Friday, May 18th 2012
wrz
2010
28

Rosenkreuz

Pewien niemiecki szlachcic, ze słynnego rodu Germelshausen, jeszcze jako dziecko został przyniesiony nocą do klasztoru, gdzie gdy tylko dorósł – sam także został mnichem. Szybko okazało się, że jest on ostatnim żyjącym członkiem swojej rodziny, która sprzyjając otwarcie heretyckim Albigensom została zmieciona z powierzchni ziemi przez wysłaną przeciwko nim krucjatę. Aby swym imieniem nie ściągnąć na siebie nieszczęścia, chłopiec nazwał siebie pseudonimem Christian Rosenkreuz.

Młody Rosenkreutz był błyskotliwym młodzieńcem i szybko doceniono w klasztorze walory jego umysłu. Jeden ze starszych mnichów postanowił udać się z pielgrzymką na Bliski Wschód i Rosenkreuz bez zastanowienia przyjął propozycję towarzyszenia mu w tej dalekiej podróży. Starszy mnich nie wytrzymał jednak jej trudów i pożegnał się z życiem już na Cyprze. To tragiczne zdarzenie nie zatrzymało jednak Rosenkreuza, który już na własną rękę kontynuował podróż. Kiedy dotarł do Damaszku zapisał się do szkoły religijnej, gdzie poznawał tajemnice Kabały. Po zakończeniu nauki jego droga powrotna do Niemiec wcale nie okazała się prosta. Rosenkreuz odwiedził północną Afrykę, gdzie studiował pisma arabskich okultystów w Fezie, a później w zajętej przez Maurów Hiszpanii. To właśnie w Fezie młody mnich poznał pierwsze tajniki magii, przywoływania żywiołów a także studiował alchemię, ucząc się transformować ołów w złoto. Nie ulega wątpliwości, że Rosenkreutz wędrując przez kraje muzułmańskie zetknął się z Sufizmem a zwłaszcza z tajną organizacją Ścieżka Róży, założoną przez mistrza Abdelkadira Gilaniego, którego symbolem była właśnie róża. Sufi podobnie jak później Różokrzyżowcy, praktykowali alchemię uznając ją za metaforę spirytystycznej transformacji materii w ducha.

Kiedy Rosenkreuz powrócił w końcu do Niemiec, zamknął się na pięć lat w odosobnieniu tylko po to, by kontynuować swoje okultystyczne i alchemiczne studia i przeprowadzać magiczne rytuały. Kiedy uznał, że czas skończyć z izolacją – postanowił podzielić się zdobytą przez siebie wiedzą ze światem. Wierzył, że ta właśnie wiedza uratuje chylącą się ku upadkowi średniowieczną Europę od kompletnej zapaści i moralnej degradacji. Jakież było jednak jego rozczarowanie, gdy okazało się, że to co głosił nie tylko nie wzbudzało w nikim większego zainteresowania, ale także tworzyło atmosferę niechęci a nawet nienawiści. Próbując ratować z takim trudem zdobytą przez siebie wiedzę, Rosenkreuz postanowił stworzyć tajne stowarzyszenie, które pomocą swoich wpływów i zamaskowanych działań doprowadziłoby do osiągnięcia celów, jakich nie udało się Rosenkreuzowi osiągnąć w sposób jawny. Aby wprowadzić pomysł w życie, wyruszył on do tego samego klasztoru, w którym kiedyś został mnichem zanim udał się w podróż na Bliski Wschód.

Już na miejscu przedstawił swoją ideę trzem najważniejszym mnichom w zakonie, proponując im opuszczenie jego murów i rozpoczęcia nowego życia jako członków tajnego stowarzyszenia, powołanego do życia przez Rosenkreuza. Ci o dziwo posłuchali młodego mnicha i złożyli przysięgę, że staną się strażnikami tajemnej wiedzy, którą przez kolejne miesiące zdobywali od swojego nowego mistrza. Rosenkreuz przywiózł ze sobą z podróży tysiące ksiąg i zwojów, i wkrótce do niewielkiej grupy konspiratorów dołączyło kolejnych czterech mnichów i tak powstał Zakon Różanego Krzyża.

Kiedy proces zdobywania wiedzy został zakończony, siedmiu Różokrzyżowców opuściło Niemcy głosząc nową naukę swojego mistrza a on sam oddał się kompletnie swoim badaniom. Siedmiu adeptów nowego zakonu podróżowało w tajemnicy, bez wyjawiania swego prawdziwego imienia. Ich działania regulowało sześć zasad jakie na drogę dostali od Rosenkreuza. Mieli leczyć po drodze chorych bez pobierania za to opłaty. Mieli unikać specjalnych strojów podkreślających ich przynależność do zakonu i posiadanie wyjątkowej wiedzy. Każdego roku, w z góry ustalonym miejscu, mieli wszyscy odbyć spotkanie aby zdać relację ze swoich poczynań. Każdy z członków zakonu miał także w przypadku nagłej śmierci wskazać swojego ewentualnego następcę. Do identyfikacji mieli oni używać liter „RC” i utrzymywać istnienie zakonu w sekrecie przez przynajmniej sto lat.

Ustalono także, że jeśli któryś z braci założycieli zakonu pożegnałby się z życiem, pozostali mieli go pochować w nieoznaczonym grobie, bez żadnej ceremonii. Dlatego kiedy Rosenkreuz w końcu zmarł, nikt nie znał miejsca jego ostatniego spoczynku. Mimo to jego grób odnaleziono przez przypadek, 120 lat po jego śmierci. Krypta miała kształt siedmiościanu i paliła się w niej wieczna lampka, której źródła światła nikt nie potrafił wytłumaczyć. Ciało mistrza Różokrzyżowców przechowało się przez ten czas w doskonałym stanie, a założone przez niego stowarzyszenie istnieje do dziś i w przeciwieństwie do organizacji masońskich wciąż utrzymuje swój tajemniczy charakter.

  • Blip
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Flaker
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
advert

Podobne Wpisy

5 Comments on “Rosenkreuz”

  1. Ostatnio,mój znajomy przeprowadził sie do małego miasteczka pod Montrealem i bardzo chwali sobie decyzję ucieczki od wielkiego miasta,mówił mi że życie w takiej mieścinie toczy się całkiem innym rytmem,leniwie,spokojnie ,cisza,kontakt z naturą i przy okazji nadmienił,że któregoś razu idąc chodnikiem zauważył gabinet dentystyczny i postanowił wreszcie zrobić porządek z zębem,którego trzeba było zaplombować,wchodzi zatem do gabinetu bez umówionej wcześniej wizyty i mówi dentyście ,że ma dziurę w zębie,dentysta mu mówi: no to siadaj pan na fotel !,załatał mu tą dziurę i na koniec mój znajomy bardzo zadowolony pyta się:no to ile się należy ?
    Nic;odpowiedział dentysta.
    NIC !? ,zapytał jeszcze raz niedowierzając mój znajomy
    Nic; odpowiedział ponownie dentysta.
    Więc Edward mu podziękował i wyszedł z gabinetu z rozdziawioną gębą,rozmyślając : jakto NIC ?przecież to niemożliwe,normalnie w Montrealu taka wizyta kosztuje ok.120-140$ a ten tutaj nic nie chce za usługe ? No ale nic, pomacał jeszcze raz językiem plombę…plomba jest !!! więc chyba nie doznał jakiejś halucynacji.
    A ja następnym razem jak będę w Rigaud u mojego znajomego,zaniosę temu dentyście czerwoną różę i oczywiście puszczę mu porozumiewawczo oczko :)

  2. Monsieur. Pomysł z tą różą być może dobry ale przemyślałbym go raz jeszcze… Tak w razie czego, gdyby dobry doktor źle zrozumiał twoje intencje (a szczególnie to oczko..) i odczytał to jako zaproszenie do znacznie bliższej znajomości. I zanim cała sprawa się wyjaśni można zupelnie nieoczekiwanie dostac buzi albo po buzi.
    :)

  3. Może nadmienię,że Edward osiągnął już wiek ,w którym kwestie buzi-buzi są mglistym wspomnieniem z bardzo odległej przeszłości,zatem mniemam,że ów dentysta płci męskiej, wiedziony był całkiem niejasnymi dla mnie pobudkami,faktem jednak jest ,że zrobił tą usługę za darmochę. Ja sam nigdy o czymś takim nie słyszałem ,ponieważ nawet ja gdy sam idę po znajomości do dentysty płci żeńskiej,to płacę i to słono mimo,że jestem bardzo szarmancki.
    Naprawdę trudno mi pojąć ten gest tego specjalisty od buzi.
    Edward mi nie wspominał,że dał mu buzi za dłubanie w buzi.
    :)

  4. Coż mogę powiedzieć…. Może tylko tyle, że prawdziwa miłość nie zna granic
    :)

  5. A jaki to wiek, kiedy kwestie buzi-buzi są mglistym wspomnieniem???
    Przecież prawdziwa miłość nie zna barier wiekowych.

    Może dentysta z siłą regresingu pierwszemu napotkanemu chciał zamanifestować swą miłość do świata? Kocham Cię brachu i zalutuję Ci tę studnię w zębie nie dość, że bezboleśnie to za darmo. Zdziwiony?

    TYLE ZARABIAM, że mogę se na to pozwolić.

Dodaj komentarz

advert