Mechanizm tajemnicy

Jednym z najlepszych filmów na temat kontaktu z obcą cywilizacją jest ostatnia hollywoodzka produkcja pt. “Arrival” (“Przybycie”). Film opowiada o przybyciu obcych na Ziemię. Lądują oni dziwacznym statkiem kosmicznym i czekają aż ludzie znajdą sposób aby nawiązać z nimi komunikację. Przy okazji oglądania takiego obrazu w sposób nieunikniony pojawia się wyświechtane już nieco od częstego zadawania pytanie: Co się stanie, gdy któregoś dnia obcy rzeczywiście wylądują na Ziemi? Jak ludzkość zareaguje na ten fakt? Czy jesteśmy w stanie to zaakceptować? Często zapewniamy sami siebie nawzajem, że jesteśmy gotowi na takie wydarzenie, że jesteśmy gotowi na oficjalne ogłoszenie istnienia życia pozaziemskiego. Nic nas nie jest w stanie zaskoczyć, dlatego trzeba otworzyć na oścież wrota Strefy 51 i pokazać światu porozbijane latające spodki jakie kolekcjonuje się tam od czasów Roswell. Większość z nas nie ma wątpliwości, że mamy prawo wiedzieć czy ktoś jeszcze – poza nami – żyje w przestrzeni kosmicznej. Wszyscy są już zmęczeni kłamstwami, że UFO jest wymysłem żądnych sławy dziennikarzy. Tymczasem – jeśli tylko uda się uspokoić takie wzburzone myśli i złapać minutę spokoju i rozsądku – przychodzi do głowy inna myśl. Jeżeli UFO od tak dawna odwiedza Ziemię, to dlaczego nie objawia się nam w formie, której nie udałoby się ukryć przed widokiem globalnej społeczności? Innymi słowy: Dlaczego latający spodek z pozaziemską wycieczką nie wyląduje na trawniku przed Białym Domem? Odpowiedź może być taka, że to pozaziemska cywilizacja wcale nie ma ochoty nam się przedstawiać i to wcale nie z tego powodu, że w jakiś sposób się nas obawia, ale raczej obawia się, co pod wpływem takiej wiedzy zrobimy sami sobie. I może być w tym wiele racji. W filmie “Arrival” pod wpływem informacji o lądowaniu istot pozaziemskich zwierzęcy instynkt człowieka każe mu natychmiast gromadzić jedzenie, zaopatrzenie, broń. Rynki handlowe padają jeden po drugim, armia szuka natychmiastowej konfrontacji a cywilizacja budowana od paru tysięcy lat zaczyna chwiać się w posadach. Być może to jest powodem, dlaczego potwierdzenie istnienia życia pozaziemskiego w kosmosie napotyka tak wiele przeszkód. Nieco światła na tą historię rzuca projekt realizowany przez Toma DeLonge, byłego lidera grupy “Blink182”, który znany jest ze swojego silnego zaangażowania w ufologię. DeLonge ma także wiele powiązań z najbardziej wpływowymi ludźmi amerykańskiej polityki co wykazały ujawnione dokumenty WikiLeaks. Wśród celebrytów politycznych z jakimi regularny kontakt utrzymuje DeLonge jest doradca byłego prezydenta Baracka Obamy: John Podesta a także prezydencka para Billa i Hillary Clintonów. Ujawniona została także intensywna korespondencja DeLonge z niedawno zmarłym, szóstym człowiekiem na Księżycu, Edgarem Mitchellem.

To przez WikiLeaks Tom DeLonge znalazł się nieoczekiwanie w oku cyklonu opinii publicznej, zwłaszcza tej zainteresowanej tematem UFO. Natychmiast przypuszczono na niego bezpardonowy atak – szczególnie ze strony ufologów, ale także naraził się wojsku, mediom, przypadkowym blogerom, ekspertom dnia i ludziom, którzy po prostu stwierdzili, że to nie może być prawda. W końcu DeLonge to gwiazda muzyki, głupia i naiwna, łatwa do manipulacji. Co on może wiedzieć o cywilizacji pozaziemskiej? DeLonge napisał rok temu książkę. Była to powieść fabularna pt “Sekret Machine, Book 1 – Chasing Shadows” ( Mechanizm Tajemnicy, Księga 1 – Ścigając cienie”). Po incydencie z WikiLeaks DeLonge zdecydował się napisać następną książkę – tym razem dokumentalną. Jej tytuł to: “Sekret Machine – Gods, Volume1, Gods, Man & War” (“Mechanizm Tajemnicy – Bogowie, wolumin 1, Bogowie, ludzkość i wojna”). książka jest niezwykła i prawdę mówiąc nikt się jej po DeLonge nie spodziewał. Książkę pomagał napisać Peter Levenda, ekspert w kwestii magii, tajnych stowarzyszeń i teorii konspiracji – jeden z moich ulubionych autorów, człowiek którego śmiało można nazwać profesorem Nieznanego. Tom De Longe nieoczekiwanie znalazł się na okładce “Wall Street Journal” i w ogniu pytań jako gość wielu programów telewizyjnych i radiowych. WikiLeaks ujawniło nie tylko zawartość e-maili jakie wymieniał DeLonge z prominentnymi politykami, ale także ich numery telefonów i domowe adresy. Przeciek takich informacji był sprawą niezwykle poważną i wkraczał na teren bezpieczeństwa narodowego kraju. Nikt jednak nie mógł przypuszczać, że e-mail Johna Podesty stanie się tak łatwym łupem hackerów. DeLonge wpadł w panikę i zaczął czyścić z informacji własne konta e-mailowe. Z drugiej strony odezwały się glosy, że cała historia jest farsą wymyśloną przez rockmana, bo nikt przy zdrowym rozsądku nie był sobie w stanie wyobrazić przyjaźni pomiędzy najpotężniejszymi ludźmi USA z blednącą gwiazdką rocka. Prawdą okazało się to, że DeLonge wcale nie przyciągnął Podesty swoim statusem gwiazdy a wiedzą jaką posiadał na temat fenomenu UFO. DeLonge stworzył interesujący plan opowiedzenia prawdziwej historii kontaktów pozaziemskich a także posiadał za sobą ogromną bazę fanów, przyszłych i obecnych odbiorców tego materiału. Mimo, że kontakty z prominentami były nieoficjalne dla DeLongea miały one charakter formalny i nigdy nie zapomniał w swoich rozmowach z Podestą z kim ma do czynienia. Mimo tego co się wydarzyło, DeLonge nie zatrzymał się w miejscu i nadal realizuje dalekosiężny plan opowiedzenia o zjawisku, które nurtuje tak wielu i być może jest centrale dla zrozumienia świata w którym żyjemy.

Zamieszanie wokół osoby DeLonge’a zaowocowało przyznaniem mu nagrody Badacza Roku. Tom był zaskoczony wyróżnieniem, które wśród innych badaczy fenomenu UFO wywołało mieszane uczucia. Jednocześnie skandal polityczny wokół rewelacji WikiLeaks gwałtownie przerwał proces ogólnie nazywany terminem Ujawnienie (ang. Disclosure) i trudno się spodziewać aby w najbliższej przyszłości to takiego pełnego i otwartego ujawnienia prawdy na temat UFO doszło. Powstał jednak dzięki temu zupełnie inna droga. Ujawnienie w tym sensie nie jest już tak formalne i oczywiste, ale staje się procesem, w którym ludzkość dojrzewa do przyjęcia do swojej świadomości faktu istnienia istot pozaziemskich. Sugerują ten proces tysiące faktów, takich jak wzmianki papieża na temat gotowości do ochrzczenia istot pozaziemskich jeśli się pojawią, jak odkrycia nowych planet w naszej galaktyce, które posiadają podobne do ziemskich warunki wspomagające istnienie życia. Taką rolę spełnia także wspomniany wyżej film “Arrival” w sposób dosłowny ilustrujący takie spotkanie. Któregoś dnia Tom DeLonge spotkał się z jednym z najważniejszych ludzi w NASA. W rozmowie w cztery oczy wyłożył mu swoją koncepcję przeprowadzenia ujawnienia. W zapadłej ciszy słychać było tylko jak człowiek z NASA bierze głęboki oddech i z powagą mówi: “To jest bardzo dobry, wręcz doskonały moment aby to zrobić”.

Tom nie sądzi, że jego osobę wykorzystano do przeprowadzania tego półoficjalnego ujawnienia. Z intensywnych spotkań z ludźmi zainteresowanymi problemem wynikało, że największy problem stanowi brak wiedzy na temat tego jak zrozumieć zjawisko i czym ono jest? A czas jest już najwyższy bo ekspansja w przestrzeń kosmiczną, zwłaszcza ze strony prywatnych firm przybiera na sile. Co się stanie gdy np. satelita Pepsi, którą firma zamierza umieścić na orbicie Księżyca wykryje na jego powierzchni nieznane dotąd struktury? Informacji na ten temat nie da się już zatrzymać i do ujawnienia dojdzie czy się tego chce czy też nie. Chyba że korporacje wprowadzą własne procedury utajniania informacji w czym zresztą są bardzo dobre.Każda licząca się korporacja wyposażona jest obecnie w pomieszczenie zwane skiff. Nie można mieć w nim telefonu ani żadnego innego urządzenia elektronicznego. Pokój jest odizolowany od świata w taki sposób, że podsłuchiwanie prowadzonych tam rozmów jest niemożliwe. Wiele takich pomieszczeń powstaje w kooperacji z wojskiem po to, żeby spełniały warunki supertajności. Rozmowa w takim pomieszczeniu należy do tego pomieszczenia i nie może być wyniesiona na zewnątrz. Nie oznacza to, że w korporacjach następuje proces militaryzacji działań. Jest wręcz odwrotnie. To armia coraz bardziej zaczyna przypominać korporację adoptując jej zasady działania.

cdn…

6 comments

  • wyglada na to ze inny czlonek tej grupy (Blink182) rowniez ma swoje hmm „zainteresowania” https://thump.vice.com/en_us/article/7x9wvb/blink-182-matt-skiba-fyre-fest-witchcraft-cancellation

  • Ujawnienie postępuje i to widać, słychać i czuć. Jest kwestią czasu kiedy to nastąpi i w jakiej skali. Z różnych źródeł wynika, że są pewne frakcje, które chcą pełnego ujawnienia w krótkim czasie a inne chcą częściowego ujawnienia rozłożonego na wiele lat. To się stanie. Wyczekuję tego od lat i z moich obserwacji wynika, że jesteśmy coraz bliżej.

  • Są na tym świecie ludzie, których aktywność jest wyczekiwana. Z podziękowaniem Chris.

  • Mnie tam rewelacje WikiLeaks nie rajcują. Miałem szczęście widzieć własnoocznie to i owo (ostatni raz dwa lata temu), i swoje wiem!
    Oni nie mają do nas żadnego interesu – bo i czym moglibyśmy im zaimponować? Patrzą na nas z politowaniem i pilnują, żebyśmy zbyt wielkiego bajzlu nie narobili w ich terrarium.

    • Ale… w jakiś sposób zależy im na nas. A więc kontrolują. Może od zawsze. Do czegoś im jesteśmy potrzebni i te ich wizyty to nie są wycieczki krajoznawcze. O tym jest ta książka i to zaledwie 1 tom. Jak się okazuje, żyjemy w swiecie naczyń połączonych gdzie religia, polityka, ekonomia i każda inna dziedzina życia wpływają na siebie i ostro się nawzajem stymulują. Okazuje się że ET jest jak najbardziej częścią tego hydraulicznego systemu, a kto wie, może nawet nim steruje. Rewelacje WikiLeaks polegają na tym, że wcześniej wydawalo się, że temat UFO to taki groch o ścianę możnych tego świata. Ze zhakowanych e-maili wynika, że ci możni też są w tym uwikłani po uszy tak samo jak my…

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *