Friday, May 18th 2012
lip
2011
23

Krąg zbożowy East Kenett (2) (22.07.11)

.
Hrabstwo Wiltshire wydaje się być bezsprzecznie światową stolicą kręgów zbożowych. Najnowszy powstał na polu East Kenett, Avebury i jest to już drugi krąg zbożowy w tym samym miejscu, w tym roku. Pierwszy powstał w maju.

na podst. cropcircleconnector.com

  • Blip
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Flaker
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
advert

Podobne Wpisy

16 Comments on “Krąg zbożowy East Kenett (2) (22.07.11)”

  1. Piękny! Koronkowa robota:)

  2. Piękny krąg!! Wygląda, jak ozdobny guzik monstrualnych wymiarów ;) )
    Na pierwszy rzut oka można by powiedzieć, że jest „podpisany” półksiężycem, jako symbol islamu, a gdyby do tego miał jeszcze gwiazdę, byłby to symbol Imperium Osmańskiego ;) Albo Ryszarda Lwie Serce ;) Albo naszego rodu szlacheckiego – Leliwa.. ;)

  3. Spróbujcie sobie wyobrazić, że jest to bryła trójwymiarowa. Coś w rodzaju piramidy, a na niej kula jakby czymś przykryta. Ten ostatni element może być zupełnie czymś innym, ale nie będę nic sugerował.

  4. Ładne.

  5. Mam wykształcenie techniczne, a dopiero po sugestii Leona rzeczywiście widzę ją w rzucie… I inaczej już nie mogę – teraz tak patrzę na wszystkie.

  6. Gdzieś czytałem, że pod powierzchnią kręgu, zaraz po jego powstaniu jest zero wilgotności. Normalnie woda została wchłonięta w czasie jego tworzenia. Na dodatek, rośliny nie są połamane, no, może oprocz ruskiego przypadku… i nadal rosną, o ile przetrwają do najbliższego deszczu.
    Akurat ten krąg we wschodnim Kennett to następny matematyczny kształt. Kosmici wreszcie zorientowali się że ludzie to prymitywi i dali nam do rozszyfrowania kolejny kalendarz, tym razem oparty nie na 264/52, ale na bardzo prostym dziesiątkowym systemie. Po prostu trzeba usiąść i policzyć ile pokazuje piórko od gitary.. na oko jakieś ~540. Jak to zinterpretujesz, to już twoja sprawa :-)

  7. Ja tu widzę info, że gdzieś w połowie września na Ziemię zacznie oddziaływać jakiś destrukcyjny czynnik czy to za sprawą kryzysu ekonomicznego, Słońca a może jakiegoś innego ciała niebieskiego.
    Może też chodzić o destabilizację jądra Ziemi.
    Największe nasilenie zjawiska będzie miało miejsce w październiku i listopadzie.

    1. Kilka tygodni temu nad ranem miałem sen z werbalnym komunikatem:

      frank – 7 – 8 zł,

      11 (i towarzysząca temu moja myśl z akcentem zapytania – listopad ?)
      4 (po tej czwórce sen się urwał – obudziłem się).

      Przedwczoraj przed samym obudzeniem miałem silną myśl z którą się obudziłem:

      „powrót gigantów”.

    2. Zaintrygowany zagooglałem przed chwilą i trafiłem na link do chomikuj.pl i książki Jamesa P. Hogana „Powrót gigantów”.

      I cóż znajduję, znajduję zadziwiające, magiczne paranormalne sprzężenie:

      „Nie ma żadnych wątpliwości: nastąpiła znaczna, rozprzestrzeniająca się na zewnątrz destabilizacja jądra.
      Torres spojrzał pytająco na Charisa, ten zaś wyjaśnił:
      – Iscaris zamienia się w nową”.

      Poniżej większy fragment początku tej powieści:

      ” Prolog

      Leyel Torres, dowódca stacji badawczej położonej blisko równika Iscarisa III, przeczytał ostatnią stronę raportu i z westchnieniem ulgi przeciągnął się w fotelu. Siedział przez chwilę, rozkoszując się uczuciem całkowitego odprężenia; czuł, jak oparcie zmienia płynnie kształt, dostosowując się do nowej pozycji ciała. Po chwili wstał, podszedł do stojącego obok biurka stolika i nalał sobie napoju z płaskiej butelki, postawionej na tacy. Chłodny, orzeźwiający płyn szybko usunął znużenie, ogarniające po dwu godzinach napiętej uwagi. Już niedługo, pomyślał. Jeszcze dwa miesiące i pożegnają na zawsze tę jałową, spaloną słońcem skalną bryłę; wnikną w czystą, świeżą, usianą miriadami gwiazd nieogarnioną czarną pustkę, dzielącą ich od domu.
      Powiódł spojrzeniem po wnętrzu pracowni będącej częścią jego prywatnych apartamentów, rzuconych w chaotyczny konglomerat kopuł, pawilonów badawczych i anten, który od dwu lat był im domem. Od dwu lat, miesiąc w miesiąc, te same nużące rutynowe czynności! Trudno zaprzeczyć, że ten fascynujący projekt trzymał ich w ciągłym napięciu, lecz co za dużo, to niezdrowo; jeśli o niego chodziło, nie mógł się doczekać dnia powrotu.
      Podszedł do jednej ze ścian i wpatrywał się przez kilka sekund w jej gładką powierzchnię, po czym rzekł głośno, nie odwracając głowy:
      – Wideopłyta. Tryb transparency.
      W jednej chwili ściana stała się półprzeźroczysta i roztoczył się przed nim wyraźny obraz powierzchni Iscarisa III. Od miejsca, gdzie urywała się gmatwanina konstrukcji i urządzeń bazy, jednostajnie, aż po wyraźnie zakrzywiony horyzont, ciągnęły się szeregi czerwonawobrunatnych turni i garbów, wrzynające się ostro w czarną, aksamitną kurtynę, haftowaną gwiazdami. Wyżej jarzyła się oślepiającym blaskiem ognista kula Iscarisa, napełniając pokój ciepłymi refleksami oranżu i czerwieni. Wpatrzył się w tę dziką pustkę; zapragnął znów spacerować pod błękitnym niebem, wdychać pełną piersią orzeźwiający wiatr. Nie, doprawdy, najwyższy czas wracać! Z zadumy wyrwał go głos dochodzący z nieokreślonego źródła:
      – Marvyl Chariso prosi o połączenie, panie komandorze. Mówi, że to pilne.
      – Przyjmuję – odparł Torres.
      Odwrócił się twarzą do zajmującego większą część przeciwległej ściany ekranu. Po chwili ukazała się na nim sylwetka Charisa, głównego fizyka; mówił z laboratorium pomiarowego obserwatorium. Na jego twarzy malowało się przerażenie.
      – Leyel – zaczął bez wstępów. – Możesz tu zaraz przyjść? Mamy kłopoty… poważne kłopoty.
      Ton jego głosu powiedział Torresowi więcej niż słowa. Jeśli Chariso był tak wzburzony, to musiało się dziać coś naprawdę bardzo złego.
      – Już idę – odparł, kierując się ku drzwiom.
      W pięć minut później znalazł się w laboratorium. Fizyk przyjął go z twarzą zasępioną jak jeszcze nigdy. Podeszli z Torresem do grupy urządzeń elektronicznych, gdzie drugi fizyk, Galdern Brenzor, z ponurą miną wpatrywał się w monitor, na którym migały wykresy i liczbowe dane komputerowe.
      – Wyraźne linie emisyjne w fotosferze – powiedział, kiwając poważnie głową. – Linie absorpcyjne przesuwają się gwałtownie w kierunku pasma fioletowego. Nie ma żadnych wątpliwości: nastąpiła znaczna, rozprzestrzeniająca się na zewnątrz destabilizacja jądra.
      Torres spojrzał pytająco na Charisa, ten zaś wyjaśnił:
      – Iscaris zamienia się w nową. Musieliśmy popełnić jakiś błąd i gwiazda zaczęła się rozdymać. Fotosfera eksploduje. Prowizoryczne obliczenia wskazują, że fala wybuchu dosięgnie nas za jakieś dwadzieścia godzin. Musimy się ewakuować.
      – To niemożliwe… – szepnął Torres, patrząc na niego osłupiałym wzrokiem.
      Uczony rozłożył ręce.
      – A gdyby nawet, niczego nie zmienimy – odparł. – Później będzie czas zastanawiać się, gdzie popełniliśmy błąd. Ale najpierw musimy się stąd wydostać, i to szybko…”

      1. Betelgeza ?

  8. Chociaż nic z tego nie rozumię, super się czyta ;-)

  9. Na przekór wszelkim opiniom (nie pierwszy zresztą raz w życiu) doszedlem do wniosku, że wcale nie czeka nas jakiś poważny ziemski kataklizm. To media nakręcaja spirale strachu, ktora jest komuś wyraźnie na rękę. Jedyne nieszczęście jakie może czekać Ziemię to wojna światowa, ktorą coraz wyraźniej widac na horyzoncie.
    Motyl mam nadzieję, że twoja Arka nigdy nie bedzie musiala pływać :) )) Ale za to może być z niej fajne miejsce na ostre imprezy taneczne :)

  10. Też mam taką nadzieję, a imprezy?
    … już się odbywają : – D
    nie tylko taneczne!

  11. Podoba mi się wniosek Chrisa, bo jednak na wojnę mamy wpływ, może ktoś komuś zwyczajnie doleje jeszcze oliwy do głów i na tyle zmądrzeją, że zmieni to bieg wydarzeń. Co w przypadku kataklizmów jest niemożliwe.

    Spirali strachu nienawidzę i uciekam od niej jak najdalej, co skutkuje tym, że nawet już za bardzo nie wiem co się dzieje w świecie – i tak nie mam na to wpływu więc po co się zadręczać? Wolę iść w górki.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

advert