2011 5
Technologia destabilizacji cz.3
Prezydent Obama niechętnie odwiedza Afganistan. Nie ma się co dziwić, bo przeraża go ten dziki kraj na końcu świata, pełen czyhających na jego życie Talibów. Jednak niecały rok temu, prezydent Obama nieoczekiwanie pojawił się w Kabulu i spędził tam zaledwie kilka godzin. Powodem nie była bynajmniej dbałość o morale swoich żołnierzy, ale powrót prezydenta Afganistanu Karzaia z wyprawy do Pekinu. Karzai nie tylko nie zapytał swoich amerykańskich mocodawców o pozwolenie na taki wyjazd, ale także podpisał z Chińczykami szereg umów gospodarczych, co jest dla Amerykanów niedopuszczalne. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z Pakistanem.
Pakistan jest krajem o wielkim znaczeniu politycznym. Zajmuje on spory obszar środkowej Azji i ma 100 mln populację. Posiada także broń nuklearną. Pakistan zawarł właśnie sojusz z Chinami i jest gotów zerwać dotychczasowy sojusz z USA. Powodów jest sporo. Każdego dnia amerykańskie drony dokonują ataków na podejrzane cele w Pakistanie, pod pretekstem ścigania Talibów. W północno-wschodnim Pakistanie ludzie przestali chodzić na wesela, bo wiele z nich zostało zbombardowane przez drony. Takie ataki przeprowadzane są z premedytacją po to, aby wywołać powstanie w regionie zamieszkiwanym przez bitne, górskie plemiona przeciwko rządowi w Islamabadzie. Gra jest prosta. Chiny potrzebują stabilnego i obfitego źródła ropy naftowej, do zasilania swojej stale
rosnącej ekonomii. Takie warunki spełnia Iran, który nie tylko jest wrogiem USA, ale zacieśnia sojusz z Chnami. Ropę jednak trzeba transportować drogą morską, która jest kontrolowana przez flotę anglo-amerykańską. Idealnym rozwiązaniem byłby rurociąg, który transportowałby irańską ropę do Chin przez Pakistan. Taki rurociąg zlikwiduje jedyny słaby punkt jaki posiadają obecnie Chiny, którym jest brak stabilnego dostępu do ropy naftowej.
To dlatego USA stara się wyeksportować wojnę z Afganistanu do Pakistanu i dlatego Pakistańczycy zaczęli szukać nagle sojuszu z Chinami, które są na dodatek naturalnym wrogiem Indii – odwiecznego wroga Pakistanu. W Pakistanie aresztowano Amerykanina Raya Davisa, który posiada paszport dyplomatyczny i Hillary Clinton każdego dnia domaga się od pakistańskiego rządu jego uwolnienia. Wg Pakistańczyków, Davis stoi za wieloma zamachami terrorystycznymi jakie przeprowadzają rozmaici ekstremiści przeciwko rządowi w Islamabadzie. To na czym został złapany (wg „Pakistan Observer”), to próba zbudowania tzw. „brudnej bomby” – bomby, której ładunek wybuchowy jest konwencjonalny, ale siła wybuchu rozrzuca dookoła radioaktywne śmieci, którymi bomba jest wypakowana. USA wymusiło na Pakistanie akceptacje dużej grupy „dyplomatów” – takich jak Davis – po tym, jak niedoszły terrorysta na Time Square okazał się pochodzić z tego właśnie kraju. Można jedynie spekulować czemu miałaby służyć taka eksplozja „brudnej bomby”. Być może dla Ameryki byłby to doskonały pretekst, aby przejąć pakistański arsenał atomowy. Dopóki Pakistan posiada własne atomówki, nie ma mowy o inwazji tego kraju.
Wydaje się, że głównym celem USA jest odcięcie Chin od dostaw surowców i trzymanie tego kraju jak najdalej od Afryki. Temu ma np. służyć podział Sudanu, który odbywa się w momencie, gdy Chiny przymierzały się do eksploracji pól naftowych tego kraju. Zbigniew Brzeziński dojrzał swoją drugą szansę i stworzył Obamę, który jest kimś w rodzaju nowego Cartera. Można było dzięki temu powrócić do wymyślonej przez Brzezińskiego technologii destabilizacji. Oczywiście po wielu latach mamy do czynienia z jej udoskonaloną wersją. Na dodatek można ją realizować przy minimalnych kosztach finansowych. To co zrobił Bush z Cheneyem kosztowało Amerykę biliony dolarów, popchnęło kraj w izolację, zniszczyło sojusze a na koniec amerykańską gospodarkę. Pomysł Brzezińskiego, który lansuje Obama, w założeniu ma dać efekt odwrotny. Interwencji mają dokonywać ochoczo kraje europejskie, w obronie swoich ukochanych wartości jak np. prawa człowieka a Obama stanie się czempionem tej walki. Czym zjedna sobie amerykańską lewicę, której ostatnio podpadł, gdy wydało się, że popiera bankierów. W tv pełno będzie historii o humanitaryzmie i walce z tyranią, aby zjednać sobie przychylność wyborców i zagłuszyć ewentualną krytykę. Technologia destabilizacji ma jednak jedną podstawową wadę. Jest delikatna. Wystarczy jeden kraj, w którym kolorowa rewolucja zostanie zmiażdżona i technologia destabilizacji zacznie się sypać. W czerwcu 2009 roku, miała miejsce w Iranie tweeterowa rewolucja, która zamieniła się w klęskę. Wg rosyjskiego Instytutu Strategicznych Języków i Kultur, Obama zaczął otrzymywać raporty o destabilizacji Egiptu, Tunezji, Libii, Algierii i innych jesienią 2009 roku, czyli zaraz po nieudanej rewolucji w Iranie. Dlatego cały 2010 rok, był poświęcony na przygotowania i dziś oglądamy plan w całym swoim zakresie działania.










KONTAKT: chrismiekina@gmail.com

jeżeli wnioski, zawarte w tekście, dotyczące planów niektórych pań i panów, są możliwe do wyciągnięcia przez obserwatora skądś tam, to można założyć, że inne osoby interesujące się tematem, wiedzą to samo lub jeszcze więcej.
Więc, dziwny jest status takich działań, jak opisane w tekście. Przecież, o ile wiadomo, kto i nawet dlaczego robi /knuje/ to co robi, to, jaki jest problem, by o tym najnormalniej w świecie mówić oficjalnie i zrobić z „tym” to, na co zasługuje względem praw i zwykłej przyzwoitości.
Tym samym, porażająca jest indolencja słuchaczy i czytaczy, udających, że nic się nie dzieje poza tym, że o tym „wszyscy” wiedzą, ograniczając się do wyczekiwania na to, co będzie w wyniku j/w. Tym samym, miarodajne jest założenie, że wszyscy ci z „góry”, są w „grze”.
Niemniej, ci z „góry”, zupełnie nie są postrzegani jako coś więcej, niż tylko określenie zaznaczające ich w tłumie, by było wiadome o kim mowa.
Już dla średnio inteligentnego, ten przykład wyraźnie wskazuje, jak potężną bronią są „media”. Jak wiele wojen mogło by nie dojść do skutku, gdyby serwisy informacyjne podały, wystarczy raz, informację o knowaniach elit. Byłaby to walka bez walki, i zawsze przegrana przez jedną i tą samą stronę. Ciekawe w tym jest to, że milionom ludzi wydaje się, że muszą słuchać wiadomości, muszą wiedzieć co się dzieje, i jednocześnie, chętnie pragną, by te wiadomości nie były zgodne z prawdą. O wiele łatwiej przychodzi im akceptacja fałszu niż faktu.
Poczucie, iż ziemia, to miejsce chore i przeklęte, ma coś na rzeczy.
by dbx on 5 marca 2011 o 9:09.
dbx – media nie są niezależne a ich interpretacja faktów nie jest przypadkowa i za każdym razem sluży czyims interesom. Widac to choćby na przykładzie ostentacyjnej antyamerykanskości wiekszości młodych Polaków, co zostalo im cierpliwie i z premedytacją wtłoczone przez europejskie media – chorobliwie nienawidzące Ameryki. Media to nie tyle informacja co raczej propaganda.
by chris miekina on 5 marca 2011 o 14:25.
i to też miałem na myśli
zaś antyamerykańskości nie widzę, możliwe, że słabo widzę, łącznie z chorobliwą nienawiścią europejskich mediów do Ameryki ?
hmm…jeśli tak jest w rzeczywistości, skąd więc ta amerykańskość, jest tak powszechna ?
Bo, albo się kogoś nie lubi i eliminuje ze swego podwórka, albo tak nie jest , jak piszesz.
by dbx on 5 marca 2011 o 14:34.
Antyamerykanskośc Europy wynika z konkurencji. Od kiedy Europa jest jednym organizmem panstwowym, ma wlasną walutę i parlament chce także przywrócic sobie status mocarstwa utracony gdzies po II WŚ. To skalecznie zawsze dla Europy bylo bardzo bolesne, bo przez niemalże milenium samodzielnie dominowala nad światem.
by chris miekina on 5 marca 2011 o 14:42.
to brzmi, jak ideologia wykładana na lekcji historii współczesnej…
Wciąż brak przełożenia na tzw. realia. Przykłady, przykłady asan
by dbx on 5 marca 2011 o 15:10.
Przykladow jest pełno w komentarzach na tym blogu. Znacznie wiecej można przeczytać np. w artykułach a zwłaszcza komentarzach pod rubryka ekonomicną w GW. czytam to czasem dla rozrywki. Kilka razy w tygodniu obwieszczany jest kompletny updek Ameryki. Zgliszcza i pożoga. A w komentarzach nawet modlitwy, żeby tą przeklętąAmeryke wreszcie diabli wzieli. Inny przyklad to „Przekrój”. Przez lata regularnie czytalem ten magazyn , ale przestalem. Od kiedy nastal tam Najsztub – zamienil „Przekroj” na jakaś tube antyamerykanska. Co tydzien na pierwszej stronie było o albo ze Amerykanie to najgrubszy naród na swiecie , albo że Amerykanie wierzą że Ziemia jest plaska… itd. Ten Najsztub najwrazniej znajdowal natchnienie w mocno czerwonym „Paris Match” bo czesto znajdowalem podobną „ramówkę” w obu pismach
by chris miekina on 5 marca 2011 o 15:42.
Mi się zawsze wydawało, że jedziemy na tym samym wózku co USA. W szczególności Polska, ciągle da się odczuć jakiś prlowski stereotyp o bogactwie ciotek z ameryki, sile tego kraju i chęci pomocy krajom uciśnionym. Skoro, lasnuje się antyamerkańskość to co robią wojska z Europy w Iraku i Afganie?
Anty-amerykanskosc to mamy na bliskim wschodzie ;d
pozdro!
by Buddy on 5 marca 2011 o 18:41.
Buddy – nie sa tam z miłości do Ameryki a z wyrachowania. W czasach PRL w pod Legnica stacjonowało 100 tys. ruskich żołnierzy. Myślisz że robili to z milości do naszej pięknej ojczyzny?
by chris miekina on 5 marca 2011 o 22:31.
Sporo ciekawych interpretacji kto dobyry a kto zły? USA czy Europa. Prawda jaka? Każdy gra aby jak najwięcej ugrać dla siebie dla własnych interesów, a ściślej dla własnych wataszków. Nowocześnie, grup interesu , korporacji itp. Czytam teraz na onet; Kadafii rozkazał strzelać do własnego narodu, morderca!!! A czy ktoś pamięta że taki Buzek (przewodniczący PE) rozkazał strzelać do polskich rolników słusznie protestujących. Kilkaset osób rannych. Wszystko ok. Może to droga do władzy, lub bardziej bycia reprezentantem tej niewidocznej władzy za kilka nędznych srebrników. Pozdrawiam i życzę miłego wek.!
by ramires on 5 marca 2011 o 21:28.
W Polsce antyamerykanizm to nie jest pochodna propagandy europejskiej. W Europie antyamerykanizm promują głównie Francja i Niemcy. U nas, dopóki Polska była pod butem ZSRR, Ameryka była jedyną nadzieją na wyrwanie nas z tej sytuacji – stąd Polska była silnie proamerykańska. Po upadku ZSRR, gdy wszyscy uwierzyli, że komuna upadła (zorientowani żartują, że upadła – ale na cztery łapy), Ameryka dla większości przestała być jedyną drogą do wolności. Wojska sowieckie z Polski wyszły, ale ich cała agentura została – i to było główne źródło antyamerykańskiej propagandy. W ciągu 20 lat udało się wytworzyć w Polsce uczucia co najmniej nieprzychylne dla USA i to w różnych środowiskach. Pomogły w tym wojny w Afganistanie i Iraku, które miały przynieść tym narodom wolność i dobrobyt, a perspektywy czasu widać, że amerykańska interwencja sytuację złą zmieniła na jeszcze gorszą. Te fakty odpowiednio rozdmuchane rozpaliły antyamerykanizm w wielu umysłach i dlatego USA nigdy w Polsce nie prezentowało się tak czarno jak w obecnych czasach. Od mediów większą skuteczność miała w tym przypadku tzw. szeptana propaganda – od stuleci skuteczna metoda tajnych służb. Nic tak nie działa sugestywnie, jak odpowiednio puszczona plotka przez „dobrze poinformowanych”.
A w samej Ameryce po 11 września też nie dzieje się najlepiej – naród niegdyś dumny i wolny na naszych oczach został spętany przez „nie wiadomo kogo” – na pewno przez tego samego, co zorganizował zamach na wieże, rozpętał skuteczną propagandę obwiniającą tajemniczą Al Kaidę, rozdmuchał światowy kryzys finansowy, wplątał Amerykę w wojny na Bliskim Wschodzie, ograbił Amerykanów z tysięcy miliardów dolarów, a w samej Ameryce wymusza na Kongresie wprowadzanie coraz bardziej zamordystycznych ustaw pod pozorem „walki z terroryzmem”. Dziś ten potężny „nie wiadomo kto” (bo jakoś, pomimo niezaprzeczalnej potęgi, nie chcą się nam przedstawić) rozdmuchał rewolucje w Tunezji i Egipcie które prawdopodobnie były zasłoną dymną mającą umożliwić realizację głównego celu zdobycie Libii. Bu Tunezja i Egipt i tak już były w saku, a zarządcę zawsze można wymienić. Libia ma ok. 1/40 światowych zasobów ropy i jest państwem niezadłużonym (co jest uważane za główną zbrodnię tego państwa) – taka niezależność malutkiego państwa to kamień obrazy, na takie coś nie można już było długo pozwalać, bo to jak hasło dla innych – skoro taka mała Libia może, to czemu my nie możemy? Sztandar dla przyszłych buntów musi zostać zdławiony. Ludziom pokaże się zdjęcia ofiar, które zbombardował okrutny tyran i ludzkość z entuzjazmem powita interwencję armii USA wyzwalającej lud libijski z rąk oprawcy. Amerykanie też w większości będą wierzyć, że ich dzielni żołnierze niosą Libijczykom wolność.
by Racjonalista on 6 marca 2011 o 12:37.
Chris.
Sowieci byli, bo to załatwili nam między innymi amerykańce.
Wielkie mocarstwa zawsze się dogadają ustalając status quo. Reszta krajów, to pionki do przestawiania oraz krew i pieniądz do wydojenia.
Trzeci świat, dopóki zajmował się tylko swoimi kozami nie stanowił dla nich problemu, teraz jednak przemiany kulturowe sprawiają, że wymykają się spod kontroli.
Wojny o wpływy i dominację w Europie, a później na świecie, trwały „od zawsze”. Dla jednych to zysk, dla drugich strata, a dla innych poważny biznes.
Jedna wielka obłuda, zupełnie jak w bajce „Nowe szaty króla”. Wszyscy widzą, że coś jest nie tak ale milczą w obawie narażenia się władzy. Nawet gdyby znalazło się jakieś medium, które powiedziałoby głośno, że król jest nagi, zaraz wiadomość zostałaby zdementowana i opatrzona komentarzem o niepoczytalności autora.
Niepokornym pozostał internet i fora dyskusyjne, ale i to medium powoli zaczyna być kontrolowane.
by panYeti on 6 marca 2011 o 16:06.