Światowa konspiracja – pomiędzy teorią a praktyką

Komentarz MK pod epilogiem do historii Skorzenyego sprawił mi nie tylko wiele przyjemności pokazując, że takie historie wzbudzają zainteresowanie i refleksje, ale wskazał także na znacznie szerszy sens zjawiska, z którym już od dawna usiłuję się uporać na NA. Jak pojmować historię, jej wewnętrzene powiązania i strukturę aby zrozumieć to, co dzieje się na naszych oczach i sami bierzemy w tym udział czy nam się to podoba czy nie? Czy mechanizmy jej pojmowania wpojone nam przez lata prania mózgu w szkołach stworzyły skuteczne narzędzia i metodologię do zrozumienia jej sensu? Im więcej się w nią zagłębiamy tym bardziej wydaje się, że tak nie jest. Konflikty i problemy, które dawno powinny umrzeć w mrokach czasu okazują się być nadal żywe a idee rozpoczęte tysiące lat temu (a kto wie – może i dawniej!) są nadal konsekwentnie realizowane. Inny czytelnik na fejsie NA zwrócił mi uwagę, że nadużywam słowa naziści, bez konkretnego wskazania jaki kraj reprezentują. Naziści to przecież Niemcy, którzy tak straszliwie zakotłowali światem w ostatniej wielkiej wojnie. Po części się z ty zgadzam, bo przecież nie ma takiego narodu jak naziści i jeszcze trochę a okaże się, że Niemcy też stały się ofiarą nazistów, którzy wciągnęli ich do wojny. Jednak takie myślenie jest swego rodzaju uproszczeniem, bo narzuca schemat podziału świata taki jaki oglądamy na obecnej mapie politycznej. Taka mapa tworzy złudne poczucie stabilności a przecież wystarczy spojrzeć na ten sam podział sto lat wcześniej aby przekonać się jak niewiele on znaczy i jak bardzo jest nietrwały. Można nawet odnieść wrażenie, że jest on zupełnie sztuczny i to, co przedstawia, to jedynie ewidencja obecnego stanu posiadania rządzącej nami elity, która kontroluje naszą planetę. Czy np. chłopi, którzy zaciukali na polach Grunwaldu Ulrycha von Jungingena czuli się Polakami? Walczyli za ojczyznę? Śmiem w to wątpić….. Walczyli za i dla własnego pana – ich fizycznego wlaściciela. Nie znali nawet słowa Polska, że o rozumieniu abstrakcyjnego terminu – patriotyzm – nie wspomnę. Wbrew pozorom ten stan nie zmienił sie do dziś i trzeba będzie jeszcze wielu wpisów na NA, żeby sprobować jakoś ogarnąć ten problem.

Nazizm nie skończył się wraz z upadkiem III Rzeszy. Można nawet powiedzieć, że wręcz przeciwnie – ma się on znacznie lepiej niż kiedykolwiek, gdy z niemieckiego zadupia przeniknął z ogromną łatwością w struktury administracyjne nawiększych światowych potęg i zagnieździl się tam na stale. Nazim stał się zjawiskiem międzynarodowym a nie czysto niemieckim. Bardzo ładnie opisał to MK w swoim obszernym komentarzu. Jego oblicza wzbudzają wiele sprzeczności, ale drążenie tematu powoli odkrywa wspólny mianownik. Bo jak np. zrozumieć, że śmiertelny wróg żydów, Otto Skorzeny z dnia na dzień staje się zagorzałym neofitą syjonizmu? Jak zjeść tą żabę? Dlatego niektórzy nie chcą nawet wziąć takich historii pod rozwagę, z góry naklejając na nich znaną wszystkim nalepkę teorii konspiracji. Na szczęście nazwanie czegoś teorią konspiracji nie jest zadnym argumentem – jest jedynie intencją, stanem ducha kogoś, kto nie chce zaakceptować faktów lub kogoś, komu na rękę jest wprowadzenie zamieszania i fermentu w myślenie. Także zalewanie umysłu potopem informacyjnym stało się skuteczną praktyką ukrycia informacji, która rozpuszcza się w nim tak, że bez probówki i mikroskopu nie da się jej odkryć. Czy trzeba zatem zmienić naszą wykładaną w szkołach historię – jak postuluje MK? Osobiście uważam, że należy zostawić ją w spokoju – nie dlatego, że jest wykladana właściwie a dlatego, że po prostu nie da się stworzyć historii obiektywnej. To co trzeba zmienić to jedynie mechanizm jej oceny. Historia uznawana błędnie z naukę jest niewiele warta, gdy usiłuje opisywać przeszłość z pryncypialnego punktu widzenia jakiegoś profesora siedzącego w czeluściach zakurzonej biblioteki. Sukces odkrycia nowego kontynentu jest tragedią odkrytych tam ludzi zmiażdżonych walcem historii. Wygrana wielka wojna niewiele robi sobie z losu przegranych. Zawsze patrzymy na historie z jakiegoś punktu widzenia, dlatego z oczywistych wzgledów nie powinna być “nauką” uniwersalną. To że jest oznacza jedynie, że jest narzędziem w rękach czyjejś propagandy po to, aby zaciemnić i ukryć coś innego. Dlatego mechanizm wg mnie jest ważniejszy – przez to, że jest dynamiczny – od zapisu czyichś intencji.

Biblia z WTC

Przykładem jest właśnie powojenna historia Skorzenyego, która kłóci się z logiką określenia kto jest wrogiem a kto przyjacielem. I bynajmniej nie jest to przypadek wyjątkowy. Nieustannie mamy z nimi do czynienia i obserwujemy je nawet nie zdając sobie sprawy z tego na co patrzymy. Przypomina mi się np wizyta papieża Franciszka w Nowym Jorku. Papież postanowił odwiedzić muzeum tragedii 9-11. Wśród eksponatów pokazano mu Biblię, która cudem przetrwała katastrofę. Pozornie wzruszający akt dla wrażliwych religijnie ludzi. Kiedy jednak przyjrzeć się tej Biblii bliżej okazało się, że jest ona w połowie zatopiona w… metalu!!! Jakim cudem płynny metal nie spalił księgi??? Dla ludzi religijnych będzie to rzeczywiscie cud. Jednak uważny obserwator popatrzy na ten problem inaczej i zada sobie pytanie. Jaka fizyka została zastosowana do zburzenia World Trade Center, która sprawiła, że metal stopił się bez udziału temperatury??? Ten jeden artefakt zmienia myślenie na temat wypadków tamtego pamiętnego dnia i pozwala odrzucić teorie o wysadzeniu budynku w powietrze czy zapadnięcia się go pod wpływem pożaru wywołanego rzekomo przez uderzające w wieżowce samoloty. Biblia w muzeum 9-11 jasno pokazuje, że ktoś opanował i wykorzystał technologię o której na początku XX w. wspominał Tesla, która pozwala na rozerwanie połączeń pomiędzy atomami i dosłowną zamianę tak potężnych budynków w… pył…. Zresztą łącznie z ludźmi znajdującymi się w środku (!!!) Dlatego prawdziwa liczba ofiar ataku nigdy nie będzie znana. Doświadczenia tego typu robił m. in. Hutchison pokazując, że coś takiego jest możliwe.

izraelski dron

Powracając jednak do tematu Skorzenyego i jego współpracy z Izraelem, to podobnych przykladów można znależć wiecej nawet w bieżących wiadomościach. W rt.com opublikowano niedawno artykuł pt: „Are Saudis buying Israeli drones through South Africa?” (“Czy Saudyjczycy kupują izraelskie drony przez RPA?”). Poniżej cytat:

“Arabia Saudyjska ogłosiła, że buduje fabrykę dronów w kooperacji z RPA, ale znany saudyjski analityk wojskowy uważa, że jest to przykrywka pod tajny zakup dronóow z Izraela.
Analityk, który nazywa siebie “Mujtahid”, jest na Twitterze źrodłem przecieków na temat królewskiej rodziny Saudów od początku 2000 r., nie zgadza się z oficjalnym raportem ministerstwa obrony Arabii Saudyjskiej, które mówi o budowie fabryki dronów w kooperacji z RPA.

“W raporcie ukrywa się fakt, że Arabia Saudyjska kupuje izraelskie drony poprzez RPA” – napisał – “Rozmontowane drony przybywają później z RPA, gdzie się je z powrotem składa.” dodał Mujtahid wyjaśniając mechanizm działania układu pomiędzy Izraelem a Saudyjczykami.

Oskarżył też księcia Mohammada bin Salmana, który jest ministrem obrony narodowej Arabii Saudyjskiej, a wg niektórych ekspertów drugą co do ważności osobą w kraju – o służenie izraelskim interesom przez kupowanie dronów z państwa żydowskiego.

Arabia saudyjska przez lata stara się wzmocnić swoje siły zbrojne poprzez dodanie do nich dronów. W 2010 r., General Atomics, amerykański producent rodziny dronów typu Predator ogłosił, że uzyskał licencję eksportową pozwalająca na sprzedaż dronów do różnych krajów Środkowego Wschodu włączając w to Arabię Saudyjska. Póki co do Arabii nie wysłano ani jednego drona mimo, że podobny układ ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi został zaaprobowany przez ameykański Kongres w 2015 r.”

Sugeruje to, że reżim Saudów jest bardziej kruchy niż by się wydawało. Ku zaskoczeniu świata Arabia Saudyjska przeżywa kłopoty finansowe i chce emitować obligacje państwowe a nawet sprzedać udziały w Saudi Aramco (!) firmie wydobywającej ropę, wartej 10 bilionów dolarów (!). Do tego dochodzi apetyt Saudów na własną broń nuklearną, którą chce nabyć od Pakistanu. Drony jednak wskazują na coś innego. Używa się ich do kontroli i zabijania na odległość np. terrorystów z ISIS, ale także sprawiających kłopoty szyitów. Wyraźnie widać, że Amerykanie nie ufają swoim sojusznikom i opóźniają dostarczenie dronów. Izrael z kolei nie ma z tym problemów i dostarcza broń nawet swoim śmiertelnym wrogom! Pokazuje to w jak skomplikowanym układzie geopolitycznym żyjemy, gdzie na tradycyjnych i oficjalnych podziałach niekoniecznie możemy polegać. Jak powiedział agent Mossadu Raanan z wpisu o Skorzenym, jeśli trzeba, to Izrael zaprosi do tanca samego diabła.

3 comments

  • Bardzo fajne są wypowiedzi Chrisa podczas Debat UFO, niestety zdarzają się rażące wpadki chociażby pomylenie cytatów z dwóch kompletnie przeciwstawnych światopoglądów.

    Demon YHVH nie mówił „Jestem tym kim jestem”, bo jest jedna z esencji zwalczającego go gnostycyzmu.

    Mówił za to „Jam jest ten, który jest” – zupełnie inne znaczenie.

  • Arabia Saudyjska, Izrael, Turcja, Katar, Emiraty państwa Commonwealth są to sztuczne twory imperium z siedzibą w City of London służące do kontroli podległych regionów poprzez starą imperialną strategię „divide et impera”. SA i Izrael NIGDY, wbrew oficjalnej propagandzie, nie były sobie wrogie, w szkodliwość była prawie zawsze pozorowana a ewentualne straty szybko kompensowana gdzie indziej.

    Potęga tego imperium opierała się do niedawna – tzn. do godzin popołudniowych 6 listopada 2012 r. kiedy okazało się, że Obama wygrał wybory, które kazano mu przegrać i stojąca za nim potężna frakcja oparta w dużej mierze na siłach zbrojnych działa w porozumieniu z Rosją, Chinami i ich sojusznikami – na potędze militarnej swojego wasala USA (na tym polegało właśnie owo sławne”special relationship”, a nie odwrotnie jak się zdawało wydawać) oraz statusie jego dolara jako waluty rezerwowej świata i niezależności funta jako głównego narzędzia spekulacji na giełdach.

    Sekty takie wahabizm, syjonizm były i są kontrolowane przez MI6 i żydo-masońską agenturę, podobnie inne „ruchy” „religijne” i „społeczne”. Twórcy mormonizmu, założyciele Świadków Jehovy, scjentologii, Albert Pike założyciel KKK, Mazzini twórca MAFII (Mazzini Autorizza Furti, Incendi, Avvelenamenti), Trocki twórca bolszewizmu, Wojtyła ogłupiający nawet po śmierci polski naród, Bractwo Muzułmańskie (Morsi w Egipcie, Erdogan w Turcji, tzw. „opozycja” w Syrii).

    Jednak to zbrodnicze, kabalistyczne, antyludzkie imperium posunęło się za daleko w swoimi zadufaniu i zaślepieniu (przecież wszystko im tak gładko wychodzi, a tłuszcza-zombie wierzą bezrefleksyjnie w propagandę) po dokonaniu zamachów 11 września i rozpętaniu fałszywej „wojny z terroryzmem”. To było przegięcie, i po początkowym paśmie samych sukcesów pojawiła się porażka w Syrii. Teraz nadejdą szybko kolejne, skurczą się zagrabione zasoby, wiarygodność będzie równa zeru, zabraknie chętnych do terrorystycznych zamachów „fałszywej flagi”.

    I wtedy rozwinie skrzydła projekt euroazjatycki.

    Przewidzieli to potężni ludzie w USA, którzy stoją za Obamą, i którzy chcą „łagodnego upadku” światowego żandarma, chcą układów z wygranymi Rosją i Chinami, oraz chcą skończenia nareszcie z wasalizmem wobec satanistyczno-pedofilskiej elity z City of London.

  • Tia… Jeśli ktoś chce mieć jeszcze większy mętlik w głowie odnośnie historii i tego co kto i komu dla czego i w jakim celu, to polecam do przeczytania książkę „Mossad: najważniejsze misje izraelskich tajnych służb” gdzie między innym można znaleźć historię ze Skorzenym opowiedzianą przez agentów Mossadu. Po jej przeczytaniu Twoje ostatnie zdanie Chris, a finalnie cały wpis, nabiera zupełnie innej głębi niż może się wydawać na początku…

Join the discussion

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *