Człowiek, który odnalazł El Dorado cz.2

Po wyjeździe Mendozy Clark musiał radzić sobie sam, ale szczęście mu sprzyjało. Poznany przypadkowo lokalny dowódca armii peruwiańskiej zaprosił go na pokład swojego hydroplanu, który leciał do “Perły dżungli” – Iquitos. Clark miał tam sobie załatwić oficjalne pozwolenie na zbadanie dżungli wzdłóż rzeki Marañón do miejsca, gdzie na mapie ojca Salinasa zaznaczono El Dorado. W Iquitos wreszcie mógł odpocząć po trudach przedzierania się przez tropikalny las. Było to pierwsze, w pełni cywilizowane miejsce od czasu gdy opuścił Limę. Jego podanie o pozwolenie na zbadanie dżungli zostało jednak – ku zaskoczeniu Clarka – odrzucone. Miejsce znajdowało się na pograniczu Peru i Ekwadoru a w ostatnim czasie kraje te nie miały ze sobą najlepszych stosunków i coraz częściej mówiło się o wojnie. Clark zwrócił się z prośbą o mediację do amerykańskiego konsula w Iquitos – Lewisa Gallardy. Gallardy wedział dokładnie jakich użyć znajomości, żeby takie pozwolenie zostało wydane. Clark zaimponował mu swoją wojenną przeszłością i służbą dla OSS. Na pożegnanie Gallardy przekazał mu nawet list polecający do kilku znajomych biznesmenów z miejscowości Borja, nad brzegiem rzeki Marañón. W Iquitos Clark zamieszkał w luksusowym hotelu Malecon Palace.

Po wyjeżdzie Mendozy Clark potrzebował tłumacza i korzystając ze znajomości amerykańskiego konsula zaczął poszukiwania odpowiedniej osoby. Jednym z jego rozmowców byl Anglik – Ian Rokes. Rokes przedstawił Clarkowi kobietę – Inez Pokorny – która w jego mniemaniu byłaby doskonałym partnerem podróży Clarka. Inez była młodą i piękną Amerykanką. Od ośmiu miesięcy wędrowała przez dorzecze Amazonki i nikt dokladnie nie znał celu jej podróży. W opinii wielu byla ekscentryczną poszukiwaczką przygód. Clark nie byl zachwycony taką propozycją obawiając się. że piękna kobieta nie sprosta trudom i niebezpieczeństwom przedzierania się przez dżunglę. Za to Inez zapaliła się do tej propozycji. Clark jednak kategorycznie jej odmówił. Parowiec należący do Flamingo Oil Company, na ktory kupił bilet miał odpłynąć następnego dnia o świcie. Jakież było jego zdumienie, gdy o umówionej godzinie pojawił się na nadbrzeżu i okazało się tam, że statek odpłynął bez niego! Wściekły zastanawiał się co robić, gdy pojawiła sie przed nim uśmiechnięta Inez. Miała w Iquitos przyjaciela, ktorym był austriacki arystokrata baron Walter Frass von Wolfenegg. Posiadał on solidną łódź motorową “La Patria” i gotów był popłynąć z Inez choćby na koniec świata. Inez zaoferowała Clarkowi wspólną podróż razem z baronem w górę rzeki do Borja. Clark nie miał wyjścia i musiał zgodzić się na współpracę i wspólny rejs. Nie żałował tej decyzji. Inez Pokorny okazała się nie tylko znakomitym kompanem podróży, ale także kompetentnym żeglarzem, świetnym wędkarzem i doskonałym strzelcem. Niewielka ekspedycja powoli zbliżała się krętą rzeką w stronę Marañón. Nieoczekiwanie dla wszystkich silnik na łodzi zaczął się krztusić i wreszcie przestał pracować. Uszkodzenie okazało się poważne i załoga “La Patrii nie zdołała go naprawić o wlasnych siłach. Trzeba było przybić do brzegu i czekać na najbliższy przepływający statek.

Jeszcze tego samego dnia w prowizorycznym obozie pojawił się konno lokalny właściciel ziemski. Był to starszy, elegancki człowiek przedstawiający się jako Don Garcia. Zaprosił wszystkich do swojego domu. Kilka dni póżniej załoga “La Patrii” zameldowala baronowi von Wolfenegg, że na brzegiu dostrzeżono Indian Jivaro. Jivaro byli łowcami głów i załoga była bliska paniki. Baron zdecydował, że spłynie z prądem rzeki z powrotem do Iquitos i tam naprawi łódź. Clark nalegał, żeby zabrał ze sobą Inez, ale Amerykanka stanowczo odmówiła – czym Clark wcale nie byl zaskoczony. Byl akurat piątek, trzynastego, kiedy łodź barona odbiła od brzegu a Inez i Clark machali mu na pożegnanie z werandy domu Don Garcii. Gdy “La Patria” zniknęła za pierwszym meandrem rzeki Clark wynająl od plantatora niewielką łodź z dwoma wioślarzami i wraz z Inez wyruszyli w górę rzeki. Don Garcia był pewien, że nie zobaczy już więcej ani barona ani swojej łodzi, ani pary szalonych Amerykanów. Jego przeczucia niemalże się sprawdziły. Kilka dni później w środku nocy coś obudziło Clarka. Instynkt doświadczonego żołnierza działał bez zarzutu. Gdy otworzył oczy w blasku dogasającego ogniska dostrzegł zbliżającego się do jego twarzy węża. Był to jadowity nacanaca. Clark wyszeptał imię Inez i ta natychmiast się obudziła . Od razu zobaczyła węża przy twarzy Clarka i powoli sięgnęła po Colta. Wąż musiał wyczuć jakieś zagrożenie i nagle trysnął fontanną jadu prosto w twarz Clarki poczym wbił swoje jadowite zęby w jego kark. Inez wystrzelila i zabiła węża. Śmiercionośna rana została jednak już zadana. Tymczasem Clark powoli zapadał się w wywołane jadem delirium. Zerwani ze snu wystrzałem rewolweru wioślarze Don Garcii byli Indianami Cocama. Kiedy zobaczyli zabitego weża i ranę na karku Clarka w milczeniu zaczęli przygotowywać ziołowy okład. Okład prawdopodobnie uratował Clarkowi życie, ale kiedy nastał dzień półprzytomny od jadu Clark zdał sobie sprawę że oślepł.

