Tuesday, May 22nd 2012
lis
2011
12

Spontaniczny samozapłon


Co jakiś czas do serwisów informacyjnych trafia wiadomość o tym, że ktoś – bez żadnych, wyraźnych powodów – nieoczekiwanie stanął w płomieniach. Zjawisko takie nazywane jest spontanicznym samozapłonem i jest słabo zbadane przez naukę. Wiadomo o nim jedynie to, że samozapłon związany jest ze zmianą chemiczną w organizmie człowieka, które może nastąpić u każdego w dowolnym momencie.

Ostatni głośny przypadek spontanicznego samozapłonu miał miejsce we wrześniu tego roku (2011) w Irlandii. Znaleziono wówczas zwęglone ciało starszego mężczyzny, który stanął w płomieniach leżąc w swoim łóżku, z głową blisko piecyka. Prowadząca śledztwo policja uznała jednak, że ten fakt nie miał związku z tym wydarzeniem i nie był ani przyczyną, ani nawet jednym z elementów, które mogły doprowadzić do spontanicznego samozapłonu. W tym przypadku płomień był tak intensywny, że nadpalił także podłogę pod mężczyzną i sufit bezpośrednio nad nim. Reszta pomieszczenia pozostała nietknięta.

Po raz pierwszy przypadek spontanicznego samozapłonu opisano w historycznych annałach w 1400 roku, i dotyczył on włoskiego rycerza zwanego Polonus Vorstius (swojska nazwa jak na Włocha), który znany był z tego że lubił wino, kobiety i śpiew (co dodatkowo każe przypuszczać, że jego korzenie były nad Wisłą). Któregoś dnia Polonus popił tęgo szczególnie mocnego wina, które mu w końcu zaszkodziło. Rycerzem targnęły torsje i zaczął gwałtownie wymiotować bardzo intensywnym… ogniem, wprowadzając swoich współbiesiadników w zdumienie, bo wino pili wszyscy i tylko Polonusowi zaszkodziło w tak niezwykły sposób.

Polonus nie był jedynym przypadkiem osoby szlachetnie urodzonej, która stała się ofiarą spontanicznego samozapłonu. Żyjąca w XVIII w. hrabina Cornelia Di Bandi, pewnego dnia o świcie była właśnie w połowie drogi pomiędzy swoim łóżkiem a oknem, gdy nagle zamieniła się w płonącą żagiew. Płonęła tak gwałtownie, że z jej zwęglonego ciała zostały jedynie łydki i trzy palce. Hrabinie zrobiło się gorąco w łóżku nad ranem, ale stanęła w płomieniach zanim dotarła do okna, które bez wątpienia chciała uchylić. W pokoju paliły się tej nocy dwie łojowe świece, które także spłonęły, ale ich knoty pozostały nienaruszone. Cały pokój pokryła sadza. Na stole leżał chleb, który otrzepano z sadzy i rzucono psom do zjedzenia, ale psy nie chciały go ruszyć, co wprawiło i tak zadziwionych świadków tego co się stało, w dodatkowe zdumienie.

W latach 70-tych we Francji mieszkała – wraz ze swym mężem i synem – pani Ginette Kazimierczak. Któregoś dnia obaj panowie (ojciec i syn) nie wrócili na noc do domu co zmartwiona Ginette zgłosiła na drugi dzień na policję. Przez kilka następnych dni nie wychodziła z domu i wreszcie odwiedził ją zaniepokojony tym sąsiad. Wewnątrz znalazł jej zwęglone zwłoki, z których nietknięte płomieniami pozostały tylko nogi. Nic więcej w jej mieszkaniu nie nosiło śladów pożaru.

W 1967 roku, pasażer jednego z londyńskich autobusów dostrzegł przez okno słup błękitnego ognia, na korytarzu mijanego przez siebie budynku. Wysiadł na następnym przystanku i niezwłocznie zawiadomił straż pożarną sądząc, że widział wybuch instalacji gazowej. Kiedy strażacy dotarli na wskazane miejsce, znaleźli zwłoki bezdomnego mężczyzny z przeciętym podbrzuszem z którego wydobywały się błękitne płomienie.

W 1725 roku, dozorca paryskiej gospody postawił cały zajazd na nogi, gdy poczuł w budynku dym. Okazało się, że jedyny pożar jaki miał miejsce wydarzył się w kuchni dozorcy, gdzie znaleziono kompletnie zwęglone zwłoki jego żony. Żona dozorcy gotowała właśnie obiad, gdy stanęła w płomieniach. Mimo, że jej ciało zamieniło się w popiół to drewniana łyżka w jej rękach pozostała nietknięta przez płomienie, podobnie jak słomiana mata na której stała. Dozorca został oskarżony o morderstwo, jednak został wkrótce uniewinniony, gdy sędzia uznał przypadek spontanicznego samozapłonu za zrządzenie boskie.

W miejscowości St. Petersburg na Florydzie, właścicielka kamienicy czynszowej robiła obchód swojego budynku, gdy zauważyła, że klamka jednego z mieszkań jest niezwykle gorąca. Mieszkanie wynajmowała Mary Reeser, która jednak nie odpowiadała na natarczywe pukanie właścicielki domu. Wyważono w końcu drzwi i w mieszkaniu znaleziono zwęglone zwłoki lokatorki na również zwęglonym dywanie. Stało na nim także krzesło i stół, które pozostały nietknięte przez płomienie, podobnie jak stos gazet leżących tuż obok skraju dywanu. Spontaniczny samozapłon przetrwała także stopa Mary Reeser oraz jej czaszka, która wg niektórych świadków skurczyła się do wielkości filiżanki.

Jack Angel pozwał do sądu producenta wodnych bojlerów, żądając 3 mln. dolarów zadośćuczynienia za poparzenia jakich doznał, w wyniku awarii urządzenia. Doktor, który dokonywał oceny stanu poparzenia Jacka zauważył jednak, że poparzenia pochodzą z wewnątrz jego ciała, a nie z zewnątrz. Wzięty w krzyżowy ogień (sic!) pytań, Jack przyznał się w końcu, że obudził się którejś nocy ze strasznymi poparzeniami na całym swoim ciele. Przypadek Jacka uznano za jedyny, w którym ofiara spontanicznego samozapłonu przeżyła to niezwykle wydarzenie.

Kolejną ofiarę samozapłonu znaleziono w Nowym Jorku. Mężczyzna doszczętnie spłonął podczas oglądania serialu „The Twilight Zone” („Strefa zmroku”). W prasie, która poinformowała o tym przypadku nie podano jaki odcinek serialu oglądał.

Istnieje jeden przypadek spontanicznego samozapłonu, który był obserwowany przez świadka. Mężczyzna, który opiekował się swoją chorą psychicznie córką, kątem oka zauważył słup ognia, który na sekundę pojawił się w drzwiach jej pokoju. Mężczyzna natychmiast pobiegł zobaczyć co się stało i znalazł swoją córkę w płomieniach. Siedziała cicho na krześle i nic nie wskazywało na to, że płomienie sprawiają jej ból. Zszokowany ojciec zaczął gasić ogień i sam dotkliwie poparzył sobie dłonie. Po tym wydarzeniu jego córka zapadła w comę i wkrótce zmarła.

Mimo, że przypadki spontanicznego samozapłonu zdarzają się z zadziwiającą regularnością, zjawisko to wymyka się naukowemu wytłumaczeniu i wciąż zadziwia swoja niezwykłością, gwałtownością i grozą, gdy płomienie zamieniają ludzkie ciało w kupkę popiołu jednocześnie pozostawiając wszystko dookoła ofiary w stanie nienaruszonym.

  • Blip
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Flaker
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
advert

Podobne Wpisy

4 Comments on “Spontaniczny samozapłon”

  1. Doprawdy dziwne zjawisko .
    Pierwsze glupie skojarzenie to palic sie ze wstydu ;)

  2. Jak wynika z tekstu, zagadnienie samozapłonu to nieustannie pytania bez odpowiedzi. Najbliższy rozwiązania tej zagadki jest dr Zhiyu Hu, zajmujący się badaniem nad nowymi metodami pozyskiwania energii.
    W 2005 roku w czasie eksperymentu, polegającego na reakcji katalitycznej przebiegającej w nanoskali, z użyciem cząstek platyny oraz metanolu i włókien bawełny – oczywiście bez zewnętrznego zapłonu – doszło do samozapłonu. Dr Hu nie opublikował szczegółów tego eksperymentu, gdyż w grę wchodzi nowy, tani sposób pozyskiwania energii.
    Energia, jaką uzyskuje człowiek, by funkcjonować, to podobno 20% możliwości. Przy niezbyt wielkiej zmianie warunków zewnętrznych i użyciu pierwiastków śladowych może dojść do gwałtownej reakcji termicznej – tak twierdzi dr Hu.
    Więcej info: http://nanoscale.ornl.gov/people/zh.html

  3. tylko po co tak daleko szukać?! Dlaczego nie napisaliście o 1,5 rocznym dziecku Koło Kielc? To było całkiem niedawno! Tutaj można przeczytać: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/kiedy_czlowiek_zamienia_sie_w_ogien_14233.html

  4. Za samospalenie, odpowiedzialne jest kundalini.

Dodaj komentarz

advert