2011 14
Kryształowa czaszka Johna DeSalvo
John DeSalvo jest z wykształcenia biofizykiem o wielkiej pasji do odkrywania historii i tajemnic starożytnego świata. Jego zainteresowania naukowe obejmują badania nad budową i funkcją piramid (jest dyrektorem Great Pyramid of Giza Research Association), brał udział w badaniu Całunu Turyńskiego, zajmuje się problemami enochiańskiej magii, kulturą amerykańskich Indian a także znaczeniem i metafizycznymi właściwościami kryształowych czaszek.
DeSalvo jest właścicielem jednej z takich czaszek, która pochodzi z Tybetu i wg. niektórych źródeł jej wiek jest oceniany na wiele tysięcy lat. Jako naukowiec z uniwersyteckim wykształceniem postanowił przeprowadzić na czaszce szereg doświadczeń naukowych, których nikt wcześniej nigdy nie dokonał. Wśród instrumentów badawczych, jakie DeSalvo użył do badania kryształowej czaszki były tak poważne, jak mikroskop elektronowy z fluorescencyjnym spektrometrem rentgenowskim z dyspersją energii EDXRF, który wypożyczył z University of Minnesota…
Do badań nad właściwościami kryształowej czaszki nakłonił dr DeSalvo – Nick Nocerino, najbardziej wówczas znany autorytet w tej dziedzinie, który niestety zmarł, zanim mógł się z wynikiem badań zapoznać. Jedną z podstawowych tajemnic, jakie kryją w sobie kryształowe czaszki jest sposób w jaki zostały zrobione. Kryształ górski jest twardym tworzywem i osiągnięcie odpowiedniego kształtu czaszki poprzez cierpliwe ścieranie graniczy z nieziemską cierpliwością. Średniej wielkości kryształowa czaszka byłaby tworzona przez co najmniej 100 lat!
Przed Johnem DeSalvo badania naukowe nad kryształową czaszką chciało przeprowadzić British Museum, które jest w posiadaniu słynnej czaszki Azteków, ale była ona zbyt duża i nie zmieściła się w komorze próżniowej mikroskopu elektronowego. Czaszka, jaką posiada DeSalvo, jest znacznie mniejsza, dzięki czemu mieści się w takiej komorze całkowicie. Tak więc jest on niewątpliwie pierwszym naukowcem, który zeskanował czaszkę za pomocą tego urządzenia.
Tradycyjny mikroskop do skanowania obiektu używa światła a mikroskop elektronowy wiązki elektronów, które pozwalają na ogromne powiększenie obiektu przy zachowaniu trójwymiarowego obrazu obserwowanego obiektu. Ten jednak musi znajdować się w komorze próżniowej. Sam proces odpompowywania powietrza z tej komory trwa co najmniej 20 min. Jednym z niezwykłych aspektów takiego mikroskopu elektronowego jest zastosowanie spektrometru z dyspersją energii. Urządzenie to, emitując strumień cząsteczek naładowanych, jest w stanie stwierdzić chemiczną kompozycję badanego przedmiotu.
Kryształowa czaszka DeSalvo ma różowawy nalot wskazujący na patynę tlenku żelaza. Wiele kryształów ma w sobie żyły innych minerałów, często jest to tlenek żelaza. Aby to potwierdzić, zbadano nalot na czaszce za pomocą spektrometru. Wyniki badań wysłano do analizy do 4 poważnych uniwersytetów w USA i Kanadzie. Żaden z ekspertów, którzy dokonywali oględzin wyników badań nie dostrzegł najmniejszego śladu używania narzędzi, dzięki którym można byłoby wyrzeźbić taką czaszkę z kryształu. Nie tylko nie odnaleziono śladów po tradycyjnych narzędziach, ale także po tych, które używają strumienia laseru do wypalania kształtu w najtwardszym nawet tworzywie.
Część z ekspertów była przekonana, że czaszka powstała w procesie powolnego wytrawiania. Postawiono wówczas hipotezę, że odpowiedni kształt nadał czaszce strumień wody lub do jej wykonania użyto kwasu humusowego, będącego składnikiem gleby. Ślady narzędzi odkryto w oczodołach czaszki, lecz prawdopodobnie powstały przez zarysowanie ich powierzchni przez szlachetne kamienie, które wstawiano, by przypominały oczy lub – być może – chroniły oczodoły przed działaniem kwasu.
Czerwony nalot na czaszce, ku zdumieniu naukowców, nie był tlenkiem żelaza a substancją organiczną, którą pokrywano czaszkę. Substancja ta była żywicą drzewną. Jedna z tybetańskich legend mówi o tym, że przedmioty, które posiadały w sobie czarodziejską energię pokrywano żywicą, aby można było ją bezpiecznie przechować.