Kiedy po kilku dniach ocknął się z gorączki poczuł, że leży na dnie płynącej łodzi. Zawołał Inez i zapytał dokąd płyną. Inez uspokoila go, że nadal trzymają się planu i płyną w górę rzeki do Borja. Nie była to łatwa podróż. Rwąca rzeka wywróciła łodź dnem do gory. Pasażerowie, łącznie ze ślepym Clarkiem zdołali jednak doholować ją do brzegu, wylać wodę i płynąć dalej. Innym razem jeden z Indian Jivaro zaczął zbyt natarczywie zalecać się do Inez, ale ta delikatnie wyglądająca kobieta szybko dała sobie z nim radę. Tymczasem Clark powoli zacząl odzyskiwać wzrok. Po prawie dwóch tygodniach żmudnego wiosłowania w górę rzeki dotarli do niewielkiej chaty stojącej na brzegu rzeki. Mieszkał w niej plantator Miguel Rojas, którego żoną była Indianka Jivaro. Dwóch wioślarzy Cocoma nie pytając nikogo o zdanie uznało, że dotarło do celu podróży i zniknęli bez pożegnania w dżungli. Tymczasem okazało się, że Rojas był właścicielem motorówki i za niewielką opłatą zgodził się dociągnąć łodź podróżników do Borja. W rzece zauważyli płynącą obok ich łodzi zygzakiem wielką anakondę. Anakonda nie jest jadowitym wężem, ale krajowcy unikali jej jak ognia. Wąż czesto w idelnej ciszy podpływał do niewielkiej dłubanki indiańskich rybaków i chwytał w potężny pysk jednego z nich. Następnie wciągał go głęboko pod wodę i czekal aż nieszczęśnik przestanie walczyć i wyzionie ducha – wtedy wąż spokojnie mógł się nim posilić. Anakonda na lądzie była równie niebezpieczna. Jej glowa jest niezwykle twarda i wąż potrafi zadać nią niczego niespodziewającemu się człowiekowi ogłuszający cios. Podczas, gdy ten leżał nieprzytomny na ziemi, anakonda owijała go swoim potężnym ciałem i łamala kości, żeby łatwiej jej było połknąć swoją zdobycz.

Dzięki opiece Inez Pokorny Clark powoli odzyskiwał siły i wzrok. Był wdzięczny losowi za tak dobrą i troskliwą towarzyszkę podróży. W Borja postanowił wyznać jej prawdziwy cel swojej podróży i pokazał mapę jaką w Limie kupił od Maldonaldo. Opowiedział jej historię konkwistadorów, którzy wg niego prawdopodobnie wielokrotnie odwiedzali El Dorado, w tajemnicy przywożąc stamtąd złoto. Inez słuchała go w milczeniu i Clark był pewien, czy za chwilę nie powie mu że ma gorączkę i że jeszcze nie doszedł do siebie po ukąszeniu przez nacanaca. Tymczasem stalo się zupełnie coś innego. Inez cicho powiedziala mu, że wcale nie jest szaloną turystką i jest w amazońskiej dżungli, bo szuka złota…

Inez Pokorny okazala się być wysłanniczką kartelu zwanego National Gold Bearing Society, które miało swoją siedzibę w Londynie. Szukała tego złota od 1945 r, ucząc się hiszpańskiego i miejscowych narzeczy indianskich. Kiedy Clark pokazał jej list polecający od amerykańskiego konsula, wśród nazwisk Inez rozpoznała kilka, reprezentujących jej złoty kartel w Londynie. Rezydowali oni w Borja bo miejscowi Indianie co jakiś czas przynosili z dżungli wydrążone łodygi bambusa wypełnione złotymi bryłkami. Gold Bearing Society skupowało to złoto i próbowało dowiedzieć się skąd Indianie go przynoszą. W Borja stacjonował niewielki garnizon wojskowy. Kilka dni po przybyciu Clarka do miasta jeden z peruwiańskich żołnierzy przyniósł mu oficjalny dokument unieważniający jego pozwolenie na eksplorację regionu Marañón. Clark miał do wyboru, powrot do Iquitos i ponowną próbę załatwienia dokumentu, albo dalszą drogę bez permitu, przez co stawał się w oczach peruwiańskich władz przestępcą i musiałby wracać przez Ekwador, żeby uniknąć konsekwencji. Jad węża wciąż jeszcze mocno dawał znać o sobie i zapewne wspomógł desperacką decyzję Clarka, aby jednak ruszyć w poszukiwanie El Dorado, które wydawało się być już tak blisko. Inez też nie zamierzala wracac do Iquitos i para podróżników, będąca od jakiegoś czasu pod obserwacją peruwiańskich żołnierzy wymknęla się niezauważona przez nikogo o świcie 28 października, ruszając przez kipiące od wody wodospady Pongo de Manseriche. Zaczynała się pora deszczowa a oszalała od nadmiaru wody rzeka wydawała się nie do przebycia.

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *