Friday, May 18th 2012
gru
2009
28

Całun Turyński, całun z Jerozolimy

Niecałe dwa tygodnie temu w starej części Jerozolimy,  archeolodzy znaleźli kilka fragmentów całunu żałobnego, którym okrywano zwłoki zmarłych. Ekscytację wzbudził fakt, że całun pochodził z czasów kiedy po Jerozolimie przechadzał się Jezus i może służyć jako materiał porównawczy dla słynnego Całunu Turyńskiego – na którym ma znajdować się odbicie postaci Chrystusa, zdjętego z krzyża i złożonego do grobu.
Mimo, że tkanina znaleziona w Jerozolimie była w większości zniszczona, przetrwało kilka jej fragmentów, które poddano analizie. Dzięki temu znaleziono także kod DNA zmarłego, okrytego tym całunem i wiadomo jest, że cierpiał on na trąd i na gruźlicę.
Oględziny znaleziska pokazały, że oba całuny zrobiono z innych tkanin. Ten z Jerozolimy ma prosty i nieskomplikowany splot, gdy tymczasem ten z Turynu to materia trudna do wykonania i wymagająca od tkacza dużej wiedzy i znajomości swojego fachu. Całun Turyński pojawił się w Europie w Średniowieczu i ci którzy wierzą, że przedstawia on Jezusa, uznają to jako dowód jego autentyczności, bo taki rodzaj tkaniny nie był produkowany w Europie w tamtych czasach.
Nie jest to jednak argument zbyt mocny, bo nie bierze on pod uwagę Wojen Krzyżowych. Przez kilkaset lat trwała ożywiona wymiana – czy to poprzez handel, czy przez zwykłą grabież – z Bliskim Wschodem. Tkaninę na całun mogli więc przywieźć do Francji Krzyżowcy. To tam po raz pierwszy pokazano odbicie Chrystusa wiernym, ale całun szybko zniknął z publicznego widoku. Panuje przekonanie, że wizerunek na całunie po prostu namalowano i nieudolność tego dało się dostrzec gołym okiem. To dlatego całun zniknął – ale na jakiś czas tylko – by pojawić się znów i z miejsca wywołać ogromną ilość kontrowersji.
Lynn Picknett – która jest jednym z autorytetów w tym temacie uważa, że obraz na nim odbity nie może być prawdziwy. Ciało ludzkie jest trójwymiarowe a wiec całun pokrywając ludzkie ciało nie mógłby leżeć płasko, lecz zsunąłby się od nosa w dół na policzki a potem szyję. Nawet gdyby jakimś cudem twarz zostawiła swój odcisk na całunie, to po rozłożeniu go na płaskiej kanwie odbicie byłoby kompletnie zniekształcone! Ten jeden powód wystarczy – wg. Lynn Picknett – aby uznać Całun za sprytną podróbkę. Na dodatek podróbkę, która jest problematyczna z punktu widzenia ludzkiej anatomii.
Postać na Całunie Turyńskim przedstawia bardzo wysokiego – mierzącego 203 cm wzrostu – mężczyznę. Jednak tylne odbicie postaci jest o 5 cm dłuższe od przedniego. Całun jerozolimski pokazuje, że w owych czasach ciało przykrywano dwoma kawałkami materii: jednym okrywano korpus a innym owijano głowę zmarłego. Tymczasem Całun Turyński jest zrobiony z jednego kawałka materiału.
Lynn Pickett uważa także, że najpoważniejszym dowodem na to, że całun Turyński nie może być prawdziwy, jest brak jakiejkolwiek wzmianki o nim w Nowym Testamencie, który przecież z detalami opisuje śmierć Jezusa.
W jaki więc sposób odbicie człowieka trafiło na bądź co bądź niezwykle starą tkaninę (badania wykazały, że może ona pochodzić z III w. n. e.) i w jaki sposób je na nią nałożono – bo z pewnością nie użyto do tego celu farby?
Zupełnie nieoczekiwanie znaleziono wiele powodów wskazujących, że autorem całunu mógł być… Leonardo da Vinci!
Da Vinci był nie tylko niezwykle zdolnym artystą ale także utalentowanym naukowcem, astronomem, lekarzem. Być może Całun Turyński powstał na zlecenie papieża, który chciał w ten sposób ożywić i umocnić wiarę chrześcijańską, tak jak to próbowano – nieudolnie co prawda – zrobić to wcześniej we Francji.
Ponieważ wzrost postaci odciśniętej na Całunie w zależności od strony odcisku nie jest ten sam – można założyć że do stworzenia obrazu użyto czegoś w rodzaju rzutnika. Da Vinci wiedział czym jest camera obscura i mógł też znać rozmaite substancje światłoczułe. Taka teoria stawiałaby nas przed faktem, że oto całun jest niezwykle starą fotografią.
Leonardo dokonywał wielu sekcji zwłok i miał dostęp do martwych ciał, więc bez problemu mógł zdobyć takie, które nadawałoby się do tego celu. Artysta mógł także zadać ciału ten sam rodzaj ran jakie zadano podczas krzyżowania Jezusowi.
Jeśli przyjrzeć się dokładnie odbiciu na całunie, można dostrzec także, że głowa postaci nie należała raczej do reszty ciała. Kim więc był człowiek, który użyczył swojej twarzy domniemanemu odbiciu Jezusa?

Leonardo oprócz tego, że był genialnym uczonym i artystą, znany był także ze swoistego poczucia humoru. Jego pokazy naukowe przypominały występy dzisiejszych iluzjonistów. Także na zamówionych przez możnych klientów obrazach, lubił umieszczać swoją własną postać.
Znane są kontrowersje wokół Mony Lizy, portretu żony bogatego florentyńczyka, w którym wielu dopatrywało się twarzy samego Leonarda. Dziś wiadomo, że w Luwrze wisi tylko jedna z wersji portretu a inne (jak np. wersja londyńska) bez wątpienia przedstawiają twarz mistrza.
Wszystko więc wskazuje na to, że twarz na Całunie Turyńskim jest takim właśnie wyrafinowanym żartem i jest odbiciem twarzy samego Leonarda da Vinci.

  • Blip
  • Blogger.com
  • Facebook
  • Flaker
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
advert

Podobne Wpisy

One Comment on “Całun Turyński, całun z Jerozolimy”

  1. Podobno odnaleziono cos w rodzaju „certyfikatu śmierci” na całunie. Po latach badan (od 1978 roku) udało się odczytac napis, który odbił się na tkaninie. W tamtej epoce zapisywano teksty w 3 językach: greckim, łacinie, hebrajskim. Z fragmentów słów ułożono jak najbardziej prawdopodobną tresc. Podobno brzmi mniej więcej tak:
    „W 16. roku panowania cesarza Tyberiusza, Jezus Narazeńczyk, zdjęty rankiem po tym, jak został skazany przez rzymskiego sędziego na śmierć, gdyż władze żydowskie uznały go winnym, zostaje odesłany w celu pogrzebania go z zastrzeżeniem, że może zostać wydany rodzinie dopiero po upłynięciu pełnego roku. Podpisano przez”. (Podpis urzędnika nie zachował się) Odnosi się to do zbiorowego pochówku skazanych – zwyczajowo wydawano wtedy dopiero ciała po roku od smierci.

    Całość odczytała, czy zebrała w słowa profesor Barbara Frale. Zajmuje się ona zbiorami Watykańskimi, archiwizuje, objaśnia je.
    Ważne są nie tylko litery, ale i określenia – okazuje się, ze słowo „nazareńczyk” byłoby w średniowieczu uważane za herezję, gdyz bardziej uwidoczniałoby naturę ziemską, niż boską Jezusa.
    Wg prof. Frale sam fakt iż napis pojawił się w 3 językach jest już autentykiem. Poza tym – Kosciół nigdy nie określił, że ów tekst jest prawdziwy, bądź fałszywy – stąd obecne dywagacje odnośnie autentycznosci całunu. Wydaje się, ze owa niepewność co do prawdziwości całunu jest dokładnie tym, czego potrzebuje Kościól, by wciąż walczyć o swych wyznawców. Sama prof. Frale mówi, ze okreslenie Jezus Nazareńczyk nie jest równoznaczne z Jezusem Chrystusem, stąd nie podpisuje się pod tym, jakoby obie osoby, czy określenie były tożsame.

Dodaj komentarz

advert