Tuesday, September 2nd 2014
sie
2012
13

Wędrujące posągi z Wyspy Wielkanocnej


Terry Hunt jest profesorem antropologii na University of Hawaii. Przez ostatnie 5 lat prowadził on badania archeologiczne na wyspach Pacyfiku. Jego najbardziej znaną ksiażką poswieconą odkryciom jest “Statues that walk” (“Posągi, które chodzą”). Ksiażka dotyczy Wyspy wielkanocnej i opowiada ona zupełnie inną jej historię od tej powszechnie znanej.

Posągi z Wyspy Wielkanocnej od zawsze wzbudzały nie tylko olbrzymie zainteresowanie ale także wiele kontrowersji. Zostały one stworzone przez bliżej nam nieznną cywilizację, która do ich wykonania i transportu używała nieznanej nam rownież technologii. Terry Hunt spedził na badaniu tej tajemnicy wiele lat i doszedł do wniosku, że jej wyjaśnienie jest bardziej prozaiczne niż to z pozoru wynika.

Największy z kamiennych posagów na wyspie mierzy sobie nieco ponad 18 metrów wysokości. Nigdy jednak nie opuścił on kamieniołomu, gdzie został wykonany. Większość posągów rozsianych po całej wyspie jest jednak znacznie mniejsza, bo osiąga najwyżej 3-6 metrów wysokości. Na terenie kamieniolomnów wciąż znajduje się ok. 400 posągów, których nigdy nie udało się przenieść na wyznaczone im miejsce. Liczba posągów którym się to udało to ok. 600.

Wielkość posągów, technika ich wykonania i transportu zdumiewa do dziś, stając się źródłem wielu, często fantastycznych teorii. Prof. Hunt, po przeprowadzeniu szeregu badań strukturalnych posągów doszedł jednak do wniosku, że ich transprt wcale nie był aż taki trudny a one same rzeźbione były w sposób, który ułatwiał ich przemieszczanie – na dodatek utrzymując je w pozycji pionowej. Moai swoim kształtem przypominają nieco … kręgle. Są bardzo ciężkie w swojej dolnej części. Środek ich masy jest położony mniej wiecej na 1/3 ich wysokości. Hunt zwrócił także uwagę na interesujące i powtarzające się zjawisko. Wiele posągów na Wyspie Wielkanocnej jest wywrocóne i niemalże w każdym takim przypadku posąg padał “na twarz”. Widać to szczególnie w przypadku posągów leżących wzdłuż drogi – tych, które nigdy nie dotarły do miejsca swojego przeznaczenia. Porzucone, leżące posągi mają ok. 10 stopni kątu nachylenia do przodu. Symulacja komputerowa wykazała, że nie byłyby one w stanie stać w pionie bez jakiegoś podtrzymywania, co sugeruje ich transport w pozycji poziomej. Jednak wg Hunta, jest to myślenie błędne. Stare legendy powtarzane do dziś przez tubylców mówią o posągach, które miały same kroczyć po wyspie by dotrzeć w końcu do miejsca swojego przeznaczenia. Większość naukowców uważała to za fantazje, ale dla Hunta była to cenna wskazówka. Dzięki zamówionej przez siebie kopii rzeźby moai i pomocy ze strony swoich studentów znalazł on wreszcie sposób w jaki mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej mogli sprawić aby kamienne posągi przy niezbyt dużej pomocy “same” maszerowały do wyznaczonego dla nich punktu. Kluczowym elementem okazało się to niewielkie wychylenie posągów do przodu. Hunt jest absolutnie pewien, że posągi nigdy nie były transportowane w pozycji horyzontalnej. Posąg który przewrócił się podczas transportu, zazwyczaj „łamał sobie kark” i jego odłamana głowa turlała się kilka metrów dalej od reszty kamiennego korpusu. To dlatego często uważa się, że posągi te, to jedynie głowy, gdy tymczasem jest to głowa a także sporych rozmarów torso.


Kopia moai wykonana dla Hunta mierzyła sobie 3 metry wysokości i ważyła 5 ton. W przeprowadzonym przez niego doswiadczeniu wzięło udział 18 osób, które z łatwością wprawiły posąg w ruch. Posąg przesuwano za pomocą lin, które ciągnąlo po 4 ludzi z po bokach moai a 10 innych osób podtrzymywało posąg przed upadkiem ciągnąc za linę z tyłu. Cały proces wprowadzenia posągu w ruch polegał na synchronizacji pracy ciągnącej za liny grupy. Ludzie z boków posągu wprowadzali moai w kołysanie a ludzie z tyłu, uważnie kotrolowali wychył posągu do przodu, dzięki któremu mogł on dać krok do przodu. Raz wprowadzona w taki synchronizowany ruch statua całkiem łatwo posuwała się do przodu, w miarę szybko pokonując dystans. W ciągu 40 min takiej pracy posąg przesunięto o 100 metrow! Uczestnicy doświadczenia porównywali taki marsz z posągiem do wyprowadzania na spacer psa. Lina trzymana przez ludzi za posągiem musiała być nieustannie napięta, bo w przeciwnym wypadku posąg natychmiast się przewracał. Wystarczyło jednak zaledwie dwa dni wspólnego treningu aby grupa “wyprowadzajaca” posąg na spacer doszła do perfekcji w swoim działaniu.


Doświadczenie z posągiem sponsorowal National Geographic, co pozwolilo na wszechstronne próby w rozmaitych warunkach. Okazało sie np., że dużo łatwiej jest maszerować z takim posągiem pod górę niż w odwrotnym kierunku. W marszu pod górę praca ludzi podtrzymująca posąg z tyłu była znacznie łatwiejsza i wymagała mniej wysiłku. Z kolei, gdy posąg “schodził” w dół, przy najmniejszej nieuwadze ciągnących przewracał się do przodu i bez dźwigu nie dało sie go już postawić w pozycji pionowej.

Posągi na Wyspie Wielkanocnej reprezentują tą samą symbolikę co tiki na innych wyspach Pacyfiku. Symbolizują one boską obecność przodków, którzy po śmierci stają sie bogami. Kamienny posąg miał pozwalać duchom przodków wracać na swoją rodzinną wyspę i pomagać wciaż żyjącym członkom klanu czy rodziny. Był więc czymś rodzaju połączenie pomiędzy światem ludzi a światem duchów żyjących w innym wymiarze. Każdy z tych posągów ma także własne imię. Ustawiano je na platformach skąd patrzyły one na miejsca, gdzie żyli członkowie ich rodziny – to dlatego żaden z posągów nie “patrzy” w stronę morza. System religijny, w którym czczci sie duchy przodków jest popularny w calej Polinezji. Np. na Hawajach rzeźby przodków wykonuje się z drewna, bo materiał ten jest tam łatwy do zdobycia. Wyspa Wielkanocna nie ma lasów z odpowiednim do tworzenia rzeźb drewnem i dlatego doskonałym materiałem do budowy posągów okazała się miękka wulkaniczna skała, która powstała z popiołu wulkanicznego.


Tak wiec przesuwanie wielotonowych posągów bez użycia wyrafinowanych technologii okazało sie jak najbardziej realne i wymagało jedynie koordynacji pracy ludzi przesuwających taką statuę. Odkrycie to zmienia zupełnie sposób patrzenia na historie i kulturę Wyspy Wielkanocnej, która wg prof. Hunta jest raczej symbolem sukcesu a nie jak się obecnie uznaje – upadku ekonomicznego, ekologicznego i wreszcie moralnego.

  • Blip
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Flaker
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
advert

Podobne Wpisy

6 Comments on “Wędrujące posągi z Wyspy Wielkanocnej”

  1. Jednym słowem wahadło odwrócone, które być może stanowi odpowiedź na wiele zdumiewających osiągnięć transportowych naszych przodków.

    1. Prostota tego rozwiązania jest zaskakująca. Podobnie zaskoczyło mnie podejscie Hunta do historii Wyspy Wielkanocnej, ktora wg niego wcale nie była ponurym miejscem życia ludożerców a raczej dobrze zroganizowanym spoleczeństwem, ktore wbrew temu co mówią niektorzy historycy potrafilo sensownie wykorzystać wszystko to co dawala im natura na wyspie.

  2. A co z Moai, które są wkopane głęboko w ziemie? Ich chyba tak nie można było transportować.

    1. Niemalże wszystkie moai (oprócz tych najstarszych) pochodzą z tego samego kamieniolomu na wyspie, w kraterze Rano Raraku i wszystkie zapewne wedrowaly zanim spacerkiem nie doszły na wlasciwe miejsce. Tam albo stawiano je na platformie ahu, albo wkopywano głęboko w ziemię…

      1. Aż trudno uwierzyć, że tego kolosa przedstawionego na zdjęciu

        (http://nowaatlantyda.com/2011/10/28/moai-z-wyspy-wielkanocnej/)

        można było w ten sposób przetransportować.

  3. Zakładając, że każda z ogromnych rzeźb to symbol boskich przodków, którzy mieli opiekować się swoimi rodzinami, czy klanami, niektóre rodziny miały pecha, że im się przodkowie wywrócili…

Dodaj komentarz

advert