DeSalvo chce zbadać pozostałości po tej żywicy metodą izotopu węgla. Chce ustalić, kiedy została ona nałożona i dzięki temu w przybliżeniu ustalić wiek czaszki. Problem polega na tym, że resztki żywicy na czaszce przez wielokrotne czyszczenie w mistycznym olejku rożanym i innych magicznych sybstancjach zostały zanieczyszczone.
Oprócz czaszki, jaką ma w posiadaniu DeSalvo, istnieje jeszcze 7 podobnych, również z nalotem z żywicy. Wszystkie pochodzą z Tybetu i nazywa się je Gwiazdami Himalajów. To powiązanie odkryła Gene Dunn, żona Chrisa Dunna (którego w redakcji NA traktuje się z najwyższym poważaniem). DeSalvo, wysyłając czaszkę do Dunna, chciał zasięgnąć jego opinii w kwestii narzędzi użytych do jej wykonania. Dunn jest jednym z największych ekspertów na świecie w tej kwestii.









KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

Ciekawe co na to Psi Ząb „oprócz czaszki DeSalvo istnieje jeszcze 7 podobnych, również z nalotem z żywicy. Wszystkie pochodzą z Tybetu i nazywa się je Gwiazdami Himalajów”.
Uwielbiam tą Twoją przyjaźń z nimi.
by Ela Wolny on 14 kwietnia 2011 o 14:55.
Niestety mam dla Psiego Zęba niezbyt dobrą wiadomość. Energia duchowa Kundalini opuścila Tybet i Himalaje w 2004 r. Dlatego Chińczycy bez problemu pacyfikują to miejsce. Kundalini znajduje się obecnie w rejonie Jeziora Titicaca i jest to nowa duchowa stolica świata.
by chris miekina on 14 kwietnia 2011 o 15:16.
A Psi Ząb na to, że „Życie to jest most, po którym trzeba przejść, ale nie wolno na nim budować.(B.M.)”. Jak widać Kundalini wie o tym doskonale…
by Ela Wolny on 14 kwietnia 2011 o 15:23.
Może jestem wścibski lub natrętny ale ze zwykłej dociekliwości pojawia mi się tylko taka refleksja odnośnie tej alegorii z mostem,bo cuś tu jest jakby nie ZEN ani FENG SHUI,bo ktoś przecież WYBUDOWAŁ ten most i jak go tego kogoś sklasyfikować odnosząc do samej alegorii ?
Pozdrawiam potężnie
by Zaratustra on 14 kwietnia 2011 o 16:48.
Jak to wybudował? Most również może być alegorią. Nasze życie ziemskie jest pomostem pomiędzy dwoma nieznanymi nam światami czy raczej zaświatami i nikt tego mostu nie budował. Hania Banaszak też śpiewala o rozstan moście w sensie alegorycznym… Jest też przyslowie o tym by nie palić za sobą mostów. Myślę że dla poetow ten termin powinien być szczegolnie oczywisty
by chris miekina on 14 kwietnia 2011 o 17:10.
Caps Lockiem KTOŚ wybudował trap, żeby można nim było przejść z jednego istnienia w drugie, a nie zatrzymywać się w drodze… Budując nań cokolwiek dopinasz do nóg kule, które trzymają w miejscu nie pozwalając spokojnie odejść.
Popatrz na rzeczy, dobra materialne uzbierane przez siebie i odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś szczęśliwym, zadowolonym z siebie i swojego życia człowiekiem. Czy dziś mógłbyś spokojnie odejść, nie dręczony wyrzutami, że sumienie nie oczyszczone, sprawy nie pozałatwiane, masa długów nie tylko finansowych, ale i tych moralnych. A przede wszystkim przecież JA JESZCZE NIE WYDAŁEM CAŁEJ SWOJEJ KASY!
by Ela Wolny on 14 kwietnia 2011 o 17:03.
Zaratustro o Tobie nie mozna (chyba!) powiedziec, ze jestes wscibski ani tez natretny….dociekliwy i owszem
by Scholastyka on 14 kwietnia 2011 o 17:09.
„Życie to jest most, po którym trzeba przejść, ale nie wolno na nim budować.(B.M.)”.
(załóżmy)70 lat w dordze bez przyjaciół,rodziny, domu….. o to chodzi?
by gfgf on 14 kwietnia 2011 o 17:09.
Chodzi o to zeby nie życ w przekonaniu ze to co budujemy na ziemi jest trwale i przejdzie do wiecznosci…. Bo żyie ziemskie nie jest czymś docelowym , bo przychodzimy z nicości i odchodzimy w nicość.. Coś w tym rodzaju..
by chris miekina on 14 kwietnia 2011 o 17:45.
