2011 28
Czarna owca

Spontaniczny samozapłon nie jest zjawiskiem nowym. W angielskim żurnalu z 1800 roku, opisano wydarzenie jakie miało miejsce 10 kwietnia 1744 roku, w Ipswich (hrabstwo Suffolk).
Grace Pett była 60 letnią, żwawą żoną rybaka z Ipswich. Nic nie zapowiadało, że 10 kwietnia 1744 roku skończy się dla niej tragicznie. Zwłaszcza, że przyjechała do niej w odwiedziny córka z Gibraltaru i obie panie celebrowały tą okazję długą nocną rozmową, zaprawianą sporą porcją ginu. Mąż Grace Pett był w tym czasie na morzu.
Córka – być może zmęczona długą podróżą, a być może nadmierną ilością wypitego ginu, pierwsza wstała od stołu i położyła się do łóżka matki, gdzie obie miały spędzić noc. Grace Pett w połowie już przebrana do snu, postanowiła się jeszcze tylko wybrać w miejsce, gdzie król piechotą chodzi – co robiła każdej nocy o tej samej porze.
Jej córka obudziła się nad ranem i od razu zauważyła, że matki nie ma w łóżku. Zerwała się na równe nogi i wybiegła z sypialni by po chwili znaleźć spopielone zwłoki matki na podłodze kuchni. Jedyne co po niej zostało to łydki i stopy. Drewniana podłoga izby była nietknięta przez płomienie. Wg córki ubranie jakie miała feralnej nocy na sobie jej matka, nie mogło dać płomieniom wystarczającej pożywki by spalić ciało nieszczęsnej Grace Pett doszczętnie.
Żona rybaka nie miała najlepszej opinii w okolicy i sąsiedzi uważali ją za złośliwą wiedźmę. Po sąsiedzku mieszkał farmer o nazwisku Garnnham, który hodował owce. Jedna z owiec zachowywała się dziwnie i niezrozumiale i farmerowi powiedziano, że ktoś rzucił na owcę zły urok. Wiadomo oczywiście kogo posądzono o taki niecny czyn. Farmerowi zalecono żeby czym prędzej spalił owcę i przez to pozbył się złych czarów. On jednak tylko żachnął się, wyśmiał cały pomysł i poszedł spać. Jego żona jednak nie spała i kiedy upewniła się że jej mąż chrapie, wymknęła się chyłkiem z sypialni, odnalazła czarną owcę i kazała parobkowi… ją spalić. W tym samym momencie miała spłonąć także nieszczęsna Grace Pett.
Ale to nie koniec tej historii. Jak donosi żurnal, oględziny spalonej owcy wykazały, że zwęgliła się cała oprócz nóg, co skojarzono ze stopami i łydkami żony rybaka, które przetrwały spontaniczne samospalenie. (!) Później okazało się, że nieszczęsną owcę przyszpilono do ogniska widłami, żeby nie uciekła z płomieni…
Ufff… Może rzeczywiście nie żyjemy w perfekcyjnym świecie, ale takie wieści z przeszłości przywracają nieco trzeźwości w myśleniu o powrocie do natury i co za tym idzie także zabobonu. Faktem jednak jest, że w magazynie zarejestrowano autentyczny, klasycznie wyglądający przypadek spontanicznego samospalenia, co potwierdza, że to tajemnicze zjawisko istniało już w przeszłości.









KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

Może miała wiatry a do kibelka szła ze świeczką ?
by Kris on 28 listopada 2011 o 22:14.