci? Tego, że byłem martwy? Tak jak podałem w kilku prezentacjach do wiadomości publicznej, miałem kiedyś doświadczenie śmierci 60 lat temu w wieku 17 lat, wywołane potężnym porażeniem elektrycznym. Pamiętam jak patrzyłem w dół na samego siebie spod sufitu by nagle powrócić do swojego ciała. Moje migreny zaczęły się miesiąc po tym porażeniu i trwają do dziś. Jedną rzecz wiem na pewno. Jeśli nie rozumiałem tego wcześniej to teraz wiem, że granica pomiędzy życiem a śmiercią jest niezwykle cienka, krucha i przenikalna. Czujemy się mocno zakorzenieni w naszym życiu, ale każdy z nas może przekroczyć tą linię w dowolnym momencie. Czasemi wracamy. Czasami zostajemy.

Chciałbym złożyć wyrazy wdzięczności sanitariuszom ambulansu a także lekarzom i pielęgniarkom z pogotowia ratunkowego, intensywnej terapii i neurologii w RUH, w Bath za niezwykły poziom opieki którą mnie otoczono i determinacji aby mi pomóc nawet wtedy, kiedy rzeczy nie miały się zbyt dobrze i mimo to zrobiono wszystko, aby utrzymać mnie przy życiu. Chciałbym jeszcze powtórzyć moje podziękowania dla ich medycznych kolegów z Farmington w Nowym Meksyku, którzy pomagali mi w maju także na absolutnie najwyższym poziomie.

I oto jestem! Z pewnością trochę rozchwiany, ale z pewnością w świecie żywych, wypełniony nową kreatywną energią i pomysłami, które mam nadzieję wszechświat pozwoli mi zrealizować w mojej nadchodzącej książce o Ameryce.

Co jest dziwne, czuję się jakby ktoś zdjął ciężar z moich ramion. Ciemność jaka wisiała nade mną przez większą część tego roku osiągnęła swój najwyższy punkt w maju, podczas gorącej debaty, w której Randall Carlson razem ze mną starł się ze sceptykami Michaelem Shermerem i prominentnym geologiem Marciem Defantem w programie “Joe Rogan Experience”. Skoncentrowana na mnie nienawiść zawarta w komentarzach jakie posypały się przez pierwsze trzy tygodnie po debacie ledwie można dziś zobaczyć wśród tych, które dopisano później, ale w tamtym czasie wpłynęły bardzo źle na moją energię i intuicja podpowiada mi, że dołożyło się to do moich problemów zdrowotnych. Później zbadano te wczesne komentarze i ustalono, że ich duża liczba została stworzona przez niewielką grupę używającą różnych pseudonimów i czesto używając tych samych zdań a nawet popełniając te same błędy ortograficzne. Nie wiem czy był to celowy zamiar manipulowania opinią publiczną czy coś innego i kto za tym stał. Z pewnością jednak mocno to we mnie uderzyło. Nienawiść jest podłą i okropną energią nie tylko niszczącą tych w kogo jest wymierzona, ale także uwodząca tych, którzy ją wyrażają.

Moja podróż do wrót śmierci w zeszłym tygodniu oczyściła energetyczny miazmat, który spętał mnie w ostatnim czasie i odnowiła moją siłę by podjąć czekające w przyszłości wyzwania.

Jesteśmy poważnie oszukiwani w temacie naszej przeszłości jako gatunek zanurzony w stan amnezji. Jest niezmiernie istotne, aby się obudzić – jeśli ludzka rodzina ma przetrwać w tym pięknym ogrodzie na naszej planecie i jesli chcemy docenić – tak jak powinniśmy – dar życia, świadomość, radość i możliwość uczenia się a także kochania po to, aby móc rozwijać świat, którym wszechświat nas tak hojnie obdarzył.

Graham Hancock, 22 sierpnia, 2017 r.

Audycja, o której wspominał Graham Hancock w liście.

28 comments

  • Jest taki piękny wiersz A.Szczepańskego, który skojarzył mi się z tym, co przydarzyło się Grahamowi Hancockowi.
    Wracaj do zdrowia i sił, Graham! Jesteś potrzebny światu!

    „Nagle unoszę się ponad ciałem
    czas nie ma znaczenia
    boję się otworzyć oczy na pograniczu przebudzenia
    – już nie jestem w sobie?
    mam dziś tyle spraw, tyle spraw
    donkiszoteria kowala – kilka szybkich uderzeń w wiatrak serca
    lara croft huśtając na palcu spluwę patrzy wyniośle
    czuję, że będę szybko osądzony
    już dawno podejrzewałem
    bóg jest kobietą
    kobiety mają całe niebo
    mężczyźni tylko filozofię
    prostota tego twierdzenia spotęgowała nagłą chęć
    zgrzeszenia poza ciałem
    jeśli dostanę jeszcze jedną szansę”

  • Kurcze, Chris, popełnij jakiś artykuł na temat tej debaty, bo jest po prostu elektryzująca. Oglądam to i widzę, że jest to najbardziej klasyczne z klasycznych starć pomiędzy przedstawicielem alternatywnej wersji historii, a zatwardziałym (no i inteligentnym) oponentem spod znaku mainstreamu!

    W wolnym tłumaczeniu, Shermer do Hancocka: „ty masz teorię na temat Sfinksa, reszta egiptologów jej nie uznaje. Mam wierzyć ci, czy całej reszcie?”

    Klasyczny argument wykorzystujący autorytet: skoro większość ma inne zdanie niż jeden, to większość ma rację.

    I dalej perełka, Shremer: „jest wiele dowodów łączących Sfinksa z jego czasami (2500 p.n.e.). Ty proponujesz TYLKO JEDEN DOWÓD (erozja deszczowa), i twierdzisz, że należy zmienić historię”.

    Piękne. 😀 A więc Hancock powinien zapewne przedstawić nagranie filmowe z czasu 2500 p.n.e., żeby udowodnić rację? Jeden dowód to mało? W historii nauki takie małe dowody dokonywały przewrotów.

    • Dla mnie perełką to było stwierdzenie, że bardziej imponujące są malunki ludzi prehistorycznych w jaskiniach niż takie gobekli tepe. I nie mogę się zgodzić, że ktoś taki jest inteligentną osobą. Jest raczej sprytnym manipulatorem. Facet mówi o czymś ,że tego nie studiuje więc nie wie, ale kiedy Hancock mówi mu,że taki ekspert w swojej dziedzinie uznał, że erozja Sfinksa wskazuje na jego starszy wiek, to zaprzecza. Właściwie to całą debatę facet miotał się w swoich wypowiedziach. Dla mnie to on wgl nie próbował zrozumieć argumentów drugiej strony, tylko gadał swoje żeby zagłuszyć Grahama.

      • Sir Artorias: Tak jest! Również wydało mi się to bardzo charakterystyczne. Do tego stopnia, że prowadzący stwierdził, że takie porównanie jest „śmieszne”.
        Wiecie, ten akademik trzyma się swoich poglądów i ciągle uważam, że jest inteligentny w swojej linii. Tylko jego problem jest taki, że wylewa dziecko z kąpielą. Bo łatwo przychodzi mu, jak i mainstreamowi zmiana światopoglądu na różne sprawy. Przykładowo:

        1. Myśliwi zbieracze absolutnie nie mogli stworzyć dużych megalitów.
        2. Odkrywamy Gobekli Tepe.
        3. Akademia: widocznie się myliliśmy (sic!)

        • Najgorsza nie jest nagła zmiana koncepcji z jednej na drugą ,tylko nagła utrata pamięci,że jeszcze kilka dni/miesięcy/lat każdy kto twierdził właśnie w ten inny sposób był atakowany, ośmieszany i dyskredytowany! Aż tu nagle naukowcy przyznają racje…I nie ma poczucia winy za te wszystkie zrujnowane kariery, tylko przypisywanie sobie zasług tych, którzy odkryli to już przed nimi. Ostatnio intensywnie rozmyślam na temat sposobu budowy piramid i doszedłem do wniosku,że archeolodzy, którzy wymyślają te wszystkie teorie pomijają każdy aspekt Piramid czy też innych megalitów w Egipcie, który nie pasuje to ich teorii, i w ten sposób można dojść do wniosku, że faktycznie mogli zbudować to Egipcjanie. Trochę to oczywiste co napisałem, ale jak widać nie dla egiptologów 😀 No bo ja rozumiem,że da rade przeciąć piaskowiec czy wapień z użyciem piły z brązu i pomocą piasku,ale żeby taki sarkofag z granitu w Serapeum wyciosać albo kolosy Memnona…

          • No tak. Ja wciąż spotykam się w dyskusjach z beztroskim poglądem, że „można sobie wyobrazić budowę piramid prostymi środkami”. Co za nonszalanckie i nieodpowiedzialne podejście, za którym nic nie stoi. Jest tylko malutki problem – nikomu później nie udało się wykonać piramidy.

            Zresztą jednak w tej dyskusji oni bardzo marginalnie podeszli do tematu, a Hancock, z drugiej strony prezentuje zadziwiający jak dla mnie punkt widzenia, bo on sądzi, że większość prac w Gizie wykonali faraonowie około 2500 p.n.e. Cóż…

            • Dlaczego piramid nie mogli zbudować Egipcjanie? Mogli, o ile cywilizacja, która je zbudowała i była na tych ziemiach również nosiła taką nazwę. To jak z Prusami w Polsce, na miejscu Prusów – Prusy, ale z innej bajki 😉

              • Egypt kiedyś nazywał się Khmet. Słowo Egipt jest greckim słowem. Arabowie nazywali Egipt Al-khmet, co później przerodziło się w słowo alchemia…

    • Z pewnością osoba Hancocka jest warta większej prezentacji. podoba mi się pomysł, żeby opisać tą debatę i publikować więcej materiałów jakie napisał Graham.

  • Czy ten koleś, który „dyskutował” z Hancockiem, w 31 min stwierdził,że Hancock powiedział,że Gobekli Tepe zbudowali kosmici? Bo Graham zaprzeczył,ale nie dosłyszałem. Co za frajer bez argumentów, który dał ten śmieszny przykład z Aborygenami, Nie rozumiem czemu ludzie są tacy głupi 🙁

    • Nie tak do końca. To inteligentny gość, ale wg mnie wylewa dziecko z kąpielą, jak cały mainstream.

  • Kiepskie wieści, lecz przynajmniej wiemy, że wykaraskał się z najgorszych tarapatów. Dzięki za tego newsa, Chris.
    Słuchaj, może podaj gdzieś tu link do tej debaty Joe Regana?

  • Graham Hancock jest dla mnie ogromnie ważną osobą. Nauczyłem się od niego bardzo wiele: nie tylko jak patrzeć na świat by dostrzec to, co dobrze ukryte, ale także jak powściągnąć emocje by zawsze zachować zdrowy dystans do obserwowanego problemu i uniknąć fanatyzmu w jaki wpada wielu alternatywnych badaczy. Spotykałem się z nim 1-2 razy w roku , kiedy odwiedzał USA. Podróżowaliśmy razem po Peru i Boliwii i rozdział „Magów Bogów” poświęcony tym miejscom pochodzi właśnie z tej podróży. Wiadomość o problemach zdrowotnych Grahama wytrąciła mnie z równowagi. Rzeczywiście granica pomiędzy życiem a śmiercią jest niezwykle cienka. Łatwo ją przekroczyć.
    Prowadził zawsze aktywny tryb życia nieustannie podróżując w nowe miejsca. Ten rozdział ma już za sobą i wiem, że zamknięcia w jednym miejscu nie zniesie. Dlatego martwię się o niego. Choroba, która go trapi jest tak naprawdę nieuleczalna a i to zapewne czubek góry lodowej innych zdrowotnych problemów, do których sie nie przyznaje. czekam z niecierpliwością na jego książkę o starożytnej Ameryce. Będzie to dla mnie przewodnik po tym kraju – jedyny sensowny, z którym chciałbym objechać go wzdłóż i wszerz.
    Martwię się o niego i mam nadzieję, że kilka pozytywnych myśli pofrunie od Czytelników tej stronki do angielskiego Bath, do Grahama.

    • Akurat jakoś nie dziwią mnie jego problemy zdrowotne, z wielu powodów. Mam jednak nadzieję, że uda mu się stworzyć kolejną latarnię na mrocznej drodze, aby oświetlić ją tym, którzy za nim podążają. Może i ja kiedyś sięgnę do jego prac. Jednak martwienie się, nie jest dobrym wyborem, spośród wszystkich uczuć, jakimi jesteśmy obdarzeni.

      • Może nie jest to najlepszy wybór. Powstał w bardzo naturalny sposób. Hancock od kiedy pamiętam mówił o zaginionej cywilizacji, którą pochłonęła tak naprawdę ludzka amnezja. Można teoretyzować na ten temat aż do momentu, kiedy tak jak on stoi się (paradoksalnie) na granicy utraty własnej pamięci….

        • Od 27 lat drążę ten sam temat szukając w mitach, legendach, słowach, językach, symbolach, kamieniach, pozostałościach. I patrz – te same wnioski. To cieszy. Od 27 lat jestem też na granicy śmierci, każdy kolejny dzień może być ostatnim, a może zamienić mnie w roślinę. I nikt z rodziny o tym nie wie, właśnie po to, aby nie obdarzali mnie naturalnym wyborem odnośnie uczuć, to odbiera energię. Mówię z doświadczenia. Lepiej przesłać coś pozytywnego i mieć nadzieję. Ok, nie będę już zaśmiecać, zostawiam Was na jakiś czas i dziękuję, że jest taka przystań.

    • Bardzo lubię te Wasze dyskusje, gdzie się trochę odsłaniacie i coś piszecie przy okazji o sobie.Chris przyznaję się,że nie odsłuchałam całej ostatniej Paralaksy, ale co miałam się dowiedzieć,to się dowiedziałam:). Na żywo zaczęłam od pytań tego pana ,co zadawał dużo pytań z pozoru trochę już oklepanych,oprócz tego ostatniego 🙂
      Jeszcze może później wrócę do tego ,bo puentowałeś je wg mnie mimochodem,ale fantastycznie !
      Natomiast początek odsłuchałam chyba przedwczoraj.Dziękuję Ci za pozdrowienia,jest to bardzo miłe, ale…ciągle mam obawy (nie chodzi o mnie ,bo ja się mało udzielam i nie mam takich zdolności ,nie mówiąc już o wiedzy), że kogoś pominiesz ,co np.udzielał się wcześniej.
      PS. Chciałam się zapytać,czy miałeś złe wspomnienia związane z zaćmieniem Słońca z 11.08.1999r.?
      Będę pamiętać w modlitwie o Grahamie 🙂

      • Zawsze dziękuję wszystkim, którzy lubią odwiedzać NA i słuchać mojego gadania… Bez tego nie byłoby sensu robić czegokolwiek. Dziękowałem Tobie także ze względu na stare czasy, kiedy internet wciąż był jeszcze w powijakach… Straciłem niestety kontakt z całą naszą grupą.
        Zaćmienie z 1999 r. pogrążyło mnie w wielu problemach i życiowych kłopotach doprowadzając do granicy zwątpienia. Dlatego teraz dmucham na zimne i nie wystawiam głowy na promienie „czarnego słońca”. 🙂 Pozdrowienia!

        • Mały off-topic 😉 Chris ,chyba mnie z kimś pomyliłeś, ja nie znam nikogo ze starych czasów NA, jedynie przeczytałam wtedy kilka bardzo interesujących mnie artykułów.
          Pozdrawienia dla wszystkich 🙂
          PS. Grahama poraził prąd 50 lat temu ,a nie 60(?),gdyż urodził się w 1950r.

          • No to kiepsko ze mną Miliana! Bardzo kiepsko…..
            To nie były stare czasy NA. Miałem na myśli coś innego: Ibka, Varię, Sawę i parę innych nicków….
            Z Grahamem widać też kiepsko, skoro myli sie nawet co do własnego wieku…. A może po prostu czuje się 10 lat starzej….