Acha ! Teraz to jest bardziej CLEAR
by Paul Wasilewski on 14 kwietnia 2011 o 17:11.
Zaratustra brzmi dumnie
by Scholastyka on 16 kwietnia 2011 o 10:07.
gfgf chyba nie. Raczej o to, żebym zawału serca nie dostała, jeśli dziś stracę swą stronkę, samochód, dom, pracę, lub kogoś bliskiego etc. Życie jest do życia a nie do tego, żeby rozpaczać po…
by Ela Wolny on 14 kwietnia 2011 o 17:15.
ujelabym to nieco inaczej….zycie to most, po ktorym mozna przejsc , probujac co zbudowac
ale!
ile ludzi tyle opinii i interpretacji
by Scholastyka on 14 kwietnia 2011 o 17:24.
To co zbudujemy i tak musimy zostawić za sobą…
by chris miekina on 14 kwietnia 2011 o 17:56.
A może też chodzi o to, by to, co budujemy przez całe życie nie stanowiło naszego więzienia. By budując zycie cegiełka po cegiełce jednocześnie można było uwolnić nasz umysł od strachu, różnych zależności, lęków, problemów i to nie tylko tych, które jestesmy w stanie sobie uświadomić, ale i tych, które tkwią uśpione w głębokich pokładach nieświadomosci.
Zalecenie, by nie budować na moście może wyrażać pewną koncepcję poznawania prawdy, uwolnienia umysłu, by móc zobaczyć rzeczywistość nie ukształtowaną przez żadną kulturę, czy społeczeństwo, tak samo przez strach, samotność, nudę, czy niespełnienie.. Jeśli jesteśmy przekonani, że nie zaznamy nigdy uwolnienia, wówczas szukamy go w innych wymiarach – w przyszłym zyciu, albo w raju
by goldenbrown on 14 kwietnia 2011 o 20:36.
ale w najważniejszych kwestiach ludzie myślą podobnie, a może ja mam tak z siostrą tylko :/? Tak czy siak, pochodzimy z nikąd idizemy do nikąd zupełnie jak nasi przodkowie…..nie wiedzieli, że to co zrobili dotrwało do dziś
by gfgf on 14 kwietnia 2011 o 17:52.
dotrwalo do dziś ale kto wie czy przetrwa do jutra??? Fizyczne ślady bytności na Ziemi jakie zostawiamy za sobą są niezwykle kruche i łatwo je zatrzeć…
by chris miekina on 14 kwietnia 2011 o 17:55.
niczego nie zacieramy….to co jedni osiagna, wykorzystaja drudzy…zobaczcie do czego doszli ludzie?
mamy net!
i mozemy klikac….czasami na chybil trafil w klawisze:)
a drudzy moga czytac…jesli potrafia….ja jeszcze nie nauczylam sie czytac ani pisac….dopiero pojde do zerowki w tym roku ….ale mam zadatki!…
jedno jest pewne….nic sie nie marnuje…..nawet jesli z pozoru tak to wyglada
by Scholastyka on 14 kwietnia 2011 o 18:00.
Wcale nie jestem tego taki pewien. Rozwoj naszj cywilizacji nie jest liniowy. Starożytny Rzym jest tego przykladem. Był niezwykle zaawansowany technologicznie a po jego upadku ludzie potrzebowali conajmniej milenium zeby znależć sie w tym samym punkcie..
by chris miekina on 14 kwietnia 2011 o 18:09.
Scholastyko, Chris jest przekonywujący… Wiele artykułów tutaj potwierdza tą tezę… Co rusz „ludzkość” odkrywa na nowo koło… To co kiedyś odkryte, wymyślone tonie spowite mrokiem czasu, by po latach (stu? tysiącu?) ktoś następny krzyknął olśniony: EUREKA! W sumie co w tym złego? Cieszyć się kilka razy z tego samego?
by tokmada on 14 kwietnia 2011 o 23:52.
niewatpie, ze Chris jest przekonywujacy…w ogole skad pomysl, ze takie mysli krazyly mi po glowie?

„spowite mrokiem czasu”…hmm podoba mi sie
a ten kot….wyglada jak rademenes
by Scholastyka on 15 kwietnia 2011 o 0:15.
miałem na myśłi coś mniej materialnego
by gfgf on 14 kwietnia 2011 o 18:01.
o rany! chyba zle sie wyrazilam…nie cofamy sie, tylko idziemy naprzod…
majac juz cos, udoskonalamy to
poszukujemy wciaz lepszych, latwiejszych rozwiazan
dziedziczymy to co zrobili, wynalezli nasi przodkowie
pozostawili slad, z ktorego bedziemy jeszcze dlugo korzystali
to temat , ktory nie ma dna….
by Scholastyka on 14 kwietnia 2011 o 18:48.
