2012 16
Synchroniczność i urojenia

Termin synchroniczność został stworzony przez słynnego psychologa Carla Junga i oznacza stan, w którym wydarzenia dziejące się w świecie zewnętrznym i to, co rozgrywa się w głowie jakiegoś człowieka – uczucia, emocje – idealnie się ze sobą pokrywają. Oznacza to, że jakaś myśl rozgrywa się w głowie człowieka i zupełnie nieoczekiwanie to samo dzieje się w rzeczywistości, co sprawia, że niemalże natychmiast powstaje relacja pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem, bo odbywają się one w sposób synchroniczny. Powstaje więc pytanie: czy to my kreujemy synchroniczność czy też powstaje ona w wyniku działania rozmaitych elementów tworzących takie wydarzenie?
Niestety satysfakcjonującej odpowiedzi na takie pytanie nie da się uzyskać, bo nie jesteśmy w stanie prześledzić źródła rozmaitych działań, jakie zachodzą we wszechświecie, a tym samym ich relacji z człowiekiem. Jednak bez wątpienie posiadamy umiejętność wpływania na powstanie wydarzeń nazywanych synchronicznymi. Można prześledzić taki proces na gruncie np. psychologii. Człowiek, rozwijając się w procesie ewolucji nabył umiejętność odgadywania zasad rządzących daną sytuacją lub miejscem w jakim się znalazł. Człowiek podglądając np. zwierzęta, dokonujące określonych czynności, starał się nie tylko zrozumieć w jaki sposób zwierzę ją wykonuje, ale przede wszystkim jak zrobić to lepiej i bardziej efektywnie od niego. Człowiek na podobnej zasadzie wyciągał wnioski z obserwacji środowiska, w którym przyszło mu żyć adoptując jedne zachowania a odrzucając inne. Dokonując takiego procesu myślowego człowiek doskonalił przede wszystkim swój naturalny superkomputer jaki znalazł sobie miejsce w jego głowie. Komputer ten nieustannie analizował strumień informacji jaki do niego docierał i filtrował go w sposób, który pozostawiał tylko te informacje, które mogłyby być dla człowieka użyteczne. Tak więc psychologicznie rzecz ujmując, widzimy w naszym środowisku naturalnym to, czego w nim poszukujemy. Dlatego w jakimś stopniu wydarzenia synchroniczne są nie do uniknięcia. Mózg nieustannie porównuje to, co obserwuje z tym, co chce znaleźć i co jakiś czas w świecie rzeczywistym natrafia na coś, co do tej pory istniało wyłącznie w procesie myślowym. Jest to oczywiście bardzo konserwatywne podejście do sposobu przetwarzania informacji przez mózg.
Istnieją jednak także sytuacje, w których wydarza się coś, co nie mogło powstać w wyniku np. pomyłki mózgu w interpretacji informacji. Odnosi się wówczas wrażenie, że wydarzenia w których się uczestniczy przemawiają do nas w sposób bezpośredni. Np . przy stole prowadzi się konwersację na jakiś temat i nieoczekiwanie we włączonym telewizorze można usłyszeć informacje, które w doskonały sposób uzupełniają rozmowę. Takich synchronicznych bez wątpienia wydarzeń, nie da się jednak łatwo wytłumaczyć. Badający zagadnienie synchroniczności psychiatra, dr Kirby Surprise uważa, że w takich sytuacjach widzimy lustrzane odbicie naszych myśli w środowisku, w którym przebywamy. Wpływamy na zespół wydarzeń jakie się wówczas rozgrywają uznając ich zbieżność z tym co dzieje się w naszej głowie za jakieś przypadkowe szaleństwo. Jednak z pomocą w
zrozumieniu takiego zjawiska przychodzi współczesna fizyka, która podpowiada, że żyjemy w rzeczywistości złożonej z prawdopodobieństw, tak więc istnieje prawdopodobieństwo, że jesteśmy w stanie zmienić bieg wydarzeń rozgrywających się wokół nas. Wydarzenia takie są odbiciem naszego myślenia.
Przez całe lata szukano w ludzkim mózgu jakiegoś szczególnego elementu, który wzmacnia taką umiejętność kreowania synchroniczności. Poszukiwania te spełzły na niczym. Jung powiedział kiedyś, że jest niemożliwe stwierdzić co jest przyczyną synchroniczności, bo rozgrywa się ona poza czasem i przestrzenią. Częścią pracy psychiatry jest selekcja tych wszystkich, którzy cierpią na psychozy i urojenia. W wielu przypadkach jest to schorzenie, które psychiatria nazywa urojeniem ksobnym. Ludzie tacy wierzą, że to, o czym w danym momencie myślą w jakiś sposób wchodzi w reakcję z ich środowiskiem. Np. odnoszą wrażenie, że telewizor komentuje ich myśli, lub robi to przypadkowy przechodzień, który mija ich w parkowej alejce. Powstaje wiec pytanie: jaka jest różnica pomiędzy synchronicznością a urojeniem?
Ludzie, którzy nigdy nie myślą o wydarzeniach synchronicznych, którzy są wychowani w tradycji, gdzie pojęcie synchroniczności nie ma żadnej wartości – po prostu odrzucają je w sposób automatyczny. Ludzie ci nie szukają synchroniczności a i samo zjawisko po prostu w ich przypadku nie zachodzi, bo nie jest ono ważne dla mózgu. Świadomy umysł wybiera tylko to, co selekcjonuje automatyczny proces widzenia świata. Tak więc jeśli nie chce się dostrzec synchroniczności lub nie ma ona dla człowieka wartości, mózg eliminuje to zjawisko ze świadomości. Jednak w urojeniach przebiega to zupełnie inaczej. Ludzie mający urojenia wierzą, że są częścią jakiegoś specjalnego planu, jaki stworzyła dla nich najczęściej jakaś istota wyższa, jak np. Bóg. Człowiek widzi wówczas oznaki takiego planu w każdym elemencie swojego życia. Często prowadzi też konwersacje z istotą nadprzyrodzoną. Słowem widzi efekt synchroniczności niemalże na każdym kroku. To co odróżnia osobę cierpiącą na urojenia od tych, którzy dostrzegają synchroniczność wydarzeń jest niemożliwość przekonania chorej osoby, że jej myślenie jest błędne. Można pokazać takiej osobie np zdjęcie razem z papieżem Benedyktem lecz jeśli powzięła ona już wcześniej decyzję na podstawie własnego urojenia, że zdjęcie zostało sfałszowane to i tak nigdy w to nie uwierzy, choćby sam papież Benedykt stanął w drzwiach i o takim wydarzeniu zaświadczył. Poglądów i spojrzenia na świat takich ludzi nikt i nic nie zmieni.
Tymczasem sama synchroniczność nie jest niczym innym jak odbiciem naszych myśli w lustrze świadomości. To my jesteśmy ich źródłem i przyczyną a nie jakiś kosmiczny układ, który nieoczekiwanie zaczyna do nas przemawiać. Jednak wiele badań naukowych przeprowadzonych na ten temat wskazuje, że synchroniczność jest w stanie mieć ograniczony wpływ na rozgrywającą się wokół nas rzeczywistość i ten wpływ matematycznie obliczono na ok. 5%. Wnioski takie osiągnięto po przeprowadzeniu eksperymentów, w których ani uczestnicy, ani osoby przeprowadzające eksperyment nie miały dostępu do kluczowych informacji, które by mogły wpłynąć na jego przebieg. Informację tę posiadał tylko główny koordynator eksperymentu, który sam nie uczestniczył w jego przeprowadzaniu, lecz analizował jego rezultaty po zakończeniu zbierania wszystkich danych przez inne osoby (tzw. podwójna ślepa próba). Okazało się wówczas, że w sytuacji kiedy osoba przeprowadzająca eksperyment znała wszystkie informacje na jego temat, jej ciąg myślowy wpływał na końcowy efekt eksperymentu!
Carl Jung tłumaczył to istnieniem w naszym umyśle archetypów, które wpływają tak na umysł jak na środowisko zewnętrzne tworząc zdarzenie synchroniczne. Problemem takiego tłumaczenie jest to, że ludzie naprawdę tworzą zdarzenia synchroniczne, ale nikt nigdy nie widział archetypu. Przeszkodą w uświadomieniu sobie przyczyn synchroniczności jest nasz zorientowany czasowo-przestrzennie umysł, na który ma wpływ coś co istnieje poza tymi wymiarami.
Interesującego doświadczenia w tej dziedzinie dokonał amerykański psycholog Joseph Banks Rhine. Dokonał on obserwacji pewnego hazardowego gracza w kości, który utrzymywał, że swoim umysłem jest on w stanie wpłynąć na ilość wyrzuconych oczek. Badania statystyczne wykazały, że proces myślenia gracza miał rzeczywiście wpływ na osiągany przez niego wynik w ok 5% wszystkich dokonanych przez niego rzutów kośćmi. Taki wynik jest poza granica rachunku prawdopodobieństwa. Gracz wykonał wiele tysięcy rzutów, za każdym razem starając się przewidzieć ostateczny wynik i wpłynąć na niego poprzez proces myślowy. Z czasem jego rękę zastąpiła maszyna, która uniemożliwiała zastosowanie specjalnych technik rzutu, które być może znał badany gracz. Wynik nadal utrzymywał się w granicach 5%. Efektem tych badań było również odkrycie, że znaczenie ma także emocjonalny stan grającego. Podczas ekscytacji tworzenie efektu synchroniczności było znacznie częstsze niż w stanie znudzenia. W laboratorium efekt synchroniczności nigdy nie przekroczył 5% ale w realnym świecie, pełnym ogromnej ilości bodźców liczba ta gwałtownie rośnie. Tak więc mimo, że nie da się tego udowodnić naukowo, synchroniczność jest faktem, który dotyczy każdego z nas i ma w sobie potencjał zmienić nasze życie.









KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

co za zbieg okoliczności. akurat o tym myślałem
by Damian on 16 lutego 2012 o 16:39.
Bez jaj Damian ja też od kilku tygodniu zacząłem się interesować ,,siłą myśli,,…
A konkretnie po obejrzeniu ,,Efektu Motyla,,
który polecam każdemu zafascynowanemu umysłem.
Zastanawia mnie fakt jak człowiek może swoją świadomością wpłynąć na podświadomość skoro podświadomość wie co myślimy? Oraz na odwrót – jak podświadomość może wpłynąć na świadomość? Snem? Nie… to świadomość wie. Jest chyba jeszcze inny sposób.
Jaki? Czekam na propozycje…
by KodarX on 17 lutego 2012 o 16:23.
Tu nie chodzi o wpływ na podświadomość a o wpływ, za pomocą nieznanych mechanizmów mentalnej transmisji, na innych ludzi, na wydarzenia, nawet na świat materialny !
Ps.
Doradzam mentalne przedszkole – naukę mentalnej komunikacji ze zwierzętami, tu doskonałym obiektem badań i obserwacji mogą być np. gołębie.
Przechodzimy równym krokiem obok stadka gołębi na podwórkowym chodniku – I TYLKO OD NASZEGO WEWNĘTRZNEGO MENTALNEGO NASTAWIENIA ZALEŻY REAKCJA GOŁĘBI – JEŚLI JESTEŚMY SPOKOJNI WEWNĘTRZNIE, POGODNI – GOŁĘBIE NIE UCIEKAJĄ , JEŚLI WZBUDZIMY W SOBIE STAN MENTALNEGO NAPIĘCIA, NIE ODBIJAJĄCY SIĘ W JAKIKOLWIEK SPOSÓB NA NASZYM ZEWNĘTRZNYM ZACHOWANIU, RUCHACH CIAŁA, TZW. JĘZYKU CIAŁA, TO MIMO TO GOŁĘBIE NERWOWO UCIEKAJĄ !
To naprawdę fenomenalna synchroniczność
by 34 on 17 lutego 2012 o 22:25.
To że wie, nie oznacza, że nie jest podatna na sugestie – że nie jest skora do współpracy.
by Ela Wolny on 17 lutego 2012 o 19:14.
Więc jest nas trzech, bo ja też nad tym od niedawna główkuje
by gfgf on 17 lutego 2012 o 20:15.
To nie tylko kwestia kontaktu z podświadomością.
Jeśli już mówić o jakiejś mentalnej transmisji to raczej drogą kontaktu z nadświadomością.
Osobiście jako osoba sensytywna, jako uważny obserwator, od lat dostrzegam realne tzw. znaki, nie urojone, zjawiska które można właśnie określić mianem synchroniczności.
Wielka szkoda że współczesna psychologia nie kontynuuje w tym względzie badań klasyków.
Sami wiec musimy stać się zimnymi naukowcami obiektywnie analizującymi zjawisko za pomocą „szkiełka i oka”.
Praca to ciężka, niewdzięczna, poruszamy się bowiem na nieznanym terytorium.
By nie przynudzać w punktach określę swoje życiowe śledztwo, wnioski i wynikającą z nich koncepcję próbującą tłumaczyć źródło zjawiska:
- wyczuwanie czyjegoś spojrzenia, nawet z dużej odległości,
- telepatia ludów pierwotnych, np. australijskich Aborygenów,
- telepatia dnia codziennego (choćby myślimy o kimś, a za chwilkę ten ktoś do nas dzwoni),
- niewidoczna nic łącząca ludzi,
- aura,
- szczegóły budowy aury, łącznik aury ludzkiej z „chmurą”,
- „abyście byli jak jedno”,
- zjawiska towarzyszące odmiennym stanom świadomości (trans, OBE, hipnoza,itp.),
- mityczna kronika Akaszy,
- zdalne widzenie wykorzystywane przez służby,
- jasnowidzenie,
- legendarni magowie potrafiący wpływać na świadomość i postrzeganie rzeczywistości innych ludzi,
- opętania,
- bestia 666,
- zjawiska paranormalne towarzyszące stanom ekstatycznym świętych (lewitacja, światło),
- cuda JHS, cuda świętych,
- „królestwo moje nie z tego świata”,
- cywilizacja miłości,
- tzw. znaki dostrzegane przez wielu, w tym JP2, które są zadziwiającą i realną synchronicznością, występującą bardzo często, choć każda z nich teoretycznie ma krańcowe niskie prawdopodobieństwo zaistnienia,
- to wszystko utwierdza uważnego obserwatora, że istnieje plan pozamaterialny, „duchowy”, który przeplata się ze światem materialnym i wiąże się bardziej z człowiekiem jako zbiorowością niż jako jednostką,
- „Sprawa Andreassonów” – książka opisująca tzw. wzięcie Betty Andreasson przez UFO, i jedna z myśli w przesłaniu do ludzkości – UFO-nauci (kimkolwiek są) wykorzystują zaawansowaną technologię duchową (opartą o ukryte urządzenia) z której … może też korzystać człowiek.
Po prostu nie używają klawiatur, pilotów, bo stosują najpewniejszy i najbezpieczniejszy portal do komunikacji – mózg.
I to tłumaczy też fakt iż na pokładach UFO nigdy nie znajdowano jakichkolwiek urządzeń sterujących.
CDN
by 34 on 17 lutego 2012 o 22:08.
Droga Elu ale w jakim stopniu jest skora do współpracy? Może się okazać że podświadomość jest jak rodzic.
Czasami pomoże ale poparz się lepiej – nie zapomnisz tego do końca życia.
Szczerze to już bym wolał mieć coś takiego jak Smeagol – rozmawiać otwarcie z samym sobą, z tym jednym wiecznym ,,ja,,, które można uznać za podświadomość i/lub duszę.
by KodarX on 17 lutego 2012 o 22:24.
Najgorsze gdy całe życie boisz się tego rodzica, bo wymyśla non stop kolejne rozżarzone piece, żebyś miał co pamiętać.
I tu tak, najlepsza jest poważna rozmowa z samym sobą, z „ja”, czy z „duszą”. Ale lepiej, nawet milczące, za to akceptujące, pełne miłości zrozumienie.
by Ela Wolny on 18 lutego 2012 o 8:01.
Zjawisko mi znane jednak nie spodziewałbym się, że zostało odkryte,a tym bardziej przez Junga.
Świetny artykuł.
by TheLovePolice on 18 lutego 2012 o 13:14.
Cóż więc powinno być naszym celem ?
Co może być bardziej godne naszych starań, wysiłków, naszych cierpień, wyrzeczeń ?
http://infra.org.pl/wiat-tajemnic/jasnowidze-i-proroctwa/168-noc-czerwonego-nieba-przepowiednie-apacza
„- Prowadzenie uduchowionego życia we współczesnym świecie jest najtrudniejszą ze
wszystkich dróg – dodał wkrótce. To ścieżka bólu, izolacji, ale też jedyny
sposób na to, aby nasza Wizja stała się rzeczywistością. Zatem prawdziwym
wyzwaniem jest żyć według filozofii Ziemi wśród ludzi. Nie posiadamy kościołów i
świątyń, gdzie musielibyśmy szukać spokoju, bo nasze świątynie znajdziemy w
głuszy. Nie ma przywódców religijnych, bo u nas ich rolę spełniają nasze serca i
Stworzyciel. Jest nas niewielu. Tylko kilku mówi w naszym języku i rozumie to,
jak żyjemy. Musimy zatem pokonywać tą ścieżkę w osamotnieniu, gdyż każda
wyprawa, każda wizja, jest wyjątkowa. Musimy jednak wejść do społeczeństwa, bo
nasza wizja zginie, gdyż człowiek nie żyjący swą wizją jest jakby umarły za
życia.
Rozmowa ustała na dłuższy czas. Pozostałem znowu sam z mymi myślami i
wątpliwościami. Nie chciałem żyć w społeczeństwie, gdyż moim domem była dzika
przyroda, moja miłość, moje życie i duch. Nie wiedziałem czemu człowiek nie może
żyć wedle praw natury, z dala od problemów społeczeństw. Nie czułem presji ani
nie znajdowałem powodu, dla którego miałbym wrócić do tego, co nauczyło mnie
życie w społeczeństwie. (…)
- Ale Dziadku – powiedziałem – czy nie wystarczy być szczęśliwym i w pełni
korzystać z życia?
Po dłuższej chwili milczenia, odpowiedział.
- Nie wystarczy, aby człowiek był szczęśliwy w swym ciele, bo musi być też
szczęśliwym w duchu. Bez takiego szczęścia i błogosławieństwa życie jest
płytkie. Kiedy nie doszukuje się Ducha, życie warte jest swą połowę i jest
puste.
Życie duchowe to nie spędzanie godzin, dni, czy tygodni w oddawaniu czci, ale
poszukiwaniu cząstek ducha w każdej chwili dnia.
Pytam was zatem: Czy ludzie ci poszukiwali duchowego oświecenia czy
błogosławieństwa? A może poddali się i wiedli życie, które było niczym innym jak
ciągłą pracą?
Dawana im była każdego dnia szansa, tak samo jak wam dany zostanie wybór, czy
chcecie poszukiwać Ducha czy zrezygnujecie z tego na rzecz bezowocnej pracy.
Wynik będzie w tym przypadku zawsze jednaki: zapomniane sny zapomnianych ludzi
leżących w zapomnianych grobach.
Nie jest ważne, aby każdy was zauważał lub pamiętał, ale aby pracować blisko
Stwórcy i wpływać w pozytywny sposób na świadomość wszechobecnego Ducha i w ten
sposób zbliżać świadomość ludzką do świadomości Stworzyciela.
(….)
Wtedy właśnie zrozumiałem jeszcze bardziej sens tego, czego starał się on mnie
nauczyć. Zdałem sobie sprawę, że powinienem żyć w taki sposób, jakbym miał
następnego dnia już nie istnieć. Nikt nie może być bowiem pewien tego, co się
wydarzy – tak, jak ów 12-letni chłopiec. Musimy więc żyć pełnią życia – w swym
ciele, ale co najważniejsze, i w duszy. Nie jest ważne, aby wszyscy wokół
wiedzieli kim jesteśmy, ale abyśmy dokonali pozytywnej zmiany w ziemskiej sile
życia, a przez to odnaleźli duchowy spokój i zetknęli się ze Stwórcą.
Usiadłem przy ognisku i odprężyłem się, wciąż rozmyślając o opuszczonym grobie.
Dziadek także usiadł przy ognisku, zamknął oczy, ale wiedziałem, że nie śpi. W
świetle płomieni wydawał się być kimś więcej aniżeli tylko człowiekiem. Potem po
cichu nachylił się i odpowiedział na wiele pytań, które pojawiły się w mojej
głowie. Czasem jego zdolności do czytania w myślach były irytujące i denerwował
mnie fakt, iż wie, co jest w mojej głowie.
- Czy obserwowałeś kiedykolwiek stado biegusów na plaży, jak unoszą się na
falach i gdy odnosi się wrażenie, że to nie pojedyncze ptaki, ale jeden organizm
poruszający się na wodzie jak niepodzielna jednostka? Gdy podrywają się do lotu
ich jedność staje się jeszcze bardziej zadziwiająca. W jednej chwili zwracają
się w danym kierunku, a potem niespodziewanie stado przybiera nowy kurs – mówił.
Jeśli przyjrzeć się im z bliska zauważymy, że żaden z ptaków samodzielnie nie
podejmuje decyzji o odwrocie, ale zdaje się, że to Duch – zbiorowa świadomość,
nieustannie przepływa przez stado. Gdy widzimy je z oddali, całe stado wydaje
się być jednym zwierzęciem, jednym organizmem o jednej świadomości, zarządzanym
przez grupę i kierowanych duchem wszystkich jego członków. Ta sama świadomość
wypełnia człowieka, Przyrodę i Ziemię. Nazywamy ją „wszechobecnym Duchem” albo
„siłą życia”.
Przypuszczam, że – mówił dalej – istnieje jeden ptak, który tworzy myśl i która
manifestuje się następnie u wszystkich innych.
Jednostka ta wychodzi poza siebie i staje się tym samym, co całość.
Tak też dzieje się, iż ptak porusza się w grupie, a grupa w jednym ptaku.
Nie pytaj zatem jak możesz wpłynąć w pozytywny sposób na siłę życia, bo ten sam duch, który jest w ptakach znajduje się także w tobie.
Jedna osoba, jedna idea, jedna myśl jest w stanie zawrócić społeczeństwo z drogi
destrukcji, jaką dziś obiera.
Pytaniem nie jest to, czy uczynimy różnicę, gdyż wszyscy ją czynimy, każdy z nas
na swój sposób.
To właśnie ta różnica jest istotna.
- Jeśli zatem żyjemy blisko z Duchem, szukamy duchowej przyjemności w jedności, wpłynie to ostatecznie na wszystko wokół – powiedziałem, choć zabrzmiało to
bardziej jak kolejne pytanie.
- To nie wystarcza – odpowiedział.
Poszukiwanie ducha samemu, na szczeblu osobistym jest egoizmem, zaś ci, którzy
szukają duchowych królestw dla siebie nie pracują dla zmiany wszechobecnego
Ducha.
Oni oddalają się, uciekają od odpowiedzialności i używają swej wiedzy dla swej
własnej gloryfikacji.
Ale człowiek uduchowiony musi pracować dla pierwszorzędnej idei, znacznie
bardziej szlachetnej od wywyższania siebie, aby móc wpłynąć na ducha, który
zmieni kurs prowadzący do zniszczenia rodzaju ludzkiego.
Siedziałem przez długi czas w nocnej ciszy, starając się desperacko zrozumieć
to, o czym Dziadek przed chwilą mi powiedział.
Reasumując, samodoskonalenie się w duchu nie wystarczało.
]
Liczył się wkład w duchowe oświecenie ludzkości.
Praca dla samego siebie, osamotnienie w poszukiwaniu ducha, jest ucieczką od
odpowiedzialności.
Dziadek mówił, iż osoba uduchowiona musi czerpać wiedzę i myśl od Ziemi i
wprowadzać ją do współczesnego społeczeństwa.
- Prowadzenie uduchowionego życia we współczesnym świecie jest najtrudniejszą ze
wszystkich dróg – dodał wkrótce.
To ścieżka bólu, izolacji, ale też jedyny sposób na to, aby nasza Wizja stała
się rzeczywistością.
Zatem prawdziwym wyzwaniem jest żyć według filozofii Ziemi wśród ludzi. Nie
posiadamy kościołów i świątyń, gdzie musielibyśmy szukać spokoju, bo nasze
świątynie znajdziemy w głuszy. Nie ma przywódców religijnych, bo u nas ich rolę
spełniają nasze serca i Stworzyciel. Jest nas niewielu. Tylko kilku mówi w
naszym języku i rozumie to, jak żyjemy. Musimy zatem pokonywać tą ścieżkę w
osamotnieniu, gdyż każda wyprawa, każda wizja, jest wyjątkowa. Musimy jednak
wejść do społeczeństwa, bo nasza wizja zginie, gdyż człowiek nie żyjący swą
wizją jest jakby umarły za życia”.
by 34 on 22 lutego 2012 o 1:24.