Odrywająca się cywilizacja cz.3

To, co jest niezbędnym warunkiem powstania tworu zwanego “odrywającą się cywilizacją” jest posiadanie technologii, przewyższającej wszystko to, co jest obecnie dostępne na naszej planecie. Zręby takiej technologii mogły powstać w tajnych niemieckich projektach realizowanych tuż przed i podczas II WŚ. Niemcy pracowali nad wieloma egzotycznymi technologiami. Najważniejszą z nich był projekt Die Glocke, o którym świat dowiedział się dopiero w latach 90-tych – po unifikacji Niemiec. Nie wiadomo dokładnie jaką technologię reprezentował Dzwon.

Całą historię odkrył i zapoczątkował Igor Witkowski i zdumiewa fakt, że projekt ten był tak długo utrzymywany w tajemnicy. To odkrycie podziałało na wyobraźnię wielu ludzi i niektórzy uważają, że właśnie za Die Glocke kryje się coś, co nazywamy nazistowskim UFO. Tymczasem nie mamy na to żadnych dowodów. Wiadomo jedynie, że tajemnicze urządzenie potrafiło lewitować w powietrzu. Jednak tylko ten fakt sprawia, że to, nad czym pracowali niemieccy naukowcy jest niezwykle interesujące. Technologia ta mogła być punktem wyjścia do kolejnych, działających na podobnej zasadzie i wykorzystujących prawa fizyki wciąż nieznane szeroko pojętej nauce. Istnieją na ten temat dwie szkoły myślenia. Pierwsza z nich odrzuca analizy Igora Witkowskiego, Nicka Cooka i Josepha Farrella – widzących w Dzwonie prototyp technologii antygrawitacyjnej. Uważają oni, że Die Glocke było wyrafinowaną centryfugą do uzyskiwania izotopów. I rzeczywiście coś w tym jest, bo urządzenie działało w warunkach niezwykle wysokiej mechanicznej rotacji. Tak więc mógłby to być element niemieckiego programu nuklearnego. Ale teoria taka z kolei odciąga od teorii sugerującej, że Niemcy mogli stworzyć podstawy napędu wykorzystującego energię pola. Najlepiej powojenną historię Die Glocke opisał Joseph Farrell, tropiąc powojenne projekty nazistów, o których wiemy że były kontynuowane w Argentynie. Miały one wiele wspólnego z plazmą, z fuzją atomową i z próbą wykorzystania energii punktu zerowego.

Projektowi Die Glocke przewodził Walter Gerlach, który podczas wojny był w tej samej grupie naukowców co laureat Nagrody Nobla – Otto Stern (urodzony w Żorach). Specjalnością Gerlacha nie była fizyka nuklearna, a magnetyczny obrót, polaryzacja i naładowane cząstki. Był zafascynowany grawitacją i jej połączeniem z mechaniką kwantową. Nie jest to więc człowiek, który mógł kierować budową broni nuklearnej czy choćby centryfugi. Gerlach kierując projektem Die Glocke, zajmował się fizyką, która nie miała nic wspólnego z bronią nuklearną, ale z pewnością była pomocna w uzyskaniu alternatywnego źródła energii. Die Glocke wymagało plazmy oddziaływującej na substancję radioaktywną. Tworzyły je obracające się w przeciwną stronę cylindry. Przypomina to model… Słońca. Całość projektował Kurt Debus – późniejszy dyrektor Kennedy Space Center na przylądku Canaveral.… NASA. Jak mało kto posiadal on odpowiednie kwalifikacje bo podobne stanowisko zajmował w Peenemünde, skąd wystrzeliwano rakiety V-2 W Argentynie prace nad projektem kontynuował Ronald Richter. Używał on tam sprzętu wyprodukowanego i dostarczonego przez Allgemeine Elektricitäts-Gesellschaft. Dostarczono go na początku lat 50 tych. W tym czasie Niemcy Zachodnie mimo, że nie były suwerennym krajem to nadal produkowały wyrafinowane urządzenia techniczne. Co ciekawe firma która dostarczyła urządzeń Richterowi w Argentynie, dostarczała je również dla projektu Die Glocke podczas wojny. Tak wynika z odkrytej później dokumentacji. Dlatego Richter jest najważniejszą osobą jeśli chodzi o kontynuowanie prac nad Dzwonem w Argentynie. Sam Richter oświadczył później, że eksperymenty z plazmą jakie dokonywał dla Juana Perona, wykonywał już w 1936 r. Jest to bardzo interesujące, bo w 1935 Węgier Gabriel Kron opublikował pracę naukową na uniwersytecie w Liege w Belgii na temat tzw. negatywnego opornika i przestrzeni tensorowej w rozmaitości psuedoriemannowskiej, która mogła dać impuls a także rozwiązania (zwłaszcza jeśli chodzi o problemy czasoprzestrzeni) konieczne do stworzenia Dzwonu.

Die Glocke dotyczyło bowiem właśnie energii. Projekt ten stał się symbolem nazistowskiego UFO jednak wg naocznych świadków Dzwon nie był w stanie robić nic innego jak lewitować. Nie wykonywał żadnych manewrów tylko wisiał w powietrzu. Kiedy go włączano zabijał wszystko dookoła. Nie można więc było po prostu wsadzić do środka załogi i latać nim po okolicy. Wg Witkowskiego podczas pierwszych testów z Die Glocke, jakie przeprowadzono w podziemnym pomieszczeniu – w kopalni – wyłożonym cegłą ceramiczną i gumowymi matami, zginęło siedmiu naukowców. Po każdym takim teście cegły i gumowe maty musiano wymieniać. Wystawione na działanie Dzwonu rośliny rozpadały się w ciągu godziny i zamieniały w czarną maź. Paliwem była substancja radioaktywna. Jeśli uzyskuje się grawitacyjny albo antygrawitacyjny efekt swojego doświadczenia, zmieni to tempo rozpadu radioaktywnego. Dzięki temu można zmierzyć wartość energii pola. Jeśli Niemcy stworzyli napęd z wykorzystaniem energii pola, to z pewnością musiało zainteresować ich przeciwników. Kiedy III Rzesza stanęła na progu klęski w 1945 r., specjalne komando SS zabiło 60 naukowców pracujących przy Die Glocke, w obawie by nie dostali się w ręce Rosjan. Niemcy zabili swoich własnych inżynierów pracujących przy Dzwonie, bo chcieli projekt zachować dla siebie. Ameryka mogła sobie zabrać bombę atomową i naukowców rakietowych. Rosja także mogła przejąć zarządców projektów rakietowych, którzy mogli zrekonstruować dokumentację. Die Glocke miał należeć tylko do nazistów. Projekt lub jego część był w ścisłej tajemnicy kontynuowany w Argentynie.
Naziści ciągle kontrolowali karty przetargowe jakie były w grze i to oni ustalali co i kto to dostanie.

Wszystko wskazuje na to, że wzbogacony uran i elementy do budowy bomby atomowej Niemcy umyślnie przekazały USA. Przekazaniem kierował Martin Bormann. To on zaplanował i zorganizował dostarczenie Amerykanom najlepszych niemieckich fizyków rakietowych i inżynierów lotniczych. Paul Manning, dziennikarz z NYT i CBS, współpracownik Eda Murrow odkrył zapiski Farago, który dotarł do argentyńskiej dokumentacji, gdzie przedstawiono szczegóły z obserwacji działalności Bormanna w tym kraju. Manning odkrył np. że przebywający w Argentynie Martin Bormann w latach 60-tych wypłacił z banku czek na kilka milionów dolarów. Czek był wypisany przez Manufacturers Hannover i Chase Manhattan. Clearingu dokonano poprzez Deutsche Bank w Buenos Aires. Czek został osobiście podpisany przez Bormanna! Stąd wynika jasno, że to Bormann był człowiekiem, który decydował o powojennych losach nazistowskich technologii i łupów wojennych. Tak więc USA stało się tym samym partnerem Bormanna. Amerykańskim oficerem wywiadowczym, który podczas wojny i zaraz po niej koordynował działania amerykańskiego wywiadu na tym kontynencie był… Nelson Rockefeller. Mówiąc o nazistach ukrywających się w Argentynie nie mam bynajmniej na myśli niewielkiej enklawy drżących ze strachu hitlerowców czekających na to, co przyniesie im los. Naziści posiadali tam olbrzymie terytorium w dolinie Rio Negro o obszarze ponad 15 tys. km2 z miastem San Carlos de Bariloche w swoim centrum. To tam właśnie prowadził swoje badania nad fuzją nuklearną Ronald Richter. Tam także pracowali bracia Horten i Kurt Tank (urodzony w Bydgoszczy), twórca Focke-Wulfa 190. Tak więc z pewnością stworzono tam odpowiednią technologiczną infrastrukturę. Sprowadzono z Europy wiele wyrafinowanych i unikalnych maszyn, ale także sprzęt techniczny i rozmaite patenty. Wydaje się jednak, że centralnym punktem tego co działo się w Argentynie jest projekt Die Glocke.

Wpływ powojennych nazistów na resztę świata trudno jest ocenić w kilku słowach. Wzmożona kontrola nad każdym ruchem obywateli, kamery na każdym rogu potwierdzają, że świat stoczył się w faszyzm. Każdy aspekt naszego życia jest monitorowany. W Stanach Zjednoczonych obie pozornie zwalczające się partie nieustannie zwiększają zasięg władzy federalnej. Czy zatem grupa tworząca extraterytorialne państwo faszystowskie nadal istnieje a jeśli tak, to gdzie się ukrywa? Możemy odnotować dwa sygnały, które potwierdzają, że taka grupa istnieje. Pierwszym jest radykalny islam. Naziści posiadali zawsze intensywne kontakty z islamem. Mieli np. bezpośredni wpływ na powstanie Bractwa Muzułmańskiego. Promowali także Jasera Arafata i OWP. Po raz pierwszy na skalę światową dało się to zauważyć przy obaleniu egipskiego króla Faruka w 1954 r. Powszechnie uważa się, że zrobiła to CIA i jest to prawda. Ale żołnierzami, którzy dokonali tego fizycznie byli naziści. Akcją dowodził Otto Skorzeny i generał Wilhelm Farmbacher. W tle pojawił się nawet Hjalmar Schacht (teść Skorzenyego). Naprawdę wspaniała grupa ludzi. 🙂 Tak więc na wierzchu widać było CIA, ale tuż pod spodem byli naziści. Drugim elementem sygnalizującym obecność nazistów w naszym współczesnym życiu jest światowa liga antykomunistyczna mieszcząca się na Tajwanie. Była to grupa kontrolowana przez CIA. Organizacja ta po upadku ZSRR zmieniła nazwę na Światową Ligę dla Demokracji. Być może fizyczne szukanie takiej grupy jest fałszywym śladem. Ludzie ci po prostu wniknęli do struktury władzy. Modelem dla takiego rozumowania jest organizacja mafijna, gdzie dochodzi od czasu do czasu do walk wewnętrznych kiedy czyjś interes ulega zachwianiu. Kiedy jednak coraz bliższe staje sie przejęcie w posiadanie całego świata, walki wewnętrzne przybierają na sile. dziś w różnych częściach świata toczą się krwawe walki, mimo, że z TV sączy się zapewnienie, że żyjemy w pokoju. Bardzo często są to wojny zwane proxy, gdzie w jakimś strategicznym miejscu ścierają się wpływy wielkich mocarstw kosztem całej populacji.

5 comments

  • A gdzie 2 czesc? 🙁

  • Dzien Dobry,
    pozwole sobie dodac, ze technologia „die Glocke” byla znana dlugo przed pracami III rzeszy nad tym zagadnieniem. Pan Victor Schauberger jako wynalazca i wspozalozyciel THULE – Gesellschaft, publikowal w latach 20 minionego stulecia swoje prace na ten temet. Polecam ten temat bardzo. Te otoz, ulatwiaja zrozumienie zagadniena zwiazane z praca nazistow nad nowa technologia i jej pochodzenie. Rowniez ksiazki Jana van Hellsing przynosza duzo interesujacych informacji w tej sprawie.

    Pozdrawiam serdecznie i dziekuje bardzo za ciekawa lekture.

  • Tak ja rowniez sie ciesze ze temat „zyje” , z otoczka tajemniczosci ,wciaz niezglebiony do konca 🙂
    tutaj mam schemat w jezyku niemeickim :
    http://www.minotech.de/forschung/antigravitation/die-glocke/
    Die glocke -antygrawitacja poprzez rtec
    Dosyc ciekawy opis funkcji i skutkow eksperymentu ,promieniowania .
    Wspomniano w tym artykule ze nie tylko rtec ale rowniez sol Rochelle /Seignettesalz / uzyta zawiera dzialanie paramagnetyczne . Temperatura Curie soli Rochelle musi byc powyzej 24 ° C , powinna byc uzyta w stanie cieklym wiec nalezy ja podgrzac do 70-80 °C.
    Nieludzkie dzialania rezimu nazistowskiego przeprowadzily eksperymenty na ludziach i zwierzetach .

    • Problem w tym, ze dawcy tej wiedzy (explusion) nie byli calkem szczerzy i ujawnili tylko czesc informacji na ten temat. dalsze proby in udoskonalenia tej techniki (bylo tak chciane) probowano na istotach zyjacych. Technika propagowana przez Schauberger (implusion) jest dla istot zyjacych calkowicie bezpieczna. I w tym miejscu zaczyna sie konflikt.

  • Doskonałe, że ktoś w końcu poświecił czas, aby opisać to
    zagadnienie.

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *