2011 16
Spotkanie z Einsteinem
Z Einsteinem widziałem się już w zeszłym roku, podczas sławetnego zjazdu kryształowych czaszek w Nowym Jorku, znanego pod nazwą 10.10.10, gdzie jego opiekunka – Carolyn Ford – pokazała go światu po raz pierwszy. Czaszka (bo Einstein to imię kryształowej czaszki) przez 20 lat mieszkała razem z nią w jej domu w Arizonie, aż któregoś razu uznała (czaszka), że czas ruszyć w świat. Tak. To czaszki decydują o tym w jaki sposób potoczy się dalsze życie ich opiekunów. Zdaję sobie sprawę, że takie oświadczenie wzbudza co najmniej pełen wątpliwości uśmiech. Sam uważam się za osobę mocno stąpająca po ziemi i zdającą sobie sprawę z grawitacji, która nie pozwala bujać się w obłokach. Masę takich wątpliwości co do możliwości i siły kryształowych czaszek miałem przed 10.10.10. Po dwóch dniach przebywania w otoczeniu setek kg. wyrzeźbionego w formę czaszki kryształu – zmieniłem zdanie.
Dlatego z Einsteinem spotkałem się z wielką ochotą, jak ze starym znajomym. Przy okazji wyszedłem ze spotkania z własną kryształową czaszką. To już moja druga, więc mogę mówić już o kolekcji. Wybrała ją dla mnie Carolyn. Z nią i Einsteinem spotkam się raz jeszcze w sobotę, kiedy przy świetle księżyca będę uczestniczył w obchodach przesilenia wiosennego, które organizują lokalni poganie.












KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

Powiem tylko tyle, lubię to!
by Ela Wolny on 16 marca 2011 o 18:24.
Ach,rozumie…pierwsza to jest czaszka Albercika jak mial 3 latka a druga to jest czaszka dojrzalego juz wielkiego geniusza
ale czuje tez emanacje wielka z czaszki samego p.Redaktora 
Pozdrawiam !!!
by MonsieurLaPadite on 16 marca 2011 o 20:21.
Fajne,krysztalowej nie mam,ale w rownonoc zapale plomien w ceramicznej.
Pozdrowionka.
by druid on 16 marca 2011 o 22:40.
Wpatrywałem sie w kryształową czaszkę i otrzymałem przesłanie, żeby postawić posąg/pomnik Świętowita bo my Polacy nie powinniśmy się kłaniać obcym bogom(sic!). Ale ja, kurteczka, golas jestem a „ojciec dyrektor” nie pożyczy bo kto „będzie koniom grzywy pleść” .
by arthurking on 16 marca 2011 o 23:38.
do @arthurking
Od kilku lat trwają prace nad przywróceniem Bogom ze Ślęży polskiego dziedzictwa.
Na Ślęży istniał międzyplemienny i międzykulturowy ośrodek dla wszystkich plemion z okolic morza bałtyckiego. Znaleziono także w okolicach Rudy Śląskiej wioske wikingów. Ta jak i inne wioski NIE były opoczone murami, ścianaki palisadami.
To z tamtego okresu wzięła się ta słynna pra-polska gościnność.
Zaczęło się to zmieniać po 1000 roku, po globalnym antykatolickim powstaniu, które zostało bardzo krwawo stłumione przez germańskich łobrońców wiary (!!!)
Polskie ziemie są własnością tych bogów. W tej chwili trwają odnośne prace umożliwiające pełne odzyskanie przez nich swoich boskich sił. Sił opartych na Żródle, nie na energii wyznawców.
I zwróć uwage na swój sposób myślenia – trzeba „coś” zrobić, ale ktoś/coś nie da zcegoś, a ja nie mam./ takie myślenie, że przyjdzie ktoś i coś da, jest jednym z typowych skrzywień watykańskiej wiary.
A samemu „coś” zrobić nie łaska??? Tak bez ogladania się na fundatorów???
by Meu on 17 marca 2011 o 7:42.
zdrowe podejście
by jesion on 17 marca 2011 o 9:30.
Bogom trzeba się kłaniać!
by psiząb on 22 marca 2011 o 19:53.
Czytałam tutaj o Babie Wandze,Nostradamusie i Jackowskim więc ciekawostka,może warto przeczytać?Jest jeszcze ktoś i to ktoś współczesny kto przewidział tsunami w Japonii już rok temu,kto ma ochotę niech się wczyta:
http://www.facebook.com/home.php#!/monika.troisombres/posts/119434011428839
a to na temat”bezpiecznej”Fukushimy:
http://troisombres.w.interia.pl/fukushima.html
by Dorota on 29 marca 2011 o 12:23.