2011 10
Odkodowywanie świata
W 1989 r. naukowiec Maurice Cotterell, znalazł sposób na obliczenie czasu trwania przebiegunowania magnetycznego na Słońcu. Odkrycie to miało olbrzymie konsekwencje, bo pomogło złamać kod do zrozumienia starożytnych cywilizacji, w których centralną rolę pełniło Słońce. Odkrycie to pozwoliło mu zajrzeć nie tylko w naszą przeszłość, ale także i przyszłość. Maurice Cotterell napisał właśnie swoją najnowszą książkę pt. „Future Science” („Nauka przyszłości”), w której łączy ze sobą naukę z wierzeniami religijnymi udowadniając, że obie te domeny mogą funkcjonować obok siebie nie wykluczając się nawzajem.
Maurice Cotterell rozpoczął swoją edukację od Szkoły Morskiej, gdzie zdobył zawód radionawigatora. Pracował na statkach handlowych i podczas wykonywania czynności nawigacyjnych rozmyślał o rozmaitych dziedzinach życia, w których Słońce pełniło doniosłą rolę. Rozważał zasadność i doniosłość astrologii a także rolę, jaką odgrywają plamy na Słońcu, w jaki sposób się pojawiają, dlaczego starożytne cywilizacje jak np. Majów czy Egipcjan, oddawały cześć Słońcu itd.
Ok. 1986 r. pojął on znaczenie astrologii i zrozumiał w jaki sposób położenie planet wpływa na życie każdego człowieka. To zainspirowało go do dalszych badań. Przyszło mu to tym łatwiej, że funkcję radionawigatora na statku przejęły satelity i Cotterell stanął w obliczu zmiany zawodu. Skończył szkołę handlową i zarządzał finansami jednego z brytyjskich uniwersytetów. Mając do dyspozycji uniwersyteckie komputery postanowił obliczyć rachunek prawdopodobieństwa pojawiania się plam na Słońcu, dzięki czemu udało mu się stwierdzić, jakim cyklom są one podporządkowane.
Długotrwałe obliczenia wykazały, że cykl słoneczny trwa 187 lat i jest częścią dłuższego cyklu trwającego 18139 lat. Te dwa cykle okazały się być rezultatem krótszych cyklów trwających 11.49 roku. Plamy na Słońcu były obserwowane przez wszystkie starożytne cywilizacje.
Cykl powtarzający się co 11.49 roku mieszał się z innym cyklem, które połączone razem tworzyły cykl 187 letni a ten z kolei tworzył ten najdłuższy, ponad 18 tys. letni. Wnioskiem z tych obliczeń było to, że każdy z tych cyklów można było podzielić na podcykle trwające po 3742 lata czyli 1366040 dni. Liczba ta wkrótce okazała się być niezwykle ważna, gdy po wizycie w jednej z bibliotek, w książce na temat astronomii Majów, Cotterell odkrył, że w systemie religijnym tej cywilizacji dokładnie tą liczbę uznawano za liczbę świętą. Oczywiście wciąż czekało na odpowiedź pytanie w jaki sposób Majowie doszli do tej liczby bez użycia supernowoczesnych komputerów, które obliczały tą liczbę dla Cotterella przez wiele tygodni. To zdumiewające odkrycie spowodowało, że Cotterell postanowił przyjrzeć się bliżej kulturze Majów i wyjechał do Meksyku.
Rozumienie świata i praw nim rządzących prezentowane dziś przez Cotterella z pewnością nie zjednuje mu przyjaciół w środowisku naukowym. Akademicy nie są w stanie zaakceptować jego podejścia do nauki. Nadmiar odkryć i znalezienie odpowiedzi na wszystkie (!) pytania, jakie zadaje współczesna fizyka wprawiło świat naukowy w osłupienie. Cotterell zdefiniował jak działa grawitacja, pole magnetyczne, elektryczność na poziomie atomowym i wiele innych zagadnień naukowych. Typowy, ortodoksyjny fizyk, który całe swoje życie spędził na uczelni i nie był w stanie nawet zbliżyć się do odpowiedzi choćby na jedno z tych pytań z pewnością nie będzie traktował przyjaźnie osoby, która otwarcie mówi, że wszystkie te lata spędzone na uczelni i uzyskane na niej tytuły naukowe są oparte w całości na kolosalnym błędzie (!).
Cotterell jest też w stanie wykazać, w którym momencie współczesna nauka skręciła w ślepą uliczkę. Wszystko zaczęło się wraz ze złą interpretacją zjawisk fizycznych w latach 20-30 zeszłego wieku. Jednak aby naprawić ten błąd, nauka musiałaby przyznać się do błędu i cofnąć do momentu gdzie go popełniła, bo wszystko wskazuje na to, że błądzi ona już przez co najmniej 80 lat.
Trudno jednak wyobrazić sobie takie dobrowolne posunięcie ze strony naukowców, bo to wykazałoby, że ich „wiedza” z takim trudem zdobyta – jest niepotrzebna. Byłaby to także kompromitacją nauki, która brnąc w zaślepieniu przed siebie, nie zdołała odkryć jak bardzo błądzi. Zaślepienie nauki wynika z ignorowania dorobku człowieka z przeszłości i Cotterell był w stanie docenić to badając kultury Majów, Inków czy Egipcjan. Niczego sam nie odkrył a jedynie rozszyfrował to, co od dawna było odkryte.
Dla akademików jest to pułapka, bo gdyby nagle zechcieli zmienić swoje podejście do wiedzy szybko staliby się bezrobotni, bo ustałoby finansowanie uniwersytetów, gdyby okazało się, że wszystkie odpowiedzi na ważne pytania są znane i nie ma już czego odkrywać.
Pracując nad nową teorią grawitacji Cotterel znalazł także sposób w jaki można stworzyć fale grawitacyjne a także fale antygrawitacyjne. Zdał sobie wówczas sprawę, że fale antygrawitacyjne spowodują molekularną dezintegrację materii. Aby pojąć ten problem, należy zrozumieć w jaki sposób atomy łączą się ze sobą. Cotterell zauważył, że istnieją trzy rodzaje takich połączeń z czego dwa konwencjonalne i akceptowalne przez akademicką fizykę. Pierwsze z nich jest wiązaniem jonowym w którym dwa jony – pozytywny i negatywny przyciągają się nawzajem. Drugie jest wiązaniem kowalencyjnym w którym atomy posiadają wspólne elektrony. Trzecim wiązaniem jest wiązanie wodorowe, którego nikt tak naprawdę nie rozumie, bo jeśli atomy wodoru mają wspólny elektron, to nie będzie w wiązaniu innych elektronów, bo każdy atom wodoru ma tylko jeden elektron. Atom wodoru jest bardzo prostym atomem. Jest zbudowany z jednego ładunku pozytywnego i jednego negatywnego, nie może więc dzielić ze sobą elektronu bez rozbicia się na dwie części.

Przez jakiś czas panowało w nauce przeświadczenie, że atomy wodoru łączą się ze sobą w jakiś inny sposób. Wg. Cotterela jest to pole grawitacyjne, które umożliwia połączenie się ze sobą atomów wodoru. Tak więc jeśli użyjemy antygrawitacji załamiemy molekularną strukturę w tych połączeniach. Jeśli użyjemy antygawitacji oświetlając nią wodę, molekularne połączenia, które trzymają atomy tlenu i wodoru razem ze sobą – po prostu się rozpadną. Woda zniknie i na jej miejscu powstanie wielka ilość tlenu i wodoru. W praktyce oznacza to możliwość nieograniczonej produkcji wodoru potrzebnego do napędu samochodów i produkcji energii a także jako produkt uboczny tlen, który doskonale wzbogaci naszą atmosferę. Jeśli jednak w tej wodzie będzie pływać ryba czy człowiek to także i on ulegnie dezintegracji. Taka reakcja może być wykorzystana do stworzenia broni znanej z filmów Star Trek.
Cotterell podejrzewa, że zaakceptowanie jego teorii wiązałoby się z powstaniem takiej broni i Rosjanie czy Chińczycy z pewnością nie mieliby oporów aby jej użyć. I jest to jedyny powód który w jakiś sposób tłumaczy niechęć nauki do tak oczywistych odkryć.









KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

od dziecka prześladuje mnie sen o znikającej grawitacji…
by Bea on 10 maja 2011 o 9:12.
Coz. Bardzo ciekaw jestem, kiedy Pan Cotterell pokaze faktyczne zastosowanie swoich odkryc w dzialajacym urzadzeniu. W innym przypadku pozostaje to w sferze bajek, mitow i wierzen. Tak zwana oficjalna nauka, ma przynajmniej to do siebie, ze jej odkrycia daja sie przekuc na dzialajace rzeczy
by Kornik on 10 maja 2011 o 9:43.
Ostatni obrońca zapomnianej wiedzy… Troszkę to naiwne. Zakładając, że jest cień szans na potwierdzenie jego fantazji to znalazłaby się grupa zapaleńców, która z państwowych pieniędzy takie teksty by badała, interpretowała i wcielała w życie (III Rzesza i ZSRR zresztą miewały romanse z szeroko pojętym okultyzmem). Ponadto jeśli dane mocarstwo czymś takim by dysponowało to raczej z innymi by się nie cackało.
by Aleister on 10 maja 2011 o 10:30.
Znów ten upiorny kalendarz Majów powraca na warsztat…. czy poczyniono jakieś postępy w świecie nauki tak uniwersyteckiej jak tej alternatywnej, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego domniemanego końca świata. Myślę,że Maurice nie jest zwolennikiem tej teorii bo przecież nie zadawałby sobie trudu z pisaniem książki,wiedząc że zostanie pochłonięta w otchłani haosu juz tuż tuż…
Pozdro !
by Paul Wasilewski on 10 maja 2011 o 14:59.
Rycerze nie sa az tacy strachliwi, wszak na wyprawy krzyzowe wyruszali bez obaw, ze zapanuje chaos, ktory moze ich zaprowadzic na stos
by Scholastyka on 10 maja 2011 o 15:09.
Bea – kiedy czasamy udaje mi sie osiągnąć „stan nieważkości” problemy życia codziennego skutecznie ściągają mnie na ziemię. Taką grawitację trudno jest pokonać. Kornik i Aleister – jestem zaskoczony waszym uprzedzeniem do człowieka
Na podobnej zasadzie skasowano Teslę i zapewne paru innych. Np na Filipinach facet leje do baku wode i napedza nia samochod, ale większość radosnie krzyczy że to ściema nie ruszając się z fotelika przy kompie, bo przeciez jakby to bylo wszystko naprawdę to na aucie bylyby piekne etykietki znanych firm a jego samego od razu zaprosiliby do Tanca z gwiazdami zeby zatanczyl z Pudzianem. Takich przykladow jest wiele, gdzie wynalazcy tworzacy cos, co narusza status quo sa w najlepszym wypadku ignorowani a w najgorszym znikaja na zawsze z powierzchni ziemi. Zobaczce jak dlugo wmawia się nam ze ropa jest paliwem kopalnym i ze sie sie musi skonczyc mimo, że udowodniono ponad wszelka watpliwosc ze ropa powstaje w wyniku procesu wewnątrz Ziemi i nieustannie się odnawia. Ale bedzie sie to nadal powtarzać tak samo jak to, że w 2012 będzie koniec świata. Jaki koniec swiata??? Co najwyżej symboliczny bo Majowie nie wspominali o zadnym katakliźmie. Schola – wydaje mi sie że rycerzom te wyprawy chyba wyszły bokiem, choć z drugiej strony i tak nie mieli co ze sobą robić….
by chris miekina on 10 maja 2011 o 15:47.
bardzo ciekawe jest to co napisales, a mianowicie, ze nie mieli co ze soba robic?
chocby dzisiejszym rycerzom bez zbroi
ok, nic wiecej nie powiem:) ach ta kobieca wyobraznia
z jednym wiedzieli co zrobic, niczym czarownice na stos…musi za bardzo sie wymadrzal i za heretyka go wzieli, a ze pazernosci konca nie bylo, to inni sie wzbogacali na tym co sie skarbem zowie , a ile dzieki temu lukw historii zalatalismy!
tyle, ze to juz inna bajka i komus moze ona nie przypasc do gustu
by Scholastyka on 10 maja 2011 o 18:37.
Ja na to wszystko ,sobie posłucham Adaggio Albinoniego-uspokaja i pokazuje,że czasy sie zmieniają,że dzisiejsi rycerze nie chodzą w płaszczach skrywających miecz służący do obcinania uszu,ani nawet nie zakładaja blaszanego garnka na głowę,skoro jesteś doskonałą obserwatorką,Scholastyko, tego świata; tutaj, dzisiejszego,obecnego, z całym jego splendorem lub z całym jego parszywym cynizmem, to nagle Cię olśni i zrozumiesz dlaczego dzisiejsi rycerze są tacy mali ;na pozór,dlaczego mają skrzydła zielone…Jeżeli masz jakieś komentarze na temat rycerstwa współczesnego-pozostaję otwarty,lecz-uprzedzam: unikam wszelkiej konfrontacji;Masz to u mnie zaklepane na blachę !
by Paul Wasilewski on 10 maja 2011 o 23:22.
http://www.youtube.com/watch?v=jKtNuLG5jAo&feature=related
Lara jest moją ulubienicą.
by Paul Wasilewski on 11 maja 2011 o 5:00.
Dlaczego ?, Dlatego,że ona wie o czym śpiewa-fenomen poliglotki idealnej po trzykroć conajmniej :
Jeden z najlepszych Caruso:
http://www.youtube.com/watch?v=zYZWbzEmWY0
by Paul Wasilewski on 11 maja 2011 o 5:24.
Adagio zdecydowanie bardziej…..ale to moj wybor…
by Scholastyka on 11 maja 2011 o 16:11.
Wredna sprawa – 80 lat błądzenia to w naszej historii może niezbyt wiele, ale biorąc pod uwagę naukę – to kolosalny czas. I moze sie okazac, ze wszystkie te nagrody Nobla, prestiże itp sa psu na budę, bo udowadniają coś, co tak naprawdę nie może miec miejsca, bo ma błedne założenia. Jesli to, co udowadnia Cotterell jest prawdą, to musimy zrobić gwałtowną woltę i zacząć liczyć od początku. Moze wtedy okazać się, że Tesla, Cremo i inni „zakazani” są jedynymi, ktorzy mają rację , a w nauce trzeba ułożyć kolejną ukladankę.
by GB on 10 maja 2011 o 16:22.
Ta broń z filmu Star trek przekonała mnie.Pozdrawiam Chris!
by psiząb on 10 maja 2011 o 17:22.
Pozdrowienia dla Ciebie rownież Psi Zębie!
by chris miekina on 11 maja 2011 o 1:48.
No i masz! cale wyobrazenie o rycerzach, skrywajacych miecze, ktorymi obcinali uszy, diabli wzieli! Bylo mnie przywolywac do rzeczywistosci? A moglo byc tak pieknie

panowie zrzucili zbroje, pogubili kluczyki do pasow…, miecze zamienili na kierownice a tymczasem Hieronim blaka sie zagubiony w poszukiwaniu …sama nie wiem czego?
Lara spiewa pieknie..jestem pewna, ze gdzies to juz wczesniej slyszalam ….brakuje lecytyny…powtorze sie, ten utwor nie nadaje sie do sluchanai o kazdej porze, choc wiem, ze zaprzeczysz, twierdzac, ze go sluchasz w drodze do pracy
niemniej jednak uwazam, ze muzyka ma ogromny wplyw na czlowieka i „chwile”, w ktorej sluchamy…wole to co „poleciles” mi kiedys…o ile nikt nie pomylil wykonawcow …to polaczenie -Yanni i Clayderman..utwory Claydermana znam od wiekow ale to polaczenie jest cudowne
a co konfrontacji…bez obaw,, znam „swoje” miejsce … nagle mnie olsnilo…o maly wlos a spadlabym z krzesla
nauka…i przyznanie sie do bledow…nauke porownalabym do potrawy badz do drogi
trzeba robic zapasy na zime
kiedy ktos wymysli jakas potrawe, inny dodaje do niej swoje skladniki czyniac te potrawe smaczniejsza
z kolei porownujac ja do drogi….glowna ulica a ilez skrzyzowan , jadac do przodu( na „wsztecnym ” tez mozna) napotykamy coraz to wiecej i wiecej …
tak jak w nauce
gdyby ktos na poczatku nie wymyslil czegos, inny, moze mlodszy z jasniejszym umyslem, moze madrzejszy w danej dziedzinie, moze ktos z innym spojrzeniem i wiedza, dokladal do tego wszystkiego swoje „trzy grosze”…w ten sposob zabobony zamienilismy na medycyne, mamy szpitale, a to co bylo tabu jest dzis powszechnie wiadome a nie mieszkamy w ziemiankach tylko w ladnych domach, jezdzac nie konmi tylko samochodami a nawet latami, niektorzy to nawet bez spadochronu z 10 pietra ale robia to tylko raz!
nauka jest dobrem lezacym na ziemi i dostepnym dla kazdego ale nie wszyscy sie po nia schylaja wiec jesli ktos „odkryl” to co bylo juz odkryte, to dowodzi tego, ze inni przechodzac byli mniej uwazni
szkoda tylko, ze nie kazda nauka idzie ku dobremu…to co ratuje moze tez zabic
ide pikowac te selery
by Scholastyka on 11 maja 2011 o 10:08.
Myślisz, że selery takie odrzywcze? Właśnie pole zaorałem i zastanawiam się
co posadzić. Czarownik mi podpowiada, konopie, tfu.. ziemniaki to jedyna opcja….
Podoba mi sę Twoje porównanie nauki do potrawy lub do drogi, choć nauka to nauka i nie powinna być porównywana do niczego…. no, może jedynie do głupoty.
by Motyl on 12 maja 2011 o 5:52.
Zdecydowanie polecam Ci konopie, czy jak wolisz to nazwac „ziemniaki”, przyszly rok na bank bedziesz mial z glowy i orac nie bedziesz musial… selery uprawia sie nie tylko ze wgladu na ich odzywczosc ale dla walorow smakowych
, nie pozostawiajace zadnych domyslow aczkolwiek niezwykle obrazowe porownanie, a porownanie nauki do glupoty…wybacz, nie do konca rozumiem jak ja mozna porownac do glupoty? 
co do nauki….mialam powod by uzyc bardzo prostego porownania, takiego jakiego uzywa sie w stosunku do dzieci
„ogrodnikowo” zycze milego dnia
by Scholastyka on 12 maja 2011 o 8:09.
Nooo, odwrotnie proporcjonalne…. więcej nauki, mniej głupoty.
Nie wiedziałem że selery takie smaczne :-/
Wolałbym bób np… albo tzadzyki greckie… albo qve… a najlepiej głodówke
30 dniową i problem z głowy.
by Motyl on 14 maja 2011 o 4:47.
Nie wierze, ze nie znasz smaku selera, w jakiejkolwiek by on nie byl postaci
a co do glodowek?….gdybym miala jesc jak spartanie, to pewnie wolalabym glodowke a tak….za dobrze gotuje, by glodowac
by Scholastyka on 14 maja 2011 o 23:02.