  • „Jest niezmiernie istotne, aby się obudzić – jeśli ludzka rodzina ma przetrwać w tym pięknym ogrodzie na naszej planecie i jeśli chcemy docenić – tak jak powinniśmy – dar życia, świadomość, radość i możliwość uczenia się a także kochania aby móc rozwijać świat, którym wszechświat nas tak hojnie obdarzył.”
    To bardzo ważne przesłanie, docenić to, co jest. A co jest? Jest materia, możliwość doświadczania dotyku, zapachu, smaku, wszelkich uczuć od tych negatywnych do tych najbardziej wzniosłych i pięknych. Możliwość kroczenia zarówno w mroku jak i w świetle i zawsze, bez względu na wszystko człowiek potrafi odbić się od dna i oczyścić z błota. Drzemie w nas potężna moc. Ujawnia się w sytuacja kryzysowych często, bo zwyczajnie nie zdajemy sobie z niej sprawy. Przeszłość. Przeszłość może pomóc nam zrozumieć tu i teraz i pomóc w przyszłości.
    Zadałam kiedyś pytanie o symbol ósemki – a raczej – nieskończoności. Pojawił mi się ten symbol w jednej z wizji. Wiedziałam, że jest ważny, nie wiedziałam jedynie czy dla mnie, czy dla wszystkich. Ten symbol ma wiele interpretacji, można go odczytać jako równowagę. Dla człowieka szczególnie istotny, bo równowaga jest na wielu płaszczyznach – serce/rozum, materia/duch/, emocje, czarny/biały itd. Ale potem zobaczyłam, że ten symbol przedostał się do pop kultury. Jest na każdym kroku, jako biżuteria, dodatkowo z napisami o miłości. Zapaliła mi się czerwona lampka i włączył alarm. Do pop kultury nie przedostają się symbole o rozwoju duchowym. Komuś bardzo zależało aby ten symbol stał się modny, a to wymaga dużego nakładu pracy i pieniędzy. Dodatkowy brzeczek włączył się, gdy sama zapragnęłam mieć taki symbol. Nie noszę biżuterii, oprócz jednej bransoletki, ale akurat ten przykuł moją uwagę. Zaczęłam szukać.
    Osiem – to samo co symbol węza połykającego swój ogon.
    Ale i dalej. Zawiódł mnie do najstarszych bogów i to akurat tych ciekawych.
    ósemka była symbolem naszego Peruna/Pioruna oraz z innych kultur: Zeusa, Jowisza, Thora, Taranisa czy Indry. To też koło życia – cykl reinkarnacyjny. Dalej. To bogowie/ bóg pod różnymi imionami – wojny. Składano mu ofiary z ludzi, ale szczególne. Obcinano głowy i nasadzano na pal – wywyższając je. Przy okazji było dużo krwi złożonej w ofierze. Rytuał miał za zadanie nie tylko oddzielić głowę od reszty ciała, ale i podzielić duszę. Część duszy ofiarowywano w ten sposób bogowi wojny, a część trafiała do zaświatów. Bóg wojny – Mars. Wojowniczy lud, co stało się z Marsem widzimy dzisiaj. Atlantyda – wojowniczy lud – co stało się z nią, widzimy dzisiaj. Ale Atlantyda trwa nadal. Jesteśmy teraz na rozdrożu. I teraz mamy nagle modny symbol z wpisanym słowem miłość, który to jest symbolem boga wojny, który de facto więzi dusze. Bo z tym bóstwem związany jest jeszcze jeden element. Kamień. Kamienne sklepienie, przez które nie można się wydostać. Oczywiście to może być jedynie metafora, co jednak nie znaczy jednego – więzienia. Kolejny symbol tego bóstwa to sześciobok foremy, w którym każdy wierzchołek łączy się ze środkiem, symbolicznym ptakiem jest dobrze nam znany – orzeł.

    • A, i wąż to nie to samo co smok.

      • Magdalena – imponujące! I doskonale ujęte! Symbole, te swoiste loga nie są zwykłą ozdóbką czy znakiem handlowym. Za każdym razem , kiedy pada na nie spojrzenie wywołuje reakcję: świadomą i podświadomą, dokonywany jest przekaz podprogowy. Człowiek jest samodzielnym systemem elektrycznym. Tatuaż runiczny na przeramieniu nie jest tylko ozdóbką. To software, który komunikuje się z kosmiczną energią, wchodzi w reakcję, często wyniszczając wlasciciela takiej permanentnej, wątpliwej urody biżuterii. Podobnie ankh na szyi i inne magiczne znaki, chaotycznie wchodzące w szereg tego typu reakcji. Miliardy ludzi tworzą skomplikowaną maszynerię wchodzącą w reakcję z plazmą górnych warstw atmosfery. Od tego już tylko mały krok do spekulacji jak wiele można na świecie zmienić (i w samych ludziach też) i umiejętnie manipulując taką energią poprzez urządzenia typu HAARP a zwłaszcza… CERN. Eksperyment ze światową koherencją wykazał, że żyjemy jak w termitierze – niezależnie od języka, kultury, rasy – połączeni tą samą energią. Ten , kto potrafi nią sterować może dokonać wielkich ale i strasznych rzeczy. jak inaczej wytłumaczyć zbiorową histerię, ktora wyniosła Adolfa do władzy? Jak wytłumaczyć zachowanie białych nastolatków, które z fanatyczną zawziętością kopią i plują na obalony pomnik generała Lee, bohatera Konfederacji? jak wytlumaczyć coraz mocniejszy podział w miarę jednolitego i rozsądnego kraju zwanego Polską na rozmaite sorty, coraz bardziej wściekle i spolaryzowane? I zawsze skupione wokół tych symboli, za którymi ślepo podążają. Jak zombie…
        Dzięki Magdalena!

        • To ja dziękuję Tobie Chrisie, że dopowiedziałeś to, co w tym wszystkim jest najistotniejsze.

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *