Zaginione miasto Małpiego Króla cz.2

Pod wpływem opowieści Stephensa, Mosquitią zainteresował się nowojorski inwestor George Gustav Heye. On również był opętany obsesją odnalezienia zaginionego miasta Małpiego Króla. Wysłał na własny koszt cztery ekspedycje do Hondurasu. Trzy z nich okazały się porażką. Co prawda przywiozły one ze sobą wiele artefaktów i niezwykłych historii, ale wielu uczestników tych wypraw poniosło śmierć w dżungli, albo cierpiało na przewlekłe, tropikalne choroby. Ekspedycje te prowadził Frederick Mitchell-Hedges, brytyjski poszukiwacz przygód o kórym dziś wiadomo, że był zwykłym oszustem. Mitchel-Hedges ogłosił, ze odnalazł w Belize miasto Majów: Lubaantun. Podczas prowadzonych tam prac wykopaliskowych jego córka miała znaleźć najsłynniejszą kryształową czaszkę na świecie. Czaszka ta zrobiona została z niezwykłą precyzją, ale jej prawdziwe pochodzenie nie jest wiadome. W żadnym ze znanych nam dzisiaj starożytnych miast Majów nie znaleziono niczego, co przypominałoby taką czaszkę.

George Gustav Heye

Czwartą ekspedycję poprowadził Theodore Morde, ktory w 1941 r. wyruszył w samo serce dżungli Mosquitia. Morde wraz z ekspedycją zniknął bez śladu na pięć miesiecy i gdy w końcu wynurzył się z dżungli nadał do New York Timesa triumfującą depeszę: “Zaginione miasto Małpiego Króla zostało odnalezione!” Wyprawa powróciła do Nowego Jorku witana owacyjnie i z wielkim zainteresowaniem. Jej uczestnicy stali się bohaterami bo odnaleźli zaginone miasto Małpiego Króla! Wkrótce jednak pojawiły się poważne wątpliwości.

Nieoczekiwanie Morde odmówił wskazania miejsca w którym odkrył miasto! Obawiał się, że jeśli to zrobi, to miasto zostanie splądrowane przez rabusiów. Zapanowała konsternacja, którą przerwał – szczęśliwie dla Morde’a – japoński atak na Pearl Harbor. USA przystąpiło do II WŚ i ludzie nagle mieli ważniejsze sprawy na głowie niż poszukiwania zaginionego miasta. Mimo to, kilku członków wyprawy w międzyczasie popełniło samobójstwo, odmawiając podania położenia miasta. Morde zniknął z pola widzenia. Podobno pracował dla amerykańskiego wywiadu OSS by po wojnie wpaść w alkoholizm i powiesić się w 1954 r. pod prysznicem w mieszkaniu swoich rodziców. Tajemnica ekspedycji Morde’a ta została utrzymana aż do czasów współczesnych. Douglas Preston dotarł w końcu do oryginalnych dzienników podróży wyprawy Morde’a, gdzie zapisywano detalicznie wszystko, co wydarzyło się podczas przemierzania dżungli. Dzienniki trzymane były pod kluczem przez członków rodziny Morde’a i nikt przez te wszystkie lata nie miał do nich dostępu. Co jakiś czas kopiowano kilka stron z dziennika, które publikowały rozmaite czasopisma. Tymczasem kuzyn Morde’a ogłosił nieoczekiwanie, że większa część dziennika gdzieś zaginęła. Była to oczywiście część, w której Morde opisywał odkrycie zaginionego miasta. Nie było możliwości tego sprawdzić, bo dziennik nadal był trzymany pod kluczem. W międzyczasie kuzyn Morde’a trafił do więzienia. Preston wykorzystal tą okazję i poprosił jego żonę o wypożyczenie dziennika. Nieświadoma wagi dokumentu kobieta bez oporów wydała dziennik w ręce pisarza. Okazało się, że w dzienniku niczego nie brakuje. Każdy dzień opisywany był przez Morde’a z detaliczną dokładnością. To, co zaskoczyło Prestona najbardziej gdy studiował dziennik było to, że Morde wcale nie był zainteresowany odkryciem zaginionego miasta Małpiego Króla. Z lektury jasno wynikało, że czwarta ekspedycja do Hondurasu nigdy nie dotarła do tego mitycznego miejsca. Wszystko co Morde powiedział na temat rzekomego odkrycia było zwykłym kłamstwem! Nie było to jednak kłamstwo wynikające z próżności odkrywcy. Taka historia była mu potrzebna, bo realizował zupełnie inne zadania. W rzeczywistości Morde i jego ekipa szukali… złota. Byli przekonani, że natrafią na pokłady złota przekraczające wszystko to, co znaleziono do tej pory w Kalifornii czy nad rzeką Yukon. Jak wynikało z dziennika rzeczywiscie natrafiono na bogate żyły złota! Morde i jego ludzie spędzili wiele miesiecy wydobywając złoto i swój skarb przywieźli ze sobą do USA. Kiedy wreszcie wyszli z dżungli, kupili wiele artefaktów aby uwiarygodnić swoje poszukiwania zaginionego miasta.

Theodore Morde

Białego Miasta szukał także eksplorer o nazwisku Sam Glassmire. Był on naukowcem, który w latach wojny pracował w Los Alamos National Laboratory nad słynnym Manhattan Project, którego efektem było zbudowanie przez USA bomby atomowej. Po zakończeniu swojego udziału w projekcie przeprowadził się do Santa Fe w Nowym Meksyku, gdzie założył firmę geologiczną. Został on wynajęty przez tajemniczego, nieznanego, aczkolwiek zamożnego klienta do poszukiwań złota w Mosquitii w Hondurasie. Glassmire był odwrotnością Morde’a. Został wynajęty do poszukiwań złota a w rzeczywistości wykorzystał kontrakt do poszukiwań zaginionego miasta Małpiego Króla. Już na miejscu zebrał wokół siebie dziesięciu najbardziej zaufanych indiańskich przewodników, którym wyjawił prawdziwy cel wyprawy. Wyruszono w dżunglę i…. Glassmire odnalazł zaginione miasto!. Jego ręcznie wykonana mapa jaką tworzył podczas tej podróży wskazuje rzeki i elementy geograficzne nieujęte jeszcze w kartografii tego regionu. Tym samym jest to dowód, że rzeczywiście taka podróż miała naprawdę miejsce. Glassmire zabrał ze sobą kilka niezwykle interesujących artefaktów aby udowodnić swoje odkrycie. Tym razem jednak natrafił na kompletny brak zainteresowania tematem. Nikogo nie interesowało jego odkrycie! Był rok 1960 i świat był zajęty zupełnie innymi sprawami. Glassmire nie tylko nie ogłosił miejsca, w którym odnalazł zaginione miasto, ale także nigdy nie wrócił do Hondurasu. Do zaginionego miasta Małpiego Krola nie wybrał się w tym czasie także nikt inny. Jedyną osobą, która chciwie słuchała opowieści Glassmmire’a był Steve Elkins. Rewelacje Glassmire były dla Elkinsa potwierdzeniem, że opowieści o Białym Mieście nie są wyłącznie legendami. Glassmire ze swojej strony ostrzegał, że może nie jest to wcale poszukiwane Białe Miasto, ale z pewnością to co odnalazł zostało stworzone przez nieznaną, ludzką cywilizację. W 1997 r. Elkins nakrecił dokument, w którym rozmawia z Glassmirem o jego odkryciu. W filmie pokazywana jest również mapa tego miejsca. Krótko po tym wywiadzie Glassmire zmarł. Elkins był za to zdeterminowany by po raz kolejny podjąć próbę znalezienia miasta.

To właśnie w tym czasie Elkins otrzymał e-mail od Rona Bloma z NASA, że coś kryje się pod gęstą pokrywą lasu w Hondurasie w dolinie, którą roboczo nazwano T1. To coś z pewnością nie było tworem natury. Niektóre ze struktur oceniano na 600 m długości! Były to potężne budowle, które kryła w sobie dżungla. Dla Elkinsa był to wielki moment w jego życiu. Istnienie zaginionego miasta zostało wreszcie potwierdzono, ale dopiero 20 lat później miał je ujrzeć na własne oczy. Małpi Król, Małpi Bóg wreszcie okazał się dla niego łaskawy i dopuścił go do swoich tajemnic. Elkins nie jest bynajmniej poszukiwaczem sławy i skarbów a fotografem i fimowcem. Jego marzeniem było uwiecznienie na taśmie zaginionego miasta. Przez lata poszukiwań nabył sporo wiedzy z dziedziny archeologii i geologii, ale jego podstawowym celem było zrobienie filmu. Aby tego dokonać potrzebował możnego sponsora i pieniędzy. Napisał do człowieka o nazwisku Bill Benenson, który jest znanym reżyserem filmów dokumentalnych w Hollywood. Jego rodzina posiada odnoszącą wielkie sukcesy firmę handlu nieruchomościami na Manhattanie i z pewnością nie narzeka na brak gotówki. Benenson zapalił się do pomysłu Elkinsa i wyłożył milion dolarów na stół a następnie przekonał National Center for Laser Airborne Mapping do wysłania samolotu wraz z wyposażeniem i technikami do Hondurasu. Rząd Hondurasu miał poważne opory aby przyjąć tak wyposażony samolot na swoje terytorium. LIDAR nie tylko był w stanie odkryć starożytne ruiny w górach pokrytych dżunglą, ale także z łatwością wykrywał wszelkie ukryte instalacje militarne. Honduras jest oczywiście zbyt biednym krajem aby mieć coś do ukrycia przed światem, ale duma narodowa nie pozwalała zbyt latwo zgodzić się na taką obcą ingerencję w swoje terytorium. LIDAR był (i jest nadal) niezwykle zaawansowaną technologią i miał w swojej budowie elementy jakie stosowano w rakietach typu Cruise. To z kolei zaniepokoiło armię amerykańską, która nie chciała się zgodzić na to, aby samolot opuścił terytorium USA. Kiedy wreszcie udało się uzyskać takie pozwolenie, razem z technikami poleciał do Hondurasu wyposażony w ciężką broń pluton wojska, który miał pilnować samolotu dzień i noc. Wszyscy uczestnicy ekspedycji spotkali się na malowniczej wyspie Roatan u wybrzeży Hondurasu, gdzie przez kilka dni dopinano szczegóły wyprawy. Oprócz strefy T1 wyselekcjonowano strefy dodatkowe: T2 i T3.

cdewn

4 comments

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *