Friday, May 18th 2012
sty
2011
17

Co to jest znak zodiaku? – bo w „Onecie” i w „Angorze” nie wiedzą

13-ty znak zodiaku wywołał masę kontrowersji i nieporozumień – zwłaszcza, że astronomia nie zawsze idzie w parze z astrologią. Znany astrolog Wojciech Jóźwiak wyjaśnia to nieporozumienie a także tłumaczy, na czym polega zodiak i jak należy go rozumieć w sensie astrologicznym. Dzięki Meu Wojciech Jóźwiak zgodził się na publikację swojego tekstu na NA. Strona internetowa Wojciecha Jóźwiaka to: www.taraka.pl.
Zapraszam.

*******************************************************************************************************

Wojciech Jóźwiak


Co to jest znak zodiaku? – bo w „Onecie” i w „Angorze” nie wiedzą

Co jakiś czas, z nudną regularnością, ktoś z dziennikarzy „odkrywa”, że, po pierwsze, istnieje jakoby trzynasty znak zodiaku, a po drugie, że Słońce przebywa w Baranie, Byku, itd. w innych dniach, niż to podają astrologowie. Ostatnio „odkrył” to tygodnik „Angora” z dnia 26 września br., a wcześniej portal „Onet.pl” – oba zamieściły ten sam artykuł doktora (tak!) fizyki p. Tomasza Rożka – „Angora” dała nawet tryumfalny tytuł „Horoskopy kłamią”. Oczywiście całe to „odkrycie” polega na nieporozumieniu i na tendencyjnym myleniu znaczeń słów.

Źródło nieporozumień: gwiazdozbiory i znaki tak samo się nazywają

Nieporozumienia biorą się stąd, że gwiazdozbiory i znaki zodiaku nazywają się tak samo. Jest gwiazdozbiór „Baran” i jest znak Barana, gwiazdozbiór o nazwie „Byk” i znak Byka, i tak dalej. Są to jednak różne rzeczy, których nie wolno mylić. Gwiazdozbiory to grupy gwiazd, które zostały opatrzone nazwami, zwykle od figur lub zwierząt, które przypominają. W 1928 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna uściśliła, co to są gwiazdozbiory – są to obszary na niebie, które właśnie wtedy zdefiniowano i określono ich granice. Te granice na mapie nieba przypominają granice stanów w USA – idą wzdłuż południków i równoleżników. Ale trzeba pamiętać, że to jest nowoczesna definicja gwiazdozbiorów – w dawniejszych czasach, kiedy powstawała astrologia, gwiazdozbiór był to po prostu wzór z gwiazd na niebie.
W starożytności uważano, że 12 gwiazdozbiorów leży na rocznej drodze Słońca czyli na ekliptyce. (Trzynasty gwiazdozbiór, Wężownik, „wskoczył” na ekliptykę niedawno, o tym piszę dalej.) Od tych gwiazdozbiorów nazwano kolejne równe odcinki ekliptyki po 30 stopni każdy – i to są właśnie znaki zodiaku. Cały ich układ zaczyna się od Punktu Barana, czyli tego punktu nie niebie, w którym Słońce jest w momencie wiosennej równonocy i gdzie krzyżują się dwie płaszczyzny: ekliptyka z równikiem.
Ten „początkowy punkt” zodiaku nie ma nic wspólnego z jakakolwiek gwiazdą ani gwiazdozbiorem (prócz nazwy) – gdyż jest wyznaczony przez pozorny ruch Słońca na niebie, tak jak to widzimy z Ziemi. Ten punkt (Punkt Barana) w ciągu 26 tysięcy lat okrąża cała ekliptykę, czyli mija kolejne gwiazdozbiory. W starożytności wypadał w znaku Barana i dlatego tak go nazwano, obecnie znajduje się w gwiazdozbiorze Ryb, niedługo wejdzie do gwiazdozbioru Wodnika. I tak po kolei. Zjawisko to jest przejawem ruchu osi obrotu Ziemi, ruchu zwanego precesją. Astrologowie znakomicie ten ruch znają i biorą go pod uwagę!

Dwa zodiaki – zwrotnikowy i gwiazdowy

My, astrologowie krajów Zachodu, znaki zodiaku liczymy od punktu wiosennej równonocy (Punktu Barana). Taki zodiak nazywa się zwrotnikowym. Zależy on od pory roku, ale nie zależy od położenia Słońca na tle gwiazdozbiorów. Jeśli np. mówimy, że Słońce jest teraz w znaku Wagi, to rozumiemy przez to, że od przejścia przez Punkt Barana Słońce przewędrowało już ponad 6/12 swojej rocznej drogi. Gdy minie 7/12 tej drogi, będzie w następnym znaku Skorpiona. Znak zodiaku pokazuje fazę ruchu Słońca lub planety. W którym będzie wtedy gwiazdozbiorze, nie interesuje nas.
Astrologowie w Indiach definiują znaki zodiaku inaczej. Ich długość też wynosi tam 1/12 drogi Słońca, ale początek jest stały na tle gwiazd. Są różne „szkoły” wyznaczania tego początku, najczęściej przyjmuje się, że wypada on obecnie ok. 24 stopnia „naszego” zwrotnikowego znaku Barana. Taki zodiak nazywa się gwiazdowym; dla astrologa zachodniego jest on po prostu niewłaściwy.
Autor artykułu w „Onecie” i w „Angorze” uparł się mylić oba zodiaki.

Fatalny Wężownik

Kiedy Unia Astronomiczna zdefiniowała, ściśle i umownie, gwiazdozbiory, okazało się, że ekliptyka przecina nie 12, ale 13 gwiazdozbiorów. Tym trzynastym jest Wężownik. Zatem od 1928 roku faktycznie Słońce przez pierwszą połowę grudnia idzie przez ten „nowoczesny” gwiazdozbiór Wężownika – chociaż w znaku przebywa, po staremu, Strzelca. Na system pojęciowy astrologii tamta zmiana w ogóle nie wpływa.

Winna zamieszania: precesja

Temu zamieszaniu winna jest precesja. Jest to dodatkowy trzeci ruch Ziemi. (Pierwszy to dobowy obrót Ziemi wokół jej osi, drugi – to roczny obieg wokół Słońca.) Polega on na tym, że oś obrotu Ziemi zatacza koła w przestrzeni – jak wirujący i chwiejący się bąk. Taki obrót osi trwa około 26 tys. lat. Podczas tego obrotu oś Ziemi trafia w kolejne gwiazdy. Obecnie jest w pobliżu Gwiazdy Polarnej w Małej Niedźwiedzicy, ale za kilkaset lat od tej jasnej gwiazdy się oddali. Wtedy harcerzom trudniej będzie w nocy znaleźć północ…

Wnioski

Nie przejmować się takimi pseudo-odkryciami! Znaki zodiaku są dobrze zdefiniowane, a ci, którzy nie lubią astrologii, niech postarają się wynaleźć lepsze argumenty niż ciągłe ośmieszanie się.

Wojciech Jóźwiak

  • Blip
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Flaker
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
advert

Podobne Wpisy

9 Comments on “Co to jest znak zodiaku? – bo w „Onecie” i w „Angorze” nie wiedzą”

  1. Z całym szacunkiem dla pana Jóźwiaka, ale na jego twórczość i poglądy staram się patrzeć z bardzo daleka, a najlepiej je omijać. Nie budzi we mnie zaufania osoba, która na swoich stronach propaguje/propagowała new age’owe łączenie nazwijmy to ceremonii etnicznych z diametralnie różnych obszarów Ziemi. Jak na osobę, która aspiruje do roli swoistego autorytetu (jak widać powyżej – cytowany jako ktoś, kto wie) dość niefrasobliwie podszedł do zagadnień duchowości skrajnie odległych narodów, kultur i wierzeń. A to jest niebezpieczne…

  2. A ja widzę, że Tomasz Rożek coś nie pierwszy raz kontrowersyjnie.

  3. do @uli
    a bierne czekanie na cud, na to, że ktoś/coś przybędzie niewiadomo skad i cos da,a co to niewiadomo, ale to będzie napewno dla nas dobre, bo to ktoś/cos jest tak potężne, że wie, co nam potrzeba…
    takie myślenie nie jest przerażąjące??
    A każda ziemska religia tak właśnie działa. To ciebie nie rusza???
    Stąd wynika lenistwo umysłowe i fizyczne, żeby cokiolawiek zrobić ze sobą i ze swoim umysłem. Poznać, odczuć, posmakować..
    „Dzięki” mieczem, ogniem i podstępem wprowadzonej (nie tylko w Polsce) katolizycyzacji wytepiono wiarę przodków w wielu wielu krajach. W niektórych razem z narodami.
    Ludzie odcięci od swoich korzeni, skazani na bezmyślna wegetację wg religii jakichś pustynnych beduinów, nie potrafią wyjśc poza siebie. czekają na tego wymarzonego, wymodlonego zbawcę. Dotyczy to WSZYSTKICH większych religii świata.
    Takie czekanie, marazm, jest na rękę kierownikom tych religii. takich ludzi łatwiej nastraszyć, łatwiej manipulować, łatwiej skubać z pieniędzy…
    tacy ludzie sami sobie tworzą klatkę we własnym umyśle… i chca do tych klatek zaciągnąć tych wszytkich, co myslą, czują inaczej.
    takim poszukującym jest m.in. Wojtek Jóźwiak.
    I nikogo on na siłę na swoje warsztaty i spotkania nie ciągnie. I jakie w tym niebezpieczeństwo? że ludzie poczują się wreszcie wolni od umysłowych kajdan? że zerwą wdrukowane w umysł kajdany???

    Różne formy poszukiwań wynikaja z BRAKU RODZIMYCH TRADYCJI.
    Co z tego, że wszystkie, WSZYSTKIE ! ! ! ! koscielne święta pochodzą od pokradzionych i zaadaptowanych rodzimych tradycji, jeżeli ludzie nie wiedzą PO CO MACHAJĄ PALEMKAMI, po co i dlaczego ołtarze kierowane są na wschód, co oznacza słowo amen..
    To dotyczy tylko jednej wiary. A napisałem, że przekłamania sa we wszytkich.
    I wracając do twoich wdrukowanych lęków:
    na ilu spotkaniach z Wojtkiem Jóźwiakiem byłaś? co czułas co widziałaś???
    ile osób znasz z tych, co bywali na Wojtkowych spotkaniach??
    Ile swoich komentarzy napisałaś do tarakowych artykułów???
    … a kajdany w głowie brzęczą, brzęczą…

  4. - „Nie przejmować się takimi pseudo-odkryciami! Znaki zodiaku są dobrze zdefiniowane”

    Uff..

  5. Meu, z góry założyłeś, że nie mam o niczym pojęcia i jestem mentalnym leniem, a na NA próbuję „się odnaleźć”. Błąd. Wypowiedziałam się w kwestii, o której mam pojęcie. Łączenie szałasu potów, zaczerpniętego od któregoś z plemion Ameryki Płn. oraz płukania jelit z Tybetu – wyrwane z kontekstu czynności nie mogą przynieść nic dobrego. Napisałam: „któregoś z plemion Ameryki Płn.”, bo każdy naród ma swoje ceremonie, pieśni, a szałas czemuś służy. Niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny i energetyczny. Żeby móc taką ceremonię poprowadzić, trzeba mieć nauczyciela i jego „pozwolenie”. Jeśli ktoś otrzymuje takie pozwolenie, ma również świadomość odpowiedzialności za ludzi biorących udział w takiej ceremonii.

    Jeśli pisząc o rodzimych tradycjach masz na myśli nasze słowiańskie – tak wynika z Twojej wypowiedzi – to proponuję lekturę panów Gieysztora oraz Białczyńskiego oraz kontakt z rodzimowiercami.

    Nie rozumiem, skąd w Twojej wypowiedzi taka agresja. Wyraziłam jedynie swoją opinię w formie – miałam nadzieję – zachęcającej do zainteresowania się tematem, żeby poprzez kontrowersję wywołać zaciekawienie.
    A Ty nie dość, że wyzywasz mnie od mentalnych leni to jeszcze wmawiasz wdrukowane lęki. I deprecjonujesz moją osobę pisząc zaimki osobowe z małej litery.

    Uważam NA za miejsce dla ludzi o otwartych umysłach, ale chyba nie ma tu miejsca dla „inkwizycji”… ;-)

  6. popieram ula !!!!!!!!!!!!!

  7. na stosowanie ruskiej bani też trzeba mieć pozwolenie?
    a płukannie kiszek zalecał Jezus. Przy pomocy bani wypełnionej wodą.
    Studiowanie różnych szamańskich tradycji pozwala zauważyć wiele takich samych elementów, choć róznie nazywanych. Poszukiwanie tych elementów, sieganie do pamięci plemiennych praktyk zawartych w DNA, lub w zapisie wody w ciele jest jednym z celów działania takich ludzi jak Wojtek Jóźwiak.
    Takie działania na terenach polskich nie są łatwe. Polska przez wiele wieków była słomianką Europy. Przemieszczały się różne nacje. Jedne uciekajac przed wojnami, inne – właśnie próbując zająć coś z Polski. Mieszały się geny. Ludzie byli wyrywani ze swoich odwiecznych siedzib. Jedną z większych migracji i przemieszczania ludności ze wschodnick kresów na tereny Polski była ucieczka polaków przed armią radziecką w 26 roku ub. wieku. A o akcji „Wisła” nie wspomnę.
    Wyrywanie z ojcowizny powoduje stan zawieszenia w próżni.
    I stąd takie, a nie inne praktyki szamańskie. A skąd brać tzw rodzime??? od rodzimowierców??? a skąd wiadomo, że ich praktyki sa „prawdziwe”, a nie pod publiczkę, tak dla kasy???
    Objawiają się, nie tylko w Polsce, jacyś mistrzowie od religijnych praktyk atlantów, objawiają się mistrzowie od hanelingów wg kahunów (brrr…).
    Wszelkie spotkania z Wojtkiem Jóźwiakiem są poszukiwaniem samych siebie. Poszukiwaniem swoich, gdzieś głeboko zapisanych, korzeni. Korzeni wiary, wewnętrznej mocy…
    Poszukiwaniem w SOBIE ! ! ! a nie w przyniesionych niewiadomo skąd i od kogo nauk plastykowych szamanów. Obiecujących jakieś super niewiadomoco.
    Wiem o conajmniej jednym spotkaniu takiego plastykowego szamana który zamiast obiecywanej ayahuaski napoił ludzi zwykłym LSD. Tego należy się bać. Tego, o czym pisałem powyżej: że ktoś cos da, nam da.. i to będzie takie fajne. I do tego nie trzeba nic robić . Samo przyjdzie…
    W ostatnim zdaniu przeniosłas swoje lęki i próbowałaś je zaszczepić innym ludziom. Co to znaczy, że „podszedł niefrasobliwie…”???? że nie zrobił z tego kolejnej pseudo religii? Ja, poza twoim strachem, tego nie rozumiem. tak samo nie sa dla mnie autorytetami w/w panowie. Oni pisali historie wg obowiązującej wykładni.
    A pisanie zaimków z dużej litery, to tylko nieobowiązująca forma grzecznościowa.

  8. bez znajomości historii swoich przodków, swojej prawdziwej kultury, swojego dziedzictwa jestesmy skazani na wegetację.
    I dlatego proponuję przeczytać:

    http://rodman.most.org.pl/J.T.Babel9.htm

  9. Myślę że ta duskusja w sposób nieubłagany przemienia sie w konflikt a w konflikcie chodzi już tylko o postawienie na swoim a nie na wymianę myśli. Zgadzam się z Meu, bo widzę jak wiele wspólnych ze sobą elementów mają kultury, które nigdy nie miały szans aby się ze sobą spotkać. To z jednej strony zaskakuje ale z drugiej już nie, bo skoro wszyscy jesteśmy ludźmi to wszyscy mniej wiecej działamy tak samo, niezależnie od rasy czy punktu geograficznego. Ale też zgadzam się z Ulą, że niełatwo jest komuś zaufać, zwlaszcza, że sam Meu zauważyleś jak wielu jest plastikowych szamanów i ludzi sprzedających wężowy olej. I wówczas zadaje sie pytania i oczekuje się odpowiedzi. Czasem odpowiedzi jest wiecej niż jedna, dlatego nie można pouczać i poprawiać bo w ten sposob stajemy się twórcami nowych religijnych dogmatów, sprzedajemy religie i machamy palemką podczas czyszczenia kiszek w bani.
    Dlatego myślę że naszym celem tu na Ziemi nie jest dążenie do prawdy – bo byc może ścigamy miraż – a raczej dokonywanie wyborów i ponoszenie ich konsekwencji. Tylko wtedy możemy poddac próbie nasze człowieczeństwo.

    Wszystkich dyskutantów (czytelników oczywiscie także) zapraszam do zamieszczania swoich mysli na NA w nieskrempowanej i umożliwiającej dyskusję formie (np. w formie artykułów) – bo jak napisala trafnie Ula – nie ma tu miejsca dla inkwizycji

Dodaj komentarz

advert