2011 30
Zaginiony krążownik i psychologia

W listopadzie 1941 roku, na Oceanie Indyjskim, dwa wrogie okręty zwarły się ze sobą w śmiertelnych zapasach. Pierwszy z nich był dumą australijskiej floty, nazywał się HMAS Sydney i był lekkim krążownikiem, a drugim niemiecki krążownik pomocniczy HSK Kormoran. Niemiecki krążownik w niczym nie przypominał okrętu wojennego, bo był statkiem handlowym na którego pokładzie ukryto ciężkie działa. Jego zadaniem było udawanie zwykłego frachtowca i topienie alianckich statków handlowych. Kormoran nie miał pancerza i w starciu z nowoczesnym Sydney teoretycznie był bez szans. Niemiecki kapitan jednak do końca zachował zimną krew. Kazał wywiesić holenderską banderę, a także banderę informującą o problemach technicznych na statku. Niczego nie przeczuwający Sydney zaczął podchodzić coraz bliżej, chcąc prawdopodobnie dobić do burty statku i sprawdzić dokładnie jego tożsamość. Był to fatalny w skutkach błąd. Nagle Kormoran z najbliższej odległości bluznął w stronę australijskiego okrętu salwą swoich ciężkich dział. Sydney stanął w płomieniach, ale zdołał jeszcze odpowiedzieć ogniem. Po chwili oba okręty zniknęły pod powierzchnią wody. Z Kormorana uratowała się na szalupach większość załogi, ale z Sydney nie przetrwał nikt. Był to najczarniejszy dzień australijskiej floty, bo w jednej chwil wraz z okrętem na dno Oceanu Indyjskiego poszło 645 marynarzy…
Uratowana niemiecka załoga wkrótce znalazła się w niewoli i Australijczycy poddali Niemców szczegółowym przesłuchaniom, aby ustalić szczegóły starcia, a przede wszystkim odnaleźć miejsce ostatniego spoczynku swojego okrętu. Miejsce to wskazało co najmniej 70 marynarzy z Kormorana. Problem polegał na tym, że każdy pytany podawał jakiś inny punkt, a wszystkie razem pokrywały obszar wielkości setek mil. Uznano wówczas, że Niemcy kłamią i miejsce w którym spoczął Sydney pozostało tajemnicą, wokół której narosło wiele legend.
W 1990 roku, całą sprawą zainteresował się psycholog poznawczy Kim Kirsner, który do współpracy zaprosił innego psychologa – Johna Dunna. Obaj przyjęli zupełnie inne podejście wobec problemu uznając, że Niemcy nie tyle kłamali, co szczegóły wydarzenia zaczęły zacierać się w ich pamięci. Wielu niemieckich marynarzy podawało pozycję zatopionego okrętu na podstawie tego, co usłyszeli od innych członków załogi. Wszystko to przypominało australijskim psychologom doświadczenie przeprowadzone w latach 30-tych przez brytyjskiego prof. psychologii Frederica Bartletta.
Bartlett użył do swego doświadczenia historię pochodzącą z indiańskich legend, której narracja różniła się od typowej narracji angielskiej. Historia ta, o tytule „Wojna Duchów”, została głośno przeczytana testowanej grupie. Po zakończeniu czytania każdy z testowanych miał opowiedzieć o czym była ta historia. Kilka dni później, już bez ponownego czytania, prof Bartlett znów zapytał testowaną grupę aby opowiedziała co pamięta z czytanej wcześniej historii. To samo powtórzył po kilku miesiącach.
Przeczytany fragment brzmiał tak:
” Pewnej nocy, dwóch młodych ludzi z Euglac wybrało się nad rzekę polować na foki i kiedy tam się znaleźli zrobiło się mgliście i cicho. Potem usłyszeli okrzyki wojenne i pomyśleli: „Może to są przygotowania wojenne?”
Jeden z testowanych tuż po przeczytaniu tego fragmentu opowiedział go tak:
„Było sobie dwóch młodych ludzi, którzy poszli na brzeg rzeki. Usłyszeli okrzyki wojenne”
Kilka tygodni później testowany powiedział:
„Były sobie duchy i poszły nad rzekę”
A po kilku miesiącach historia brzmiała:
„Były sobie duchy. Wybrały miejsce, aby walczyć ze sobą”
Prof. Bartlett zauważył, że zmiany w opowieści były typowe i przewidywalne. Opowiadający automatycznie zmieniali elementy historii po to, aby nabrały one w ich głowach określonego sensu, na sposób jaki tworzy to europejski sposób myślenia. Opowiadający tworzył w swojej głowie rodzaj wzorca, do którego przykładał fakty, które dawałyby logiczną zawartość opowiadanej historii.

Kirsner i Dunn postanowili skorzystać z wyników doświadczenia i wniosków Bartletta i zastosować je do odnalezienia miejsca zatopienia HMAS Sydney. Stworzyli oni statystyczny profil i na wykresie umieścili 70 zeznań niemieckich marynarzy. Dla australijskich psychologów szybko stało się jasne, że Niemcy jednak nie kłamali. Drogą eliminacji usuwali z grafu wszystkie informacje, które powstały na skutek błędnego zapamiętywania faktów. Na koniec psychologowie nanieśli na mapę domniemaną pozycję zatopionego krążownika.
Informacje z pozycją okrętu przekazano w 2004 roku Fundacji zajmującej się poszukiwaniem Sydney, jednak nie przyjęto tam rewelacji zdobytych psychologiczną drogą zbyt serio. Fundacja nie zamierzała przeprowadzić poważnych poszukiwań i całą sprawę odłożono na później.
W 2008 roku, na poszukiwanie wraku krążownika wyruszył łowca skarbów David Mearns. Opierał się on na własnych informacjach, instynkcie i sposobach szukania zatopionych statków. Jego wyprawa zakończyla się sukcesem i Sydney po 67 latach wreszcie odnaleziono. Mearns zaznaczył pozycję okrętu na mapie, którą później porównano z punktem, który wyznaczyli psychologowie. Różnica pomiędzy jednym a drugim punktem wynosiła zaledwie 2.7 mili morskiej.









KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

Nic dziwnego. Pamiętacie operacje „Dunaj” w sierpiniu 1968 roku? Żaden z polskich żołnierzy nie miał pojęcia, że właśnie wjechał do Czechosłowacji w ramach jej inwazji przez układ warszawski. To samo stało sie z załogą niemieckiego Kormorana, czy jak mu tam.
by Motyl on 1 października 2011 o 2:31.
Ech !
Gdyby tak samo można byłby ustalić miejsce pochówku Naszych żołnierzy poległych pod Lenino.
Albo wreszcie odkryć akwen na dnie którego Nasi Podwodniacy na ORP Orzeł nadal pełnią Ostatnią Wachtę.
Odnaleźć wszystkie bezimienne mogiły skrytobójczo zamordowanych Ostatnich Polskich Patriotów.
No cóż; w przeddzień Zaduszków miło jest pomarzyć, nieprawdaż ?
Zapraszam do dyskusji : aa2a2@o2.pl
by Iksjusz on 30 października 2011 o 23:05.