2011 1
Spokojnie, to tylko awaria
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna ma na swoim pokładzie załogę nieprzerwanie od 11 lat – od roku 2000. Liczba 11 wg. R Hoaglanda jest jedną z rytualnych liczb NASA. Oczywiście ISS można ustawić w ten sposób, że wszystkie procesy będą zautomatyzowane, ale z drugiej strony, gdyby taka automatyczna kontrola była perfekcyjna, nigdy nie wysyłano by na stację astronautów.
Tak wiec wyobraźmy sobie, że w listopadzie tego roku ewakuowano ze stacji przebywających na niej astronautów i ISS dryfuje na orbicie zdalnie kierowana z Ziemi. Wszystkimi funkcjami na ISS steruje wówczas komputer. Steruje on odpowiednim ustawieniem ogniw fotowoltaicznych, które dostarczają ISS energii. To komputer obraca całą stację, która jest wielkości boiska piłkarskiego tak, aby była ustawiona pod odpowiednim kątem do Słońca. Komputery jednak mają to do siebie, że są kapryśne i od czasu do czasu robią coś nieprzewidywalnego. Nad takim komputerem oczywiście jest w stanie zapanować w ciągu kilku minut odpowiednio wyszkolony informatyk pod warunkiem jednak, że… jest na stacji! Naprawa najczęściej polega na tym, że wymienia się niesprawny moduł na nowy i sprawa jest załatwiona. Jednak ta prosta czynność nigdy nie zostanie wykonana za pomocą zdalnego sterowania. Nie ma się co łudzić, że komputer sterujący stacją będzie działał bezawaryjnie. Powracające do stanu aktywności Słońce może wyłączyć taki komputer dobrze wymierzonym koronalnym wyrzutem masy. Taki CME jest w stanie powyłączać znajdujące się na orbicie satelity i z pewnością nie oszczędzi stacji kosmicznej jeżeli będzie miała pecha znaleźć się w nieodpowiednim miejscu. Żyroskopy, które ustawiają panele słoneczne stacji mają w swojej historii wiele problemów i wymieniano je wielokrotnie dlatego taki scenariusz wcale nie jest grą wyobraźni. Żyroskopy takie wymienia się z zewnątrz i jest to w stanie zrobić jedynie człowiek. Urządzenie jest tak duże, że można go zabrać na Ziemię jedynie wahadłowcem, bo nie mieści się w Sojuzie.
Trudno jest powiedzieć jak długo można zostawić ISS bez załogi na pokładzie. Wydaje się jednak, że nawet kilka tygodni jest wielkim ryzykiem zwłaszcza, że nie wiadomo ile potrwają kłopoty z rosyjskimi rakietami i kiedy wrócą one do służby, by zabrać na swoim pokładzie kolejną zmianę załogi. Pozostawiona sama sobie stacja nieoczekiwanie może stać się spełnieniem przepowiedni Indian Hopi, bo jest systemem niezmiernie delikatnym i musi być konserwowana i sprawdzana 24/7 przez załogę. ISS bez załogi może spaść z hukiem na Ziemię w przeciągu kilku miesięcy i nikt nawet nie będzie w stanie kontrolować miejsca, w które upadnie. Można o tym mówić z całą pewnością bo podobne przypadku – choć nie na tak wielką skalę – miały już miejsce w historii. W taki sposób runęła na Ziemię radziecka wówczas stacja kosmiczna Mir. Była ona znacznie mniejsza niż ISS, a mimo to duża ilość elementów przetrwała przejście przez atmosferę i spadła na teren Australii. Przed Mirem spadło z orbity amerykańskie laboratorium kosmiczne Skylab. Spadająca ISS jest tak potężna, że może siłą swojego uderzenia zniszczyć całe miasto, bo zanim uderzy w Ziemię rozpadnie się na kawałki, które jak szrapnele zniszczą wszystko na swojej drodze na dużym obszarze.

Powstaje więc pytanie czy jest możliwe aby jakiś szalony – w naszym pojęciu – umysł w sposób świadomy chciał doprowadzić do takiej sytuacji? Nie jest to wcale nieprawdopodobne, bo być może NASA została opanowana i jest zarządzana przez członków jakiejś rytualistycznej organizacji! Tak wynika choćby z lektury książek wielokrotnie przywoływanego tu Richarda Hoaglanda, który opisał tego typu możliwość w „Monument of Mars” i w „Dark Mission”, której fragment można przeczytać na NA. NASA niewątpliwie ma coś do ukrycia i niekoniecznie wiedzę na ten temat posiada każdy czy nawet większość członków NASA. NASA tylko pozuje na organizacje cywilną – w rzeczywistości panuje w niej wojskowa dyscyplina. Nikt nie pyta wydających polecenia jaki jest cel ich decyzji. Rozkazy są po prostu wykonywane co z kolei prowadzi nas wprost do przepowiedni Indian Hopi i terminu Błękitna Kachina.
Błękitna gwiazda – o czym wspominałem w poprzednim wpisie – ma symbolizować przejście człowieka z czwartego w piąty świat. Przedstawiający tą symboliczną scenę tancerze Hopi zdejmują w tym momencie maski co ma być metaforą tego, że po wielkiej przemianie człowiek nie będzie już w stanie kłamać. Nawet z ostatnich komentarzy na NA wynika, że panuje podświadoma gotowość. Oczekiwanie na przełomowe wydarzenie, które zmieni nurt historii i stworzy podwaliny pod jakościową zmianę człowieka i jego wejście na wyższy poziom pojmowania świata. Być może jednak ktoś zechce zakłócić ten proces, bo w swoim chorym umyśle wierzy, że jest w stanie odwrócić losy świata. Takich ludzi nigdy nie brakowało i nie raz udawało im się zdobyć rząd dusz i władzę. Być może tacy właśnie ludzie zasiadają w naszych rządach a także w organizacjach takich jak NASA. Być może także ten plan jest ostrożnie wprowadzany w życie od… tysięcy lat przez te same pokolenia ludzi, którzy nie chcą dopuścić do wejścia człowieka na wyższy stopień świadomości. Jak to rozumieć? Ano tak, że doszliśmy (jako ludzkość) do końca pewnego cyklu w fizyce, która jest kształtowana przez ruch rozmaitych ciał niebieskich będących w relacji do centrum galaktyki. Jest to moment opisany nie tylko przez Hopi czy Majów, ale także przez Hindusów w Jugach czy choćby Platona mówiącego o Złotym Wieku i starożytnych Egipcjan nazywających ten moment Zep Tepi i nawiązujących do czasów sprzed wielkiej katastrofy, jakieś 13 tys lat temu. Być może tyle czasu zajęła nam rekonstrukcja cywilizacji, aby znów sięgnąć gwiazd i znów być może stanęliśmy na progu katastrofy, którą kto wie – może potrafimy uniknąć. Ale życie jest zorganizowane w sposób przedstawiony symbolem ying i yang. Zawsze istnieje dobro i zło, światło i ciemność. Dlatego w tym oczekiwaniu na przełom, być może nie będziemy w stanie dostrzec tych złych ludzi, którzy tylko czekają aby w odpowiednim momencie wepchnąć kij w szprychy rozpędzonego roweru. Tacy ludzie istnieją, bo nawet teraz widać ślady ich działalności, gdy robią wszystko by wepchnąć
świat w odmęty szaleństwa. Kryzysy ekonomiczne, katastrofy ekologiczne, rewolucje społeczne, zmiany klimatyczne itd. Wystarczy spojrzeć na to co dzieje się na Bliskim Wschodzie, aby szybko zorientować się, że jest to coś znacznie większego niż tylko gra polityczna, gdzie Syria została zostawiona na sam koniec, wskazując poprzez nawiązanie do Syriusza na rytuał, który jest kultywowany od czasów Sumeru i starożytnego Egiptu.









KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

Pieknie skondensowane wiesci,wiadomosc dobra to to, ze procesu nie da sie zatrzymac wiec Iluminaci,Masoni i pomniejsze grupki maszynerii zla pocą sie bo koniec ich bliski,a my coraz blizej Nowej Atlantydy.
by Maciej Jarosz on 1 września 2011 o 12:12.