Bo mieszamy pojęcia. W skali makro, oczywiście, że czerpiemy z doświadczeń przodków. Ale zaczęliśmy rozmawiać o Człowieku jako jednostce, który nie powinien zbyt mocno przywiązywać się do Ziemi, bo przecież i tak się nie… ukorzeni.
by Ela Wolny on 14 kwietnia 2011 o 19:00.
przerzucajac sie na mikro….a co z dziecmi? drzewo genealogiczne siega……a moze i dalej
by Scholastyka on 14 kwietnia 2011 o 19:17.
No tak, dzieci jak pnącza. Wiesz jak rosną, jak się rozsadzają poziomki? Takie skojarzenie mam.. coraz dalej i dalej. No ale Ty zostajesz.
by Ela Wolny on 14 kwietnia 2011 o 19:21.
widzę, że mam tutaj znów pożywkę do swych rozważań
), a przed nami most też w owej mgle spowity… EW (sorry, jakoś tak mi zostało…), jak go spalić jeśli to most z betonu?
No dobra, życie to most we mgle… Idziemy i odwracając się widzimy początek mostu tonący we mgle (coś ta „mgła” ostatnio jakoś na czasie
„34″, gdzie jesteś?
by tokmada on 14 kwietnia 2011 o 23:45.
Wszystko ukradną @%&#*! Przyjeżdżają, szwendają się gdzie ich nie proszą, grzebią w starych mogiłkach i biorą jak swoje.
Skoro czaszki te były w Tybecie, to miały jakiś powód, żeby tam właśnie być.
by panYeti on 14 kwietnia 2011 o 22:01.
Miały powód, ale teraz być może przez zmianę miejsca energii Kundalini ten powód przestał być wystarczający. Może właśnie dlatego, że energia Kundalini opuściła Tybet, to i czaszki podążyły za nią?
by goldenbrown on 14 kwietnia 2011 o 22:25.
Państwowy Uniwersytet Mongolski zorganizował wyprawę naukową do Stonehenge, skąd przywieziono dużą ilość bloków skalnych mających magiczne oddziaływanie na otoczenie. Kamienie zostały przewiezione do paku narodowego na pustyni Gobi, gdzie odtworzono ich pierwotne ułożenie.
Oglądający nową atrakcję parku stwierdzają, że kamienny krąg świetnie komponuje się z pustynnym krajobrazem.
Kilku przedsiębiorców zorganizowało spółkę, której celem jest zdobycie pieniędzy na kolejną wyprawę i przywiezienie na pustynię jednej z piramid egipskich.
…i to by było na tyle w temacie archeologii.
by panYeti on 15 kwietnia 2011 o 6:15.
Brawo Panie Yeti!
A tymczasem czytam w książce od Aldony, że Kundalini jest w każdym z nas. Bo Kundalini w sanskrycie oznacza „zwiniętą moc”. I to podstawowa siła wszelkiej ewolucji, i pewna część tej energii – mniejsza lub większa – działa w nas już od momentu narodzin. Zależnie od tego, jak duża jest to porcja, jesteśmy albo niezbyt inteligentni, albo genialni, albo też gdzieś po środku. Nie chodzi jednak, aby ograniczać się do tego, co już posiadamy, lecz aby rozbudzić gigantyczne zasoby Kundalini, drzemiące u podstawy naszego kręgosłupa. Jednak w sposób rozważny, bo to tak jakby puścić wysoki prąd cienkim drucikiem, nieprzystosowanym do przyjęcia tak wysokiego napięcia.
No i jest kilka objawów zbyt przedwczesnego wzbudzenia Kundalini:
- nie wyjaśnione choroby
- nienormalne zachowanie
- przygnębiające poczucie życiowej porażki
- pojawienie się wielu osobowości
- gwałtowne zmiany nastroju – od depresji do ekstazy
- stany skrajnego otępienia na przemian ze stanami oświecenia
- utrata orientacji co do siebie, innych osób, swojej pracy czy też świata w ogóle
- diametralne zmiany wyglądu ( w jednej chwili możemy wyglądać na starszych o 10 lat, a kilka godzin później młodszych o lat 20)
- dziwne efekty optyczne (widzenie świateł lub kolorów, form geometrycznych, scen z wczesniejszych wcieleń lub przeszłości)
- zaniki pamięci lub zaburzenia pamięci
- dreszcze i fale gorąca
No to tyle w tym temacie idę wzbudzać się dalej.
by Ela Wolny on 15 kwietnia 2011 o 6:30.