2012 19
Największy przyjaciel Niemców
Ojciec amerykańskiego programu kosmicznego – Wernher von Braun – był jednocześnie jednym z najbardziej zasłużonych naukowców w służbie hitlerowskich Niemiec. Ten fakt, był jednak przez lata ukrywany i niewielu Amerykanów zdawało sobie sprawę z niezbyt chwalebnej przeszłości bohatera podbojów kosmicznych.
Podobnie działo się z innymi niemieckimi naukowcami, którym po przyjeździe do Stanów zmieniano życiorysy i usuwano ślady współpracy z faszystami. Najbardziej zasłużoną osobą niosącą pomoc wymykającym się sprawiedliwości byłym hitlerowcom był John J. McCloy. Utrzymywał on wiele oficjalnych kontaktów z Niemcami jeszcze przed wojną a także podczas jej trwania, zanim przystąpili do niej Amerykanie. Był on wpływowym członkiem zarządu City Bank, największego kredytodawcy III Rzeszy. To dzięki McCloyowi nigdy nie zbombardowano dróg prowadzących do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, po to by powstrzymać transporty z nowymi więźniami. Uważał on, że taka akcja byłaby bardzo niebezpieczna dla amerykańskich bombowców, atakujących teren gęsto naszpikowany obroną przeciwlotniczą. W rzeczywistości było wręcz odwrotnie. Amerykańskie wyprawy bombowe startujące z włoskiej Foggi często mijały na swojej drodze obóz w Auschwitz, nie niepokojone przez Niemców. Kiedy ponowiono prośbę, aby zbombardować choćby tylko krematoria na terenie obozu, McCloy znów wkroczył do akcji, uznając, że byłoby to tym razem zbyt niebezpieczne dla więźniów.
Gdy świat w końcu ze zgrozą dowiedział się o skali mordów jakie miały miejsce w Auschwitz, przyciśnięty do ściany McCloy dawał do zrozumienia że nie miał z zakazem bombardowania obozu nic wspólnego, bo wykonywał polecenia samego prezydenta Roosvelta sugerując przy tym, że jest on antysemitą. Stwarzał wrażenie, że pozycja Asystenta Sekretarza Wojny nie pozwalała mu na wydawanie bezpośrednich rozkazów i że mógł jedynie sugerować dowódcom podjęcie lub zaprzestanie jakiejś operacji wojskowej. Jednak np. gen. Jacob L. Devers bez problemów przystał na sugestię McCloya, aby ominąć i tym samym oszczędzić niemieckie miasteczko Rothenburg ob der Tauber. Po wojnie wdzięczni mieszkańcy miasteczka przyznali McCloyowi tytuł honorowego obywatela. Mimo jawnej sympatii do Niemców – choć być może właśnie z tego powodu – John J. McCloy został mianowany Wysokim Komisarzem do spraw Niemiec i pomagał niemieckiej elicie – często byłym członkom NSDAP – bezpiecznie przesiedlić się do USA.
Protegowanym McCloya był Allen Dulles – prawnik reprezentujący hitlerowski Schröder Bank. Podczas wojny Dulles był grubą rybą w OSS – ówczesnym amerykańskim wywiadzie wojskowym. Po wojnie OSS rozwiązano i na jej miejsce stworzono CIA, której Dulles został dyrektorem. Zaprzyjaźniony z McCloyem, dzięki pozycji w Agencji, stał się niezwykle przydatnym pomocnikiem w wybielaniu faszystowskich życiorysów. To, co dodatkowo łączyło McCloya z Dullesem była wspólna nienawiść do prezydenta Kennedy’ego. Ironią losu było to, że po tragicznej śmierci prezydenta w Dallas, obaj przyjaciele zasiedli w tzw. Komisji Warrena, powołanej by zbadać wszelkie okoliczności zamachu na głowę amerykańskiego państwa. To McCloy wraz z Dullesem przeforsowali pogląd, że za zamachem stoi Harvey Oswald, który miał działać w pojedynkę, bez udziału jakiejś szerszej konspiracji przeciwko Kennedy’emu.
John J. McCloy funkcję Wysokiego Komisarza do spraw Niemiec utrzymał aż do 1952 roku, kiedy to utworzono Republikę Federalną Niemiec. Nowa niemiecka republika powstawała pod jego okiem i nadzorem, a McCloy masowo uniewinniał hitlerowskich aparatczyków. Uniewinnił także Ernesta von Weizsäckera, SS-mana, ambasadora III Rzeszy przy Watykanie. Jego syn Richard, kiedy został niemieckim prezydentem, przyznał McCloyowi honorowe niemieckie obywatelstwo.
John J. McCloy do końca życia pozostał jedną z najbardziej wpływowych osób w USA i nigdy nie wnikano w motywy jego sympatii do Niemców.










KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

Ręce opadają jak się czyta coś takiego…
W sumie to po wyjęciu brzydkich wyrazów które cisną mi się na usta zostają tylko spójniki więc kończę mą wypowiedź…
by michalc on 19 stycznia 2012 o 19:33.
brak słów.. udusiłbym takiego gołymi rękami
by Damian on 21 stycznia 2012 o 11:36.
Oko za oko uczyni tylko ten świat ślepym…
Ja tam bym wolał żeby takie skurczysyny już dożywotnie pracowali dla ich ofiar i społeczeństwa. Myślę że taki rodzaj kary byłby najlepszy aby mogli to jakoś odpracować a nie żeby siedzieć bezczynnie za kratami. tacy ludzie (i nie tylko) powinni pracować na siebie, swoje ofiary i społeczeństwo a nie żebyśmy to my na nich robić musieli ażeby oni mogli spokojnie siedzieć w ciepłej celi i na śmierć czekać… to jest dopiero wał z tym więziennictwem… Zamiast wykorzystać jakoś te rzesze przestępców i bandytów żeby coś robili to tymczasem my na nich musimy robić!
by Diko on 22 stycznia 2012 o 21:16.
ale krzywe akcje, prosze zauważyć jak to i te wszystkie osobysą powiązane
by Antek on 14 lutego 2012 o 18:11.